Poczta raz na jakiś czas podrzuca mi do skrzynki listy do sąsiadów bliższych i tych dalszych

Ot, taka lokalna praktyka. Pomogła reklamacja i listonoszka jednak zatrzymuje się pod każdą skrzynką a nie tylko pod moją, choć pewnie nie tylko ja takie kukułcze jaja dostawałam.
Teraz czas na Inpost. Ok, pierwsze trzy listy dostarczyłam pod właściwy adres. Dziś wyjmuję kolejne dwa.
Po tamtych próbowałam dodzwonić się do firmy i jednak poinformować, że listonoszem nie jestem. Nie muszę dodawać, że nie udało mi się dodzwonić, albo może mało zdeterminowana byłam, bo trzeba było powisieć dłużej niż godzinę.
Dziś też wydzwaniam i wiszę na ich infolinii po kilkanaście minut za każdym razem. Nie ma kontaktu z infolinią

W zasadzie nie ma czegoś takiego jak "rozmowa z konsultantem".
Co radzi ematka? Dostarczać listy czy wyrzucić do segregacji? Z drugiej strony ciekawi mnie ile moich listów gdzieś sobie w segregacji leży, bo czekam na fakturę i chyba sobie poczekam.
Macie jakiś pomysł co z takimi przesyłkami zrobić poza "a co ci szkodzi jak te listy zaniesiesz".