Dodaj do ulubionych

Pukanie do sasiadow

02.01.14, 07:58
Pukacie? Interweniujecie? Tak mi sie kojarzylo z lolowatkiem - tam ktos napisal zeby pojsc z dzieckiem na reku i zwrocic uwage ze glosno (do mnie tez kiedys sasiadka przyszla z dzieckiem z awantura ze wode leje z balkonu - ale zwiewala jak powiedzialam ze mam ospe w domu big_grin) i tak mi sie przypomnialo ze kolega poszedl zwrocic uwage i nozem dostal.
Ja nie chodze - jak cos mi przeszkadza dzwonie na ochrone i oni ida (nie mowia ktory sasiad sie skarzyl tylko ogolnie sa skargi glosno jest itd) jak to nic nie daje oni dzwonia po policje.
Obserwuj wątek
    • 18lipcowa3 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 08:48
      Tak bo każdy ma ochrone w budynku. Buahahaha.
      • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 08:54
        W wwie sporo budynkow ma. Gdybym nie miala dzwonilabym na policje :p
        • jowita771 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:01
          A przecież jesteśmy na forum lokalnym dla warszawiaków.
          • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:04
            W wwie mieszkam - i takie realia znam - dajcie juz spokoj nie chodzi o ochrone w budynku tylko o to czy rozsadne jest lazenie do pijakow (narkomanow?) z dzieckiem na reku np.
            • melancho_lia Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:09
              A po co dzieciaka zabierać?
              Jak nie możesz zostawić to dzwoń na policję.
              Ochrona to zwykle zgraja "leśnych dziadków" i tak niewiele delikwentowi zrobią.
              • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:06
                Ale ono tam nie ida mu wpie...spuscic tylko jako przedstawiciele oficjalni ze tak powiem...
                • slonecznik1981 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 12:10
                  A przed czym ta ochrona w Warszawie chroni?
                  • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 19:20
                    Pilnuja rowerow i zeby obcy nie lazili. I chodza po glosnych sasiadach. Ostatnio pozyczyli mi klucz do furtki zebym sobie dorobila bo mi zginal. Zgadzam sie ze sa to dziadki i niepelnosprawni.
                • to_ja_tola Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 12:57
                  Ta cała"ochrona" to dziadkowie na rencie lub emeryturze.To cóż oni mogą ździałać?
                  Ich "ochrona" konczy sie na podniesieniu bądż opuszczeniu szlabanu w bramie osiedla jebirnego na kilkadziesiąt mueszkań.
            • czar_bajry Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 00:45
              W wwie mieszkam - i takie realia znam

              big_grinbig_grinbig_grin
              A długo w tej wwie mieszkasz? .... poprawnie to w wawie powinno być droga warszawiankobig_grin

              tylko o to czy rozsadne jest lazenie do pijakow (narkomanow?) z dziec
              > kiem na reku np.

              A tak pijacy i narkomani to nagminnie w wawie zamieszkują w budynkach z ochronątongue_out
              • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 10:19
                Serio? Od 25 lat kiedy pojechalam na pierwsze kolonie pocztowki adresuje Wwa i dochodza uncertain zyjesz i uczysz sie...
                • czar_bajry Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 12:44
                  Wwa tak ale nie wwietongue_out pocztówka dojdzie nawet jak wpiszesz dupa...
          • gazeta_mi_placi Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:29
            W Krakowie również bardzo wiele osiedli budowanych w ostatniej dekadzie również ma ochronę.
            • czar_bajry Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 00:46
              gazeta nie chwal siębig_grin
              • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 10:20
                Serio mieszkanie w budynku z ochrona to taki cymes... Matko...
                Przeciez pisalam ze to dziadki i niepelnosprawni...
                • gazeta_mi_placi Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 14:51
                  Zazdrościsz?
      • czar_bajry Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 00:40
        ichi jak subtelnie udało ci się powiadomić nas iż masz ochronębig_grin
        była tu już specjalistka od takich subtelności- lilka jej byłotongue_out
    • melancho_lia Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:08
      Byłam parę razy- nożem jakoś nie dostałam, męża raz pan zbluzgał, ale do policji, która przyjechała chwilę później już taki odważny nie był.
    • slonko1335 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:11
      Oczywiście jak coś się dzieje, w zależności co sie dzieje albo idzie któreś z nas albo dzwonimy na policję/pogotowie/straż. Póki co zdarzyło mi się trzy razy wzywać Policję, raz pogotowie i raz straż pożarną-wszystko do jednych sąsiadów zza ściany. Na szczęście się wyprowadziliśmy-w nowym miejscu nic się nie dzieje.
    • lady-z-gaga Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:21
      Nie pukam, nie mam powodu. Ale ja mieszkam w budynku bez ochrony, więc ani pijaków, ani narkomanów nie mam za scianą wink tacy tylko w luksusowych osiedlach mieszkają wink
      Gdyby jednak cos się działo, to oczywiście pukałabym. Głupie jest założenie, że każdy hałasujący nadmiernie sąsiad to bandyta. I uważam, ze wypada najpierw zwrócic uwagę, a dopiero potem dzwonic na policję. Gdyby ktoś na mnie - w przypadku głośnej imprezy albo głośnego remontu - wzywał policje bez ostrzeżenia, poszukałabym okazji, aby się odwdzięczyć.
      • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:25
        Kolega tez tak myslal i ma dziure po nozu.
        • lady-z-gaga Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:33
          byłas przy tym? słyszałas, jak przebiegało "zwrócenie uwagi"? to nie chrzań głupot
          • kietka Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 09:46
            w blokach bez ochrony ludzie po prostu sie znają, nie kontaktują sie przez panow w mundurach, taka subtelna roznica. zdarzaja sie i buraki i bardzo porzadni ludzie, wiekszosc oczywiscie posrodku stawki.
            mozna sie usmiechnac, mozna tez zj...ac jakas głupia morde, jak to w duzej rodzinie.
            sa scysje, sa tez czułe przeprosiny. jak to w zyciu.

            radze poznac sasiadow, zanim naslesz na nich ochrone i policje.
            • aneta-skarpeta Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 12:05
              dokładnie, wychowywałam sie na warszawskim blokowisku, potem jeszcze kilka lat mieszkałam z dzieckiem

              spokojnie mozna było pojsc do sąsiada i powiedziec o co chodzi i kazdy wiedział z kim jak gadac, albo ew się nie przejmować starą rurąwink
              • gazeta_mi_placi Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 19:00
                To były inne czasy, a nie kwestia mieszkań bez ochrony (w tamtych czasach nie było zresztą innych bloków niż bez ochrony).
            • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 19:21
              Ale moze ja nie chce zeby sasiedzi byli jak rodzina?
    • antychreza Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:03
      Ja nie, ale moja mama była w święta u sąsiadów z góry, którzy mają dwuletnie dzieciątko. Dzieciątko ma ulubioną zabawę - ledwo otworzy oczęta, zaczyna biegi po całym mieszkaniu. W bucikach z grubą podeszwą. TUPTUPTUPTUP jak mały słoń przez 2 godziny bez przerwy. Na początku nie chciałam wierzyć mamie, że to aż taki hałas. Pomieszkałam tydzień u rodziców i już trzeciego dnia miałam ochotę zamordować dzieciaka. Mama rozumie, że dwulatek jeszcze głupi i nie wytłumaczysz, że ma nie ganiać, jednak jak już nie może wytrzymać, to idzie i prosi żeby chociaż założyli mu miękkie kapcie (a to robi dużą różnicę). Pomaga na 2 dni i znów zakładają mu buciki. Zastanawiamy się co jest nie tak z tymi ludźmi.

      Do patologii wezwalibyśmy policję.
      • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:08
        Moze ma buty ortopedyczne? Btw co za glupi pomysl trzymac dzieciaka w domu w butach...
      • slonko1335 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:09
        może jakieś obuwie korekcyjne po domu nosić musi?
        • antychreza Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:34
          Zakładam, że gdyby miał, to przeprosiliby mamę mówiąc, że niestety musi nosić. Mama by przełknęła, bo skoro musi, to musi. Nic takiego nie powiedzieli no i najwyraźniej nie musi, skoro dają mu miękkie kapcie jak mama zwróci uwagę. Chyba chodzi o to, że w tych buciorach mniej się ślizga na panelach niż w kapciach i rzadziej wywala.
    • fomica Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:11
      > Pukacie? Interweniujecie?
      Oduczyłam sie tego raz na zawsze, po tym jak mój mąz po takiej interwencji wylądowal na pogotowiu, bo okazało się że w mieszkaniu upomnianego sąsiada było jeszcze 3 kolegow i wszyscy naćpani sad
      Nigdy nie wiadomo w jakim stanie jest sąsiad, zwlaszcza podczas imprezy, gdzie jest alkohol, inne mocniejsze środki i grupa nabuzowanych palantów którzy czują się królami świata.
      Jedyna rozsądna reakcja to telefon na policję.
      • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 12:50
        No wlasnie kolega tez nie z meliny sasiad znany z widzenia. Jeden z gosci byl agresywny po kwasie i zlapal noz... Potem bardzo przepraszal...
    • mid.week Pytanie dodatkowe 02.01.14, 10:22
      Jak już dzwonicie na policję to ile czasu mija do interwencji i czy w ogole przyjezdzają?

