kupiłam maskę- zakładam, jak jadę rowerem. Jadę dziś wzdłuż Błoń (to taka krakowska łąka w centrum) i wiedzę, ilu rowerzystów w maskach, widzę dzieci idące do szkoły- też w maskach, a jak nie to szaliki naciągniete na buzie (nie, żeby to jakoś pomagało).
jestem wściekła- mieszkam w europejskim mieście, a czuje się jak w slumsach indyjskich, z oparami z fabryk i palonych przez nich nałogowo worków i reklamowek.
podpisuję apele, petycje, często zostawiam samochód w domu, informuję straż miejską o dymach wydobywających się kominów domów . i jestem bezsilna