Inspirowane watkiem o doroslych z ZA
Szczerze mowiac, nie rozumiem, ze ktos moze wysylac kogos na terapie i uczyc sie(?) tam "small talku". Serio, brak umiejetnosci gadania o d. marynie tak przeszkadza w zyciu?
Sama nie posiadam tej umiejetnosci. Co wiecej, drazni mnie to i wymaga myslenia na obrotach wyzszych, niz gdybym miala konwersowac o gramatyce na przyklad. Co trace na tym, ze nie umiem wdziecznie odpowiedziec na fraze "ale tu ladnie" (moja najczestsza odpowiedz na takie pytania "moze ladnie" itp.) ?
Rozumiem, ze problemem moze byc nieodpowiednia praca - mialam szczescie wymiksowac sie z pracy w szkole, gdzie najchetniej rwalam sie do wychodzenia na podworko, bo tam malo komu zbiera sie do gadania. (Dlaczego w ogole sie tam znalazlam, nadaje sie do watku o toksycznej matce , ale nie o tym mowa.) Ale z praca nie wymagajaca small talku - gdzie jest problem w zasadzie?