Dodaj do ulubionych

różnice międzypokoleniowe...

04.11.14, 12:43
Jakie macie spostrzeżenia,jak porównujecie do siebie pokolenia ludzi urodzonych w latach 70.,80. oraz także urodzonych w latach 90. Z perpektywy własnej jako przedstawicieli własnego pokolenia, w porównaniu do pokolenia waszych dzieci,czasem rodzeństwa,znajomych...Standardem jest chyba,że każdy uważa swoje pokolenie za lepsze od kolejnego wink Gadki,bo "moje pokolenie to było inne" słyszał chyba każdy,a wystarczyła dekada i sam je zaczął wypowiadać tongue_out No to jakie było to pokolenie,a jakie były/są kolejne? Jakie dostrzegacie różnice między pokoleniami,jakie wady oraz zalety?
Obserwuj wątek
    • gazeta_mi_placi Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 12:44
      Między 70 a 80 nie widzę żadnej drastycznej różnicy.
    • chipsi Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 13:55
      Pierwsze co się rzuca w oczy to chyba podejście do rodziców. Im starsze pokolenie tym większy szacunek do rodziców ale i większy dystans do dziecka. Młodsi są bardziej na stopie koleżeńskiej z rodzicami, bardziej się przyjaźnią niż starsi.
      Drugie co widzę to świadomość. Im młodsze pokolenie tym kobiety bardziej samodzielne, mniej zależne od mężczyzn a i mężczyźni bardziej kulturalni wobec płci przeciwnej.
      • nowi-jka Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:05
        lata 90 samodzielne od mezczyzn ale od rodziców to niekoniecznie

        a serio to dwudzistolatków widze jako bardzo krótkowzrocznych tzn jak mi dzis dobrze to ja wypinam sie na cały swiat nie pomysle ze moze jeszcze bede potrzebowac pomocy części tego swiata
      • konsta-is-me Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:09
        Ja widze akurat na odwrot te kulture meska w stosunku do kobiet.
        Niezaleznosc finansowa to tez chyba jakis mit, wedlug mnie .Wczesniej kobiety nie zarabialy??
        Chyba ze mowisz o 19 wieku.
        Dzis widze facetow czesto dosc brutalnie wykorzystujacych kobiety.Jakos nie ma tego zwyczaju "oddawac zonie pensji", a szkoda wink.
        • bi_scotti Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:12
          Serdecznie zazdroszcze pokoleniu moich dzieci (roczniki '84, '87 i '91) - oni maja takie mozliwosci o jakich moje pokolenie moglo tylko pomarzyc w najsmielszych snach. I cudownym jest, ze mlodzi te swoje mozliwosci wykorzystuja to the fullest - to cieszy smile
          • kamunyak Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:29
            > Serdecznie zazdroszcze pokoleniu moich dzieci (roczniki '84, '87 i '91)...


            no, ale to nie w Polsce. W Polsce jest akurat dokladnie odwrotnie.
            Kiedy ja zaczynałam dorosłe życie to mogłam się uczyć do woli a potem praca czekala na mnie otworem, w każdym wybranym zawodzie.
            A po pracy mogłam ze spokojnym sumieniem oddać sie rozrywce i przyjemnosciom, zamiast
            a. leciec do kolejnej pracy
            b. martwic sie o jutro
            • bi_scotti Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:34
              kamunyak napisała:

              > no, ale to nie w Polsce. W Polsce jest akurat dokladnie odwrotnie.

              Mylisz sie. Dzieci moich znajomych z PL (podobne roczniki, co moje) maja super lives, godne pozazdroszczenia mozliwosci nauki, podrozy, bycia obywatelami swiata (zaczynajac od EU!) z dodatkowym benefitem edukacji uniwersyteckiej za darmo. Mlode polskie pokolenia naprawde maja rownie dobrze jak ich rowiesnicy w reszcie tzw. developed world. My - starsze pokolenie - mozemy sie zbiorowo poklepac po ramionach, ze naszym dzieciom dalismy/dajemy lepsza mlodosc niz ta jaka byla naszym udzialem. I tak powinno byc smile
              • jamesonwhiskey Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 15:04
                ajomych z PL (podobne roczniki, co moje) maja super lives, godne pozazdroszczenia mozliwosci nauki, podrozy, bycia obywatelami swiata (

                znowy przesadzilas z prozakiem?

                m benefitem edukacji uniwersyteckiej za darmo.

                za darmo ale tez i nic nie warta


                Mlode polskie pokolenia naprawde maja rownie dobrze jak ich rowiesnicy w reszcie tzw. developed world

                tu poszlo cos ostrzejszego niz prozak


                zbiorowo poklepac po ramionach, ze naszym dzieciom dalismy/dajemy lepsza mlodosc niz ta jaka byla naszym udzialem. I tak

                lepsza mlodosc mowisz?
                dzieciory sie wieszaja bo cos o nich zlego napisali na fejsbuniu
                i to jest ta lepsza mlodosc?.
              • kamunyak Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 15:36
                akurat tak sie sklada że mam w domu mlode polskie pokolenie wiec zapewniam cię, że się nie mylę.
                Godne pozazdroszczenia mozliwosci nauki to ja mialam nie mniejsze, niz oni teraz, I tez do czasu (oni) bo z roku na rok te mozliwosci są coraz bardziej ukrócane. Co chwilę państwo robi zamach na na bezplatne studia.
                Za to mozliwosci pracy mają duże gorsze niz mialam ja, umowy śmieciowe, groszowe stawki lub w ogóle brak pracy i mozliwości usamodzielnienia sie.
                A z tym "obywatelem swiata" to nie przesadzajmy. Ja wiecej jeżdzilam za PRLu niz teraz. Nie było problemu z wyjazdami, po całym swiecie, jesli ktoś sobie nie zabazgrał kartoteki, tzn nie zwiał z Polski. No, ale to wtedy raczej juz mu wisiało czy dostanie paszport, czy nie.
                Przypominam tylko, że zarówno wtedy, jak i teraz, na kazdą podróż potrzebne sa pieniadze. I to jest podstawowym problemem, nie dokument.
                Moze twoi znajomi nie należa do wiekszości, tzw. normalnych, przecietnych, mieszkańców Polski. Bo ci ostatni to raczej nie maja sie po czym klapać. Przynajmniej nie z radości.
                • zlotarybka_1 Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 15:44
                  tak w skrocie - chcesz nam wmowic, ze podrozowanie po swiecie w czasach PRLu bylo rownie latwe jak teraz? No, chyba ze bylas corka jakiegos towarzysza czy sekretarza, to moze i tak.
                • bi_scotti Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 16:02
                  > Godne pozazdroszczenia mozliwosci nauki to ja mialam nie mniejsze, niz oni tera
                  > z, I tez do czasu (oni) bo z roku na rok te mozliwosci są coraz bardziej ukróca
                  > ne. Co chwilę państwo robi zamach na na bezplatne studia.
                  > Za to mozliwosci pracy mają duże gorsze niz mialam ja, umowy śmieciowe, groszow
                  > e stawki lub w ogóle brak pracy i mozliwości usamodzielnienia sie.
                  > A z tym "obywatelem swiata" to nie przesadzajmy. Ja wiecej jeżdzilam za PRLu ni
                  > z teraz. Nie było problemu z wyjazdami, po całym swiecie, jesli ktoś sobie nie
                  > zabazgrał kartoteki, tzn nie zwiał z Polski. No, ale to wtedy raczej juz mu wis
                  > iało czy dostanie paszport, czy nie.
                  > Przypominam tylko, że zarówno wtedy, jak i teraz, na kazdą podróż potrzebne sa
                  > pieniadze. I to jest podstawowym problemem, nie dokument.

                  Ty mialas "tak", ja mialam "siak" - to o czym piszesz (podroze w czasach PRLu!) to jest w ogole poza moja wiedza, wyobraznia i swiadomoscia le niech Ci bedzie - widac takie masz doswiadczenia.
                  Jesli o mnie chodzi, mialam bardzo nazwijmy to "interesujaca" mlodosc i na pewno z perspektywy byla fascynujaca ale byla tez biedna, przasna, cenzurowana i po prostu beznadziejnie bez perspektyw wiec jesli o mnie chodzi to z dzisiejszym pokoleniem mlodych Polakow zamienilabym sie na "mlodosci" bez zadnych zastrzezen biorac w dobrodziejstwie inwentarza rowniez i te, jak to Wy nazywacie, "smieciowe umowy", groszowe stawki etc. Bo to jest akurat doswiadczenie wiekszosci graduates (szczegolnie swiezych graduates) everywhere. Life.
                  • jamesonwhiskey Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 16:05
                    oleniem mlodych Polakow zamienilabym sie na "mlodosci" bez zadnych zastrzeze

                    i tyle twojego gadania kobito to co tu produkujesz niem a zadnego zwiazku z tematem a jedynie twoja tesknota za mlodoscia
                • joa66 Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 18:36
                  Godne pozazdroszczenia mozliwosci nauki to ja mialam nie mniejsze, niz oni teraz,

                  Wow, mogłaś studiować na dowolnej uczelni UE na takich samych zasadach jak tubylcy i ewentualnie legalnie dorabiać?

                  groszow
                  > e stawki lub w ogóle brak pracy i mozliwości usamodzielnienia sie.



                  Ile wtedy wynosiła przeciętna pensja? w USD?

                  rzypominam tylko, że zarówno wtedy, jak i teraz, na kazdą podróż potrzebne sa
                  > pieniadze. I to jest podstawowym problemem, nie dokument.


                  Naprawdę nie widzisz różnicy w kosztach podróży zagranicznych (w relacji do pensji) wtedy i teraz?


                  oze twoi znajomi nie należa do wiekszości, tzw. normalnych, przecietnych, mie
                  > szkańców Polsk


                  Jakich znowu "normalnych? To co napisałam wyżej dotyczy wszystkich.

                  btw - ile wtedy czekało się na mieszkanie?
                  • barbaram1 Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 19:22
                    W 1990 roku moja mama wyjechala na stypendium do USA. Bardzo chcialam na miesiac do niej dojechac. Ojciec na kierownicwym stanowisku - pensja 700 pln (tzn. 7 000 000 na stare pieniadze), mama - nauczycielka z 15 letnim stazem - pensja - 600 pln. Pmietam, ze bilet do USA kosztowal 2500 pln, czyli cztery misieczne pensje mojej mamy w calosci. Odlozenie praktycznie nie bylo mozliwe. Wiem, ze i dzisiaj ludziom lekko nie jest, ale wiekszosc moich znajomych na podobnych stanowiskach dzis znalazlaby pieniadze bez problemu. Bilet do USA kosztuje ciagle tak samo, a nawet mniej, a nie znam nikogo, kto zarabia 600 pln na jakimkolwiek stanowisku.
                    Stwierdzenie, ze w PRL mozna bylo podrozowac bez problemu jest bzdura, no chyba, ze mialo sie rodzicow bardzo wysoko postawionych. Dzis w klasie mojego dziecka nie ma dzieci, ktore choc raz nie byly na wczasach za granica. Ostatnio w Tunezji byl moj brat cioteczny, ktory mieszka na wsi. Gdy bylam dzieckiem to zdarzaly sie dzieci, ktore byly w Bulgarii. Wiekszosc dzieci nie byla nigdzie za granica. Dzis lataja z rodzicami na Kube, wyspy kanaryjskie, a nawet do Tajlandii. Wiekszosc byla w Chorwacji, czy Hiszpanii.
                    Zazdroszcze mlodym ludziom, ktorzy przychodza do mnie do pracy. Prawie wszyscy po wyjazdach Erasmusowych, znaja swietnie jezyki obce. Na weekend leca do znajomych w Dublinie, bo udalo im sie kupic bilet za 200 pln i nie jest im zal. Coraz wiecej mlodych ludzi zwiedza Gruzje, Azerbejdzan, Kazachstan - miejsca dla obecnych 40-50 latkow zupelnie nieznane.
                    Ja tez zazdroszcze mlodym mozliwosci podrozowania i studiowania na uczelniach swiata, zazdroszcze im, ze maja wybor, gdzie chca mieszkac i zyc. Ja kiedys takiej mozliwosci nie mialam, a dzis mam za duzo obowiazkow. Moze na emeryturze...
                    • lafiorka2 Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 08:14
                      . Ostatnio w Tunezji byl moj brat cioteczny, ktory mieszka na wsi.


                      jesssu noooo.masz rację,bo ci ze wsi to tylko chodzą do wychodka i nie dalej...Wyjazd do Tunezji to chyba podróż życia niee?
                      Dla ludzi ze wsi musiało to być nie lada wycieczka...Dalej niz do wychodka.

                      OJP...
                    • bramstenga Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 09:14
                      zwiedza Gruzje, Azerbejdzan, Kazachstan - miejsca dla obecnych 40-50 latkow zupelnie nieznane.

                      Sorry, akurat tutaj to pitolisz - ZSRR można było zwiedzać bez większych problemów, wystarczyło nawiązać znajomość korespondencyjną (co było banalnie łatwe - przećwiczyłam na własnej skórze).
                      • ichi51e Re: różnice międzypokoleniowe... 06.11.14, 18:41
                        No bez przesady ? moj wlasny ojciec za czasow studenckich byl na wycieczce w ZSRR objazdowej koleja transsyberyjska. Baku do dzis wspomina podobnie jak Gruzje. Dodam se fajtlapa jako jedyny nic na handel nie mial
                    • riki_i Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 14:39
                      barbaram1 błądzisz kompletnie, od 1990 roku po prostu drastycznie spadły ceny biletów lotniczych na całym świecie, co wiąże się z pojawieniem sie tzw. tanich linii i olbrzymią presją cenową na wszystkich przewoźników. biznes przewozów pasażerskich stał się jednym z najtrudniejszych, marże prawie ścięte do zera, a bankructwo goni bankructwo - natomiast klienci odnieśli korzyść (choć to często prezent od podatnika, do LOT-u ostatnio dołożyliśmy bodajże 400 mln złotych)
                    • jolunia01 Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 15:33
                      barbaram1 napisała:

                      > W 1990 roku ... bilet do USA kosztowal 2500 pln, czyli cztery misieczne pe
                      > nsje mojej mamy w calosci.

                      Nie latałam wtedy do USA, ale gratuluję zarobków. Nie zarabiałam wtedy źle, jednak tyle mi się nie udawało. Moim koleżankom nauczycielkom też nie.


                      > Odlozenie praktycznie nie bylo mozliwe.


                      > Stwierdzenie, ze w PRL mozna bylo podrożowac bez problemu jest bzdura, no chyba
                      > , ze mialo sie rodzicow bardzo wysoko postawionych.

                      Mimo zaawansowanego wieku Alzheimera nie mam, więc pamiętam jak było - przynajmniej w latach, do których się odwołujesz. Można było bez problemu podróżować do większości krajów bloku wschodniego, a i na tzw. Zachód wyjeżdżało mnóstwo ludzi. Zwyczajnych, bez "wysoko postawionych" rodziców. Fakt, formalności trochę trwały. Mój ojciec był ślusarzem, mama pracowała w spożywczaku, a mimo to wakacje spędzałam a to w Związku Radzieckim, a to w Rumunii, a to w Bułgarii, a to w Czechosłowacji, a to w NRD, później w Szwecji, we Francji, we Włoszech.

                      > Dzis w klasie mojego dziecka nie ma dzieci, ktore choc raz nie byly na wczasach za granica.

                      W mojej klasie w podstawówce chyba też nie było, a przynajmniej o tym nie wiem. Ale nie było też takich, które przychodziły głodne do szkoły.

                      > Gdy bylam dzieckiem to zdarzaly sie dzieci, ktore byly w Bulgarii. Wiekszosc dzieci nie
                      > byla nigdzie za granica.

                      Mam inne doświadczenia.

                      > Zazdroszcze mlodym ludziom, ktorzy przychodza do mnie do pracy. Prawie wszyscy
                      > po wyjazdach Erasmusowych, znaja swietnie jezyki obce.

                      A ja nie. Co z tych wyjazdów, jak wiedza znikoma w większości przypadków. Sam język nie wystarcza.

                      > Coraz wiecej mlodych ludzi zwiedza Gruzje, Azerbejdzan, Kazachstan - miejsca dla ob
                      > ecnych 40-50 latkow zupelnie nieznane.

                      Mów za siebie. Były Związek Radziecki zwiedzało się za czasów PRL dość łatwo.
                  • jolunia01 Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 15:17
                    joa66 napisała:

                    > Wow, mogłaś studiować na dowolnej uczelni UE na takich samych zasadach jak tuby
                    > lcy i ewentualnie legalnie dorabiać?

                    A teraz możesz? Jakoś mam wrażenie, że uczelnie mają własne kryteria naboru.

                    > Ile wtedy wynosiła przeciętna pensja? w USD?

                    A kto płacił w USD (oprócz klientów pań wiadomej profesji)? Zarabiało się w złotówkach i w złotówkach płaciło.

                    > Naprawdę nie widzisz różnicy w kosztach podróży zagranicznych (w relacji do pen
                    > sji) wtedy i teraz?

                    Widzę. Zależy od podróży. O wiele taniej niż obecnie wyszły mi wakacje na początku 80. na Krymie niż obecnie. Fakt, w 84 w Szwecji znacznie drożej niż teraz (w relacji do dochodów, oczywiście)

                    > btw - ile wtedy czekało się na mieszkanie?

                    No, raczej krócej niż obecnie - nawet jak to było kilkanaście lat. Teraz najpierw się wydaje mnóstwo pieniędzy na wynajem przez parę lat, ściboli na "wkład własny", a potem przez 30 lat płaci, płaci, płaci... i czeka, żeby bank zdjął wpis z hipoteki
                    • joa66 Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 21:51
                      O Boże, takie proste rzeczy trzeba tłumaczyć...sad

                      Po kolei:

                      oczywiście, że uczelnie mają swoje systemy rekrutacyjne , ale jak spełnisz warunki wybranej uczelni, to możesz studiować tak jak tubylec. Kiedyś nie było to możliwe.

                      nikt nie zarabiał w USD, ale trudno nie PRZELICZAĆ pensji na USD jeżeli miała ona służyć wyjazdom zagranicznym, ergo obliczyć ile bułek kupisz w USA za swoją pensję dzisiejszą i tą z lat 80.

                      kiedyś czekało się kilkanaście lat na mieszkanie...za darmo? Czy jednak trzeba było mieć wkład (temu słuzyły książeczki mieszkaniowe, na których się odkładało pieniądze), a potem często mieszkanie było lokatorskie a nie własnościowe- własnościowe wiązało się z większymi kosztami.
              • semihora Re: różnice międzypokoleniowe... 07.11.14, 06:46
                Nie myli się. Jasne, są dobrze ustawieni młodzi, ale większość tyra i uważa się ją za roszczeniową, gdy chce zarabiać 2 tysiące na rękę.
        • chipsi Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:28
          Nie o tak dawnych czasach jak sugerujesz. Bo owszem, wcześniej kobiety nie zarabiały bo i nieliczne pracowały a te, które pracowały nie mogły liczyć na stabilność. Wcześniej też wychodziły za mąż, były niedoświadczone i całkowicie oddawały się "temu jedynemu" co niestety czasem obracało się przeciwko nim. I opisuje tu pokolenie naszych babć, matek a i starszych koleżanek.
    • hema14 Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:16
      Standardowo: w moim pokoleniu dzieci więcej czasu spędzały na dworzu i kreatywnych wspólnych zabawach iż teraz. Teraz to wiele dzieci jest dowożonych do szkoły a w swojej okolicy nie mają rówieśników to siedzą same w domu, często już 11 latki przed komputerem i na facebooku ile mogą, młodsze dzieci zresztą też grają na komputerach zbyt wiele lub oglądają telewizję. Bo przecież "za moich" czasów to w telewizji nie było tylu programów, więc co tu oglądać. Nie było telefonów tak popularnych, że dziecko po lekcje dzwoni - wtedy się chodziło po lekcje, teraz się dzwoni i zanika aspekt towarzyski tej sprawy.
      Był wyż demograficzny i naprawdę tych dzieciaków na podwórku było więcej, z jednej klasy kilkoro dzieci mieszkało w jednym bloku a nie tak jak teraz moje dzieci mają po 1 koledze/koleżance z klasy blisko, a reszta to już nawet ja nie wiem gdzie mieszkają.
      Wtedy bardziej się doceniało tę jedyną bajkę w ciągu dnia w telewizji, ten serial familijny - cała rodzina oglądała, te słodycze bo był mniejszy wybór w sklepach, teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki (dobra materialne) tylko trzeba mieć kasę.
      • olewka100procent Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:24
        na pewno jest różnica w podejściu do pieniądza. Wydawanie lekką ręką kasy na rzeczy zbędne, branie kredytów na pierdoły. Niechęć do zakładania rodziny, no bo przecież teraz kobiety mają pasje smile i być matką polką to siara .
        • chipsi Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:30
          Też prawda. Z tym że kiedyś to kobieta musiała się za mąż wydać. Teraz musu nie ma to i czemu nie korzystać? Tym bardziej że to ponoć biedne misie zawsze były do ożenku zmuszane wink
    • ewa_mama_jasia Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 14:42
      Z perspektywy pracownika z ponad 20 letnim stażem widze różnicę pomiędzy podejściem do pracy dziewczyn w moim wieku a młodszych o kilkanaście lat albo więcej. My - czyli ludzie w wieku 35 - 45 - nie rzucamy argumentem "nie umiem,", "nie robiłam", "nie zrobię". Nawet jak nie umiem, to pochodze, popytam osoby które umieją i zrobię. Lepiej, gorzej ,ale zrobię. Mlodzież (20 pare - 30) jak najbardziej tych argumentów używają- nie umiem, nie robiłam, nie zrobię. Albo robią nie pytając innych jak to zrobić, a przeświadczone o bezmiarze swojej wiedzy robią źle. Ale musza się kilka razy przejechać, zawalić zadanie, żeby przyjąć z pokora informację o swojej nie kompetencji.
      Ja wiem że każdy starszy krytykuje młodszych, ale nie pamiętam takich zachowań z czasów, kiedy ja (i moje rówieśnice) wchodziłyśmy na rynek pracy. Człowiek podchodził z jakąś taką pokorą do pracy, pytał starszych i bardziej doświadczonych czy dobrze.....
      • gazeta_mi_placi Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 15:40
        To przecież modna obecnie asertywność - nie, nie zrobię i co mi zrobisz?
        • zlotarybka_1 Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 15:44
          mi sie to bardziej z lenistwem kojarzy
        • deelandra Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 06:47
          Heh, a wiesz gazeta, że ja mam w pracy moc posunięcia takiego "nie umiem, nie zrobię" i radośnie z niej korzystam.
          Nie umiesz? Naucz się. Nie chcesz? Wyp... Wypraszam.
      • leni6 Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 21:47
        U mnie w pracy jest dokładnie odwrotnie. To osoby w wieku ok 40 nagminnie mówią, że nie umieją, więc nie zrobią. Młodzi próbują, sięgając do książek, internetu czy pytając inne osoby. W efekcie różnica w umiejętnościach jest coraz większa. Oczywiście to jest generalizowanie, bywają w obu grupach wyjątki, ale ogólna zasada jest taka.
        • ewa_mama_jasia Re: różnice międzypokoleniowe... 07.11.14, 10:35
          To osoby w wieku ok 40 nagminnie mówią
          > , że nie umieją, więc nie zrobią. Młodzi próbują, sięgając do książek, internet
          > u czy pytając inne osoby. W efekcie różnica w umiejętnościach jest coraz większ
          > a.
          Właśnie siedzimy z koleżankami i próbujemy rozwiązać węzeł, który namotały takie młode. Tylko te młode to nie takie siuśmajtki zaraz po liceum tylko dziewczyny ok. 30tki.
          Nie pytają o radę, robią po swojemu czyli źle albo wcale nie robia. W efekcie grozi nam nie wykonanie dużego zadania.
    • joa66 Re: różnice międzypokoleniowe... 04.11.14, 18:41
      Jak tak "poskrobać" to nie widzę wielkich różnic międzypokoleniowych. Widzę raczej różnice międzyśrodowiskowe, "międzypoglądowe", itd.

      Mam mniej więcej stały kontakt z osobami urodzonymi od końca lat 20. minionego wieku do końca lat 90.
    • deelandra Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 06:43
      Lata 70-80 (moje) nie widzę większej różnicy.
      Lata 90 uważam za wyjątkowo nieudane pokolenie - rozlazłe, roszczeniowe, nieucy, kończyli na siłę byle jakie studia, niezaradni życiowo, społecznie, interpersonalnie. Jak dostaję materiały testowe do oceny kandydata to na ich podstawie spokojnie zgadnę z jakiego pokolenia jest kandydat, czasami pytam szefową o rocznik, z ciekawości, i rzadko się mylę.
      Im dalej w las tym gorzej. Zastanawiam się jakie niedojdy życiowe wyrosną z pokolenia moich dzieci... Zgroza.
      • riki_i Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 14:42
        deelandra napisał(a):

        > Lata 70-80 (moje) nie widzę większej różnicy.

        Ja też, aczkolwiek im późniejszy rocznik tym był większy rat race

        > Lata 90 uważam za wyjątkowo nieudane pokolenie - rozlazłe, roszczeniowe, nieucy
        > , kończyli na siłę byle jakie studia, niezaradni życiowo, społecznie, interpers
        > onalnie.

        Trudno się nie zgodzić.

        > Im dalej w las tym gorzej. Zastanawiam się jakie niedojdy życiowe wyrosną z pok
        > olenia moich dzieci... Zgroza.

        No jednak uczymy się na błędach. Ja mojemu raczej nie zarekomenduję badziewnych studiów humanistycznych jako sposobu na życie.
        • deelandra Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 21:35
          > No jednak uczymy się na błędach. Ja mojemu raczej nie zarekomenduję badziewnych
          > studiów humanistycznych jako sposobu na życie.

          Też się upieram, że lepiej skończyć zawodówkę niż studiować bezrobocie typu: resocjalizacja, europeistyka, politologia, psychologia, administracja itd. A już nie daj buk zarządzanie (które nomen omen sama skończyłam, ale przynajmniej na polibudzie, więc łyknęłam trochę techniki big_grin)
          • triss_merigold6 Zgadza się 05.11.14, 21:56
            Zgadza się. Studiowanie politologii (hehhe, też kończyłam) miało sens 20 lat temu, podobnie jak marketingu i zarządzania czy innej komunikacji społecznej. Studiowanie kulturoznawstwa czy archeologii już wtedy nie miało sensu, chyba że ktoś traktował studia czysto hobbystycznie.

            Rozważam, czy studiowanie czegokolwiek ma sens jeśli na studia wybiera się 60% każdego rocznika. Przy 10-12% z rocznika, tak, miało sens.

            Wychodzę z założenia, że kierunki humanistyczne/społeczne, to dzieci mogą sobie studiować zaocznie i dla czystej frajdy, inwestować edukacyjnie mogę w konkret.
            • nolus Re: Zgadza się 05.11.14, 22:22
              Już za moich czasów(rocznik 87') mało kto wybierał humanistyczne kierunki typu politologia.Naprawdę nieliczni wybrali dziennikarstwo czy kulturoznawstwo. Większość starała się wybrać "przyszłościowo".I tak w mojej dość kujońskiej,ale jednak dość przeciętnej,bo nie wyjątkowo uzdolnionej klasie popularne były kierunki typu: prawo,administracja,ekonomia,filologie obce.Jedna osoba wybrała farmację,na medycynę nikt nie był wystarczająco dobry...Ktoś próbował się dostać na SGH - nie pomogła mu w tym jednak olimpiada ekonomiczna,wjazdu na uczelnię nie dostał...Nie byliśmy aż tak zdolni,a może to kwestia wytrenowania...

              Dzisiaj to chyba tylko medycyna przy zdolnościach wydaje się być tym "pewnym" kierunkiem.Albo farmacja - z tym,że warunki pracy w aptekach też nie są takie komfortowe,ale przynajmniej zarobki niezłe.Filologia angielska/germańska to już chyba przeżytek? Serio,trzeba chyba wrócić do starych czasów i promować fach w ręku - lepiej być budowlańcem czy innym hydraulikiem.A zaradne to są te panienki co pocztą pantoflową dają info o klejeniu tipsów albo sprowadzaniu ciuchów "znanych marek"(czyli raczej podróbek) i opylaniu koleżankom...
              • joa66 Re: Zgadza się 05.11.14, 22:28
                Parę lat temu Tusk publicznie powiedział, że lepiej byc pracującym hydraulikiem niż bezrobotnym politologiem. Zajrzałam wtedy do statystyk: w woj, mazowieckim było znacznie więcej bezrobotnych hydraulików niż politologów big_grin
                • triss_merigold6 Re: Zgadza się 05.11.14, 22:34
                  Spawczem.
                  Uczona, szkolona, a czytać statystyk nie potrafi. Zarejestrowani byli, żeby mieć ubezpieczenie, a pracowali na czarno.
                  • joa66 Re: Zgadza się 05.11.14, 22:40
                    Być może to o spawacza chodziło, nie pamiętam.

                    A jeżeli komuś podoba się kariera "na czarno", to czemu nie smile Czasami po prostu jestem ciekawa jak wyglądają takie rozmowy w domu: "Jasiu, zabraniam Ci iść na studia, będziesz się uczył murarki" ?big_grin
                    • deelandra Re: Zgadza się 06.11.14, 06:43
                      Nie, takie rozmowy wyglądają tak:
                      "Studia w większości nie są już żadnym prestiżem, skoro kończą je ci, którzy kiedyś ledwie skończyliby niezbyt wybitne liceum profilowane. Niestety niż demograficzny robi swoje, i całe tabuny wyższych szkół kreowania samozadowolenia też chcą żyć i będą sobie ciebie wyrywać z łap. Pomyśl synu co ciebie interesuje, elektryczność, elektronika, murarka, może fryzjerstwo, albo gotowanie?"
                      BTW wyżej sobie cenię kreowanie konkretnej ściany w domu przez robola niż kreowanie papierowej analizy spraw gufnianych przez politologa po studiach.
                      • joa66 Re: Zgadza się 06.11.14, 08:12
                        Zapominasz o jednym elemencie tej układanki. Ty możesz sobie cenić co chcesz, Twoje dziecko może mieć inny pomysł na życie.

                        Nie mówiąc o tym, że najlepszą lekcją jest .... przykład.wink

                        I nie mówiąc o tym, że jak parę milionów matek powie tak swoim synom, to będzie im potem ciężko znaleźc pracęsmile A murarko-informatyka to bardzo silny trend ostatnio..podobnie jak kiedyś marketing. Czyżby nikt nie pamiętał?
                        • deelandra Re: Zgadza się 06.11.14, 11:19
                          To co ja cenię to oczywiście przekazuję swoim dzieciom. Wydaje mi się, że na tym polega wychowywanie.
                          Ja swoje studia wykorzystuję elastycznie i wszechstronnie, bo jednak z każdego g... można wyciągnąć jakieś korzyści. Pracowałam nawet w marketingu i nabrałam niesłychanego obrzydzenia do tej pracy, przy okazji przeformułowałam się ideologicznie na w/w szacunek do tworzenia rzeczy materialnych a nie niematerialnego kreowania potrzeb, których ludzie dotychczas nie mieli i bez których doskonale by się obyli.

                          Nie wierzę w to, że parę milionów matek powie to swoim synom. Nadal panuje przekonanie o jakowejś wyższości ukończenia gufnianych studiów nad zdobyciem realnego zawodu i umiejętności (mogłabym sypać przykładami, ale nie chcę personalnie tykać).

                          Co do informatyki - to tak jak w każdym zawodzie, jeden po zawodówce będzie do końca życia pomocnikiem murarza i będzie podawał cegły, a inny będzie się rozwijał i wyspecjalizuje się dajmy na to na murarza (czy tam coś, nie znam się dokładnie na specjalizacjach w budownictwie). Gros sierotek życiowych po informatyce będzie tępymi ganiaczami na końcówkach i co najwyżej skonfigurują LAN, inni będą się uczyć i specjalizować aż dojdą do Ajaxa, Unixa, monitoringu sieci. W tym zawodzie trzeba się uczyć CAŁY CZAS i BEZ PRZERWY. Ergo większość absolwentów informatyki to tak samo gufniani specjaliści od niczego, jak ci po administacji i europeistyce. Kto się nie uczy, ten ginie.
                          • joa66 Re: Zgadza się 06.11.14, 12:58
                            Nie wierzę w to, że parę milionów matek powie to swoim synom

                            Sądząc po wypowiedziach na forum, to jakieś 90%. Ale fakt są to zwykle rodzice malych dzieci, więc dużo w tym jest teorii.

                            Kto się nie uczy, ten ginie.

                            No właśnie. A do tego należy dodac, że nie każdy może byc dobry we wszystkim. Dlatego IMHO lepiej powiedzieć : rób to w czym będziesz naprawdę bardzo dobry. A wszystkiego I tak się nie przewidzi, bo nasze dzieci wybierają "zawód" nie na 5 najbliższych lat, tylko na 40.
                            I istotniejsza jest nie tyle 'lepszy zawód" (cokolwiek to znaczy), ale chęć i umiejętność odnajdywania się w zmianiających się sytuacjach, wykorzystywania tych sytuacji na maxa, szukania rozwiązań, posiadania planów B itd.

                            A tego żadne studia nie nauczą, rodzice mają większe szanse. I - moim zdaniem - tę szansę zmarnują, jeżeli będą się upierać przy jedynie słusznych rozwiązaniach i kierunkach edukacji.
                            • deelandra Re: Zgadza się 06.11.14, 13:36
                              Edukacja to tylko początek, jeśli tego nie przekażę swoim dzieciom to kicha.
                              Z drugiej strony widzą, że rodzice się uczą cały czas, więc to powinno być dla nich oczywistym kierunkiem w życiu.
                              • joa66 Re: Zgadza się 06.11.14, 14:07
                                Nie miałam na myśli tylko kształcenia się przez "całe życie". Także o naukę, że jeżeli masz jakąs pasję, jesteś w tym dobry, to zamiast wynajdowac sobie kierunki od czapy, bo akurat większość twierdzi, że takie się opłacają, szukaj dróg takiego uzupełniania swojego wymarzonego wykształcenia/kierunku, które pozwolą ci zarabiać w dziedzinach pokrewnych, związanych z pasją itd.

                                Na przykładzie: jeżeli dziewczyna marzy o zostaniu aktorką, to zamiast wybijać jej ten pomysł z głowy i zmuszać (mniej lub bardziej bezpośrednio) do nauki fryzjerstwa, medycyny czy IT, po prostu pomóc jej się zastanowić co z tego aktorstwa mogłaby wyciągnąć jeszcze - może np studia podyplomowe z logopedii i kształcenia głosu?
                                • joa66 Re: Zgadza się 06.11.14, 14:22
                                  I jeszcze jedna uwaga. Jeżeli wszyscy nagle staną się spawaczami, informatykami i lekarzami, to kto będzie uczył Wasze dzieci i wnuki? Kto będzie robił filmy, przedstawienia teatralne? Kto będzie grał na koncertach? Kto będzie wypożyczał książki w bibliotekach? Kto Wam przetłumaczy książki z języków, które nie znacie? Kto pomoże molestowanemu dziecku i zajmie się jego terapią? Kto przygotuje badania, na podstawie, których będzie można modernizować i adaptować plany edukacji, zagospodarowania dzielnicy? Itd

                                  Naprawdę chcecie, żeby to byli sami "nieudacznicy"? Czy może, żeby informatyk zajmował się nauczaniem historii, a lekarze po pracy w szpitalu będą jeszcze gnali grać koncerty?
                                  • deelandra Re: Zgadza się 06.11.14, 20:47
                                    Rynek pracy doskonale reguluje się sam.
                                    Jak na razie to w większości nam brakuje lekarzy specjalistów, bo to, o zgrozo, bardzo trudne studia i droga do specjalizacji.
                                  • aneta-skarpeta Re: Zgadza się 07.11.14, 07:10
                                    nigdy nie będzie tak, że zaczna się ludzie uczyc tylko na informatyka i murarza

                                    każdy z nas ma inne doświadczenia, różne podejscie do studiow etc, do tego dzieci sa rozne

                                    chodzi o to, żeby nie umniejszac wagi kształcenia zawodowego, nie każde dziecko to wybierze, ale część tak- a do tego tych zawodów jest bardzo duzo

                                    teraz jest tak ze bardzo duzo ludzi idzie na marketing bo chce pracować w "reklamie" czy na zarządzanie bo chcę byc dyrektoremwink
                        • aneta-skarpeta Re: Zgadza się 07.11.14, 07:05
                          zainteresowania zainteresowaniami, ale potem to trzeba się jeszcze utrzymac

                          i to warto przekazac dzieciom
                      • 7dosia Re: Zgadza się 06.11.14, 11:04
                        deelandra napisał(a):


                        > Pomyśl synu co ciebie interesuje,
                        > elektryczność, elektronika, murarka, może fryzjerstwo, albo gotowanie?"

                        A 19-letni synek powie: ru...ie i wóda, mamusiu. Jaki zawód w związku z tym mi polecasz?smile
                        • deelandra Re: Zgadza się 06.11.14, 11:11
                          Wykopię z domu i z pokorą uznam swoją porażkę wychowawczą.
                    • ewa_mama_jasia Re: Zgadza się 06.11.14, 10:08
                      Jedno drugiemu nie przeszkadza. Mój znajomy zna lekarza: w sezonie zimowym kładzie kafelki w wolnym czasie, latem - jeździ na kombajnie. Zarabia sporo więcej niż w przychodni.
              • triss_merigold6 Re: Zgadza się 05.11.14, 22:32
                Ja jestem rocznik 74', inna bajka. Czasy starej matury i egzaminów na studia, więcej (zdecydowanie więcej) było chętnych niż miejsc.
                • gazeta_mi_placi Re: Zgadza się 06.11.14, 10:09
                  Dokładnie, moja siostra podobny rocznik, któraś Pańcia się dziwiła czemu ona nie poszła na studia (wcześnie, ale już po maturze urodziła dziecko) jak stwierdziłam, że mimo normalnych ocen (nie była ani trepem ani prymusem) studia niezależnie od posiadania dziecka lub nie posiadania jej nie groziły.
                  Wtedy na jedno miejsce na studiach dziennych przypadło z 20 chętnych.
                  Pamiętam jak ktoś mówił, że z okolicznego dość dobrego liceum (dość wysoki poziom, spory odsiew na egzaminach wstępnych i po pierwszej klasie) na studia dostały się z danego rocznika "aż cztery osoby".
                  • evee1 Re: Zgadza się 07.11.14, 03:59
                    Ale to tez zalezy na jakich studiach. Ja jestem rocznik 66 i jak ja zdawalam na studia, to na psychologie , iberystyke czy italianistyke faktycznie bylo 20 osob na jedno miesjce. Ale politechnika byla juz mniej oblegana, tylko kilka osob na niekoptorych wydzialach, no ale tam trzeba bylo te 51 konkretne punktow miec, zeby zdac egzamin wink.
                    Z mojej klasy (mat-fiz) z niezbyt renomowanego liceum dostalo sie na studioa 80% klasy. I wiekszosc moich znajomych poszla jednak na studia. Chopcy, to szli na jakiekowiek studia, byle sie dostac, bo inaczej grozilo im wojsko.
    • rosapulchra-0 Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 06:51
      Do szału mnie doprowadzały zawsze słowa matki czy ojca: "bo ja w twoim to.." i nigdy mi nie przeszły przez gardło do moich dzieci, ani do ludzi młodszego pokolenia. Nie uważam też, żeby moje pokolenie było lepsze od pokolenia moich rodziców i pokolenie moich dzieci od mojego pokolenia. Po prostu są inne, ale nie rozpatruje tego w kategorii lepsze lub gorsze.
      • rosapulchra-0 errata: w twoim wieku n/t 05.11.14, 06:51

    • solejrolia Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 08:06
      patrząc po moim pokoleniu (lata 70 i 80, a właściwie to najbardziej przełom) my uczymy się kapitalizmu, odkrywaliśmy komputer, internet,odkrywaliśmy i odkrywamy że świat stoi otworem i możemy podróżować, zmieniać miejsce życia i bycia (niektórzy wcześniej, inni dopiero teraz- tak, moi niektórzy znajomi dopiero teraz odkrywają to).
      i jak coś zmieniamy w życiu to nie "na próbę" tylko raczej na stałe.
      moi znajomi którzy wyemigrowali, robili to po to, żeby wyemigrować.

      natomiast pokolenie (koniec lat 80) całe 90, przynajmniej te osoby które obserwuję- one już w tym wzrastały, dla nich to oczywiste. (internet, biznes, podróżowanie etc)

      no i te dwa pokolenia mają całkiem różne podejście życia i do pracy. całkowicie.
      we mnie i moich rówieśnikach częsta zmiana pracy oczywista nie jest, zmiana pracy okupiona jest ogromnym stresem. za to startowanie od niskiej stawki i pięcie się po szczebelkach jest normą. my wiemy że wszystko jest po coś.
      dla kolejnego pokolenia- nie, trzeba od razu mieć, i być na szczycie. albo w tył zwrot, i znów zmiana. nie ta robota, to inna. jeden staż, kolejny staż, tak samo z wyjazdem/emigracją, nie tu, to tam. wracają, i jadą, sami nie wiedzą czego chcą. latka lecą, a ci ani rodziny, ani stałej pracy, nawet miejsca swojego nie mają- trochę tu, trochę tam, ale tak naprawdę NIGDZIE.
      my w tym wieku bylismy już bardziej określeni.
      • ewa_mama_jasia Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 09:05
        To prawda. Podpisuję się dwiema rękami.
    • guderianka Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 09:01
      Dla mnie najgorsze jest pokolenie urodzonych po 1989 r- nastawione na konsumpcję, roszczeniowe, aroganckie i zadufane w sobie
      Najlepsze-pokolenie urodzone w latach 70-tych-współczesni 40 - 40+
      • gazeta_mi_placi Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 11:59
        Niestety zgadzam się z Tobą, rzecz jasna za wyjątkiem moich dziewczynek.
    • kandyzowana3x Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 15:09
      nie moglam sie powstrzymac:
      www.youtube.com/watch?v=sc-p9yP8rHE
      to chyba wyczerpuje temat wink
      • nolus Re: różnice międzypokoleniowe... 05.11.14, 23:23
        Moje pokolenie urodzonych w drugiej połowie lat 80.,zwane również nieszczęsnym pokoleniem gimnazjum czy też nowej matury można opisać słowami: elastyczni,przygotowani na zmiany,dostosowujący się do różnych życiowych zakrętów,zawirowań i innych życiowych "niespodzianek"...Tyle pozytywów.Pokolenie,które dość szybko musiało dorosnąć i bez większego zaskoczenia przyjąć optykę,że nie zdobędziemy żadnego szczytu w Himalajach,ale najprawdopodobniej większość życia spędzimy tocząc głaz pod górę.Żadni tam obywatele Europy,tylko standardowi szarzy Polacy - pochodzący ze zwyczajnych rodzin o przeciętnych dochodach,zwykle z jedną sztuką rodzeństwa,w większości mający właśnie problemy rodzinno - finansowe( typu: brak ojca,rozwiedzeni rodzice,nie dające się pogodzić różnice zdań/charakterów z rodzeństwem,standardowy brak kasy,różnego rodzaju choróbska).Ludzie pracowici,ale raczej już na starcie wiedzący,że nie czeka ich świetlana przyszłość usłana różami czyli z karierą, własnym mieszkaniem,możliwością wydawania kasy na przyjemności...O kontaktach rówieśniczych wolę nie mówić - w stosunku do siebie podejrzliwi,nieufni,na swój sposób wyrachowani.Sądzę,że ten widok z gór to raczej podziwiać będą nasze dzieci...O ile nie zdąży nas zeżreć zeżreć raczysko,bo statystyki nie nastrają optymizmem...
        • 8norka6 Re: różnice międzypokoleniowe... 06.11.14, 11:25
          nolus napisała:

          > Moje pokolenie urodzonych w drugiej połowie lat 80.,zwane również nieszczęsnym
          > pokoleniem gimnazjum czy też nowej matury
          Rocznik 86? Dzieci ojca Czarnobyla i matki Reformy edukacjiwink

          można opisać słowami: elastyczni,przy
          > gotowani na zmiany,dostosowujący się do różnych życiowych zakrętów,zawirowań i
          > innych życiowych "niespodzianek"...Tyle pozytywów.Pokolenie,które dość szybko m
          > usiało dorosnąć i bez większego zaskoczenia przyjąć optykę,że nie zdobędziemy ż
          > adnego szczytu w Himalajach,ale najprawdopodobniej większość życia spędzimy toc
          > ząc głaz pod górę.Żadni tam obywatele Europy,tylko standardowi szarzy Polacy -
          > pochodzący ze zwyczajnych rodzin o przeciętnych dochodach,zwykle z jedną sztuką
          > rodzeństwa,w większości mający właśnie problemy rodzinno - finansowe( typu: br
          > ak ojca,rozwiedzeni rodzice,nie dające się pogodzić różnice zdań/charakterów z
          > rodzeństwem,standardowy brak kasy,różnego rodzaju choróbska).
          Z tym zgadzam się w całości.

          Ludzie pracowici,a
          > le raczej już na starcie wiedzący,że nie czeka ich świetlana przyszłość usłana
          > różami czyli z karierą, własnym mieszkaniem,możliwością wydawania kasy na przyj
          > emności...
          Z tym się nie zgadzam, wszyscy moi rówieśnicy (28 lat) jeszcze wciąż wierzą, że będą królami życia, a niektórym nawet się to udało (w większości dzięki większemu lub mniejszemu wsparciu finansowemu rodziców na starcie).

          O kontaktach rówieśniczych wolę nie mówić - w stosunku do siebie pode
          > jrzliwi,nieufni,na swój sposób wyrachowani.Sądzę,że ten widok z gór to raczej p
          > odziwiać będą nasze dzieci...O ile nie zdąży nas zeżreć zeżreć raczysko,bo st
          > atystyki nie nastrają optymizmem...
          Z tym też się nie zgadzam. Okres gimnazjum był najlepszym w moim życiu, liceum i studia towarzysko i uczuciowo też super. Z moich obserwacji wynika, że moi rówieśnicy bardziej się wspierają, cieszą sukcesami, pocieszają, pomagają sobie, wspólnie przeżywają niż starsze pokolenia. Tworzą lepsze i silniejsze więzi z przyjaciółmi, są bardziej otwarci na nowe znajomości niż pokolenie naszych rodziców.
        • jamesonwhiskey Re: różnice międzypokoleniowe... 06.11.14, 11:37
          też nowej matury można opisać słowami: elastyczni,przygotowani na zmiany,dostosowujący się do różnych życiowych zakrętów,zawirowań i innych życiowych "niespodzianek"...


          nie znam zbyt wielu gimbow ale to raczej mameje nie przystosowane do zycia
        • zwariowana_wariatka Re: różnice międzypokoleniowe... 06.11.14, 18:27
          hormony może sobie zbadaj, bo takie ględzenie nie jest normalne big_grin nie ekstrapoluj swoich problemów osobowościowych i towarzystkich na całe pokolenie big_grin
    • whitney85 Re: różnice międzypokoleniowe... 06.11.14, 18:34
      Z moich obserwacji:
      70 - w porządku, fajne wartości ale mało elastyczni, rzadko decydują się na zmiany, dość nieufni wobec innych, lubią się trzymać tylko w swoim gronie
      80 - bardziej otwarci na zmiany ale jacyś tacy niezdecydowani, natomiast bardziej sympatyczni wobec siebie i innych "nowych"
      90 - towarzysko bardzo OK, nie stwarzają sztucznych problemów ale nie ma o czym z nimi rozmawiać (może za 10 lat się zmienią, kto wie)
    • evee1 Re: różnice międzypokoleniowe... 07.11.14, 04:09
      Mam wrazenie, ze roznice sa bardziej osobnicze i srodowiskowe, niz miedzypokoleniowe. Trudno to nawet porownywac, jezeli nawet osoby mniej wiecej z mojego pokolenia (ja jestem rocznik 66) wspominaja ten sam okres w zgola inny sposob. Na przyklad ja nie przypominam sobie, zeby mama ktorejs kolezanki czy kolegi nie pracowala. W kazdym razie byla to wyjatkowa sytuacja, ktora na ogol budzila nasze zdziwienie. Takze wsrod znajomych moich rodzicow byly glownie pary, w ktorych obie strony pracowaly. Wyjatkiem byla jedna rodzina, ktora postanowila miec duuuzo dzieci (dotarli do 9tki) i tam kobieta faktycznie nie pracowala zawodowo.
      Oczywiscie obecne pokolenie jest bardziej otwarte na wszelaka informacje, ale trudno mi powiedziec na ile przeklada sie to na ogolna dojrzalosc, wiedze, czy przystosowanie do zycia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka