madi138
11.06.14, 20:25
Mieszkamy za granica i w te wakacje jedziemy samochodem do Polski. Poczatkowo planowalismy, ze wiosna zmienimy auto na nowsze i wieksze, zeby podroz byla bardziej komfortowa. Wyskoczylo nam jednak troche nieprzewidzianych wydatkow i stanelo na tym, ze jedna jedziemy naszym nienajnowszym i nie za pieknym, ale sprawdzonym samochodzikiem. I tego moja tesciowa przezyc nie moze. Od kiedy sie dowiedziala, ze jednak nie zmieniamy auta ciagle rzuca, jakies dziwne komentarze. A to, ze ten nasz to nam sie pewnie rozkraczy i nie dojedziemy, a to, ze moze jednak kupimy nowe auto. Na poczatku kulturalnie odpowiadalismy, ze nie damy rady finansowo i tyle. A ona dalej swoje i przy kazdej rozmowie, o tym samochodzie wspominala. Dzisiaj znow- maz dzwoni, a ona jaka zasmucona. Maz sie pyta o oco chodzi, a ona, ze sie martwi, ze nasze plany nam sie nie udaly i ze musimy do domu przyjechac starym gruchotem.... Chodzi oczywiscie, o to, ze martwi sie co powiedza sasiedzi i rodzina, gdy zobacza czym zaparkowalismy pod domem! Tesciowa uwielbia sie lansowac, na syna za granica, a tu taki zonk! Maz sie wkurzyl i ja opierdzil. A ja juz po prostu nie wiem, czy to ona jest delikatnie mowiac zaburzona, czy my sie czepiamy?
Gdyby do mnie, po dwoch latach niewidzenia przyjezdzaly ukochane wnuki, to mogliby nawet furmanka podjechac, a szalabym z radosci. A tu takie cos, ze niby wstyd jej przyniesiemy... Juz mi sie odechcialo tych wakacji...