stacie_o
15.02.14, 15:04
Drogie mamy,
czy są wśród was takie, których dzieci nie były w szpitalu (poza porodem)?
To chyba moja największa schiza, że z Drugą wyląduję w szpitalu. Wiem, mus to mus. Ale mam koszmarne wspomnienia ze Starszakiem i boję się tego jak diabeł święconej wody. Mam rozpiskę, gdzie i jak udać się z Drugą, do jakich poradni i panicznie się boję, że mi ją tam czymś zarażą i będę musiała się udać z nią do szpitala. Tak było ze Starszakiem, w którymśz początkowych miesięcy życia 2 czy 3, dwudniowy lekki zabieg rozdzielenia palców i usunięcia narośla, skończył się tak, że położono go na zbiorowej sali z dziećmi z zapaleniem płuc i sraczką..dostał jednego i drugiego, byliśmy przewożeniu z jednego szpitala do drugiego, w efekcie spędziłam z nim w szpitalu około półtorej miesiąca, koczując na krzesełku i zastanawiając się czy nie skoczyć z okna... serio, to długo perspektywa powtórki takiego pobytu powstrzymywała mnie przed posiadaniem drugiego.
Najgorzej wspominam, to że nigdy nie można było się niczego dowiedzieć, czym jest leczony, ile orientacyjnie potrwa hospitalizacja, bezsens czekania na wypis np tylko w poniedziałki o 10, więc koczujemy sobotę i niedzielę dodatkowo.
No i nieśmiertelne warunki, typu krzesełko przy łóżku, brak łazienki dla rodziców, brak możliwości wykupu posiłków i oczekiwanie że ze śpiewem na ustach, wypoczęty rodzic będzie pielęgnował dziecko i znosił fochy pielęgniarek a i jeszcze cegiełkę wykupi za pobyt w tym sheratonie.
Brak łóżek dla rodziców, toalet, łazienek i posiłków (płatnych rzecz jasna) uważam za skandal...