Dodaj do ulubionych

Po co są oceny?

02.03.15, 09:36
Według prawa szkolnego, podstawową funkcją ocen jest informacja. Uczeń znając kryteria ocen, na widok oceny powinien, w idealnej sytuacji, być w stanie powiedzieć co umie, czego nie umie i czego się jeszcze powinien nauczyć.

Ciekawie się robi, kiedy się popatrzy, jakie byłyby realne skutki przyjęcia tego do wiadomości przez wszystkich.

To oznacza, że dobre oceny nie powinny być w żaden sposób nagradzane - koniec z czerwonymi paskami, koniec z ocenami semestralnymi i rocznymi - zaliczył minimum, nie zaliczył minimum to jedyne informacje sumaryczna. Że nie powinno się dać na podstawie ocen porównać między sobą uczniów, ponieważ w sytuacji idealnej kryteria oceniania, powyżej pewnego minimum wspólnego wszystkim, powinny być dobrane do predyspozycji ucznia, do jego indywidualnie z nauczycielem wybranych celów. Że jedynym momentem, który pozwoliłby na porównanie umiejętności uczniów między sobą byłyby egzaminy zewnętrzne.

Znaczyłoby to, że rodzice nie mają w rękach listy ocen, tylko mają listę umiejętności, które dziecko w tym wieku opanować musi + listę umiejętności, które dane dziecko wspólnie z nauczycielem uznało, że opanować powinno, i na koniec roku zamiast świadectwa ma tę listę z informacjami, w jakim stopniu dziecko opanowało dane umiejętności.

To ma dalsze skutki - szkoły zewnętrzne zamiast sumarycznych tabelek z ocenami dostają ten zbiór opisów + wyniki testów zewnętrznych. Czyli dobierając uczniów i rozmawiając z uczniami rodzica, którego nie przyjęli, nie mogą się wybronić, że miał o pół punktu za mało, tylko muszą mówić: Państwa dziecko ma zaliczone konieczne minimum z podstawowych przedmiotów, ale zbyt mało interesowało się przyrodą, jak na zdobycie miejsca w klasie przyrodniczej. Rekrutacja do szkół robi się zdecydowanie mniej jednoznaczna i mniej "sprawiedliwa".

To ma jeszcze dalsze skutki - odpowiedzialność za to, żeby uczeń wykorzystał do końca swój potencjał, zostaje podzielona między ucznia a nauczyciela. To nie nauczyciel ma cisnąć, to uczeń wspólnie z nauczycielem ma poszerzyć swoje cele z danego przedmiotu powyżej minimum. W codziennej pracy szkolnej musi oznaczać - mniejsze klasy, dużo pracy w grupach, prawdopodobnie dzielenie na klasy w ramach danego przedmiotu, jak w Anglii, tylko nie według kryteriów dobry/zły, a według stopnia zaangażowania w dany przedmiot.

Ceną za to jest to, że oceny NIE SĄ SPRAWIEDLIWE w sensie porównawczym.

I teraz się zastanawiam, gdyby to próbować wprowadzić, to czy byłyby protesty, i kto protestowałby najbardziej - nauczyciele, bo to więcej pracy, czy rodzice, bo oceny muszą być sprawiedliwe?

I zastanawiam się, czy rodzice domagając się indywidualnego podejścia do dziecka i sprawiedliwych ocen (w sensie sprawiedliwości klasowej) zdają sobie sprawę, że domagają się rzeczy w zasadzie sprzecznych?
Obserwuj wątek
    • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 09:45
      Ja jestem bezwzględną zwolenniczką jednolitych wymagań wobec wszystkich i porównywalności ocen zarówno cząstkowych, końcowych i egzaminów zewnętrznych. Wszystko inne nie ma racji bytu w obecnym systemie podstawówka-gimnazjum-szkoła średnia-studia.
      • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 09:49
        Ja tez.
      • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 09:53
        A zdajesz sobie sprawę z pełnych konsekwencji?
        Bo to oznacza, że:
        - całkowitym priorytetem jest nauczenie każdego podstaw;
        - indywidualizowanie podejścia do dzieci i rozwijanie zdolności pojedynczego dziecka to deserek, coś, co odbywa się poza głównym nurtem pracy szkolnej;
        - dla sporej części dzieci oznacza to zaniżenie wymagań w stosunku do ich możliwości, dla dzieci, które przychodzą do szkoły z opanowanym minimum oznacza praktycznie 100% zmarnowanie ich czasu, jeżeli chodzi o naukę;
        - dla pewnej części dzieci oznacza to zawyżenie wymagań w stosunku do ich możliwości, czyli permanentną frustrację i w ostateczności zaniżoną samoocenę.

        Co takiego pozytywnego daje ta jednolitość, że jest warta takiej ceny?
        • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 09:59
          Dlatego jest podzial na szkoly lepsze i gorsze.Nie zapisalam dziecka do rejonowej,bo poziom mi nie odpowiadal.
          • verdana Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:03
            Zrozumiałabyś, gdzie jest problem, gdybyś miała wybitnie uzdolnione z jakiegoś przedmiotu dziecko.
            • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:26
              Mam.Nie ma problemu,chodzi na dodatkowe zajecia.Jesli bedzie mial jeszcze jakies talenty,to dostanie kolejne zajecia jesli wyrazi taka chec.Od zawsze istnieja kolka zainteresowan.
            • ichi51e Re: Po co są oceny? 03.03.15, 06:14
              Edukacja masowa nie jest dla wybitnie uzdolnionych
          • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:23
            Jesteś kandydatką do wpisu w wątku azile "Jak mnie to nie dotyczyło, to myślałam, że tak nigdy nie zrobię/powiem" - tylko ty nie przyznasz się do tego, że coś ci się wydawało.

            Otóż spieszę cie poinformować, że każda szkoła podstawowa ma ten sam program, który realizuje. I nawet w nierejonowej szkole twój genialny syn spotka się w jednej klasie z dziećmi niegenialnymi. dla ktorych to jest wlasnie rejonowa szkola i musieli je tam przyjac.
            I że wcale zajęcia nie są ujednolicone, bo jest masa lekcji prowadzonych w podgrupach, o czym nawet rodzice nie wiedzą. I że oceny w niemieckiej szkole są wystawiane za zupełnie inne rzeczy niż w polskiej szkole, więc absolutnie nie da się porównać takiej samej oceny Luki i Kevina. I że w podstawówce najważniejsza jest ocena opisowa, mówiąca o tym, jak się dzieciak rozwija. I tak, nie ma egzaminów do następnej szkoły, tylko jest rozmowa - między innymi o zaangażowaniu dziecka w jakiś temat.
            I jeszcze żebyś się nie zdziwiła, bo talent futbolowy jak najbardziej nie musi mieć jedynki z wuefu z automatu wink
            • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:55
              Widze,ze bardzo cie boli talent mojego syna.Trudno.
              To,zadna tajemnica,ze ma program który realizuje,ale widze roznice i to wielka miedzy realizowaniem programu w szkole A i w szkole B.Co potrafi dziecko A a co dziecko B.Niby program taki sam,a widze,ze w szkole A sa duzo dalej niz w B.Dziwnym trafem rodzice wybieraja niekoniecznie najblizsza miejscu zamieszkania szkole.Dziwne,skoro program ten samtongue_out
              • kropkacom Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:02
                Jaki talent ma twój syn? smile
                • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:43
                  Masz Problem z czytaniem?
        • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:11
          asia_i_p napisała:

          > A zdajesz sobie sprawę z pełnych konsekwencji?
          > Bo to oznacza, że:
          > - całkowitym priorytetem jest nauczenie każdego podstaw;
          Jak najbardziej słusznie na początku edukacji, a później ci co chcą bardziej ambitnie i do lepszej szkoły a ci co ledwo opanowują minimum do takiej w której podstawy będą jedynym wymaganiem.

          > - indywidualizowanie podejścia do dzieci i rozwijanie zdolności pojedynczego dz
          > iecka to deserek, coś, co odbywa się poza głównym nurtem pracy szkolnej;
          Indywidualizowanie jest w formie konkursów kuratoryjnych i nie tylko, kółek zainteresowań, prac dodatkowych dla chętnych dzieci.

          > - dla sporej części dzieci oznacza to zaniżenie wymagań w stosunku do ich możli
          > wości, dla dzieci, które przychodzą do szkoły z opanowanym minimum oznacza prak
          > tycznie 100% zmarnowanie ich czasu, jeżeli chodzi o naukę;
          Właśnie po to po podstawówce dobieranie dzieci powinno być na zasadzie ocen i egzaminów możliwie jak najbardziej obiektywnie i sprawiedliwie ocenianych. Przy rekrutacji do szkół średnich to działa, są szkoły lepsze i gorsze. To samo jest na studiach.

          > - dla pewnej części dzieci oznacza to zawyżenie wymagań w stosunku do ich możli
          > wości, czyli permanentną frustrację i w ostateczności zaniżoną samoocenę.
          Program podstawówki jest prosty, dziecko bez deficytów intelektualnych spokojnie go opanuje na 3, 4 bez zakuwania. A później podział na szkoły bardziej wymagające i mniej.

          > Co takiego pozytywnego daje ta jednolitość, że jest warta takiej ceny?
          To że każde dziecko ma równe szanse na starcie edukacji i ten sam materiał do nauczenia.
          • mama303 Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:44
            cruzbos napisała:

            > Program podstawówki jest prosty, dziecko bez deficytów intelektualnych spokojni
            > e go opanuje na 3, 4 bez zakuwania.

            To skąd te dwóje i jedynki?

            >A później podział na szkoły bardziej wymaga
            > jące i mniej.

            Podział może jest ale w wiekszych miastach, większośc podlega pod rejonizację.
            • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:12
              mama303 napisała:

              > cruzbos napisała:
              >
              > > Program podstawówki jest prosty, dziecko bez deficytów intelektualnych sp
              > okojni
              > > e go opanuje na 3, 4 bez zakuwania.
              >
              > To skąd te dwóje i jedynki?
              Są dzieci które się nie uczą, bo nie mają warunków w domu, bo nie mają podręczników, ćwiczeń i zeszytów, bo wagarują, bo rodzice mówią im wprost, że zadania domowe nie mają sensu itd. Część dzieci ma zaległości już z programu I-II kl, nie umieją czytać, nie umieją liczyć, nie rozumieją działań. Część dzieci ma deficyty intelektualne i powinna mieć z założenia inną podstawę programową, inne podręczniki i inne metody nauczania.

              >
              > >A później podział na szkoły bardziej wymaga
              > > jące i mniej.
              >
              > Podział może jest ale w wiekszych miastach, większośc podlega pod rejonizację.
              W gimnazjum jest rejonizacja, co nie przeszkadza w istnieniu lepszych i gorszych rejonów i każde dziecko, które dobrze się uczy i chce, dostanie się do dobrej szkoły. W szkołach średnich rejonizacji nie ma, są szkoły wysokoprogowe i takie, które przyjmą każdego.
              • mama303 Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:33
                cruzbos napisała:

                > Są dzieci które się nie uczą, bo nie mają warunków w domu, bo nie mają podręcz
                > ników, ćwiczeń i zeszytów, bo wagarują, bo rodzice mówią im wprost, że zadania
                > domowe nie mają sensu itd. Część dzieci ma zaległości już z programu I-II kl, n
                > ie umieją czytać, nie umieją liczyć, nie rozumieją działań. Część dzieci ma def
                > icyty intelektualne i powinna mieć z założenia inną podstawę programową, inne p
                > odręczniki i inne metody nauczania.

                ale to wszystko, co piszesz to niewielki procent z poważnymi problemami a tymczasem i dwójki i jedynki sie zdarzają. U córki w klasie jest dwóch takich chłopców, poprostu się nie uczą i nie robia prac domowych. Wg Twojej teorii powinni mieć bez kucia 4 lub chociaz 3
                > W gimnazjum jest rejonizacja, co nie przeszkadza w istnieniu lepszych i gorszyc
                > h rejonów i każde dziecko, które dobrze się uczy i chce, dostanie się do dobrej
                > szkoły.
                Ale w wielu miejscowosciach jest jedno gimnazjum a np. w mojej okolicy najbliższe gimnazja sa na podobnym średnim poziomie.
                • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:55
                  mama303 napisała:


                  >
                  > ale to wszystko, co piszesz to niewielki procent z poważnymi problemami a tymcz
                  > asem i dwójki i jedynki sie zdarzają.
                  Nieprawda, dzieci z takimi problemami domowymi w skali wszystkich uczniów jest dużo, dzieci z inteligencją na pograniczu normy, z niezdiagnozowanym upośledzeniem w stopniu lekkim, dzieci z niekorygowaną w żadnym stopniu dysleksją, dzieci z deficytami uwagi i koncentracji które z lekcji nie wynoszą nic, dzieci z trudnościami w rozumieniu i z problemami z pamięcią. Przeciętnym i zdolnym dzieciom jedynki i dwójki zdarzają się, kiedy nie nauczyły się (z różnych powodów), nie odrobiły zadania, nie zrozumiały danego zagadnienia, narobiły zaległości sobie i nie są w stenie pójść dalej z programem.

                  U córki w klasie jest dwóch takich chłopc
                  > ów, poprostu się nie uczą i nie robia prac domowych. Wg Twojej teorii powinni m
                  > ieć bez kucia 4 lub chociaz 3
                  Nie, jeśli dzieci nie odrabiają prac domowych, nie przygotowują się do sprawdzianów, to oczywiste że nie będą umiały tak dobrze jak gdyby to zrobiły. Zakuwanie rozumiem jako siedzenie nad książkami cały dzień, brak czasu na inne rzeczy. W podstawówce naprawdę nie ma materiału do zakuwania, wszystko jest wytłumaczone i w prosty sposób przedstawione.

                  > Ale w wielu miejscowosciach jest jedno gimnazjum a np. w mojej okolicy najbliżs
                  > ze gimnazja sa na podobnym średnim poziomie.
                  I naprawdę w dużym czy nawet średnim mieście nie ma klas dwujęzycznych, matematycznych, językowych, przyrodniczych czy humanistycznych? W małych miejscowościach zawsze był i w każdym systemie będzie problem z ofertą edukacyjną. Na szczęście nikt dobremu nie zabrania startowania do szkół lepszych w innej okolicy.

          • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:41
            Ale co z dziećmi, które ten materiał opanowują znacznie szybciej? Dodatkowe prace to są dodatkowe prace, dzieci je zrobią lub nie, a dostają komunikat, że muszą wyrobić minimum, a reszta ich rozwoju to taki bonus. Porównują się z innymi, zauważają, że nie uczą się, a i tak są lepsze od innych - a powinny dostać komunikat, że skoro już tyle umieją, to przed nimi otwierają się światy nowej wiedzy i że mają obowiązek starać się na miarę swoich możliwości, nie poniżej. Powinny być porównywane nie do innych, tylko do tego, kim same mogą zostać.

            Poza tym, jeżeli kwestia rozwoju powyżej minimum traktowana jest jako dodatkowa, to jest tak traktowana przez wszystkich. Kółko łatwiej się odwołuje z powodu rady pedagogicznej niż lekcje, rodzice łatwiej zwolnią z kółka niż z lekcji, pomoce naukowe na lekcje mają pierwszeństwo przed tymi na kółko - finansowo i organizacyjnie rozwój pozalekcyjny jest traktowany jako drugorzędny w stosunku do pracy na lekcjach.

            Co do doboru szkoły po podstawówce - egzamin na koniec podstawówki starczy, żeby szkoła ponadpodstawowa wiedziała, czy uczeń u nich sobie da radę. Spomiędzy tych, którzy sobie radę dadzą, powinna mieć względną swobodę wyboru, a niekoniecznie opierać się na rankingu punktacji wyliczanej do kilku miejsc po przecinku.
            • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:46
              asia_i_p napisała:

              > Ale co z dziećmi, które ten materiał opanowują znacznie szybciej?
              Jeśli z wszystkich przedmiotów, przeskakują klasę. Jeśli z niektórych, mają indywidualny tok nauki. Zamiast na opanowywaniu programu mogą skupić się na przygotowaniu do konkursu.

              Dodatkowe pra
              > ce to są dodatkowe prace, dzieci je zrobią lub nie, a dostają komunikat, że mus
              > zą wyrobić minimum, a reszta ich rozwoju to taki bonus.
              Nie ma obowiązku robienia czegoś ponad co jest właśnie obowiązkiem. Nie ma obowiązku ambicji i rozwoju.
              Przecież jest gradacja, opanowanie programu na minimum, daje 2, dostatecznie 3, dobrze 4, bardzo dobrze 5, celująco 6. Jeśli komuś wystarcza 2, mimo że z palcem w nosie mógłby opanować program na 5, jego sprawa.

              Porównują się z innymi,
              > zauważają, że nie uczą się, a i tak są lepsze od innych - a powinny dostać kom
              > unikat, że skoro już tyle umieją, to przed nimi otwierają się światy nowej wied
              > zy i że mają obowiązek starać się na miarę swoich możliwości, nie poniżej.
              No to wystarczy im to powiedzieć. Co zrobią z tą świadomością, to już ich wola. Mając zaangażowanych rodziców i nauczycieli z pewnością będą mieli większą motywację, ale mogą mieć inne pomysły na spędzanie wolnego od obowiązkowych lekcji czasu.

              Powi
              > nny być porównywane nie do innych, tylko do tego, kim same mogą zostać.
              >
              Dlaczego? Oceny, 5 i 6, szczególnie osiągnięte zerowym wysiłkiem, są dla nich wystarczająco jasnym komunikatem, że mają możliwości. Co z tym zrobią, ich sprawa.

              > Poza tym, jeżeli kwestia rozwoju powyżej minimum traktowana jest jako dodatkowa
              > , to jest tak traktowana przez wszystkich. Kółko łatwiej się odwołuje z powodu
              > rady pedagogicznej niż lekcje, rodzice łatwiej zwolnią z kółka niż z lekcji, po
              > moce naukowe na lekcje mają pierwszeństwo przed tymi na kółko - finansowo i org
              > anizacyjnie rozwój pozalekcyjny jest traktowany jako drugorzędny w stosunku do
              > pracy na lekcjach.
              >
              Nie przesadzajmy, podstawą jest zaangażowany nauczyciel i może jeszcze Internet, który jest w każdej szkole. Zainteresowanym dzieciom to wystarczy.

              > Co do doboru szkoły po podstawówce - egzamin na koniec podstawówki starczy, żeb
              > y szkoła ponadpodstawowa wiedziała, czy uczeń u nich sobie da radę.
              Tak, tylko sprawdzian szóstoklasisty musiałby być bardziej zbliżony do egz gim, czyli w większym stopniu opierać się na wiedzy, która dzieci powinny posiąść po 6 latach edukacji. Wtedy oceny z podstawówki nie są potrzebne. Tylko weź wprowadź taki pomysł, żeby dzieci były obiektywnie oceniane z wiedzy, którą posiadły. Przecież one wszystkie są mądre i zdolne na co dzień, tylko w stresie zapominająbig_grin

              Spomiędzy t
              > ych, którzy sobie radę dadzą, powinna mieć względną swobodę wyboru, a niekoniec
              > znie opierać się na rankingu punktacji wyliczanej do kilku miejsc po przecinku.
              Wyboru na podstawie czego? Osobistych wizji, sympatii i antypatii? Przecież teraz w rekrutacji brany jest pod uwagę cały obraz ucznia: oceny z pracy w szkole, wynik egz zewnętrznego, konkursy, zawody, zachowanie, udzielanie się w szkole, wolontariat. Co jeszcze jest potrzebne?
          • kropkacom Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:19
            Nie, z matematyką również nie mam.
    • gazeta_mi_placi Re: Po co są oceny? 02.03.15, 09:55
      Podobno w Skandynawii dzieci nie wiedzą na jaką ocenę zaliczyły przedmiot, informacja jest tylko dla rodziców, chodzi o to by dzieci nie porównywały się między sobą. Wszyscy mają być równi.
      • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:27
        W rejonie, w którym mieszkam nie mówi się na głos, jaką kto dostał ocenę, najwyżej na osobności nauczyciel rozmawia z dzieckiem. świadectwa - i te na koniec roku i te na półrocze - dzieciaki przynoszą do domu w zamkniętej kopercie, żeby nie było porównywania. W ogóle nie ma żadnych rankingów z ocenami, paskami, świaectwami, żadnych apeli i nagród.
        • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:57
          Hehe nie raz widzialam dzieci porownujace swiadectwa,no ale zyj w nieswiadomoscitongue_out
          • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:48
            Edelstein. nie rozumiesz - oczywiście, że dzieci porównują - ale te, które się kumplują. Zosi nie obchodzi, co z matmy dostał jakiś tam Jasiek i tyle.

            W moim wpisie chciałam podkreślić, że tu nie ma rankingów szkół wg testów, nie ma rankingów klas, nie ma świadectw z wyróżnieniem, nie ma uroczystego zakończenia roku z wręczeniem nagród, nie ma egzaminów trzecioklasisty, szóstoklasisty, nie ma poprawiania ocen. Myślałam, że o tym wiesz tongue_out
          • bi_scotti Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:40
            edelstein napisała:

            > Hehe nie raz widzialam dzieci porownujace swiadectwa,no ale zyj w nieswiadomosc
            > itongue_out

            Edel, ale dzieci nie moga tak naprawde porownywac swiadectw (reports), bo dostaja je w zaklejonej kopercie dla rodzicow (te mid-year), ktore zreszta i tak maja ocene wylacznie opisowa a final report na koniec roku szkolnego przychodzi do domu poczta na nazwisko rodzica. Dopiero w high school uczniowie znaja swoje procenty i dopiero wtedy moga sie porownywac ale to i tak ma malo sensu, bo kazdy jakos tam idzie wedlug wlasnego program zgodnego z tym, co planuje robic po szkole sredniej.
    • verdana Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:02
      Uważam, że jednakowe wymagania wobec wszystkich to promowanie idealnej przeciętności. I marnowanie wielu dzieci. W podstawówce wszyscy mają nauczyć sie czytać i pisać w tym samym terminie, choć wiadomo, ze dzieci rozwijają się różnie - i jedno dziecko czyta biegle w wieku 4 lat, a w szkole dostaje 5 za to, ze jego rozwój jest taki, a nie inny, a inne nauczy sie biegle czytać mając lat 9 i tego sie nie przeskoczy - ale do tego czasu będzie już przekonane, ze jest matołem, co zwykle jest samospełniającym się proroctwem. W wyższych klasach część bardzo uzdolnionych dzieci w ogóle nie ma co robić, a te mniej zdolne z danego przedmiotu przestają sie przykładać, bo co by nie zrobiły, zaliczą max na 2.
      • gazeta_mi_placi Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:11
        My w klasie mieliśmy takiego kolegę, matematyczka w czwartej klasie dawała mu po prostu do rozwiązania zadania dla uczniów z trzech roczników wyżej (wtedy z siódmej klasy jeszcze), a gdy i te zrobił - takie dodatkowe które siódmoklasiści rozwiązywali gdy chcieli mieć z tego przedmiotu szóstkę. Cała reszta klasy oczywiście szła zwykłym programem. Moim zdaniem to był dobrym pomysł, a nie wymagający Bóg wie czego, na początku lekcji dostawał te zadania, a my w tym czasie szliśmy zwykłym programem, co pewien czas nauczycielka podchodziła do niego i sprawdzała, jak sobie nie radził to dawała mu jakieś wskazówki, nie było to kosztem reszty klasy bo tak samo wyjaśniała "tłukom" czyli uczniom którzy średnio sobie radzili z obecnym programem, w tym mi smile
      • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:32
        Bardziej uzdolnione dzieci maja kolka zainteresowan do wyboru do koloru plus nie mam wymagan,by mój syn byl dobry ze wszystkiego.
        • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:29
          Myślisz? To jakie niby kółka zainteresowań są w podstawówce twojego dziecka?
          • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:48
            Jak napisze to rozpoznasz szkole.CCB cos ci mowi?

            "...mąż autorki będzie siedział na weselu córki o suchym pysku ( no cóż skoro ślubna kazała) ale autorce to za mało i postanowiła jeszcze uszczęśliwić prohibicją kogoś z rodziny przyszłego zięcia"
            • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:43
              Jasne, AGSy są wszędzie na jedno kopyto, jak komuś się super ekstra chce, to ma zajęcia dodatkowe poza szkołą. np, w CCB.
              • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:45
                CCB aktualnie wspolpracuja z okreslonymi szkolami w tym ze szkola mojego syna.Sa zajecia w czterech fakultetach.
        • bi_scotti Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:45
          edelstein napisała:

          > Bardziej uzdolnione dzieci maja kolka zainteresowan do wyboru do koloru plus ni
          > e mam wymagan,by mój syn byl dobry ze wszystkiego.

          I to dziala swietnie gdy te kolka zaiteresowan faktycznie istnieja albo gdy rodzicow stac (finansowo i czasowo) na to zeby te extra zdolnosci swoich dzieci rozwijac po szkole. Problem zaczyna sie wtedy gdy dziecko te zdolnosci ma w przedmiotach uczonych na codzien, prace w klasie konczy super szybko i zwyczajnie przez polowe lekcji nudzi sie jak mops. Skutki sa najczesciej latwe do przewidzenia: albo mlody czlowiek zaczyna rozrabiac i rozwala prace calej klasy (bo sie nudzi!), albo sie demotywuje, przystosowuje do tempa klasy i zwyczajnie traci chec/pasje do rozwijania tego swojego extra gift, bo w zaden sposob nie jest to w klasie doceniane. Extra-curriculum activities rozwiazuja problem tych, ktorzy lubia grac w szachy albo pasjonuje ich szermierka ale dla zapalonych chemikow, potencjalnych pisarzy czy tlumaczy z francuskiego to nie jest najczesciej wystarczajace rozwiazanie. I tu jest tez problem z ocean, ktora ma byc fair etc. Fair moze byc tylko wtedy gdy dotyczy indywidualnego dziecka i w tedy z zalozenia nie bedzie to "ocenianie wszystkich uczniow tak samo". Life.
    • araceli Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:18
      A potem biedne dziecko idzie do pracy w realnym świecie i okazuje się, że szef go nie docenia za to, że się 'postarał' a reszta świata nie chce dopasować wymogów to togo co jemu się chce wink
      • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:46
        A może być inaczej - pisze program komputerowy, dokładnie taki jak jego kolega, tylko kolega jest na okresie próbnym, a on pracuje tu już od dziesięciu lat - i nagle wielkie zdumienie, czemu to kolega dostał podwyżkę. Pracodawcy nie wymagają osiągnięcia określonego minimum, tylko jeśli widzą potencjał pracownika, to oczekują, że pracownik go zrealizuje. Że wyjdzie ponad przeciętność.
    • lauren6 Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:19
      Ziew.

      W tamtym wątku ktoś wklejał rozporządzenie MEN: WF, plastyka i muzyka są wyłączone z tradycyjnego oceniania, tzn. dziecko jest oceniane za zaangażowanie i postępy, nie za umiejętności. Reszta przedmiotów to normalna ocena. To dla mnie całkowicie zamyka dyskusję o kryteriach oceniania. Dalsze rozmowy to pyskówka.
      • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:33
        To jest krzywdzace dla utalentowanych dzieci,które chca np.isc na ASP.
        • landora Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:40
          Dla takich dzieci są szóstki.
          • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:46
            Pamietam?ze za moich czasow 6 mialo tez beztalencie,bo nie mozna karac za brak talentu.
            • pade Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:55
              To miej pretensję do swoich nauczycieli. Masz za co.
              • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:04
                Przeciez to wg waszej mysli,ocenianie za postepy,a nie za stan faktyczny.Pielgrzymki oburzonych rodzicow tez pamietam,nic dziwnego,ze nauczyciel sie ugial.To sa wlasnie te fory,które tak promujecie.
                • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:12
                  W calej tej dyskusji pomijany jest problem "zdrowych"dzieci,ktore moga czuc sie pokrzywdzone taka sama ocena jak Jasiu z ZA.Bylam takim "zdrowym"dzieckiem i b.bym nie chciala,by mój syn musial takowe rozczarowanie przezywac.I nie,sam fakt wiekszej wiedzy nie zdolal mnie podbudowac.Sprowadzono do parteru to w czym czulam sie dobra.Motywujace to nie bylo.Fajnie i cudnie,ze chce sie pomoc dzieciom z dysfunkcjami podniesc samoocene,ale co z samoocena dzieci "zdrowych"?Dla mnie w tamtym momencie to byla wielka niesprawiedliwosc.Chcialabys by twoje dziecko czulo sie pokrzywdzone?
                  • gazeta_mi_placi Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:20
                    Przykra sprawa, z drugiej strony można dziecku wytłumaczyć, że poza szkołą jest inne życie, a w dorosłym życiu to Jasiu z ZA (mimo naciąganych piątek w szkole) będzie miał o wiele gorzej niż Twój bo życie nie kończy się (na szczęście) na szkole. I żeby się nie denerwował bo lepiej mieć prawdziwą piątkę niż fałszywą szóstkę, dawaną z litości bo ktoś jest upośledzony. Kiedyś moja klasa miała mieć w ramach integracji dzień sportowy z uczniami szkoły specjalnej, uczono nas by np. przy zawodach na czas celowo opóźniać itp. by ci drudzy mogli wygrać. Nie było z tym problemu bo i tak wiadomo było (mimo wygranej tamtych) kto jest i tak górą w tym wszystkim, może takie podejście przekaż synowi. Szóstki szóstkami, ale i tak jest w o wiele lepszej sytuacji ( i teraz, tym bardziej potem w życiu dorosłym) niż ZA i inni tego typu.
                  • pade Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:27
                    Jeśli samoocenę budowałaś na porównywaniu się z innymi, faktycznie musiałaś czuć się pokrzywdzona.
                    Widzisz Edel, tak, jak dla mnie nie jest argumentem z ust mojego dziecka, że "prawie cała klasa dostała pały", tak nie jest "Zosia dostała piątkę, a ty moje dziecko czwórkę". Nie porównuję swoich dzieci z innymi. Znam ich możliwości i ważny jest dla mnie wysiłek jaki wkładają w naukę, staranność, obowiązkowość. Bo to są cechy ważne również po skończeniu edukacji.
                    • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:33
                      dlatego uważam, że to jest całkiem zdrowe podejście - trzymanie ocen do wiadomości zainteresowanego i jego rodziców. U nas nie epatuje się ocenami i średnimi na prawo i lewo, ba, często dzieci nie mają świadomości, że są oceniane - i jest dobrze. Uczą się lub nie uczą - ale dla siebie, nie dla oceny. Ja nawet nie wiem, czy Jaś lub Staś z klasy są "dobrymi" uczniami czy nie. Widzę, że jeden jest bardziej bystry, a drugi dokładniejszy - ale jak to się przekłada na ich oceny- nie wiem. I moje dziecko też nie wie. Chyba, że się Jaś rozpłacze przy całej klasie po rozdaniu testów.
                    • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:59
                      No tak dziecku nie ma prawa byc przykro,ze ktos dostal taka sama ocene jak on przy nieporownywalnie mniejszym wysilku.
                      • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:50
                        Gdyby dziecko wychowywało się w świecie, gdzie ocena znaczy informację, a nie nagrodę, to by mu przykro nie było. Paczymy dzieciom spojrzenie na świat, a potem usiłujemy dopasować świat do spaczonego spojrzenia - całkowite stawianie sprawy na głowie.
                        • pani.jezowa Re: Po co są oceny? 03.03.15, 00:42
                          Dokładnie o to chodzi.
                          Niszczymy motywację wewnętrzna na rzecz zewnętrznej jaką jest ocena.
                  • pade Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:30
                    I jeszcze jedno. Mogłabyś się wreszcie zdecydować na jedno nazewnictwo?
                    Bo jak piszesz o sobie, twierdzisz, że jesteś normalna, zdrowa, neurotypowa, pomimo zdiagnozowanej dyskalkulii. A gdy piszesz o innych dzieciach z dysfunkcjami, używasz słów: nienormalne, nieprawidłowe, etc. To jak to w końcu jest?
                    Słowa bolą, prawda?
                    • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:50
                      Bo bylam,moja dyskalkulia nie dawala mi zadnych forow.
                      • kropkacom Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:07
                        Od kiedy jakieś dys daje fory? Czy ułomność (w twoim języku).
                        • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:17
                          Jak widac daje vide watek obok.
                          • kropkacom Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:19
                            Konkrety proszę.
                      • pade Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:09
                        Byłaś a nie jesteś?
                        O to, że dyskalkulia, podobno zdiagnozowana, nie dawała Ci żadnych forów, możesz mieć pretensje do swoich rodziców i swoich nauczycieli, a nie do rodziców z forum, którzy chcą, żeby dziecko nie cierpiało bardziej, niż to konieczne.
                        • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:15
                          W dzisiejszych czasach bez problemu uzywam zdobyc z techniki.Niespecjalnie cierpialam.Gdzoes kolo 3 klasy mialam wywalone.
                          • pade Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:50
                            Obawiam się, że do tej pory Ci nie przeszłosmile Inaczej nie udzielałabyś się tak bardzo w obu wątkach. Zwłaszcza, że z polską edukacją nie masz już nic wspólnego.
                  • fornitta69 Re: Po co są oceny? 03.03.15, 07:58
                    z takich dzieci ktore sie czuja pokrzywdzone bo ktos inny dostal zawyzona ocene wyrastaja zawistni i durni doroslu chyba... no bez przesady, piatka z wf czy muzyki "za staranie" to nie wygranie olimpiady, jak malym czlowiekiem trzeba byc zeby to kogos bolalo? nie pojmuje
                    • music.by Re: Po co są oceny? 03.03.15, 08:15
                      Przecież różnorodność jest potzebna. Dzięki temu, ze są na świecie mali i durni ludzie, reszta może poczuć się wielka, lepsza i niedurnawink
                      Zreszta w powszechnym przekonaniu, to mali i durni ludzie odnoszą sukcesy, rządzą światem, zarzadzaja firmami i prowadzą niezasluzenie szczęśliwe życie.
                      • fornitta69 Re: Po co są oceny? 03.03.15, 11:22
                        Uderz w stol... big_grin nie, ludzie sukcesu nie zawsze sa durni i mali choc i tacy sie trafiaja. Wsrod nieudacznikow zreszta identycznie wink
                        • music.by Re: Po co są oceny? 03.03.15, 12:37
                          Z durnowatoscia i maloscia jest tak, ze każdy ma własna definicję tych cech, taką, która obejmuje praktycznie cała ludzkość poza nim samym.
                          Tym sposobem każdy z nas żyje w podobnym przeświadczeniu, ze stanowczo zbyt wielu ludzi wokół to idioci, zapominając, ze sam figuruje na takich listach.
            • dziennik-niecodziennik Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:11
              no ale tak awansem mialo? czy musialo cos zrobic na te 6?
              bo jak awansem to niesłusznie.
              u nas np z muzyki mozna bylo miec szóstke nawet jak sie nie umialo spiewac czy grac. ale trzeba bylo wtedy nadrobic wiedzą z teorii, z historii muzyki itd, pisac referaty (nie jeden na koniec roku, ale systematycznie), wymyslic i zorganizowac koncert szkolny itd. To tez wymagało nadmiarowego wkładu pracy i zainteresowania tematem. i to mi sie wydaje słuszne.
              z wfu mozna bylo miec szostkę w podobnych warunkach. nie kazdy miał wyniki, ale np jak ktoś chodzil na zajęcia ktorych w szkole nie było (np na karate, szachy czy jazde konną) - przynosił zaswiadczenie i miał zorganizowac chociaz jedną lekcję z prezentacją swoich zainteresowan i umiejętnosci, i to się wliczało. tak nam dwóch kolegow urządziło porównanie karate z czyms tam innym, chyba aikido, z porównaniem pochodzenia, filozofii, teorii, różnic w zachowaniu podczas walki itd - fascynujące to było, miało zając jedną lekcję, a zajęło łącznie trzy! i szóstki mogły byc, nawet jesli wyniki chłopakow w biegach i rzutach z zakresu lekcji powalające nie były.
              • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:18
                Niby musialo "cos"zrobic,ale mój wklad pracy byl nie porownywalnie wiekszy niz tej osoby.No sorry,gazety rozpisywaly sie o sukcesach edelstein,liczne konkursy,dyplomami moge sobie pokoj wytapetowactongue_out,a w szkole inni dostali 6 na koniec za referat czy inny szajs.Zanim nauczyciel pojal swój blad zdazylam zrezygnowac z dalsze "kariery".Nalezalam do ludzi,ktorzy musza miec potwierdzenie swoich mozliwosci,taki typ.
                • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:24
                  Moj syn jest jak ja potrzebuje potwierdzenia.Na szczescie jego trener to wie i ma z tego korzysc,bo pochwalony mlody lata jak na skrzydlach.
                  Pochwale sie.Mlody strzeli pieknego gola w ostatnia sobote.Miedzy slupkiem a bramkarzem mial 40 cm miejscatongue_out
                  • dziennik-niecodziennik Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:57
                    brawo! smile zdolny młody człowiek smile
                    • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:02
                      Masz czas w polowie marca na kawe?jade w te stronytongue_out
                      • dziennik-niecodziennik Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:13
                        postaram sie znaleźć smile
                        • dziennik-niecodziennik Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:14
                          heh, jeszcze raz, bo zabrzmialo jakbym ja księżna pani łaskę robiła - poprzekładam co tam sie da zeby dac rade smile
                          • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:16
                            Powalilo cie?big_grin zupelnie tak tego nie odebralam.Zamelduje sie sesemesem.
                • dziennik-niecodziennik Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:13
                  nie no, za jeden referat to nie halo. ja rozumiem docenić systematyczną pracę i zdobytą wiedzę, ale opcja kiedy ktoś napisał coś jedno i juz miał szostkę to mnie zawsze wkurzała.
                  z drugiej strony - za niesłuszne uwazałam tez stawianie szóstek komus kto np ma ładny głos i ładnie śpiewa z natury, ale nie wkłada w to żadnej pracy. albo komus kto z natury umie szybko biegac, daleko rzucac itd. To tez niesprawiedliwe, musi byc oprócz talentu jakas praca - tak jak Twoje konkursy na przyklad.
              • mama303 Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:23
                dziennik-niecodziennik napisała:

                > z wfu mozna bylo miec szostkę w podobnych warunkach. nie kazdy miał wyniki, ale
                > np jak ktoś chodzil na zajęcia ktorych w szkole nie było (np na karate, szachy
                > czy jazde konną) - przynosił zaswiadczenie i miał zorganizowac chociaz jedną l
                > ekcję z prezentacją swoich zainteresowan i umiejętnosci, i to się wliczało.

                no ta, jazde konną najłatwiej zaprezentować w szkole smile
                • dziennik-niecodziennik Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:59
                  ale nikt nas za nogi do ławek nieprzywiązywał. jedna koleżanka zorganizowala wycieczkę do stadniny w ktorej jeździła i pracowała przy koniach. wycieczka była de facto pozalekcyjna (godzina na ktora przypadal wf wystarczyla na sam dojazd do stadniny), ale nikomu to nie przeszkadzało. koszty autobusu pokrył wycieczkowy fundusz klasowy, na miejscu - co juz załatwiła jeżdząca koleżanka - kazdy chetny mógł za darmo sie przejechac na koniu, udostępniono nam miejsce na ognisko gdzie sobie pieklismy przywiezione przez siebie kiełbaski itd. Bardzo milo było, wszyscy byli zadowoleni.
                  druga kolezanka natomiast miała prezentację filmową z nagranym swoim przejazdem na jakichs tam zawodach, opowiadała o historii zawodów, o swoim koniu, o tym jak go trenuje itd.
        • morekac Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:41

        • iwles Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:43

          przecież, jak sama napisałas wyżej, dla takich zdolnych dzieci są kółka zainteresowań, więc o co ci chodzi z tym "jest krzywdzące" ?
          • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:51
            Ze ocena z plastyki jest:
            1.traktowana po macoszemu,chociaz mozna z plastyki a dokladnie z wiedzy o Kulturze zdawac mature
            2.beztalencia dostaja ocene identyczna jak utalentowani,bo nie wolno karac za brak talentu.
            Do dzis pamietam jak mnie malo szlag nie trafil gdy jedna z osob miala 6 na koniec na rowni ze mna,bo sie starala,a rodzice naciskali na nauczyciela.Do tej pory mam niesmak jak o tym pomysle.
    • helka.pentelka Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:31
      całym sercem jestem za zmianą podejścia do ocen, jak jest u nas. Ale wiem, że to utopia.
      Aktualny system oceniania ułatwia sprawę nauczycielom, ale jest kompletnie nierozwojowy dla uczniów. Postawienie oceny zamyka temat, który często wcale zamknięty nie jest.
      No i wykrzywiony jest cały system uczenia się na testy i oceny, często dopiera na rynku pracy okazuje się, że oceny można sobie w de wsadzić, ważniejsze są umiejętności, zdolność uczenia się, kreatywność czy samodzielność. Ale tego szkoła nie uczy. I potem klasowe kujonki lądują w powiatowym urzędzie a trójkowicze zakładają z powodzeniem firmy.
    • pe.tronela Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:44
      Nie da sie poslugujac sie jedna skala ocenic wiedze/umiejetnosci i "staranie sie". Jeden wielki bajzel z tego wychodzi a na dluzsza mete nikomu to nie sluzy. Jesli koniecznie chcemy (i uwazamy, ze jestesmy w stanie) ocena dac uczniowi informacje, czy, wedlug nas, dolozyl staran jak nalezy, to nalezaloby do skali oceniajacej wiedze dolozyc osobna skale, powiedzmy A-F, gdzie oceniamy jak bardzo pracowicie uczen pracowal.
      • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:03
        Ale to nie zmieni podstawowej wady - ocena nadal będzie nagrodą, a ma być informacją. Czyli - na starcie umiesz to i to, masz możliwość nauczyć się tego i tego, biorąc pod uwagę twoje możliwości, więc tego od ciebie wymagam. A nie tego samego, co od Józka, bo się Józek obrazi.
    • aagnes Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:49
      Zeby pani miala co wpisac w dzienniku potem podliczyc, wyliczyc srednia, do statystyki szkolnej, wojewodzkiej czy innej.
      dla mnie ocena pracy mojego dziecka przez pania ma zerowe znaczenie, dla corki tylko takie, ze wie ze jak Jaś z jezorem wywalonym do pasa sadzi kulfony i sie postara to dostanie 5 a ona za ten sam efekt koncowy dostanie najwyzej 4-, tyle jej, ze zajelo jej to minute. zadaniem rodzicow jest wytlumaczyc dziecku to co wyzej jakos dyplomatycznie zeby zrozumialo co jest w szkole wazne a co nie.
      • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 10:53
        Taa znam ta spiewke,wazne co masz w glowie,mimo to nie czulabys sie fajnie,ze ktos mniejsza kosztem ma taka ocene jak ja.
      • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:16
        A jak wg Ciebie powinno odbywać się przechodzenie na wyższe stopnie edukacji? Czy nie po wynikach egzaminów ocenianych obiektywnie i jednolicie dla wszystkich? Skoro oceny są niepotrzebne, może wprowadźmy system kto pierwszy dostanie się do danej szkoły, ten lepszy? Albo rejonizacja aż do matury?
        • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 11:44
          Powiem ci, jak to wygląda u nas (każdy land ma inaczej).
          Na koniec podstawówki rada pedagogiczna wystawia swoją opinię, czy dzieciak da sobie radę w jednym z rodzajów szkół. Biorą pod uwagę oceny, ale i zdolności, umiejętność kończenia zaczętej pracy, czy dzieciak się stara, czy jest aktywny (bo w niektórych typach szkół trzeba brać udział w dyskusjach, wygłaszać referaty, żeby dostać ocenę), czy da sobie radę z większą partią materiału (matura po 8 czy 9 latach czy w ogóle bez matury), czy ma zaplecze w postaci rodziców potrafiących mu pomóc. Na świadectwie ma oproócz polecenia do danej szkoły (rodzice się nie muszą z tym zgodzić) oceny z przedmiotów, opis szczegółowy, jak sobie dziecko radzi.
          A póżniej idzie delikwent z rodzicami na rozmowę do wybranej szkoły, oglądają świadectwo, pytają o zainteresowania, rozmawiają o dziecku z rodzicami i już. Wpisujesz na formularzu ew drugą szkołę, gdyby nie poszło w pierwszej i trzymasz kciuki, żeby nie było za dużo dzieci z rodzeństwem w danej szkole (mają pierwszeństwo). Do klasy sportowej jest dodatkowy sprawdzian sprawności, do klas muzycznych pytają, czy się gra lub interesuje graniem. Żadnych odgórnych egzaminów nie ma, a testy w rodzaju PISA są dla rodziców na tyle nieinteresujące, że nawet nie wiedzą, jaki wynik osiągnęła klasa.
          • edelstein Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:01
            W efekcie lepszy idzie do Gymnasium czyli podzial jest.
          • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:13
            ailia napisała:

            > Powiem ci, jak to wygląda u nas (każdy land ma inaczej).
            > Na koniec podstawówki rada pedagogiczna wystawia swoją opinię, czy dzieciak da
            > sobie radę w jednym z rodzajów szkół. Biorą pod uwagę oceny, ale i zdolności, u
            > miejętność kończenia zaczętej pracy, czy dzieciak się stara, czy jest aktywny (
            > bo w niektórych typach szkół trzeba brać udział w dyskusjach, wygłaszać referat
            > y, żeby dostać ocenę), czy da sobie radę z większą partią materiału (matura po
            > 8 czy 9 latach czy w ogóle bez matury),
            Tak było kiedyś u nas, pedagog wydawał opinię, czy nadajesz się do lo czy zawodówki. Totalne nieporozumienie i ogromne pole do nadużyć, lizusostwa i łapówkarstwa. Wolisz opinię pojedynczych osób z ich sympatiami i antypatiami niż ogólny jednakowy dla wszystkich w tych samych warunkach egzamin obiektywnie sprawdzającego zdobytą wiedzę?

            czy ma zaplecze w postaci rodziców potr
            > afiących mu pomóc.
            Zupełne nieporozumienie, ogromna niesprawiedliwość. Wykluczenie zdolnych dzieci z biednych, zaniedbujących rodzin. Co ma pochodzenie do tego, czy jesteś zdolny i pracowity czy przeciętny?

            Na świadectwie ma oproócz polecenia do danej szkoły (rodzic
            > e się nie muszą z tym zgodzić) oceny z przedmiotów, opis szczegółowy, jak sobie
            > dziecko radzi.
            U nas istnieje coś takiego jak zakres wymagań każdej oceny do każdego przedmiotu. To jest spis co uczeń z daną oceną z danego przedmiotu w danej klasie ma opanowane w jakim stopniu. Wystarczy to przekopiować na świadectwo. Nie widzę sensu, ocena cyfrowa wyraża to samo.

            > A póżniej idzie delikwent z rodzicami na rozmowę do wybranej szkoły, oglądają ś
            > wiadectwo, pytają o zainteresowania, rozmawiają o dziecku z rodzicami i już.
            A co jeśli dziecko bardzo zdolne ma rodzica, który chce, żeby skończył zawodówkę? Co jeśli rodzic ma w d.u.p.i.e swoje dziecko i nigdzie nie ma ochoty z nim chodzić? Co jeśli rodzic jest jest upośledzony i ledwo potrafi złożyć logiczne 2 zdania?

            Wp
            > isujesz na formularzu ew drugą szkołę, gdyby nie poszło w pierwszej i trzymasz
            > kciuki, żeby nie było za dużo dzieci z rodzeństwem w danej szkole (mają pierwsz
            > eństwo). Do klasy sportowej jest dodatkowy sprawdzian sprawności, do klas muzyc
            > znych pytają, czy się gra lub interesuje graniem.
            Żadnych odgórnych egzaminów n
            > ie ma, a testy w rodzaju PISA są dla rodziców na tyle nieinteresujące, że nawet
            > nie wiedzą, jaki wynik osiągnęła klasa.

            • ailia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:37
              >Tak było kiedyś u nas, pedagog wydawał opinię, czy nadajesz się do lo czy zawodówki. Totalne nieporozumienie >i ogromne pole do nadużyć, lizusostwa i łapówkarstwa. Wolisz opinię pojedynczych osób z ich sympatiami i >antypatiami niż ogólny jednakowy dla wszystkich w tych samych warunkach egzamin obiektywnie >sprawdzającego zdobytą wiedzę?

              Rodzice wcale nie muszą się zgodzić z opinią szkoły, to od nich zależy, dokąd pójdzie dziecko. Szkoła mówi o tym, co widzi tu i teraz.

              Moje wolenie i chcenie nie ma nic do rzeczy - mówię, jak to jest u nas. Nie zmienię tego, więc po co mam się podniecać? wink

              >A co jeśli dziecko bardzo zdolne ma rodzica, który chce, żeby skończył zawodówkę? Co jeśli rodzic ma w >d.u.p.i.e swoje dziecko i nigdzie nie ma ochoty z nim chodzić? Co jeśli rodzic jest jest upośledzony i ledwo potrafi >złożyć logiczne 2 zdania?

              A co, jeśli super dziecko ma rodziców alkoholików? A co, jeśli chodzi do szkoły bez śniadania, mimo że jest z bogatej rodziny?

              W szkole na początku czwartej klasy są spotkania z rodzicami, żeby wyjaśnić, o co biega. Pytają się wszystkich, czy zdają sobie sprawę, że dziecko wykazuje takie a nie inne zdolności -ma takie czy inne problemy - rozwija się tak czy inaczej. Pytają się, co rodzice planują. Ew pomagają przemyśleć sprawę, jeśli rodzice nie wiedzą, co wybrać. Nie spotkałam się z przypadkiem niewspomagania rodzin niewydolnych - w takich przypadkach ktoś z nimi na te rozmowy chyba chodzi. Nie mówiąc o tym, że rodzic niepotrafiący sklecić dwóch zdań może być po prostu obcokrajowcem. A to wcale nie szkodzi - bo to z dzieckiem rozmawiają podczas przyjęć. I w razie czego od razu zaznaczają, że dziecko może potrzebować np. wsparcia w pracach domowych.
              Jasne jest, że dzieciak neurochirurga i matematyczki ma większe szanse na wymarzone gimnazjum niż dzieciak wychowywany przez świeżo przybyłą do kraju samotną matkę-sprzątaczkę. Niestety tak jest i w Polsce. Ten pierwszy dzieciak prawdopodobnie będzie odpowiednio zaopiekowany edukacyjnie od pieluch, w tym drugim domu jedyne książki to te z McDonalda. Natomiast jeśli rodzina jest wspierająca, a ma jedynie problem z językiem (np emigranci), to takie rzeczy raczej po drodze wychodzą. Land sobie życzy wprost, żeby w szkołach ponadpodstawowych była zachowana odpowiednia reprezentacja dzieci migrantów.
              • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:03
                ailia napisała:


                >
                > Rodzice wcale nie muszą się zgodzić z opinią szkoły, to od nich zależy, dokąd p
                > ójdzie dziecko. Szkoła mówi o tym, co widzi tu i teraz.
                Na podstawie czego? Po co ta cała szopka, mnóstwo roboty dla nauczycieli, pisanie jakichś zindywidualizowanych laurek, skoro można zrobić egzaminy jednakowe w jednym czasie, policzyć średnią ze zrealizowania odgórnie określonego programu i uszeregować dzieci wg kryteriów w zależności od tego jaki jest profil klasy/szkoły? Moim zdaniem nie ma takiej możliwości, żeby zespół ludzi był zgodny i nieomylny. Każdy ma swoje poglądy, zdanie, sympatie czy wizje.
                >
                > W szkole na początku czwartej klasy są spotkania z rodzicami, żeby wyjaśnić, o
                > co biega. Pytają się wszystkich, czy zdają sobie sprawę, że dziecko wykazuje ta
                > kie a nie inne zdolności -ma takie czy inne problemy - rozwija się tak czy inac
                > zej. Pytają się, co rodzice planują. Ew pomagają przemyśleć sprawę, jeśli rodzi
                > ce nie wiedzą, co wybrać.
                A skąd wiadomo, że nauczyciele wiedzą lepiej od rodziców? Po co wciska się obcych ludzi w proces wyboru szkoły, kierunku kształcenia dla cudzego dziecka?

                Nie spotkałam się z przypadkiem niewspomagania rodzin
                > niewydolnych - w takich przypadkach ktoś z nimi na te rozmowy chyba chodzi. Ni
                > e mówiąc o tym, że rodzic niepotrafiący sklecić dwóch zdań może być po prostu o
                > bcokrajowcem. A to wcale nie szkodzi - bo to z dzieckiem rozmawiają podczas prz
                > yjęć. I w razie czego od razu zaznaczają, że dziecko może potrzebować np. wspar
                > cia w pracach domowych.
                Skoro dziecko załatwia wszystko samo i rodzice nie mają znaczenia, po co w opinii z poprzedniej szkoły bierze się pod uwagę sytuację rodzinną dziecka?

                > Jasne jest, że dzieciak neurochirurga i matematyczki ma większe szanse na wymar
                > zone gimnazjum niż dzieciak wychowywany przez świeżo przybyłą do kraju samotną
                > matkę-sprzątaczkę. Niestety tak jest i w Polsce. Ten pierwszy dzieciak prawdopo
                > dobnie będzie odpowiednio zaopiekowany edukacyjnie od pieluch, w tym drugim dom
                > u jedyne książki to te z McDonalda.
                Nie tak samo, u nas nikt nie pyta dziecka zdającego do dowolnego gimnazjum czy szkoły średniej o sytuację rodzinną, wykształcenie rodziców, zawód itp.. Nikt nie wydaje opinii, która mogłaby mieć jakikolwiek wpływ na przyjęcie bądź nie dziecka. Takie dane nie mają znaczenia ani przy wystawianiu ocen na świadectwie ani przy ocenianiu egzaminów zewnętrznych czy testów predyspozycji do konkretnej szkoły/klasy. Liczą się tylko wyniki nauczania, cyferki. Albo uczeń jest dość dobry do danej szkoły albo nie. Uczeń ze swoją wiedzą i umiejętnościami, nie jego rodzina ani predyspozycje.

                Natomiast jeśli rodzina jest wspierająca,
                > a ma jedynie problem z językiem (np emigranci), to takie rzeczy raczej po drodz
                > e wychodzą. Land sobie życzy wprost, żeby w szkołach ponadpodstawowych była zac
                > howana odpowiednia reprezentacja dzieci migrantów.
                I to jest kolejna niesprawiedliwość.
            • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:52
              > A co jeśli dziecko bardzo zdolne ma rodzica, który chce, żeby skończył zawodówk
              > ę? Co jeśli rodzic ma w d.u.p.i.e swoje dziecko i nigdzie nie ma ochoty z nim c
              > hodzić? Co jeśli rodzic jest jest upośledzony i ledwo potrafi złożyć logiczne 2
              > zdania?

              Wtedy do akcji powinna wkroczyć szkoła, na rozmowę powinien iść z dzieckiem wychowawca, a przynajmniej napisać list rekomendacji.

              Jeżeli dziecko rodzice będą chcieli zmusić do innej szkoły, to je zmuszą niezależnie od systemu ocen stosowanego w szkole.
              • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:52
                asia_i_p napisała:


                >
                > Wtedy do akcji powinna wkroczyć szkoła, na rozmowę powinien iść z dzieckiem wyc
                > howawca, a przynajmniej napisać list rekomendacji.
                >
                Po co? Listem rekomendacyjnym dziecka jest jego świadectwo i wynik egzaminu zewnętrznego.

                > Jeżeli dziecko rodzice będą chcieli zmusić do innej szkoły, to je zmuszą niezal
                > eżnie od systemu ocen stosowanego w szkole.
                Nie. Jeśli są oceny, nie zmuszą do szkoły lepszej niż dziecko się dostanie po punktach.
    • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:28
      Żeby całe to teoretyczne paplanie (moje paplanie) przełożyć na praktykę.

      Uczę angielskiego. Do klasy mi przychodzą - Kasia, która jakimś cudem nie uczyła się angielskiego w podstawówce i gimnazjum, ale chce zdawać z niego maturę (bo niemiecki jej nie wchodzi w ogóle - to nie jest przypadek teoretyczny, miałam, nauczyłam, zdała), Jola, która reprezentuje przeciętną, uczyła się tylko w szkole i jest na przełomie poziomu A2/B1 - takich Jol jest najwięcej; Zosia, która uczyła się w szkole, na kursach i sama, bo angielski uwielbia i jest na dobrym poziomie B1/ początkowym B2.

      Zachowuję wymóg równych wymagań dla wszystkich. Robię diagnozę, lwia część klasy wychodzi na poziomie Joli, układam wymagania pod te dzieci. Kasia łapie jedynkę za jedynką, Jola ma oceny zróżnicowane w zależności od tego, jak się uczyła, Zosia łapie piątki i szóstki.
      Oczywiście robię kółko wyrównawcze dla Kasi i kółko zainteresowań dla Zosi - ale dziewczyny są tresowane latami szkoły i kółka na liście priorytetów są poniżej każdej "normalnej" lekcji, nawet jeśli Zosia będzie potrzebowała języka, a nie będzie potrzebowała biologii, to i tak najpierw nauczy się na sprawdzian z biologii, a w wolnej chwili może utrwali materiał z kółka. Pod koniec nauki Kasia ma dopuszczający i uważa się za absolutnie nieuzdolnioną językowo, Jola nauczyła się czegoś i ma czwórkę czy piątkę, Zosia ma szóstkę (bądź piątkę, jeśli na amen odpuściła) i nie nauczyła się nic przez trzy lata, czyli w przypadku rozszerzonego angielskiego zmarnowała 450 godzin życia na siedzenie w klasie + ma błędne przekonanie, że wszystko umie (a nie umie wszystkiego, tylko klasa jej nie dogoniła). Ale za to różnice w ich ocenach pokazują różnice w tym, co umieją.

      Gdybym mogła dostosować wymagania do startowego poziomu i tempa pracy każdej z nich, być może miałyby trzy nieporównywalne piątki, ale każda by się czegoś nauczyła. Naprawdę warto z tego zrezygnować dla porównywalności ocen?
      • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:39
        Języki to jest zupełnie inna sprawa. Nauczyciele matematyki, polskiego, przedmiotów przyrodniczych, historii, wosu, muzyki, plastyki, informatyki nie mają tego typu dylematów. Jest podstawa programowa dla każdego etapu i jeśli uczeń z jakiegoś powodu nie opanował jej we właściwym czasie lub nie opanował wystarczająco dobrze lub wszystko zapomniał, to jest jego problem, bo aktualny nauczyciel uczy swojego programu. Znajomość tego, co już było, jest podstawą rozwoju. Nie ma zakazu uzupełniania zaległości we własnym zakresie.
      • pe.tronela Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:40
        > Robię diagnozę, lwia część klas
        > y wychodzi na poziomie Joli, układam wymagania pod te dzieci.

        Teraz w polskiej szkole nauczyciel uklada wymagania? Nie ma juz odgornie narzuconego curriculum: uczen w klasie X ma opanowac A, B, C i D ????
        • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:53
          Mam listę, co ma umieć na koniec cyklu nauczania. Jak to załatwię po drodze, to moja sprawa.
      • kawka74 Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:44
        Trzeba Kasię, Zosię i Jolę zapisać do szkoły demokratycznej. Problem, o którym piszesz, pojawi się wtedy nie w szkole, tylko na egzaminie zewnętrznym.
        Reforma na poziomie szkoły nie zmieni niczego, jeśli nadal będzie obowiązywał system egzaminacyjny taki, jaki mamy.
        No nie, jednak zmieni - rodzice będą bardziej wpienieni, niż zwykle.
        • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 12:58
          Egzaminu zewnętrznego nie widzę wtedy jako problemu. Jeśli każdy uczeń musi zaliczyć minimum starczające do dalszej edukacji oraz rodzice i uczniowie mają dokładnie świadomość, do jakiego poziomu z egzaminu zewnętrznego ma szansę dotrzeć ich dziecko - czyli wiedzą, że wymagania dla Kasi ułożone są tak, że ich osiągnięcie w 100% oznacza mniej więcej 50% na egzaminie zewnętrznym.
          To się i tak dzieje, ale kosztem frustracji i niepełnych komunikatów - Kasia za którymś razem łapie, że "dopuszczający to dla niej sukces", ale najczęściej ma wtedy taką nerwicę, że nie potrafi docenić, że to rzeczywiście sukces i poczucie klęski ma i tak.
          • kawka74 Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:08
            wiedzą, że wymagania dla Kasi ułożone są tak, że ich osiąg
            > nięcie w 100% oznacza mniej więcej 50% na egzaminie zewnętrznym.

            Na egzaminie dostosowanym do jakiejś tam średniej Kasia nie ma szans na wynik lepszy, niż 50%. Następnie Kasia dostaje zero punktów za angielski przy rekrutacji do kolejnej szkoły, co sprowadza jej szanse również do zera, chociaż z innych przedmiotów jest całkiem niezła.
            Na miejscu Kasi byłabym wpieniona i optowałabym jednak za likwidacją egzaminów zewnętrznych (z wyjątkiem egzaminów na studia).
            • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:13
              Ale jeśli Kasia nie ma ułożonych specjalnie wymagań, to i tak nie ma szansy na więcej niż te 50%, a jest duża szansa, że goniąc nierealne dla niej 100% i łapiąc jedynkę za jedynką, nie wyrobi nawet tych 50%.
              • kawka74 Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:31
                Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby miała specjalnie ułożone wymagania, ale to nie zmienia faktu, że musi potem zmierzyć się z czymś całkiem niespecjalnym. O ile łatwiej byłoby wszystkim (nauczycielom także), gdyby nie wisiał nad Kasią ten egzamin, który do niczego jej nie będzie potrzebny, a uzyskany wynik pogorszy jej szanse.
                Sądzę, że w meritum jesteśmy zgodne, tylko każda z nas kładzie nacisk na coś innego wink
          • cruzbos Re: Po co są oceny? 02.03.15, 13:49
            asia_i_p napisała:

            > Egzaminu zewnętrznego nie widzę wtedy jako problemu. Jeśli każdy uczeń musi zal
            > iczyć minimum starczające do dalszej edukacji oraz rodzice i uczniowie mają dok
            > ładnie świadomość, do jakiego poziomu z egzaminu zewnętrznego ma szansę dotrzeć
            > ich dziecko - czyli wiedzą, że wymagania dla Kasi ułożone są tak, że ich osiąg
            > nięcie w 100% oznacza mniej więcej 50% na egzaminie zewnętrznym.
            > To się i tak dzieje, ale kosztem frustracji i niepełnych komunikatów - Kasia za
            > którymś razem łapie, że "dopuszczający to dla niej sukces", ale najczęściej ma
            > wtedy taką nerwicę, że nie potrafi docenić, że to rzeczywiście sukces i poczuc
            > ie klęski ma i tak.
            A na jakiej zasadzie chcesz ustalić wymagania dla Kasi? Na podstawie ilorazu inteligencji? Kiedy ma on być mierzony? Może już w kołysce? A może na podstawie jej dotychczasowych ocen? Kto ma układać te wymagania?
            • asia_i_p Re: Po co są oceny? 02.03.15, 18:59
              Na podstawie jej dotychczasowych osiągnięć, diagnozy wstępnej, moich obserwacji, rekomendacji poradni, jej dalszych planów edukacyjnych - wszystkiego, co mi wpadnie w ręce. Jeżeli okaże się, że jej nie doceniłam, mogę zawsze zmodyfikować wymagania, zażądać więcej.

              Ja kiedyś miałam rzeczywiście na lekcji taką Kasię (imię zmienione) i to była męka. Cała klasa na poziomie A2, w zasadzie już nawet B1, a Kasia się nie uczyła wcześniej angielskiego. W ogóle. I była według wszelkich zasad prawidłowo, w grupie niemieckiej, tylko że 80% tej grupy i tak na maturze chciało zdawać angielski (co już dla mnie oznaczało przygotowywanie klasy do matury mając do dyspozycji dwie godziny tygodniowo), więc mowy nie było, żeby zaniżyć poziom do tego, co teoretycznie jest wymagane w grupie w języku niewiodącym, zwłaszcza, że Kasia też chce zdawać angielski. To znaczy mogłabym to zrobić, ale wtedy 80% klasy przed maturą musiałoby brać korepetycje. Więc z klasą pracowałam na ich poziomie, a z Kasią na jej poziomie i dodatkowo miała jedną godzinę tygodniowo kółka indywidualnego. I o niebo łatwiej by mi było, gdybym dodatkowo nie musiała pilnować, żeby Kasia jednak przy tym wszystkim zaliczyła na dopuszczający program, który robi reszta klasy - to było marnowanie czasu i energii, który ona powinna poświęcić na nadganianie początków. Zastosowałam wszystkie znane mi metody + takie, jakie mogłam wymyślić (Kasia miała do kompletu dysleksję i to poważną), przez trzy lata miała tę trzecią lekcję indywidualną, w trzeciej klasie rodzice dodatkowo dorzucili jej zajęcia dodatkowe i zdała na te 50%, ale myślałam, że zawału dostanę, jak sprawdzałam te wyniki maturalne.
    • ewa_mama_jasia Re: Po co są oceny? 02.03.15, 14:23
      Nie ma madrego w tej kwestii. Cały system jest ustawiony pod porównywalność, sprawdzalność, testy i rubryczki. Więc bez ocen / punktów nie da rady.
      Jako matka dziecka zdolnego i sprawnego fizycznie stwierdzam, że jest to wygodne - bo dziecko dostaje wysokie oceny praktycznie bez nauki. Jedyne kiepskie oceny ma za brak pracy domowej czy za pismo (bo bazgrze niewiarygodnie). Ale stwierdzam również, ze jego zdolności nie są przez szkołe wykorzystywane - brak jest takiego progresu, jaki mógłby u niego wystapic. Bez wielkiego wysiłku w zeszłym roku wprowadziłam mu podstawy ułamków, procentów, działań pisemnych - dodawanie, odejmowanie. A mogłaby to zrobić pani w ramach nauki szkolnej, pchnąć na sensowne konkursy, pochwalić się sukcesami. A pani nic nie obchodzi poza wymaganą programem wiedzą.
      Jak na razie to ja wymagam więcej niż pani nauczycielka. Ale nie mam argumentów żeby wymagać tyle, ile mogłabym, bo i tak lepszej oceny nie dostanie. W efekcie mogę powiedzieć, ze szkoła mi zepsuła dziecko, bo nie nauczył się uczyć i nie czuje takiej potrzeby - wiedza wyniesiona z lekcji mu spokojnie wystarcza do przyzwoitego zdania sprawdzianów.
      Oczywiście rozwija swoje zainteresowania na kółkach pozalekcyjnych - szkolnych i pozaszkolnych.
    • pani.jezowa Re: Po co są oceny? 03.03.15, 00:38
      Nie czytałam wątku, tylko Twój pierwszy post, Asiu.
      Powiem Ci, że miałam okazję przez kilka miesięcy być uczniem w Stanach.
      Nikt oprócz nauczyciela nie znał moich ocen.
      Oceny te nie były stopniami tylko punktami na zasadzie "masz 55 punktów na 70 możliwych" lub podawany był procent poprawnych odpowiedzi.
      Tam, gdzie nie można tego tak obiektywnie policzyć były oceny opisowe - na przykład tylko takie miałam z prac pisemnych typu esej.
      Na koniec każdej części nauki miałam pełną ocenę opisową dla siebie, żadnych ocen, punktów, tylko napisanie co idzie mi dobrze, nad czym powinnam popracować, co jest moją dobrą, co słabszą stroną.
      Inni uczniowie nie mieli pojęcia o moich ocenach.

      Podstawowym problemem takiego systemu oceniania jaki jest w Polsce jest to,c o od dawna nazywało się "uczeniem się dla stopnia". Czyli mówiąc innym językiem zabijanie wewnętrznej motywacji do nauki.
      Miałam okazję obserwować reakcje nauczycieli nauczania początkowego, studentów tegoż kierunku, rodziców, a potem samych dzieci gdy wprowadzany był system braku ocen w klasach I-III w podstawówce.
      On nie funkcjonuje niemal nigdzie w Polsce.
      Są szkoły gdzie nadal są stopnie, są takie, gdzie nie ma stopni, są punkty od 1 do 6 (sic!), są takie z systemem literowym, lub obrazkowym typu dwa słoneczka, jedno słoneczki, albo uśmiechnięte, nieuśmiechnięte... i jeszcze trochę innych opcji.
      Niemal nigdzie nauczyciele nie umieli zastosować systemu bez stawiania ocen, tylko ze stosowaniem informacji zwrotnej dla dzieci i opisowej dla rodziców.
      Nie umieli.
      Gdy im się podpowiadało jak to robić twierdzili, że dzieci bez stopni nie będą się uczyć.
      To samo mówili rodzice żądając ocen.
      Jedni i drudzy twierdzili, że potrzebują ocen, że dzieci tylko to zrozumieją, że bez tego nie da sie porównać swojego dziecka z innym dzieckiem (a to dla wielu rodziców jest najważniejsze).
      Tam, gdzie były prowadzone programy pilotażowe okazało się, że dzieci nie potrzebują stopni.
      Uczą się świetnie bez nich, przeżywają mniej frustracji, mniej porównują się z kolegami.
      A na koniec lepiej piszą testy niż dzieci z klas z ocenami.

      To skostniały system i nieumiejętność wyjścia poza nasze schematy myślenia i funkcjonowania sprawiają, że ludzie chcą stopni i jeszcze im się wydaje, że system sprawiedliwego oceniania polega na tym, że każde dziecko ma zrobić na daną ocenę dokładnie to samo.
      U nie umieją myśleć inaczej.
      • gazeta_mi_placi Re: Po co są oceny? 03.03.15, 10:45
        I dzięki temu "innemu" myśleniu porażające liczby Amerykanów nie wiedzą czy Słońce krąży wokół Ziemi czy na odwrót oraz nad jakimi oceanami leży ich własny kraj smile
      • finalna Re: Po co są oceny? 03.03.15, 12:19
        Zgadzam się z obserwacją, że rodzicom stopnie są bardzo potrzebne. Pewnie najbardziej wtedy, kiedy panuje powszechny pogląd, że rodzice powinni kontrolować poziom nauki i w razie czego uzupełniać z dzieckiem braki. Jeżeli tak się do tego podchodzi, to rzeczywiście oceny wydają się niezbędne.
    • niegomezza Re: Po co są oceny? 04.03.15, 10:45
      Trochę obok tematu, ale nie do końca. Dzisiejsza gazeta prawna donosi, że NIK zmiażdżył skolny system egzaminacyjny. Kontrolerzy stwierdzili, że aż co czwarta matura została źle sprawdzonaI Nik podniósł też, że rakuje dogłębnej analizy wyników egzaminów zewnętrznych, więc w rezultacie raporty Centralnej Komisji Egzaminacyjnej nie służą poprawie systemu edukacji, ani nie mają istotnej wartości dla kształtowania polityki oświatowej państwa.
    • la_mujer75 Re: Po co są oceny? 04.03.15, 11:42
      Oceny nie odzwierciedlają rzeczywistej wiedzy i umiejętności dziecka. System (zwłaszcza w polskich szkołach) jest słaby. System amerykański (przedłożony bodajże przez jeżową ) jest w moim odczucie "lepszy". Zwróćcie uwagę, że Amerykanie są tacy pewni siebie. Tam jest bardziej zindywidualizowane podejście do ucznia. I wyłapują tych najzdolniejszych, zapewniając im lepszy rozwój.
      Jak ja byłam uczennicą, to niezależnie od ocen wystawianych przez nauczycieli, myśmy (dzieci, a potem młodzież) i tak wiedzieli kto tak naprawdę jest dobry i z czego.
      I choćby pani stawiała Dorotce 5 ( bo jej matka przynosiła deficytowy papier toaletowy dla pani), a ja dostawałam 5 ( bo byłam zbyt dobra, aby pani choć mnie nie lubiła, dała mi gorszą ocenę), to i tak na to, mówić kolokwialnie : "lałam na to". I tak wiedziałam, że jestem lepsza od tej całej Dorotki, czy tam Danusi. Miałam wysokie poczucie własnej wartości i gdzieś miałam piątki innych dzieci.
      I nie mogę zrozumieć, dlaczego matki tych Zdolnych I Mądrych Dzieciaków tak się tym przejmują. Nie wierzę, ze jak dziecko jest zdolne, mające poczucie własnej wartości, będzie czuło się pokrzywdzone, że ma taką ocenę, jak mniej zdolny kolega.
      Problem jest, gdy to zdolne dziecko ma słabszą ocenę, niż te "tępe" i to tylko dlatego, że pani akurat go nie lubi, a lubi Dorotkę. Ale i tak jego samoocena nie ucierpi tak mocno, jak dziecka, które ogólnie jest słabe (z różnych powodów - bo ma np. nie zdiagnozowaną dyskalkulię wink i żyje w przeświadczeniu, że jest ogólnie "do dupy". Potem takie dziecko z deficytami rośnie w przeświadczeniu, że nigdy nikomu w niczym nie dorówna, a na "stare lata " zamienia sie w napastliwą babę, która za wszelką cenę usiłuje zgnoić innych, aby choć trochę podbudować swoje ego, o które nikt nie zadbał, gdy była dzieckiem.
      • gazeta_mi_placi Re: Po co są oceny? 04.03.15, 14:41
        Może są i pewni siebie, ale to nijak nie przekłada się na ich wiedzę. Ponad połowa Amerykanów nie potrafi wymienić oceanów nad którymi znajduje się ich własny kraj, podobna liczba nie jest pewna czy to Ziemia kręci się wokół Słońca czy odwrotnie.
        Ich pewność siebie jest jak w dowcipie:

        Jasiu moczył się w nocy i w końcu za czyjąś radą postanowił pójść z tym do psychologa.
        Po pewnym czasie pytają się Jasia:

        -I jak Jasiu z tym moczeniem w nocy?
        - A dziękuję, od kiedy poszedłem do psychologa już nie mam z tym problemu.
        - A kiedy przestałeś się moczyć?
        - A kto powiedział, że przestałem? Dalej się moczę, ale teraz jestem z tego dumny smile
        • la_mujer75 Re: Po co są oceny? 04.03.15, 15:10
          Jasiu jest szczęśliwy i o to chodzismile
          Mnie tam kiedyś jedna psycholog powiedziała, że jeżeli jednostka jest szczęśliwa, a jej szczęście życiowe nie odbiera nikomu innemu własnego szczęścia ( czyli nie krzywdzi innych), to nikomu nic do tej szczęśliwej (może być i głupiej )jednostki.
        • azja-od-kuchni Re: Po co są oceny? 04.03.15, 15:49
          Gazeta a tak na serio co Ci przeszkadza moczenie Jasia? ... Jego gacie, jego łóżko jego duma... I jakkolwiek byśmy się z tych durnych Amerykanów nie naśmiewali to oni mają Harvard i jeszcze parę innych dobrych szkół....( wystarczy spojrzeć na ranking ).Same oceny w amerykańskiej szkole nie są celem... Celem jest wiedza, a własciwie ciągły rozwój ucznia... i czasem mam wrażenie, że niektóre oceny daje się na zachętę, bo amerykański system oceniania i nauczania przypomina zdobywanie góry... Na dole jest łatwo i bez bólu zdobywa się 100 %. Naucznie się 20 słówek z hiszpańskiego, zrobienie plakatu po hiszpańsku to dwa razy po 100%, ale im poziom przedmiotu wyższy tym trudniej o owo 100% i na algebrze 2 ( poziom klasy 10 -11 a mowa o uczniach klasy 7 najwyższa ocena to 91 % a pracy domowej mnóstwo. Tylko jak ktoś dotarł do tego poziomu z matmy mając lat 12 -13 to jest tą matmą zainteresowany ( a często ją kocha po prostu).
          Teraz wiem skąd się biorą te opowieści o samych piątkach w amerykańskim systemie u dzieci niekoniecznie lotnych. One były na niskim poziomie z każdego przedmiotu.. Ich rowieśnicy mogli uczyć się zupełnie czego innego i chociaż byli wiekowo w tej samej klasie...Jest też opcja, że wcale nie były durne tylko metody pracy okazały się lepsze, bo takiego wyposażnia jak ma amerykańskie gimnazjum nie powstydziłby się wydział biologii.. I zawsze można wejśc do szkolnej pracowni obejrzeć skrzydło muchy, smarki z nosa czy kto sobie wymyśli... nawet pod mikroskopem 3 D.

          System amerykański na poziomie gimnazjum i wyżej łączy podobne z podobnym daje szansę zdolniejszym, ale nie gnoi dzieciaków...
          Ocenę zawsze można poprawić wystarczy się nauczyć tego co wymagają. Gdy nie dajesz rady zaliczyć idziesz na niższy poziom i nie ma żadnego problemu...
          O ocenach rodzice informowani są 4 razy w roku, a do tego czasu to co kto dostał jest sprawą między uczniem a nauczycielem. Oceny pojawiają się w necie na indywidalnej stronie ucznia i w klasie nie ma tematu ocen!!! Dzieciak widzi jedynie najwyższy wynik w klasie i swój, ale jeśli najwyższy nie jest jego nie wie do kogo należy. No i nie wie, czy max z hiszpańskiego osiągnęło 2 dzieci ( lub ono samo jako jedyne) czy pół klasy ?
          • azja-od-kuchni Re: Po co są oceny? 04.03.15, 16:09
            A no nie dopisałam, że opieram obserwacje na swoim dziecku, które ma hiszpański na niskim poziomie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka