milanak
02.02.14, 13:08
Mamy roczną córkę. Jesteśmy sami, żadnych babć, cioć, wujków, sąsiadek. Nikogo kto mógłby ewentualnie się córką zająć. Mąż chodzi do pracy, ja jestem w domu z baaaardzo wymagającym dzieckiem. Po kilku godzinach czasami wysiadam i gdy mąż wraca z pracy to jest wybawieniem.
Postanowiłam zacząć walczyć ze swoja nadwaga i od miesiąca chodze na silownie. Nie ma mnie w sumie 3h w poniedzialki i środy. Od wczoraj postanowilam tez ze w sobotę tez będę chodzic na silownie. Czyli w sumie 3 razy w tygodniu kiedy to mąż ma sie zajść córka sam od początku do końca.
Jak to facet oczywiście zaczął się żalić, ze przecież on tez chce sobie na siłke chodzic. No to spoko ustaliliśmy że we wtorek lub czwartki będzie sobie mógł iść.
Ale dzis on stwierdzil ze sobie pojedzie na basen. Mówię żeby sobie wynik z glowy bo jak on smacznie wyspal w nocy to ja zajmowalam sie corka, która sie co chwila budzila bo ząbkuje. No i awantura, że ja chodzę 3 razy w tygodniu na siłownię i on tez chce. No ku...ca mnie zaprzeproszeniem wziela. Tak jakbym chodzila na wódke co drugi dzien lub na jakąś imprezę. Mam do zrzucenia 40 kg nadwagi a on mówil ze będzie mnie wspierał. A teraz ciągle doluje.
Nie rozumie że siedzenie z dzieckiem caly dzień a siedzenie 3h to różnica. A ja juz nie wiem jak mu to wytlumaczyc na ten durny chlopski rozum.
Ogólnie to napisalam aby się wygadać ale moze jakieś rady macie...