kocianna
10.02.15, 10:55
U mnie w domu rodzinnym takich nie było. Jeśli któreś z nas się rozchorowało, mama szukała polopiryny po sąsiadkach (OK, one u niej też szukały, polopiryna w domu bywała). Stosowana wyłącznie przeciwgorączkowo.
W życiu nie dostałam tabletki na głowę (prześpij się/zjedz coś/pospaceruj), na okres (tu jest termofor/nie idź dziś do szkoły), na ząb (jedziemy na dyżur). Przy neuralgii nerwa trójdzielnego rodzice wezwali lekarza do domu - ale tabletki nie dostałam. Dowiedziałam się o ich istnieniu z reklam.
Moje dziecko dostaje paracetamol na gorączkę, głowę i zęba (choć, oczywiście, lekarz, spacer i dentysta też jest). Ale zauważyłam, że stosuję wobec siebie takie leki z dużo większym umiarem, niż otoczenie. A jak jest u was?