      Parę lat temu mieszkałam na osiedlu pełnej rozrywkowej młodzieży typu kibic. Lubowali się w wyśpiewywaniu hymnów ku czci ukochanej drużyny. Ponieważ zbiórki robili sobie tuż przy osiedlowym sklepie, stojącym w samym centrum bloczków to ich przyśpiewki niosło jak w studni. Po telefonach ok pólnocy patrol docierał ze 2-3 godziny póżniej (o ile w ogole panowie się pofatygowali) i bywało, że impreza już się sama skończyła. Zaczęłam zgłaszać próby włamania do sklepu, zamiast zwyczajnego zakłocania ciszy i efektywnośc mi podskoczyła czasowo. Jak się dzielnicowy zorientował że przesadzam to olewali mnie jak wcześniej. Ciekawa jestem czy to lokalny folklor czy norma krajowa?
      • melancho_lia Re: Pytanie dodatkowe 02.01.14, 10:26
        1. Zgłoszenie głośnej imprezy i darcia ryja o 2 w nocy- patrol pieszy był po 5 minutach
        2. zgłoszenie gościa, który postanowił napieprzać wiertarką o 23.30- 10 minut do przybycia mundurowych
        3. Zgłoszenie rozpoczynającej się bójki- nie zdążyłam się rozłączyć z nr alarmowym jak podjeżdżał radiowóz na sygnale.
        Wszystkie przypadki miały miejsce w Warszawie, dzielnice różne.
        • kanna Re: Pytanie dodatkowe 02.01.14, 11:52
          Dla mnie przeginka - i to mocna - wzywac policję do goscia z wiertarka uncertain Chyba, ze menel straszny...
          • melancho_lia Re: Pytanie dodatkowe 02.01.14, 12:38
            Doczytałaś słonko godzinę rozpoczęcia remontu?
            Pan na grzczną prośbę o uszanowanie spoczynku nocnego obrzucił męża bluzgami- do policji taki odważny nie był.
            • kanna Re: Pytanie dodatkowe 02.01.14, 19:04
              a, skro była grzeczna prośba uprzednio to w porządku smile
              Ja w bloku na warszawskimTargówku wychowana.
              • melancho_lia Re: Pytanie dodatkowe 02.01.14, 19:37
                Policję do hałasów wzywam jedynie wtedy, gdy normalne próby komunikacji zawodzą.
                Na szczęście z większością osób można się dogadać.
          • mid.week Re: Pytanie dodatkowe 02.01.14, 12:54
            No tak - bo profesor habilitowany wierci cichutko, a menel napi....a do granic ludzkiej wytrzymałości? wink
    • run_away83 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:23
      Parę razy mi się zdarzyło, np jak mieszkające za ścianą studentki o 2 w nocy wróciły z knajpy i urządziły sobie karaoke (czytaj: zawodziły jakby ktoś je rżnął tępą piłą). Traf chciał, że mąż był akutat w rozjazdach i byłam w domu sama z dwójką potomstwa, narzuciłam bluzę i polazłam z wyjącym niemowlakiem (którego panie swoim imponującym wokalem obudziły). Ale sąsiadki znałam i nie spodziewałam się zastać za drzwiami nożownika. Do tych samych lasek musieliśmy wielokrotnie pukać w środku nocy i prosić o spokój, bo miały zwyczaj urządzania domowego after party po każdym niemal powrocie z klubu, a więc w godzinach pomiędzy ciemną nocą a bladym świtem. Na szczęscie w związku z faktem, że imprezowanie zajmowało im znacznie więcej czasu niż studiowanie, panienki po pierwszej sesji musiały pożegnać się z uczelnią i miałam je z głowy, wyprowadziły się.

      Do imprezy w stylu "chlanie wódy na melinie z rozbijaniem krzeseł o ściany i wyzwiskami" oczywiście bym się nie pchała tylko od razu zadzwoniłabym na 112.
      Ale to już zależy kogo się ma za ścianą wink
      • kietka Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:30
        w poprzednim mieszkaniu mielismy za sciana parke lubujaca sie w uprawianiu glosniej miłosci. (mieszkanie wynajmowane)
        na poczatku byłba lekka beka, oddzywki cytuje "wez mnie teraz", a potem soczyste aaaaaaaa i jazda 20 min...niezaleznie od pory.
        nie wiem, sciana nosna, gruba, jak oni glosno musieli krzyczec smile
        po kilku dniach. zwrociłam delikatnie uwage i o dziwo poskutkowalo smile teraz wspominamy z mezem z usmieszkiem, ale wtedy do smiechu nam nie bylo, jak muslam 2 letnej corce tlumaczyc, ze pani znowu uderzyla sie w noge i ja brdzo boli smile
        • gazeta_mi_placi Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 20:23
          Czemu ja nigdy nie mogę trafić na takich sąsiadów? sad
    • beataj1 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:34
      I to tyle o wyższości bloków nad tymi strasznymi domkami na zadupiu.
      Na własnego sąsiąda - człowieka którego się zwykle mniej lub bardziej zna bo przecież mija się go na klatce- trzeba ruszyć w obstawie albo z policją? Matko gdzie wy żyjecie w jakichś slumsach? I jak to się ma do bajek o cudownym życiu w bloku/kamienicy
      Nie wyobrażam sobie by ktoś z moich sąsiadów nasłał policję albo bym ja na kogoś nasłała. Ludzie ze sobą ROZMAWIAJĄ bo się znają i większości przypadków lubią. Jak za głośno robiliśmy imprezę przyszła sąsiadka i powiedziała że spać jej nie dajemy. I luz. Przyciszyliśmy się.
      Jak pies sąsiadów odkrył w sobie wilka i wył całą noc to poszłam i poprosiłam by coś z tym zrobił. I ZROZUMIAŁAM że nie dał rady uciszyć psa z minuty na minutę. Mało tego zrozumiałam jak wył następnego dnia że nie dało się go uciszyć. Po paru dniach psu przeszło i żyjemy dalej w zgodzie.

      Jakby któryś z sąsiadów wyskoczył z policją byłby pośmiewiskiem dzielnicy chyba na lata. I na dobre życie sąsiedzkie raczej by nie mógł co liczyć. A zainteresowany i pomocny sąsiad to najlepsza ochrona przed kradzieżami czy innymi wypadkami. Bo się zainteresuje i pomoże.
      • melancho_lia Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 14:19
        Uroczą masz okolicę uncertain Rozumiem, ze jak ktoś dzieciaka za ścianą katuje to też policji się nie wzywa? Bo będzie się pośmiewiskiem?
        Rany, co za menelnia...
        Większość znanych mi osób reaguje na normalnie zwróconą uwagę. Niektórym tylko muszą mundurowi wytłumaczyć.
        • beataj1 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 20:59
          Katowanie dziecka za ścianą? Jeszcze raz zapytam. Gdzie wy mieszkacie?
          Nigdy nie spotkałam się z czymś takim wśród sąsiadow. A znam wszystkie dzieciaki sąsiadów. Mało tego część przylatuje u nas sie bawić z naszymi dzieciakami (a dokładniej dzieciakami brata).
          Nigdy nie musiałam wzywać policji bo WSZYSCY reagują na normalną rozmowę. Może czas pomyśleć o zmianie miejsca zamieszkania na cywilizowane.
          • melancho_lia Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 21:55
            Nie spotkałaś się? A moze nie chcesz słyszeć? Żeby policji nie wzywać i obciachu nie było?
            • beataj1 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 22:58
              No proszę cię wszystkie dzieciaki są mi dobrze znane sąsiedzi też. Jeśli dziecko by płakało zaczęłabym od pytania czy mogę jakoś pomóc a nie od policji. Dzielnica normalna menelstwa niema. Tak są takie miejsca gdzie ludzie są normalni rozmawiaja ze sobą i sie o zgrozo lubią. I nie lecą z byle pierola na policję Widzę że to nietypowe
      • memphis90 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 18:04
        > Nie wyobrażam sobie by ktoś z moich sąsiadów nasłał policję albo bym ja na kogo
        > ś nasłała. Ludzie ze sobą ROZMAWIAJĄ bo się znają i większości przypadków lubią
        No widzisz, a u mnie sąsiad-dresiarz z dwoma szwagrami urządzili imprezę ze skakaniem po suficie o 2 w nocy. I grzeczna prośba, żeby byli ciszej, bo doskonale wiedzą, że mamy małe dzieci, spowodowała podgłośnienie muzyki i jeszcze więcej skakania dokładnie nad ich sypialnią... Wezwaliśmy policję. Jakoś szczęśliwie nie staliśmy się pośmiewiskiem dzielnicy, wręcz przeciwnie. Życie sąsiedzkie też mieliśmy dobre z całą resztą bloku.
        • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 18:20
          Ja nie rozumiem skad to podejscie - dzwonienie na policje=nasylanie na bogu ducha winne zuczki POLiCJI!! Zniewaga wymagajaca krwi!!!
          U mnie ludzie sie nie znaja a i policja nie mowi Kowalska z pod 35 mowi ze pan halasujesz co pan na to tylko raczej "sa skargi" itd. Normalnie. Kto ma to zalatwiac jak nie policja? Reanimacji tez bym sama nie robila tylko dzwonila na pogotowie...
          • beataj1 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 21:02
            A nie wygodniej byłoby się po prostu poznać sąsiadów i załatwiać takie drobiazgi we własnym zakresie, przecież to też ludzie. A nie od razu lecieć po wsparcie policji. Matko za chwilę do pomocy sąsiadowi będzie potrzeba wsparcia brygady antyterrorystycznej bo samemu to strach. Gdzie wy mieszkacie? w strefie wojny?
      • fomica Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 19:08
        Jedynym znanym mi środowiskiem, w którym wzywający policję staje się pośmiewiskiem i obiektem ostracyzmu to bezzębni kibole. U nich to faktycznie, jakikolwiek kontakt z psiarnią oznacza konfidencję i obciach. Jesli naprawdę w twojej okolicy panują takie zasady to nie masz sie czym szczycić.
        • beataj1 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 23:04
          Naprawdę wzywanie policji bo ktoś tupie albo za głośno imrezuje od czasu do czasu to dla was normalka? Bo dla mnie pieniactwo i całkowita nieumiejętność życia wśród ludzi. kurczę dla mnie to wiocha jak ktoś zamiast pogadać leci na policję z bzdetami.
          • fomica Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 10:02
            Opisałam powyżej historię prawdziwa, która przydarzyła się mojemu mężowi. To nie był żaden bzdet, bo miał powazne obrażenia, właściwie za nic, choć i tak mogło się skończyć dużo gorzej. A zaczęlo się niewinnie - od próby rozmowy z sąsiadem (sąsiadem, człowiekiem, którego się zna w widzenia) i grzecznego zwrócenia uwagi że jest za głośno.
            Nie dzwonie na policje dlatego że "ktos tupie". Ale głośna impreza, z rzucaniem bluzgów, rzyganiem przez okno i darciem twarzy do 3-ej nad ranem to nie jest normalna sprawa w miejscu gdzie mieszkaja inni ludzie i zamierzam wzywać na policje bez wahania, na pewno nie powolę mężowi albo sobie kolejny raz tak się narazić.
      • lolinka2 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 21:55
        beata, oddaj mi swoich sąsiadów... nasze świnie okoliczne z piętra mało tego, że nie są do skomunikowania, gdy oni komuś coś (a skąd, oni niewinni są zawsze.... w ogóle to moje dzieci lat 7 i 11 pety na klatce rzucają i sikają pod blokiem, a nie napruty syn pani docent i pana aktora...), to żądania względem nas i psów muszą być zaspokojone NATYCHMIAST. Oraz miła pani sąsiadka nie tak dawno podżegała lokalnego pijaka, żeby pobił mojego męża. I nawet usłużnie potrzymała mu (pijakowi) psy na smyczy, gdy się do czynu zbierał.

        Podwarszawska patologia.
        • beataj1 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 23:09
          Ja Tex mieszkań pod Wawa i nie mam nawet cienia takich problemów. Najgorszymproblemem jest chłopak sąsiadki który lubi ruszać z piskiem opon. A to przecież bzdetami. Może dlatego nie rozumiem wzywania policji bo nie miewam takich problemow. Bać się własnego sąsiada to dla mnie abstrakcja
    • kropkacom Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:47
      Nie wiem czy są jacyś narkomani, czy pijacy. Nie mamy ochrony big_grin Sąsiadów znam. Jednych bardziej, drugich mniej. Do awanturującego się (pod moimi drzwiami) sąsiada zeszłam. Jak mnie zobaczył chciał zamknąć drzwi, ale wsadziłam stopę między próg i drzwi i weszłam. Pogadaliśmy i na jakiś czas odpuścił. Sąsiedzi za to wolą przypinać kartki na tablicy informacyjnej, walić w rury, a jeden sąsiad wali w drzwi (tak ma). Ostatnio najnowszych sąsiadów dręczą tymi kartkami. No to oni im odpisali na tej samej kartce, ze przy drzwiach jest dzwonek i jak jest problem, pytanie to mają się pofatygować. I do cholery, mają rację! Policji nie trzeba wzywać.
      • kropkacom Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:48
        I moich sąsiadów się nie boje.
    • mindtriper Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 10:57
      Pod nami mieszkała rodzina, która od pierwszego dnia stukała nam najpierw wymownie w swój sufit, a potem zaczęło się przychodzenie.
      Oni sobie spokojnie mieszkali z pustostanem nad głową jakieś dwa lata, a potem byli w szoku, że ktoś im nad głową żyje.
      Przyłazili np rano, wcale nie szlafroczkach, że robimy w kuchni hałas i że wszyscy tam tupią.
      To, że nasze poranne tupanie nie trwało długo, jak to rano, nie miało znaczenia, również to, ze tamci już nie spali.
      W końcu się wyprowadzili, na ich miejsce przyszli rodzice faceta - i są to nasi bardzo dobrzy sąsiedzi smile
      • kropkacom Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 11:02
        Przeżyłam to samo, ale i tak uważam, że jedyny akceptowalny sposób komunikacji międzysąsiedzkiej to kulturalne zapukanie do drzwi i rozmowa.
        • melancho_lia Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 14:20
          Tyle, że do rozmowy potrzebna jest chęc z obu stron. Gdy z jednej strony napotyka się na mur to pozostaje policja.
      • fomica Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 11:30
        Ja tez miałam podobnie. Przed nami mieszkała tu samotna staruszka, większośc czasu spędzająca w fotelu, więc było cichutko, kładła się spac o 20-ej, sąsiedzi z dołu wcale jej nie zauważali. No a my - rano do pracy, więc ruch w mieszkaniu, wieczorem pranie, kapiel, czasem powrót z kina o 22-ej. Usłyszałam min. zarzut że u nas sie stuka w kuchni, że prysznic leci, że się odkurza, że słychac kroki...
        A ja nawet nie mam dzieci, ciekawe co by Państwo powiedzieli na nocne płacze i dzienne tupanie...
    • kamunyak Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 11:02
      a ten kolega, z dziurą w brzuchu, to w twoim chronionym budynku?
      Ja chodzę, ale tylko w swojej klatce, bowiem do innych dostępu nie mam - są osobne domofony. Wejść można tylko przez garaż a po nocy nie chce mi się latać po garażu. Dzwonię więc na ochronę.
      Z reguły głośno zachowują sie osoby napływowe. Albo studenci, którzy z założenia mają wszystko w doopie. Albo przybysze wsiowo/małomiasteczkowi, którzy przywożą swoje zwyczaje do dużego miasta. Ostatnio właśnie wprowadzili sie tacy piętro wyżej. I, oczywiscie, to nie oni będa przystosowywać się do juz mieszkających , tylko "starzy" sasiedzi muszą zaakceptować ich zachowanie. "Ich" zachowanie to np. wypuszczanie (z 3 piętra) kota na podwórko, który to kot obsrywa podwórkowe piaskownice oraz przepędził 2 bezdomne koty, które rezydowały na naszym podwórku i były tu systematycznie dokarmiane.
      Ich, nazwijmy to, pies, w postaci yorka, też jest wyprowadzany przed klatke schodowa mimo, ze są wyraźne prośby administracji żeby psy wyprowadzać poza ogrodzony teren (jest miejsce), ponieważ po trawnikach biegaja dzieciaki i bawią się tam. Mam więc nadzieję, że ich upiorne bliźniaki także będą wdeptywać w odchody swojego psa. A upiorne bliźniaki maja zwyczaj poruszać się po mieszkaniu galopem, łomocząc godzinami nad głową, przy asyście poszczekiwań swojego kundla. Kilka dni temu hałas był taki, że miałam już serdecznie dośc i poszłam, bez namysłu, na górę z interwencją. Na co pani odpowiedziała mi z rozbrajającym uśmiechem "ale oni dopiero pierwszy raz bawią się na klatce". No, po prostu, ręce opadają, czyt. nic tylko strzelić w ten pusty łeb. Poprosiłam więc żeby (upiorne) dzieci nie bawiły się na klatce a pani zapamiętała sobie, że już nie mieszka w chacie na skraju wsi i pod nią są inne mieszkania.
      Zdarzało mi sie uspakajać rozwrzeszczanych studentów.
      W Warszawie bardzo dużo mieszkań jest wynajmowanych, u mnie to gdzieś tak 50%, i z tymi lokataromi to już na bank są problemy.
      • kropkacom Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 11:06
        Problemy są dlatego, ze nowy twój wróg i nie musi koniecznie znać wszystkich zasad. Na przykład nowi lokatorzy nie wiedzieli, ze trzeba jak jest dyżur myć podłogi. No i na tablicy zawisła bardzo niemiła karteczka. Wystarczyło przyjść i lokatorom wytłumaczyć, tak? Druga sprawa, nasz blok to taka trumna po ósmej godzinie wieczorem big_grin i tez tego nie trzeba wiedzieć.
        • kropkacom Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 11:07
          Trumna oznacza, ze jak ci soc spadnie na podłogę to na bank masz walenie w rury. Tak jak się do tego przyzwyczaiłam, to współczuje każdemu nowemu.
    • lily-evans01 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 11:34
      Jakby ktoś z moich sąsiadów zrobił mega imprezę w pijackimi wrzaskami i zwracaniem przez okno, to na pewno bym tam nie poszła, tylko wołała policję i tyle. Nie widzę powodu, żeby narażać się na pijackie obelgi albo nawet pobicie.
      • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 12:53
        Dokladnie. A ciagniecie tam niemowlaka zeby jeszcze dobitniej udowodnic swoja krzywde to juz w ogole debilizm
        • run_away83 Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 13:01
          Nie wiem jak ty,ale ja odróżniam prymitywną popijawę w wykonaniu alkoholików czy innej patologii od domówki zorganizowanej przez w miarę cywilizoeanych sąsiadów, w trakcie której natężenie decybeli w pewnym momencie wymyka się spod kontroli.

          W tej pierwszej sytuacji wzywam stosowne służby. W drugiej zwykle wystarczy osobista wycieczka i grzeczne zwrócenie uwagi. I owszem, zdarzyło mi się z niemowlakiem, kiedy nikogo dorosłego nie było poza mną w domu.
          • babcia.stefa Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 14:13
            Żebyś się nie zdziwiła. W naszym bloku mieszkały takie dziwolągi, na oko niby normalni - małżeństwo pod czterdziestkę z dzieckiem w wieku szkolnym, on chyba architekt.

            Co jakiś czas pani robiła sobie z psiapsiółkami reset totalny - popijawa na umór z tańcami na balkonie. Jak się poszło poprosić o ciszę, to leciały takie bluzgi, że niezła melina wysiada.
    • kadfael Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 11:49
      Hm... Nie muszę. U mnie nigdy nie było żadnej zadymy, która wymagałaby interwencji. A dobrych parę lat tu mieszkam. Kamienica mała, wszyscy sąsiedzi się znają, bywamy czasem na tych samych imprezach, samotne sąsiadki wyjeżdżają razem na objazdówki. Byliśmy kiedyś nawet razem na łowieniu dorsza...
      • burina Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 12:18
        Tylko jak taką znaleźć?
    • to_ja_tola Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 12:54
      Moj znajomy...fajny facet, ale zawodowo zandarm jakus tam wysoko postawiony i choleryk.W swoim bloku zawsze i z kazdym zrobi porządek.Predzej czy pozniej studenci juz wiedza ze z nim sie nie zaczynawink
      Sama chyba kiedys tam tez interweniowałam, chociaz staram sie tego nie robic teraz.
    • edelstein Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 14:17

      Przeczytalam "pukanie sasiadow"i bylam pewna,ze bedzie o jekach zza scianybig_grin
    • mona_mayfair Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 18:07
      Kiedys poszłam, ale rano, po imprezie. Zmotywował mnie kwiecisty paw na szybie.
    • jusiakr Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 19:10
      Jak mieszkaliśmy w PL nigdy nie było takiej potrzeby - mieliśmy świetnych sąsiadów. Jak robili imprezę to wcześniej uprzedzali i nawet jak się głośniej bawili, to nigdy się to nie kończyło jakąś borutą (jak przywołany przez kogoś paw na szybie). My też uprzedzaliśmy.
      A tu gdzie mieszkamy teraz, to czekamy, aż do nas ktoś przyjdzie. uncertain Słyszę jak podłoga dudni jak chodzimy. Młodego próbujemy zmusić by nie biegał w domu, ale to trochę niewykonalne w przypadku 3-latka. No i dwa razy w nocy (późnym wieczorem) włączył się u nas alarm przeciwpożarowy. Oczywiście nie zrobiliśmy tego celowo, ale sąsiedzi mogli się pobudzić.
      • ichi51e Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 19:18
        Chyba *poruta...
        Ja przez lata myslalam ze jest "miec jak w uchu" big_grin
        • jusiakr Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 23:10
          może poruta
          przyznam, że słowo znam raczej ze słyszenia, nie pamiętam, czy kiedykolwiek je widziałam napisane
    • thegimel Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 22:27
      Pukałam raz. Impreza mi aż tak nie przeszkadzała, natomiast przeszkadzało grupowe wyłażenie na balkon i darcie ryja. Jakby był weekend, to bym odpuściła, ale na drugi dzień wszyscy normalnie szliśmy do pracy. Ci sami sąsiedzi doczekali też wizyty policji. Sąsiad grzecznie poprosił o ciszę, to usłyszał bluzgi (nie od gospodarzy, ci są całkiem sympatycznymi ludźmi, choć imprezowymi nieco, od jednego z gości. Po tej interwencji sąsiedzi ograniczyli mocno ilość imprez jak też i natężenie decybeli.
    • agus-ka Re: Pukanie do sasiadow 02.01.14, 23:03
      dwa razy byłam, raz sąsiedzi nie otworzyli, ale muzykę ściszyli. Oni w ogóle sa spoko i lubimy się, nie otworzyli bo pewnie byli mniej ubranismile drugi raz zaczepiłam sąsiadkę z góry, bo jej dziecko miało wyjątkowo irytującą zabawkę. Zabawka dostala status "do użytku tylko na dworzu". Tyle że ja mam normalnych sąsiadów i można się z nimi porozumieć.
      Jak urodziłam corkę to pytałam sąsiadów czy im dziecko czasem czymś nadmiernie nie hałasuje i żeby śmiało przychodzili jak cos będzie nie tak.
    • ponis1990 Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 06:14
      cholera,przeczytałam tytuł ,,pukanie sąsiadów'' - hehe ,głodnemu chleb na myśli, nic, idę no chłopa budzić big_grin
    • guderianka Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 08:01
      Nie muszę, mam fajne najbliższe sąsiedztwo, skorych do pomocy życzliwych ludzi
    • naomi19 Re: Pukanie do sasiadow 03.01.14, 15:04
      Jak miałam sąsiadów artystów (życie zaczyna się po 23) to pukałam. W ścianę. Potem do drzwi. Nie zrozumieli próśb. Poszłam do właścicieli mieszkania. Na ich miejsce przyszli kryminaliści. Mili, ale życie również zaczynało się po 23. Zapukałam raz, druga interwencja był to już telefon na policję. Właściciel mieszkania nie wytrzymał i sprzedał mieszkanie. Teraz mam normalnych sąsiadów,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka