fogito
16.10.15, 06:49
Po praktykach wróciłam lekko podłamana tym co zobaczyłam i mam pytanie. Czy tak jest w każdej państwowej szkole rejonowej... Spędziłam kilka godzin w gimnazjum i mam kwadratowa głowę.
Czy wszędzie uczniowie maja zakaz wychodzenia na podwórko w czasie przerw? Szatnia zamknięta, kurtek wziąć nie mogą?
Czy w związku z tym wszędzie siadają wzdłuż korytarzy na podłodze i koczują czekając na lekcje?
Czy wszędzie siedzą "na komórkach" i prawie wszyscy. Widok przerażający.
Czy wszędzie w czasie przerw jest taki potworny hałas, bo nie wychodząc musza te energię gdzieś wyładować.
Co do uczniów...
Czy to norma, ze gimnazjalista kilka razy dopytuje co ma przepisać i co jest do zrobienia. Pomnożyć to razy 30 i chaos w klasie gotowy.
Czy piramidalna strata czasu polegająca na uciszaniu dzieciaków non stop to tez norma. One nawet nie gadają głośno tylko non stop medza pod nosem i kręcą sie.
Powiem szczerze, ze miałam wrażenie, ze znajduje sie w szkole specjalnej, bo pytania zadawane przez ginnazjalistow były na poziomie pięciolatka. Sposób ich zadawania również. W wyselekcjonowanych klasach dwujęzycznych tez. Wiec odpada argument, ze dzieci nieinteligentne.
Po rozmowie z kilkoma nauczycielkami podstawówek usłyszałam, ze tam jest jeszcze gorzej. Załamana jestem z lekka. Przede wszystkim strata czasu, brakiem dyscypliny, traktowaniem dzieci jak stada baranów, odbieraniem im prawa do wyjścia i wybiegania sie etc.
Moze nauczycielki z gimnazjum maja lepsze doświadczenia. A moze której z was były na lekcjach u swoich dzieci i moze tam jest lepiej.
Ja wiem, ze sa dobre prywatne szkoły czy tez społeczne, ale nie o takie mi chodzi tym razem,
Potrzebuje odzyskać nadzieje co do szkol państwowych.