Dodaj do ulubionych

Jak to jest...

04.11.14, 10:17
...z tą gotowością szkolną i nieszczęsną refeormą edukacji?smile

Tak się składa, że mamy wśród znajomych sporo dzieci z rocznika 2009. Kiedy okazało się, że nasze "maluchy" pójdą do pierwszej klasy obowiązkowo w wieku 6 lat, były dyskusje o tym, jak to zabiera się im dzieciństwo, że pięciolatek to powinien latać po podwórku zamiast ćwiczyć szlaczki.
Teraz te "maluchy" są już w zerówce i ... no właśnie.

Okazuje się, że większość dzieciaków czyta idąc do zerówki. Rodzice nie ukrywają, że to efekt ciężkiej pracy i ćwiczeń w domu. Znajoma prowadzi przedszkole, w którym za zgodą rodziców, dzieci robią podręczniki "rok do przodu" itd.
W szkole, do której pójdzie w przyszłym roku mój syn, utworzono klasę tylko sześciolatków, rodzice się nie zgodzili...
Znajoma zostawiła załatwiła odroczenie dla swojego syna. Poszedł do pierwszej klasy jako siedmiolatek. Oczywiście umie już czytać i pisać i strasznie się nudzi z "maluchami". Pretensje, że nauczycielka nie prowadzi osobnych zajęć dla "uzdolnionych siedmiolatków".
Mam dużo zastrzeżeń co do przeprowadzenia tej reformy, mam szczęście, że moja wiejska szkoła bardzo sensownie rozwiązała kwestię sześciolatków.
Ale tak się zastanawiam, czy te wszystkie dyskusje o dojrzałości emocjonalnej sześciolatków, to tylko zasłona dymna i czy to nie chodzi tylko o ty, czy moje dziecko da sobie radę w tym wyścigu szczurów?wink ktoś jeszcze jest może w posiadaniu pięciolatka, który jeszcze nie czyta? wink
Obserwuj wątek
    • tylko.przelotem Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:23
      Przez pierwsze trzy lata będzie świetnie. Dopiero w czwartej klasie okaże się, że dzieciaki nie nadążają, nie umieją notować, nie dają rady z nawałem materiału, nie ogarniają. Przeskok z trzeciej do czwartej klasy jest w ogóle trudny, a dla dzieciaków, które poszły do pierwszej klasy w wieku sześciu lat, szczególnie.
      • sfornarina Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:25
        Straszne. Cala Europa nadaza, tylko polskie dzieci jakies takie niedorobione, ze rady nie dadza...
        • gazeta_mi_placi Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:24
          Z tego co wiem poziom zwykłej szkoły polskiej, a europejskiej jest wyższy, może stąd młodsze dzieci nie nadążają.
          • anek130 Re: Jak to jest... 04.11.14, 12:40
            no patrzcie, a mój nadąża, sam, bez pomocy, a jest w czwartej klasie i jest rok młodszy- jest ich w klasie 3 młodszych i spokojnie sobie radzą, nie wiem o co tyle szumu- to kwestia indywidualna, bo niekiedy ten czwartoklasista, który poszedł do szkoły jako 7 latek nie nadąża

            Ania
        • memphis90 Re: Jak to jest... 04.11.14, 17:11
          A pomyślałaś kiedyś, że program nauczania w szkole polskiej i np. brytyjskiej czy francuskiej może się różnić...? Pewnie taka oczywista oczywistość nawet nie przemknęła Ci przez myśl, prawda...?
      • sko.wrona Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:40
        Na czym polega problem czwartej klasy w polskiej szkole to wiem. Ale nie jest to wina tego, że do pierwszej klasy poszły sześciolatki.
        Program klas I-III został zmieniony, program klasy IV pozostał taki sam. Problemem jest to, że dopiero w czwartej klasie wymaga się od dziecka, żeby przeczytał dłuższy tekst, albo wytrzymał całą godzinę lekcyjną w ławce. Tak w każdym razie twierdzą znajomi nauczyciele.

        No, ale program został zmieniony po to żeby biednym sześciolatkom było łatwiej. Głosy znajomych rodziców pięcio, sześcio, siedmiolatków są takie, że bez sensu, bo dzieci w pierwszej klasie się nudzą.
        Pamiętam, że za moich czasów zerówka nie była obowiązkowa. Pierwsza klasa to był czas na naukę czytania i pisania. Ja sama nie umiałam czytacmć idąc do szkoły.
        • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:46
          Muj bosze, przecież właśnie o tym od kilku lat mówią przeciwnicy obligatoryjnego posyłania do I klasy sześciolatków.
      • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:53
        Ja miałam pięciolatkę nieczytającą (jakieś litery znała, ale ich nie łączyła). Poszła do klasy sześciolatków. Teraz jest w czwartej. Ma trochę problemów z organizacją czasu, ale z materiałem sobie radzi, ma niezłe oceny i w ogóle jest lepiej niż się spodziewałam.
        • heca7 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:45
          Wiele zależy od nauczyciela klas 1-3. U córki był cudowny- klasa 7-latków radzi sobie do dziś doskonale, po prostu zostali w odpowiednim momencie wszystkiego nauczeni.
          U syna, klasa 6-latków radzi sobie w 4 klasie fatalnie. Nauczyciele prowadzą dla całej klasy lekcje dodatkowe zamiast teatrzyków itd. Z matematyki, polskiego. Tylko jeden nauczyciel jest klasą zachwycony- od plastyki i techniki. Cudownie wręcz rysują, wybitnie uzdolniona klasa! big_grin Oni nawet na polskim i matematyce jak kobieta coś tłumaczy przy tablicy wyciągają kartki i rysują. Nauczyciele proszą ich o pozostawienie w tym czasie na ławce tylko zeszytu bo odwracają się a tam cała klasa Kossaków smile Bo co robili w klasach 1-3 ? Rysowali, ciągle coś rysowali, w książkach, zeszytach. Prosiliśmy o zmianę nauczyciela ale nie można bo pani jest w ciąży (same zastępstwa codziennie z kim innym, jest na macierzyńskim, ma małe dziecko). Super ona jest chroniona a moje dziecko przed głupotą nauczycielki nie jest chronione?! I tak jest efekt, że dzieci muszą z rodzicami uczyć się w domu jak się pisze dłuższe wypowiedzi, jak się rozwiązuje testy itd.
          Trzeciego dziecka nie posłałam wcześniej i jestem zadowolona.
          • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:54
            W klasach I - II nie powinno się jeszcze pisać dłuższych wypowiedzi. Tego, od samych podstaw powinien nauczyć polonista.
            To prawda, że wychowawca w klasach młodszych jest trudny do przecenienia. Niestety, nie zawsze dobrze się trafia.
            • heca7 Re: Jak to jest... 04.11.14, 12:04
              No ale w trzeciej klasie już tak. Teraz dzieci się zderzają z rzeczywistością w 4 klasie. Nie umieją tego robić choć bardzo chcą dostawać dobre oceny. Zniechęcają się bo wkładają w lekcje dużo pracy a efekty nie są zadowalające. Dziewczynkom jest łatwiej. Chłopcy z natury mniej wylewni literacko mają gorzej.
              • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 12:12
                Dopiero w 4 klasie wchodzą dłuższe formy: Krótkie opisy, opowiadania, układanie dialogów. Tego powinien się od podstaw uczyć czwartoklasista.
                Ja jestem bardzo zadowolona z polonistki mojej córki (IV klasa), w zasadzie nie nie muszę z nią robić w domu, bardzo ładnie się rozwija, a czytać nie lubiła, do tego ma dysleksję.
                To, że chłopcy piszą krócej, mają problem z rozwijaniem i "upiększaniem" wypowiedzi - to prawda. Dobry nauczyciel i na to powinien mieć sposób.
      • edelstein Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:57
        Te polskie dzieci to jakies niedorobione.W Europie dzieciaki nie maja takich problemow.Syn idzie jak wszyscy inni w wieku 6lat.
        • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:00
          Mamy boją się trochę na wyrost. Panikują. Ale prawda jest taka, że nie wszyscy nauczyciele sześciolatków starali się sprostać wyzwaniom, jakie postawiły przed nimi młodsze dzieci.
        • ola Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:25
          A porównywałaś program polskiej i niemieckiej szkoły dla dzieci w wieku 10-13 lat? Ja mam porównanie i niestety np. Z przedmiotów humanistycznych to jest przepaść zarówno w podstawie programowej jak i w metodologii. Nic dziwnego, że np Norwegowie sobie w szkole radzą. Kiedy mam ich na warsztatach patrzą na mbie jak wół w malowane wrota i wszystko trzeba im tłumaczyć. Nasi rzadko są lepsi, ale podstawę mają imponującą...
          • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:28
            O ile dobrze kojarzę, w norweskiej szkole nie ma ocen w naszym rozumieniu, nie ma też elementu rywalizacji i obowiązuje zasada tłumaczenia materiału tak długo, aż zrozumie nawet upośledzony umysłowo.
            • ola Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:37
              No właśnie o tym piszę. Nie ma też mnóstwa informacji, które nasze dzieci muszą znać. Przykład: robię lekcję o klasycyzmie dla polskiego i norweskiego gimnazjum. Nasze dzieci znają już mitologię, potrafią wymienić kilkunastu greckich bogów, rozróżnić mity. Od tego zaczynamy część warsztatową. Norwegowie nigdy nie słyszeli o Zeusie a Kiedy mówię o Herkulesie i dwunastu pracach oni się kłócà, że to był Gal Asterix. Po prostu u nich tego nie ma w programie. Mają za to jakieś projekty typu : zrób z kolegami wywiad z wójtem. No i teraz weź napisz że nasi są niedorozwinięci, bo nie radzą sobie z podstawą programową. To jest przecież nie do porównania.
      • nowi-jka Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:06
        notowac musiałam dopiero na studiach bo w szkole to sie pisało pod dyktowanie mysle ze sie nic w tej materi nie zminiło wiec akurat o umiejetnosc notowania bym sie nie martwiła

        mój 6latek nie umie czytac ale obawiam sie ze ma jakis feler z zapamietywaniem liter bo ja tez z tych matek co próbuja go nauczyc juz od pewnego czasu no i niestety pomimo pracy włożonej nie pamieta literek
        • kj-78 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:42
          <notowac musiałam dopiero na studiach bo w szkole to sie pisało pod dyktowanie mysle ze sie nic w tej materi nie zminiło wiec akurat o umiejetnosc notowania bym sie nie martwiła

          A pamietam, ze w 6 klasie musialam juz sporo notowac z polskiego, biologii i historii. Nauczycielki po prostu robily wyklad z nowego tematu. W liceum to juz notowalam w zawrotnym tempie, bo nauczyciele na lekcji dodawali duuuzo od siebie w stusunku do podrecznika
          • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:44
            Też się zdziwiłam tym brakiem notatek...
            • ewa_mama_jasia Re: Jak to jest... 04.11.14, 13:02
              Ja też. Nie dam co prawda głowy, czy musiałam już notować pod koniec podstawówki (7-8 klasa), ale z pewnością w liceum od początku musiałam.
          • nowi-jka Re: Jak to jest... 04.11.14, 13:10
            Niech sie moze wypowiedza nauczycielki ale ze mam przygotowanie do nauki w szkole i praktyki tam miałam x lat temu to wówczas nalezało podyktowac notatke do zeszytu. To był obowiązek nauczyciela i sprawdzian mógł byc tylko z wiadomosci z zeszytu. Pamiętam bo wydawało mi sie to głupie i wymagało wiekszej czescli lekcji przeznaczyc na dyktowanie. A praktyki miałam w technikum.
            • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 13:40
              Korzystam z notowania na tablicy (rzadko dyktowania, bo dzieci lepiej zapamiętują to, co widzą), ale proszę także, by pewne rzeczy same notowały. Robienie krótkich notatek i wynajdowanie najważniejszych informacji w tekście to ważna umiejętność, którą trzeba kształcić.
      • mid.week Re: Jak to jest... 04.11.14, 15:42
        W najgorszym wypadku zostanie na 2 lata w 3 klasie i po sprawie.
    • mag1982 Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:37
      Moja co prawda rocznik 2011 ale uczyć czytać nie zamierzam. Chcę uniknąć właśnie nudzenia się w pierwszej klasie. Na chwilę 'obecną odraczać też nie planuję a znam już takich co teraz wiedzą, że sześcolatka nie poślą. Może to też efekt tego, że w p-kolu straszą szkołą namawiając na,zajęcia dodatkowe.
    • eo_n Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:39
      Kto panikował, to panikował ja nie.
      Jak patrzę na córkę, to gdyby nie reforma zapewne dążyłabym do posłania jej wcześniej do szkoły. Nie wyobrażam sobie, żeby kolejny rok miał jej minąć na zabawie i szlaczkach, tylko.
      Szkołę za to wybrałam możliwie przyjazną z niewielkimi klasami i indywidualnym podejściem (mama chrześnicy męża w niej do niedawna pracowała i raczej nie wprowadzałaby nas w błąd co do warunków nauki, nie miałaby w tym interesu).
      I... my z mężem nie pracujemy ciężko nad nauczeniem córki. My to bardzo lubimy. Część spędzanego wspólnie czasu to po prostu wszelkie zabawy edukacyjne. Dla nas to frajda i dla córki też.
      • sko.wrona Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:54
        Wiesz ja zdaję sobie sprawę, że jest sporo dzieci, które same z siebie interesują się literkami i cyferkami i chcą się uczyć itd.
        Ale sporo jest takich, które same się do tego nie garną. Koleżanka właśnie mnie poinformowała, że będzie załatwiać odroczenie dla swojej pięcioletniej córki. Dziewczynka zna alfabet i potrafi przeliterować proste wyrazy, ale "za słabo przykłada się do pisania" i koleżanka nie ma już siły i chce jeszcze dać jej rok czasu na ćwiczenia...
        • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:01
          To już jest głupota. Ćwiczyć (i to od zera) będzie w pierwszej klasie.
          • eo_n Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:03
            Tak, dla mnie to też zaskakująca decyzja w tym kontekście...
            (moja pisze koślawo niemiłosiernie, ale - jak rany! - ma czas, nauczy się jeszcze...)
            • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:10
              Ja też piszę koślawo niemiłosiernie, a dzieci pisać uczęwink Na szczęście nie w klasach młodszych. Dziś piękne pismo u dzieci coraz rzadziej się zdarza...
    • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:41
      Fakt, że dziecko czyta nie oznacza, że jest wystarczająco dojrzałe emocjonalnie. Problemy wcale nie muszą pojawić się w klasach I-III, mogą wystąpić z całą mocą w klasie IV kiedy radykalnie zwiększone zostają wymagania edukacyjne i wychowawcze.
      • solaris31 Re: Jak to jest... 04.11.14, 10:48
        dokładnie. od samej nauki ważniejsza jest gotowośc emocjonalna i społeczna.

        wiele dzieci w obecnej klasie 4 , które poszły do szkoły jako 6-latki, nie daje sobie teraz rady z wieloma rzeczami, i nie mowa o samej nauce. są tez takie, które sobie radzą bardzo dobrze.

        porównywanie, że nasze dzieci teoretycznie niegotowe do dzieci z innych krajów, które są gotowe uważam za wyjatkowo debilne. w tych innych krajach sa inne warunki edukacyjne, inaczej wygląda szkoła, inaczej wygląda nauczanie, szkoły sa doinwestowane, ciekawe i kolorowe. u nas dzieci siedzą w ławkach przez 6 czy 7 lekcji. na zachodzie tak nie jest.

        nie porównujmy więc naszych dzieci do dzieci z zagranicy. porównujmy dzieci do warunków , które panują u nas.
      • sko.wrona Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:02
        Triss, może niezbyt dokładnie się wyraziłam, ale żyłam w przekonaniu, że z sześciolatkami w szkole to jest kwestia dojrzałości emocjonalnej.
        Ale w dyskusjach ze znajomymi to się sprowadza do czytania i tego ile minut dziecko potrafi wysiedzieć nad szlaczkami. Czyta, wysiedzi - znaczy dojrzałe.
        • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:08
          Cóż, może w domu - pilnowane - wysiedzi, w szkole natomiast może długo mieć problem z koncentracją, kręcić się, gadać, rozkojarzać, nudzić itd. Dojrzałość emocjonalna to też kwestia kontrolowania okazywania emocji, umiejętność znoszenia porażek i uwag, układanie sobie relacji w grupie.
          • solejrolia Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:18
            >
            umiejętność znoszenia porażek i uwag,

            O tak, to tez obserwowaliśmy!
            zgadzam się w pełni również z tą koncentracją, to naprawdę widać, które dziecko jest z którego rocznika.
            • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:22
              U chłopców widać bardziej. Twórcy reformy nie uwzględnili różnic w rozwoju psychofizycznym i emocjonalnym między chłopcami, a dziewczynkami.
              • czarna_kita Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:24
                triss_merigold6 napisała:

                > U chłopców widać bardziej. Twórcy reformy nie uwzględnili różnic w rozwoju psyc
                > hofizycznym i emocjonalnym między chłopcami, a dziewczynkami.


                Dokładnie.
                • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:26
                  CBDU. Co było do udowodnienia.
                  Twierdziłam tak 4 lata temu, posyłając 6-latka do zerówki w szkole zamiast do I klasy i twierdzę tak nadal. Właśnie grupa rodziców, którzy teraz mają dzieci w IV klasie - wysłane jako 6-latki - może się o tym naocznie przekonać.
    • jdylag75 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:00
      Na pewno istnieje coś takiego jak dojrzałość (szkolna), boję się jednak pytać co rozumieją przez to pojęcie nauczyciele.
      Według mnie w tym reformowym zgiełku gubi się podstawowy cel edukacji, nauczanie właśnie. Szkoła ma nauczać. Niestety niezależnie od rodzaju reformy szkoła coraz bardziej koncentruje się na sprawdzaniu, zadawaniu , ocenianiu, testowaniu i egzaminowaniu. Nie pozwala się dzieciom uczyć się na błędach, bo błędy są oceniane a nie analizowane. Wyniki poszczególnych osób są jawne, niestety mimo wprowadzenia oceny opisowej nauczyciele i tak stosują punkty, kwiatuszki i serduszka, więc to tylko krok do porównywania się i rywalizacji.
      To wszystko nawarstwia się w kl. 4 kiedy następuje większe zróżnicowanie przedmiotów, nauczycieli i obowiązków. Rywalizacja jest faktem, często nakręcają ją rodzice.

      Odnośnie czytania, uczyłam czytać 4-latkę, ładnie załapała, nauczyłam nie dlatego żeby jej w szkole było łatwiej, po prostu dlatego, ze czytanie jest świetną umiejętnością, bardzo potrzebną i warto umieć czytać jak najwcześniej.
      • sko.wrona Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:22
        Jak dziecko wyraża chęć i zainteresowanie nauką czytania, to czemu nie. Sama jestem zwolennikiem podąrzania za dzieckiem (to, że syn nie umie czytać, to nie znaczy, że nic nie potrafi wink ) ale ze stwierdzeniem, że warto umieć czytać jak najwcześniej, się nie zgodzę. Gdyby tak było, czytanie byłoby obowiązkowe już w przedszkolu.
        Sporo dzieci w tym wieku, nawet jeśli zna litery, nie potrafi ich jeszcze złożyć i uczy się czytać "globalnie" , czyli zapamiętuje wyrazy, a to podobno przeszkadza w nauce czytania.
        • jdylag75 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:42
          W jaki sposób czytanie globalne "szkodzi" późniejszej nauce czytania skoro już umie się czytać? Próbuję zrozumieć co może być w tym szkodliwego i nie potrafię, czytanie szybkie, w myślach ma co najwyżej pozytywny wpływ na naukę. Jest to jeden ze sposobów uczenia się czytania, nie każdemu dziecku podchodzi.
          Dlaczego nie warto umieć czytać jak najwcześniej? Wtedy można czytać samodzielnie dla siebie, to jest fajne. Sama umiałam czytać zanim poszłam do zerówki i fantastycznie wspominam możliwości jakie mi to otworzyło. Kwestia nudzenia się w szkole do mnie nie przemawia. Nie twierdzę, ze trzeba z 4 letnim dzieckiem siedzieć i tłuc do głowy literki, są przyjaźniejsze i skuteczniejsze metody, w zasadzie dziecko można mimochodem czytać nauczyć.
          Demonizuje się to czytanie , słowo daję.
          • katriel Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:54
            > W jaki sposób czytanie globalne "szkodzi" późniejszej nauce czytania skoro już
            > umie się czytać?

            Może szkodzić, jesli dziecko de facto nie nauczyło się czytać (globalnie czy jakkolwiek), tylko zapamiętało kilkanaście czy kilkadziesiąt słów.
            Jest całkiem sporo dzieci, które w wieku lat 2, 3 czy 4 potrafią rozpoznać napisane własne imię, napisy często widywane na ulicy czy na opakowaniach spożywczych, tytuły bajek czy cokolwiek w tym rodzaju - ale nie mają żadnych szans przeczytać słowa spoza znanego zestawu, bo nawet nie znają liter.
            Człowiek, który naprawdę umie czytać, jest w stanie przeczytać (złożyć z liter) wyraz, którego nigdy wcześniej nie widział na oczy. Wiesz co to jest warcumpa? Nie wiesz, bo nie ma czegoś takiego, ale potrafisz przeczytać nazwę. Literujący mozolnie pierwszoklasista też potrafi, i naprawdę czytajacy globalnie przedszkolak też. Ale "globalnie czytający" w sensie jak powyżej - nie.
            • jdylag75 Re: Jak to jest... 04.11.14, 12:13
              Tutaj piszesz o osobach które nie tyle umiały czytać, co rozpoznawały wyrazy.
              Ja mam na myśli osoby które umiały czytać.
            • mamasiasiulki Ale co to zmienia? :-) 04.11.14, 12:24
              Jedno dziecko załapie szybciej, drugie później, jedno globalnie, innemu podejdzie symult.-sekwencyjna, innemu dukanie po literce. Co nie zmienia faktu, że WARTO umieć czytać jak najwcześniej. Warto, bo czytanie otwiera przed dzieckiem fantastyczny świat, rozwija wyobraźnię, buduje wiarę w siebie, uwrażliwia. Nie twierdzę, że gorzej, gdy dzieć nie umie. Twierdzę, że warto, by umiał. I jeśli go to zainteresuje, to warto uczyć, bo w wieku trzech czy czterech lat sprawia mu to frajdę, jest zabawą, a w szkole - staje się dla większości mozolną pracą. Mam nadzieję, że czujesz różnicę smile Uważam, że nauka liczenia czy czytania może być tak samo dobrą zabawą, jak lalki i klocki, jeśli je dobrze zapodać. I nie sądzę, by umiejące dziecko musiało się w szkole nudzić - ja umiałam, więc wychowawczyni wykorzystywała mnie do pomocy innym dzieciom. Ja byłam dumna, że mogę pomóc i uczyłam się pomagać, ćwiczyłam własne umiejętności "z innej perspektywy", a wychowawczyni i koledzy mieli pomocnika. Swoją drogą są badania wskazujące, że dzici dużo wydajniej uczą się materiału od siebie nawzajem i nawet dzieci mniej zdolne nie mają problemu ze zrozumieniem, gdy tłumaczy kolega, a nie nauczyciel.
          • sko.wrona Re: Jak to jest... 04.11.14, 12:18
            Broń Boże nie demonizuję czytania.
            W przypadku nauki czytania takiego języka jak nasz ważne jest żeby dziecko najpierw czytało literując, a nie zapamiętywało wyrazy.
            Inaczej ma się sprawa np. w przypadku języka angielskiego.
            • mamasiasiulki Nie do końca. 04.11.14, 12:28
              Są badania, które wskazują, że w naszym języku dziecko powinno najpierw uczyć się czytać SYLABIZUJĄC, a później składać wyrazy. Litery tak, ale "przy okazji". Zważ, że w nowoczesnych podręcznikach znajdziesz raczej metodę krakowską niż Rocłowskiego.
              • sko.wrona Re: Nie do końca. 04.11.14, 13:17
                Nie jestem pedagogiem. Sylabizowanie, czy literowanie nie zmienia to faktu, że źle jest jeśli nauka czytania zaczyna się od zapiętywania wyrazów.
                To nie jest przypadek, że nauka czytania jest w programie zerówki/pierwszej klasy, a nie w przedszkolu. Czterolatek może znać alfabet, ale nie być w stanie złożyć wyrazu w całość.
                • alpha.sierra Re: Nie do końca. 04.11.14, 14:30
                  Jak dobrze, że jako niespełna 5 latka nie wiedziałam nic na temat wyższości sylabizowania nad czytaniem globalnym i jakoś samo tak wyszło, że równolegle uczyłam się czytać wyrazy grupami i uczyłam się liter. Samo się wszystko złożyło do kupy i dziś bez specjalnych kursów czytam bardzo szybko wink.
                • jdylag75 Re: Nie do końca. 04.11.14, 15:05
                  Musze to powiedzieć mojemu synowi i siostrzeńcowi ( lat 20) , że umieją czytać na niby i w ogóle uczyli się złą metodą , pierwszy czyta globalnie od 4 r.ż a drugi od 3- go smile
                  Jest kilka metod nauki czytania, jak wykazały koleżanki, nie ma tak ze jest jedna jedyna która jest najlepsza dla wszystkich. Czasami dziecko czyta globalnie chociaż nikt go o to nie prosi, zabraniać, karać?
                  • sko.wrona Re: Nie do końca. 04.11.14, 17:00
                    To prawda, jest kilka metod nauki czytania. Niektóre przynoszą lepsze efekty inne gorsze wink można sobie znaleźć opracowania.

                    Celowo się nie wypowiadam o super zdolnych dzieciach ematki, które same nauczyły się czytać w wieku 3 lat, bo mnie ten problem nie dotyczy tongue_out Dzieci mam raczej średnio uzdolnione.
                    Moi znajomi też nie ukrywają, że ich dzieci same nie nauczyły się czytać. I w sumie to co mnie najbardziej dziwi to ta ogromna presja, że 5 latek MUSI umieć czytać, bo inaczej nie poradzi sobie w szkole.
            • asia_i_p Re: Jak to jest... 04.11.14, 15:00
              To nie ma znaczenia, tak naprawdę.
              Córkę w przedszkolu uczyli metodą globalną, w domu uczyłam ją sylabizować, w szkole uczyli literować (no, ale wtedy już czytała). Nic jej nie namieszało. Generalnie dziecku trzeba kiedyś pokazać litery i poczekać, aż nastąpi pstryk w mózgu i dziecko zacznie czytać.

              Przed tym pstrykiem moja czteroletnia córka "czytała" na stacji - "K-A-S-A - mamo, co tam jest napisane, szynobus?"
    • nihiru Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:02
      No cóż, ja mam właśnie chłopaka z września 2009 r. i - jak się okazało - kłopot.
      Co prawda zaadaptował się do szkoły bezproblemowo - lubi tam chodzić i jest chwalony za rezolutność, ale pod względem edukacyjnym jest bardzo kiepsko. Łatwo się rozkojarza i nie nadąża z robieniem zadań. Nie radzi sobie z tymi #$# szlaczkami. Nauczycielka mówi, że jego zachowanie jest typowe dla tego wieku. Problem w tym, że wymagania są (i będą) dostosowane pod dzieci półtora roku starsze. Czyli przez najbliższe lata dzieciak musi dostosować się do wymagań ponad jego wiek. A widać już teraz, że nie jest super zdolny i na nauce niezbyt mu zależy.
      Na wiosnę będzie drugie badanie gotowości szkolnej. Jeśli wypadnie źle, to chyba będę się starała o zatrzymanie go w zerówceuncertain

      Ja jestem z grudnia i dopiero teraz skojarzyłam, że w pierwszych klasach podstawówki też słabo się uczyłam - dopiero pod koniec wyrównałam.
      • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:18
        Mój syn z 2004 r. był w tym roczniku, który miał wybór i nie posłałam do I klasy sześciolatka z listopada. Właśnie dlatego, że potem w gimnazjum mógłby zetknąć się w jednej klasie z dziećmi starszymi o niemal dwa lata - przepaść w rozwoju fizycznym i emocjonalnym chłopaków w tym wieku.

        Sugeruję nie oceniać sześciolatka pod kątem "zależy/nie zależy mu na nauce", robienie szlaczków jest śmiertelnie nudne i bolesne dla ręki.
      • czarna_kita Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:21
        Dzieciaki w I klasie w ciągu jednego tygodnia muszą nauczyć się 3 literek i jednej cyferki. Nie wszystkie uczyły się tego w zerówce jak widać po dzieciach. Te co chodziły do zerówek przyszkolnych potrafią a te co chodziły do przedszkola nie. Oczywiście mówię tu o swoich doświadczeniach nie wiem czy jest tak wszędzie. Mam dwoje dzieci w pierwszej klasie. Obydwoje potrafią czytać i pisać (co prawda koślawo ale coś tam sklecą). I nie chodzi tu o samo -potrafią czytać i znają literki. Trzeba to jeszcze utrwalić. Rozmawiając z wychowawczynią na zebraniu byliśmy zszokowani jakie narzucone jest tempo w pierwszej klasie. I to nie przez panią tylko przez program. 6latki chcą się jeszcze zwyczajnie bawić a tu zonk, trza się uczyć. Trzeba siedzieć w ławce i pisac głupie literki na które nie zawsze dzieci mają ochotę. I potem jest płacz, obrazanie się, fochy bo cos nie wychodzi, bo się nie chce, bo boli ręka. I to jest własnie emocjonalne nieprzygotowanie do zajęć. Pani stara się z nimi co jakiś czas usiąść na dywanie i poczytać książkę czy cos opowiedzieć ale zwyczajnie nie ma czasu. Program jest taki że MUSZĄ te literki zrobic bo w następnym tygodniu już wchodzi co innego.
        Nasze szkoły nie są gotowe na 6 latki. Mówienie ze w innych grajach tak jest i jest świetnie i to się sprawdza jest brakiem niewiedzy. Tam to ze dzieci idą wcześniej jest od dawien dawna i szkoły są nastawione na małe dzieci. Program jest inny. U nas po prostu im nie wyszło a udają ze jest super i próbują wszystkich do tego przekonać. Moje dzieci są z lutego i nawet nie próbowałam ich odraczać bo wg wychowawczyni mieli spokojnie "dać radę". Dają, to fakt. Ale przeciez nie chodzi o to żeby "dawały radę" a o to żeby im szkoła tak szybko nie obrzydła.
    • zana781 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:10
      Teraz siedzicie i uczycie 5latka czytania(po co, a juz wiem, zeby pochwalic sie jaki on zdolny.Ha), a od 4 bedziecie z nimi siedziec godzinami i powtarzac material ze szkoly.
      Zdolny 5-6latek sam uczy sie czytac, albo jeszcze inaczej w pewnym momencie odkrywamy, ze on to potrafi, tak sam z siebie.




















      • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:15
        Raczej tak nie jest. Są zdolne dzieci, których czytanie nie obchodzi, ale np. w pamięci dodają i odejmują szeregi skomplikowanych liczb. Moja córka to robiła, ale gdy poszła do szkoły, stopniowo tej umiejętności się pozbyła.
        A mój brat, w szarych czasach komunizmu sam się nauczył czytać w wieku 3 lat i chwalił się tą umiejętnością na prawo i lewo, bo nie było takiego dorosłego ,który by nie podziwiał rezolutnego przedszkolaka.
    • solejrolia Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:14
      ale to nie chodzi tylko o naukę literek, czy czytania
      chodzi o np. świetlicę. a w wielu szkołach jest kiepska opieka po lekcjach. chodzi tez o to, czy dzieci są gotowe na samodzielne powroty, chodzi o to, ze w klasach dalszych, IV- VI wymagania są inne,
      i wtedy pojawiają się też inne problemy:
      na przykład takie:
      6lekcji w poniedziałek,na każdą lekcję nalezy przynieść zeszyt (najlepiej 60kartkowy) do tego zeszyt ćwiczeń i podręcznik, i ten małoletni nie jest w stanie zanieść plecaka do sali zajęć, a salę zmienia 5krotnie w ciągu dnia.
      w klasach I-III nie ma tego prblemu, i wtedy nie ma znaczenia, czy dzieciak ma 6-7czy 8lat, a w IV klasie nagle zaczyna to byc problem(, w V jest jakby mniejszy,a w VI prawie nie jest widoczny. moja córka w klasie VI jest już mojego wzrostu, więc ten plecak juz jej nie przeważ,a ale jej młodsze koleżanki, nadal ciągnie w dół)
      albo okazuje się, że IV klasie jesi zielona szkoła, kto ma problem na zielonej szkole - młodsze dzieci. nie wymyślam.
      inny problem jaki się pojawił to odrabianie samodzielne lekcji. młodsze dzieci w klasie córki nadal są monitorowane, nadzorowane i rodzice często gęsto za nie odrabiają zadania domowe i projekty, bo dzieci jednak nieco odstają w kwestii np. organizacji i nie ogarniają.

      (piszę o naszych doświadczeniach i obserwacjach)
      • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:16
        Te same problemy pojawiłyby się i w przypadku dzieci starszych. Trzeba je powoli rozwiązywać, krok po kroku. Inaczej się nie da.
        • triss_merigold6 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:18
          Ale starsze dzieci lepiej sobie z pewnymi problemami radzą właśnie dlatego, że są o ten rok starsze.
          • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:40
            Niemniej czwarta klasa jest przeskokiem i dla dzieci o rok starszych.
        • solejrolia Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:30
          oczywiście, oczywiście, widzę że już swoje wiesz.
          a ja to obserwuję na co dzień już 6-ty rok, bo obserwuję klasę córki, w której różnice wieku między dziećmi są nawet półtora roku

          moja córka poszła do szkoły jako 7latka do szkoły, jest z kwietnia.
          najmłodsze dziecko w klasie jest z początku grudnia roku kolejnego.
          oceny, jak oceny, oboje uczą się równie dobrze, tylko jak myslisz komu przychodzi to z większym, nazwę to luzem? a kto ma większe różnego rodzaju kłopoty w szkole NIE Z NAUKĄ i czyi rodzice są co chwilka w szkole, bo ..... (powodów może być 100) ?
          • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:43
            Czy ja wiem, czy wiemsmile Posłałam córkę jako sześciolatkę, bo tak chciałam. Zetknęłam się z wieloma problemami, o których piszesz. Ale ja założyłam, że jakieś problemy będą - większe czy mniejsze. Myślę, że miałabym podobne problemy nawet gdybym poczekała rok.
            • solejrolia Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:46
              zapewniam cię zatem , że mogłabyś ich nie mieć albo wcale, albo mniejszesmile bo ten rok to jednak jest dużo.
              • solejrolia Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:49
                i w ogóle ja jestem z frakcji, że po co sobie (i dziecku) utrudniać życie
                jak sobie można ułatwić życie, to ja chętnie,
                dlatego m.in. posłałam córkę do szkoły jako 7latkę.
                i to się sprawdza na kazdym kroku.
              • elf1977 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:51
                Ale ja jestem zadowolona z tego, że poszła wcześniej. najwięcej problemów wynikało z jej naddaktywności, niestety patrząc na nią, mam wrażenie, że będzie miała je aż do śmierci.
                Ja miałam wybór, jestem z niego zadowolona, ale jak patrzę na część dzieci nieradzących sobie w zasadzie od początku, dziwię się rodzicom, że rok nie poczekali.
          • asia_i_p Re: Jak to jest... 04.11.14, 15:06
            No a moja córka poszła mając 5 lat i 10 miesięcy - bo wzrostem dorównywała 7-latkom, czytała, pisała drukowanymi, liczyła, dodawała, odejmowała i zaczynała mnożyć. Zwyczajnie baliśmy się, że jak przetrzymamy jeszcze rok, to pierwszy raz okazja do pouczenia się czegoś i zmierzenia z jakimikolwiek trudnościami może się zdarzyć w czwartej klasie albo i w gimnazjum. Mąż tak miał, większość podstawówki przejechał "na zdolnościach" i nie nauczył się uczyć, w liceum przeszedł mały koszmar.

            I nie miała kłopotów. Żadnych. W grupie uczniów nagradzanych za naukę była czwórka siedmiolatków i jedyne na klasę dwie sześciolatki - ona i o 9 miesięcy starsza koleżanka.

            Teraz jest w czwartej klasie i też radzi sobie zdecydowanie dobrze, owszem, nie ma samych piątek i szóstek, wpadło kilka czwórek i nawet jedna 3+, ale dokładnie o to nam chodziło - żeby pracować uczyła się na materiale podstawówki a nie gimnazjum.
      • hema14 Re: Jak to jest... 04.11.14, 14:42
        Ale tak się ciekawię - czy w związku z tym uważasz, że:
        a) należy cofnąć tę reformę, niech do I kl. idą dzieci 7 letnie
        b) należy oddzielać klasy 6 i 7 latków (ale jak to rozwiąże problem chociażby plecaków tych młodszych dzieci, no i zielonej szkoły?)
        c) niech już idą wszystkie 6 latki bez wyjątków, bez odraczania, jak wszyscy będą w tym samym wieku to się jakoś unormuje?

        Czy według Ciebie dzieci z tego samego rocznika z definicji są na tym samym poziomie umysłowym i społecznym i na pewno będą tak samo rosły w V i VI klasie, bo w IV to jeszcze nie, i dadzą sobie po równo radę na zielonej szkole, z odrabianiem lekcji itd.? Wiadomo, że nie, ale od lat raczej do szkoły idzie się w grupie jednego rocznika, i te dzieci jakoś odnajdują się w swojej klasie, jedni są lepsi, inni gorsi w nauce, w obowiązkach, tak w szkole jak i w domu i życiu późniejszym. I przez to wydaje mi się, że pozostawianie wyboru rodzicom to męka dla tych rodziców, męka decyzyjna, a najlepiej jak już się wprowadza reformę to ją po prostu wprowadzić i niech wszyscy idą po nowemu. Byłby mniejszy bałagan. A dzieci tak czy inaczej sobie poradzą.
    • jagienka75 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:32
      ktoś jeszcze jest może w posiada
      > niu pięciolatka, który jeszcze nie czyta? wink

      moje dziecko 7 letnie, chodzi do klasy pierwszej z sześciolatkami ( mój z listopada 2007r) i jeśli mam być szczera, nieliczne dzieci czytają dobrze.
      pozostałe przeliterują wyraz a gdy trzeba go złożyć, wymyślają niestworzone rzeczy.
      gdyby mój poszedł rok wcześniej do szkoły, jako 6 latek, na pewno by sobie nie poradził, bo nawet w zerówce odstawał od grupy i były do niego zastrzeżenia.
      poprawiło się u niego dopiero w drugim półroczu zerówki i dziś jako pierwszak, radzi sobie całkiem dobrze.
      o jego dojrzałości emocjonalnej rok/dwa lata temu, nie będę wspominać,
    • afro.ninja Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:41
      Moim zdaniem, nauczyciele, ktorzy od poczatku swojej kariery pracowali z dziecmi o rok starszymi, nie beda umieli tak latwo przestawic sie na dzieci szescioletnie. Poza tym, w Polsce mamy taki zamordystyczny system szkolny, zwałszcza zaczyna sie to od klasy czwartej. Coś na zasadzie- ja wam pokażę.

      System szkolny w Polsce nie zacheca poslania dziecka z konca roku do pierwszej klasy, kiedy to dziecko nie skonczylo jeszcze szesciu lat.

    • agnieszka77_11 Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:44
      U mojego syna w przedszkolu większość dzieci zna litery (małe i wielkie, włącznie z "ć", "ś", "dż") i umie czytać podstawowe słowa. Umieją też pisać swoje imiona, mama, tata, dom, kot itp. Nie słyszałam o dziecku, które czyta biegle i połyka samo książkę na dobranoc. Ale może tego nie wiem.

      Uważam, że będzie dobrze i staram się nie martwić na zapas. W całej Europie dzieci idą do pierwszej klasy w wieku 6 lat i dają radę. Dlaczego polskie miałyby być inne? W Szwajcarii jest duży nacisk na edukację.
      Mój syn jest bardzo żywiołowy, ale też lubi się uczyć. Na pewno duża odpowiedzialność jest na rodzicach, aby właściwie pokierować dzieckiem, pomóc zdobywać wiedzę i rozwijać zainteresowania, czegoś nauczyć.
      Zauważyłam, ze w dzisiejszych czasach więcej rodziców przykłada się do tego, aby dzieci już w najmłodszych latach chłonęły wiedzę w formie zabawy.
      • solejrolia Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:52
        nie, nie porównuj Szwajcarii z Polską, błagam cię, całkiem inna kultura, ich szkoła jest nastawiona na dziecko, i pomoc dziecku, a nasza?big_grin (tu nastepuje pusty smiech) jak jest kłopot to nie spodziewaj się pomocy, raczej rozliczania ciebie, jak ty sobie poradzisz z tym klopotem.
        • agnieszka77_11 Re: Jak to jest... 04.11.14, 12:57
          solejrolia napisała:

          > jak jest kłopot to nie spodziewaj się pomocy, raczej rozliczania ciebie, jak ty sobie poradzisz z tym klopotem.

          Za moich czasów też tak było. Albo dziecko sobie radziło albo repetowało klasę. Taka jest i była szkoła. Dużo zawsze zależało od zaangażowania rodziców.
          • memphis90 Re: Jak to jest... 04.11.14, 17:21
            W Szwajcariii - jak widać- szkoła jest jednak inna...
    • mary_lu Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:54
      Mój syn jest z początku 2009. Jest teraz w zerówce. Nie czyta, zna większość liter, rozpoznaje kilka wyrazów, pisze swoje imię - to wszystko od ponad roku i nie zmienia się, bo nikt go nie uczył.

      Jest w klasie z bardzo "wybranymi" dziećmi - same maluchy zdolnych, wykształconych rodziców. Trochę czyta dwójka, nie widać u rodziców napinki, więc chyba w dużej części nauczyły się same.

      Klasa ma trochę zmieniony program, uczą się liter, czytania, liczenia, językiem wykładowym jest angielski. Moje dziecko podobno jest w czołówce, jeśli chodzi o umiejętności uczenia się, rozwiązywanie zadań, pracę z podręcznikami. Wiedziałam, że jest zdolny, ale podejrzewałam, że w takiej klasie będzie średniakiem, że będzie mnóstwo "tresowanych" dzieci. Wygląda na to, że u nas szaleństwa wyścigu małych szczurków nie ma, oby tak zostało.

      Co do "dojrzałości" - rzeczywiście 5,5-latek i 4,5-latek to przepaść. Cieszę się, że moje dziecko jest z tych starszych, inaczej byłoby dużo niepotrzebnego stresu. Akurat w tej szkole może byłby zminimalizowany przez mało liczną klasę i bardzo fachową kadrę, ale w typowej podstawówce wyobrażam sobie, ze jest to ogromny problem. W każdej zerówce powinien być asystent nauczyciela.
    • tryggia Re: Jak to jest... 04.11.14, 11:56
      Czy odrozniasz "dojrzalosc emocjonalną" od "umiejetnosci czytania", bo to, jakby, troche co innego...
      • sko.wrona Re: Jak to jest... 04.11.14, 12:22
        No problem w tym, że JA odróżniam wink
    • mamasiasiulki Mam podobne odczucia, z tym, że 04.11.14, 12:06
      w naszym otoczeniu nie chodzi o to, by "jakoś sobie poradziły w wyścigu", ale o to, że zakompleksione mamusie chcą, by nie najwyższych lotów dziecię błyszczało na tle młodszej klasy wink

      I tak, wszystkie później narzekają, że te wstrętne panie nie prowadzą odrębnych zajęć dla ich genialnych siedmiolatków, które się nuuudzą przy tych głupiutkich maluchach...

      I jeszcze, a propos "słabszej" czwartej klasy. Nie bardzo pojmuję, dlaczego, ale zrobił nam się trend, w którym dziecko MA ODNOSIĆ SUKCESY. Dawniej piątkowicze to były jednostki, większość "średniej wyższej i niższej" i wybitnie słabi - też jednostki. Teraz wychodzi na to, że jak uczeń słaby, to winny wiek rozpoczęcia szkoły/nauczyciel/system/program nauczania, a nie zdolności dziecka. A sorry - przecież współczesne dzieci polskie będą wyłącznie lekarzami/informatykami/prawnikami, a WSZYSTKIE są GENIALNE. Nie ma miejsca na IQ z przedziału 90-100 ;-P
      • solejrolia Re: Mam podobne odczucia, z tym, że 04.11.14, 12:08
        big_grin
      • elf1977 Re: Mam podobne odczucia, z tym, że 04.11.14, 12:15
        To niestety czasem problem rodziców i rangi ocen, które w przyszłości ważą np. na punktacji ze świadectw. Z doświadczenia powiem - jako nauczyciel w maju mam kolejki rodziców, którzy pytają, co dziecko ma zrobić, aby poprawić ocenę (w domyśle, żeby było więcej punktów za ocenę pod koniec szkoły). Jest to straszne, dlatego, że dobre dziecko nie cieszy się z w pełni zasłużonej czwórki, lecz "startuje" do wyproszonej piątki.
        Porażka systemu.
        • agnieszka77_11 Re: Mam podobne odczucia, z tym, że 04.11.14, 13:04
          elf1977 napisała:

          > To niestety czasem problem rodziców i rangi ocen, które w przyszłości ważą np.
          > na punktacji ze świadectw. Z doświadczenia powiem - jako nauczyciel w maju mam
          > kolejki rodziców, którzy pytają, co dziecko ma zrobić, aby poprawić ocenę (w do
          > myśle, żeby było więcej punktów za ocenę pod koniec szkoły). Jest to straszne,
          > dlatego, że dobre dziecko nie cieszy się z w pełni zasłużonej czwórki, lecz "st
          > artuje" do wyproszonej piątki.
          > Porażka systemu.

          Porażka systemu i rodziców. A później ci super piątkowi i szóstkowi uczniowie są rozczarowani, bo sukces życiowy nie zależy od czerwonego paska ale od pasji i bycia w czymś (nie we wszystkim) ponadprzeciętnym (i może to być "jedynie" wyobraźnia). Do tego dochodzą jeszcze cechy charakteru, które pozwalają ten sukces osiągnąć.
          Uczenie się dla 5 i 6 jest bez sensu. Ale nauczyciele nie zauważają indywidualnych talentów uczniów. Dzieci muszą być od góry do dołu przynajmniej przeciętne. Uczenie się dla ocen, a nie dla zgłębiania zainteresowań to porażka ogromna.
          • elf1977 Re: Mam podobne odczucia, z tym, że 04.11.14, 13:42
            System testowo - kluczowy wprowadzony od podstawówki do matury nie sprzyja dostrzeganiu talentów. Są szkoły, często prywatne, które maja przyzwolenie na organizowanie zajęć dla szczególnie uzdolnionych, ale to margines. Na to są dodatkowe godziny i pieniądze.
    • hema14 Re: Jak to jest... 04.11.14, 14:29
      Masz słuszne spostrzeżenia - rodzice zwlekali z posłaniem dziecka do szkoły a potem ich dobrze rozwinięty 7 latek nudzi się na lekcjach a oni mają pretensje do pani, żen ie prowadzi programu "do przodu". Jak moja córka poszła jako 6 latka kilka lat temu i w klasie była najmłodsza to na zebraniu rodzice tacy zdenerwowani omawiali program nauczania, że co to za pomysły, my w ich wieku mieliśmy w 2 klasie tabliczkę mnożenia do 100 a teraz tylko do 50. Czego te dzieci się uczą w tej szkole?! Myślałam sobie wtedy "mogliście posłać te dzieci rok wcześniej, na pewno miałyby poziom nauczania na swoim poziomie rozwoju, mieliście wybór". Ale oni nie chcieli zabierać im dzieciństwa, tylko potem chcą nagle by w szkole wymagania były ponadprogramowe i "jak dawniej".
      Moja córka umiała czytać idąc do szkoły jako 6 latek, ale nie uczyłam jej pisać (pisanymi), więc miała co robić, a nawet jak za szybko coś zrobiła to trudno, w każdym razie i tak byłą najmłodsza w klasie, nie uczyłam nauczycielki jak ma ich uczyć. Teraz jest w 5 klasie i nadal przoduje w klasie pod względem nauki i zachowania zresztą też. Miałam wybór i wybrałam dobrze - zgodnie z jej rozwojem.
      Aczkolwiek wolałabym wyboru nie mieć, bo z synem decyzja była bardzo trudna. Najpierw byłam pewna, że on będzie musiał iść jako 6 latek i ok, ale potem zmienili "rodzicu masz lepiej, wybieraj!" - znowu złość, bo większość rodziców "ratuje maluchy" i znowu posłałabym syna jako jedynego młodszego... A on z października, niepełne 6 lat, nie umiał czytać, niełatwo nawiązywał kontakty, i co tu zrobić? Wraz z rówieśnikami z przedszkola poradziłby sobie z programem i wymaganiami co do zachowania w szkole, ale sam wyrwany z grupy, a mający inny charakter niż starsza córka, bałam się... i zostawiłam go w przedszkolu. A decyzja ta była 5 razy zmieniana, tak mi "ułatwili" rządzący, tak się z tym gryzłam... był to ciężki rok. Teraz syn jest w 1 klasie, pięknie się uczy, trochę wyprzedza program (nagle opanował czytanie), dobrze czuje się w szkole, wszystko ok, ale ja i tak zadaję sobie pytanie "a może byłoby tak samo, a byłby już w 2 klasie?"...
      • lucky80 Re: Jak to jest... 04.11.14, 15:54
        moja z września 2009 nie czytasmile literki w większości zna (zna również jej 2,5 letni brat), napisze swoje imię.
        Chodzi do przedszkola, ma problemy ze skupieniem uwagi - to wiem od wychowawczyni.
        Liczę na to, że jeszcze przez prawie rok jakoś się rozwinie...
        Sama poszłam w głębokich latach 80 do szkoły jako 6-latka ale jestem ze stycznia. Problemów z nauką nie miałam nigdy więc się ogólnie nie boję o córkę.
    • szmytka1 Re: Jak to jest... 04.11.14, 16:02
      ja mam 6,5-latka co nawet wszystkich liter nie zna. No ale on odroczony ...
    • chocolatemonster Re: Jak to jest... 04.11.14, 16:09
      Ja jestem w posiadaniu dwulatk (tydzień temu miała urodziny) która jeszcze nie mówi tzn. codziennie robi postępy ale nie składa wyrazów w zdania (mamy umówioną wizytę u logopedy ). Z jednej strony się martwię (choć Mała bardzo dużo rozumie i codziennie pojawia się nowe słówko, piosenki itd) , z drugiej zaś wkurzają mnie te listy 'co ...latek umieć powinien). Ostatnio na youtube widziałam filmik pt 'uczenie dwulatka czytania' i wymiękłam.
    • asia06 Re: Jak to jest... 04.11.14, 16:26
      Tak, "jestem w posiadaniu" pięciolatka, który jeszcze nie czyta. Ba, "jestem w posiadaniu" dziewięciolatki, która jako sześciolatka tez jeszcze ie czytała. I ta sześciolatka w dodatku poszła do szkoły, gdzie nie rozumiała ani słowa w języku, w jakim do niej mówiono. Aktualnie czyta i mówi biegle w dwóch językach.
    • memphis90 Re: Jak to jest... 04.11.14, 17:09
      > Teraz te "maluchy" są już w zerówce i ... no właśnie.
      >
      > Okazuje się, że większość dzieciaków czyta idąc do zerówki.
      Naprawdę? Ja jakoś nie widzę wysypu czytających czterolatków (bo zerówkowicz to aktualnie pięciolatek, czyli nauka musi odbywać się odpowiednio wcześniej). Ani ja, ani żaden z moich znajomych nie pracujemy ciężko w domu nad nauką liter z maluchami. W przedszkolu nie ma mowy o przerabianiu podręczników "rok do przodu". Czemu to miałoby służyć? Córka jest w zerówce szkolnej (6 lat), na razie robią szlaczki, piszą literki - od niedawna sama składa krótkie wyrazy. w przedszkolu w ogóle nie uczyli się liter, ja w domu nigdy jej nie uczyłam. Jakoś sama załapała, bawiąc się laptopem dla dzieci. Wyzwaniem dla nauczycielek będzie mój syn, jeśli zarządzą puszczenie dzieci 5. letnich do szkolnej zerówki, zamiast do przedszkolnej... Jakoś nie widzę go siedzącego 5h w ławce i rysującego literki...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka