...z tą gotowością szkolną i nieszczęsną refeormą edukacji?
Tak się składa, że mamy wśród znajomych sporo dzieci z rocznika 2009. Kiedy okazało się, że nasze "maluchy" pójdą do pierwszej klasy obowiązkowo w wieku 6 lat, były dyskusje o tym, jak to zabiera się im dzieciństwo, że pięciolatek to powinien latać po podwórku zamiast ćwiczyć szlaczki.
Teraz te "maluchy" są już w zerówce i ... no właśnie.
Okazuje się, że większość dzieciaków czyta idąc do zerówki. Rodzice nie ukrywają, że to efekt ciężkiej pracy i ćwiczeń w domu. Znajoma prowadzi przedszkole, w którym za zgodą rodziców, dzieci robią podręczniki "rok do przodu" itd.
W szkole, do której pójdzie w przyszłym roku mój syn, utworzono klasę tylko sześciolatków, rodzice się nie zgodzili...
Znajoma zostawiła załatwiła odroczenie dla swojego syna. Poszedł do pierwszej klasy jako siedmiolatek. Oczywiście umie już czytać i pisać i strasznie się nudzi z "maluchami". Pretensje, że nauczycielka nie prowadzi osobnych zajęć dla "uzdolnionych siedmiolatków".
Mam dużo zastrzeżeń co do przeprowadzenia tej reformy, mam szczęście, że moja wiejska szkoła bardzo sensownie rozwiązała kwestię sześciolatków.
Ale tak się zastanawiam, czy te wszystkie dyskusje o dojrzałości emocjonalnej sześciolatków, to tylko zasłona dymna i czy to nie chodzi tylko o ty, czy moje dziecko da sobie radę w tym wyścigu szczurów?

ktoś jeszcze jest może w posiadaniu pięciolatka, który jeszcze nie czyta?