Dodaj do ulubionych

nie da się wtrzymać....

18.01.16, 14:20
Najpierw opiszę swoją sytyacje. Mieszkamy z mężem w mieście, w którym mieszka takze moja teściowa. Nie mam z nia dobrych kontaktów. Była bardzo namolna , ignorowała moje zdanie co do mojej rocznej córki. Zwrócilismy jej z męzem uwage, za co sie okropnie obraziła, obraziła mnie wieokrotnie twierdząć, ze to wszystko moja wina, że namawiam do wszystkiego męża, aby ich wszystkich skłócic. Przez uprzykrzanie przez nią naszego zycia stałam sie bardzo znerwicowana. Na myśl o spotkaniu z nią jestem ogromnie zestresowana. W świeta zrobiła awanturę, że nie chcemy spedzic ich w jej domu mimo, ze wczesniej ustalone były w domu jej córki, w neutralnym dla każdego miejscu. Stwierdziła, że robię wszystko żeby tylko nie spedzic z nia swiąt, naublizała mi , że powinnam iść sie leczyc, że jestem wszystkiemu winna. W koncu nie przyjechała na świeta do swojego własnego dziecka, ze względu na to , że ja tam byłam /chociaż zapierała sie, ze to nie z tego powodu nie przyszła. Co do czego spedziła swieta z obcymi ludzmi zamiast z rodziną. Mimo, że kilkakrotnie byłam u niej w domu po całej awanturze, kazda wizyta konczyła się kótnią. Ustaliliśmy z mężem, że dla własnego zdrowia psychicznego nie bedziemy jej odwiedzac, tylko jesli ona bedzie miała ochote to odwiedzi nas. Ten pomysł bardzo jej sie nie spodobał. Dla niej to nie do przyjecia, ze my możemy nie przychodzic do niej w odwiedziny. Nasza córka przechodziła niedawno trzydniówke. tesciowa odezwała się do nas z pretensja dlaczego jej o tym nikt nie poinformował, że przeciez ona by zadzwoniła do lekarza, ze by sie poradziła, ze ona ma prawo wiedzieć o takich rzeczach. Mój mąż odwpoeiedział jej, ze nie jest naszym obowiazkiem informowanie jej o kazdej chorobie naszego dziecka i sami potrarfimy sie o nia zatroszczyc ,ze wiemy co mamy robic. Na co ona zrobiła awanture siostrze mojego męża, ze jakim prawem nie powedziala jej o chorobie nazsj córki jesli o tym wiedziała, ze ona musi wiedziec o takich rzeczach. strasznie mnie irytuje jej zachowanie, to tak jakbym nie poafila zajac sie własym dzieckiem,bez jej jakże niezbednej pomocy.miimo,ze kilakrotnie mowilismy,ze nie bedziemy jej odwiedzac,to ona ciagle napiera i obraza sie kiedy odmawiamy. po kazdej kłótni udaje, że chce sie pogodzic, wypiera się wszystkich obelg w moja strone a za plecami obgaduje mnie i wymśla niestworzone rzeczy dalej. Dla mojego męża zarzuciła, ze ma on teraz lepszą rodzine ,a o matce zapomniał. Powiedziała to dlatego, że mąż stanał po mojej stronie i powiedzial, ze jestem jego zona i nalezy mi się szacunek. Mąż powiedział mi, ze dzień przed świetami kiedy pojechalismy ija ponownie przekonać, zebysmy spedzili te swieta razem, poszedł do niej mówiąc, zeby dała w końcu spokój , bp przez to my tez się kłócimy. Powiedział, ze widział na jej twarzy satysfakcje z tego, że sie kłócimy. Mam dość jej ciągłych pretensji, wymyslnia niestworzonych rzeczy na mój temat i robienia problemów z niczego, Wykańcza mnie nerwowo, zastanawiam sie co nowego wymysli, żeby uprzykrzyć mi zycie. one chce miec nasze życie pod kontrolą mimo, ze stanoiwmy juz odrebną rodzine, chcemy spędzać czas tylko ze soba, a nie podporządkowywac się jej warunkom. Jezeli nie zgadzamy się zz czymś co ona powie, alebo nie chcemy zrobic tego czego ona chce to wypisuje do nas głupoty, gada po rodzinie i nie daję nam życ w spokoju. Nic do niej nie dociera, czasami mam wrazenie, że ona jest chora psychicznie. Mam serdecznie dość tej kobiety, ale ze wzgledu a to, ze mieszka tak blisko niemozliwe jest całkowite odcięcie się. Czy miałyście podobne sytuacje? Jak sobie z tym poradzić i życ w spokoju, jesli teściowa ciaglę próbuje namieszac i zepsuć nam życie???
Obserwuj wątek
    • kagrami Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 15:15
      Przede wszystkim masz straszne, straszne myślenie o kobiecie, która siłą rzeczy jest wam życzliwa.

      Zmień myślenie. POSTARAJ SIĘ.

      Ja być może będę za kilka lat teściową, kto wie. Chciałabym usłyszeć Jej wersję, bo zdaje się że ty nie jesteś "święta".

      A co do wpatrzenia w żonę - mój brat ma żonę-czarownicę, niszczy go, skłóciła go z rodziną... Szacunek szacunkiem, ale z toksycznymi żonami różnie bywa. Nie bierz do siebie, ale wiesz... znamy tylko Twój punkt widzenia.

      Czasem wystarczy spróbować się postawić w sytuacji kobiety która nie jest wrogiem a tak jest traktowana. Ja tez będę chciała wiedzieć gdy moje wnuki będą chore A jak będą źle leczone przez moje synowe to porwę wink... Oczywiście, żartuję ale rozumiem twoją teściową.

      Jak będzie bardzo źle to może wizyta u psychologa coś pomoże, tylko czy teściowa poszłaby??
      • koronka2012 Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 17:58
        kagrami napisała:

        > Przede wszystkim masz straszne, straszne myślenie o kobiecie, która siłą rzeczy
        > jest wam życzliwa.

        Kto? teściowa? a skąd taki kuriozalny wniosek, że jest życzliwa? nie myl zainteresowania z chorą potrzebą kontroli.
        • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 13:41
          Potrzeba kontroli? Na razie to synowa MUSI postawic na swoim, zaznaczyć, ze teraz to ona rządzi do tego stopnia, ze nakłada nawet embargo na informację o chorobie córeczki- jak by nie patrzeć znienawidzona teściowa jest jednocześnie babcią i ma prawo do informacji o stanie zdrowia wnuczki.

          "Dla mojego męża zarzuciła, ze ma on teraz lepszą rodzine ,a o matce zapomniał"
          No dla mnie też to dokładnie tak wygląda...
          • koronka2012 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 13:54
            kk345 napisała:

            > Potrzeba kontroli? Na razie to synowa MUSI postawic na swoim, zaznaczyć, ze ter
            > az to ona rządzi do tego stopnia, ze nakłada nawet embargo na informację o chor
            > obie córeczki- jak by nie patrzeć znienawidzona teściowa jest jednocześnie babc
            > ią i ma prawo do informacji o stanie zdrowia wnuczki.

            A dlaczego ktokolwiek miałby mieć obowiązek informowania jej o trzydniówce u dziecka? przecież to wyłącznie sprawa rodziców, ja sama nie przekazywałam często takich informacji bez powodu, bo i po co? ani to nie groźne, ani nie ma tego jak leczyć, informowanie o tym babć mija się z celem, a tylko dokłada im zmartwienia.

            > "Dla mojego męża zarzuciła, ze ma on teraz lepszą rodzine ,a o matce zapomniał"
            >
            > No dla mnie też to dokładnie tak wygląda...

            No ale to po pierwsze spora przesada, skoro widują się nagminnie, po drugie - taka jest kolej rzeczy - i powiem więcej - jest to prawidłowy kierunek.
            • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 14:14
              Obowiązek? Nie, w zdrowych rodzinach ludzie po prostu rozmawiają, a choroba dziecka nie jest pilnie strzeżona tajemnicą pt "po cholerę babcia ma wiedzieć".
              Nie wiem, gdzie wyczytałaś, ze widują się nagminnie, ja wyczytuję, ze synowa pisze wprost: "stanoiwmy juz odrebną rodzine, chcemy spędzać czas tylko ze soba". Przy takim postawieniu sprawy teściowa i babcia zawsze będzie intruzem, nie ma innej opcji.
              Jeszcze raz napiszę- to kwestia dojrzałości obu stron i zrozumienia zarówno tego, ze syn nie jest własnością matki, jak i tego, ze mąż i córka nie są własnością żony. Bo na razie to tylko teściowa musi być dojrzała, a autorce wątku wolno się zachowywać jak rozpuszczonej 15-latce.
              • koronka2012 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 16:29
                Zdrowi ludzie nie mają potrzeby wiwisekcji i zwierzania się rodzicom z absolutnie każdego zdarzenia w życiu. Informacja o trzydniówce nie jest czymś, z czym koniecznie trzeba lecieć do babci o histeryczno-kontrolującym usposobieniu.

                Teściowa jest i będzie intruzem, bo w tym przypadku jest chorobliwie namolna a przy tym napastliwa i obrażająca. Ja nie widzę u niej nawet cienia dojrzałości, a u autorki i jej męża - jedynie zdrową chęć odizolowania się od wariatki.
                • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 16:39
                  koronka2012 napisała:

                  > Zdrowi ludzie nie mają potrzeby wiwisekcji i zwierzania się rodzicom z absolutnie każdego zdarzenia w życiu.

                  Podobnie - zdrowi ludzie nie mają potrzeby wiedzieć o wszystkim, co spotyka ich DOROSŁE dzieci. I na pewno nie robią tragedii, histerii ani awantury, gdy o czymś nie wiedzą.
                  • kagrami Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:16
                    Matka chce wiedzieć. Gdy to zrozumiesz to Twoja matka będzie szczęśliwa.
                    • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:21
                      kagrami napisała:

                      > Matka chce wiedzieć. Gdy to zrozumiesz to Twoja matka będzie szczęśliwa.

                      Spoko, ja dobrze wiem, co uszczęśliwia moją matkę. Spędziłam większość życia na dbaniu o jej szczęście i pilnowaniu, żeby aby nie była nieszczęśliwa choćby przez moment. Taki mi został nadany cel życiowy, a ja go skrupulatnie realizowałam. Rozumiem to lepiej niż bym chciała.
                    • koronka2012 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 20:23
                      kagrami napisała:

                      > Matka chce wiedzieć. Gdy to zrozumiesz to Twoja matka będzie szczęśliwa.

                      Celem życia dziecka nie jest uszczęśliwianie matki, a tym bardziej teściowej, sorry.

                      Na marginesie - matkę mam w porządku, tylko z tych zamartwiających się, teściową miałam z gatunku histeryczno-nadopiekuńczego. W obu przypadkach, choć z zupełnie innych powodów nadmiar informacji był niepotrzebny i rodził problemy. Im i mnie.
                      • kagrami Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 12:00
                        Niektóre teściowe i matki chcą wiedzieć np. o chorobie wnuka. Co tym złego? Moja teściowa nie chce bo wie, że ja się najlepiej zajmę dzieckiem w czasie choroby. Ale ja będę chciała wiedzieć o chorobie mojego wnuka w przyszłości. I jak najwięcej o tym co porabiają moi synowie i moje synowe.
                        • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 12:15
                          chciec to jedno a dostac to co sie chce to drugie...
                          • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 12:18
                            froshka66 napisała:

                            > chciec to jedno a dostac to co sie chce to drugie...

                            ... a trzecie - zareagować na to, że się nie dostało tego, czego chciało. W moim odczuciu (i z doświadczeń) - kluczowe.
                        • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 12:25
                          BTW:
                          W wolnym kraju, nie ma wymogu, aby wykazać "zapotrzebowanie" na wykonywanie prawa.
                          Nic złego nie ma w tym , że babcia chce coś wiedzieć
                          I nic złego nie ma w tym , że ktoś inny nie ma ochoty babci mówić.
                          I jak babcia nie musi się tłumaczyć dlaczego chce, tak np. córka / syn / synowa/ zięć nie musza się tłumaczyć dlaczego nie chca mówić.

                        • pade Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 12:35
                          ło jesu, współczuję Twoim dzieciom i ich małżonkom
                        • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 13:29
                          nier ma tym nic złego, ale nie musze informowac jej o każdej chorbie swoejgo dziecka, nawet o przeziebieniu, gdzie ona uwaza, ze tylko ona potrafi to wszystko załatwic, że ona musi dzwonic do lekarzy i to ona musi zatroszczyc sie o wszystko, bo ja najwidoczniej w jej mniemaniu nie potrafie.
                          • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 15:03
                            no to kurna nie informuj....
                            jakis masz przymus mówienia czy co?
                        • srebrnarybka Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 23:08
                          dobrze, że nie będę Twoją synową
                    • srebrnarybka Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 23:06
                      Ale dorosłe dziecko nie żyje po to, by matka była szczęśliwa.
                • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:16
                  Dokładnie. Tylko odizolować sie nie da. Ona zachwouje się jakby miała rozdwojenie jaźni. Jedengo dnia cos mówi, wypisuje, obraża, a drugiego wszystkiego sie wypiera i mówi, ze wcale tak nie było. Przyjdzie do nas z wizytą i oczekuje, ze po tym zaraz przylecimy do niej na obiadek. Kilkakrotnie mówilismy jej, ze w związku z ta sytuacja, ze wizyta u niej zawsze kończy sie i przebiega w gestej i niemiłej atmosferze to nie bedziemy tam zachodzic, tylko jezeli ona chce odwiedzic wnuczke moze ja odwiedzic u nas w domu. ona tego nie rozumie i cały czas napiera, co do czego obraża się i dalej mnie atakuje, ze jestem taka i owaka. Przychodząc do nas była miła i potulna, choc do mnie odezwała sie może dwa razy. Ale kiedy my odwiedzilismy ją zrobiła awanture, wykrzykując mi jaka ja to jestem zła, jak mące i że powinnam iść się leczyć. Ona nic nie rozumie, ciagle robi ze wszystkiego problemy, chwila jest spokoju, za potem znowu to samo.
          • anty_nick Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:48
            kk345 napisała:

            > Potrzeba kontroli? Na razie to synowa MUSI postawic na swoim, zaznaczyć, ze ter
            > az to ona rządzi do tego stopnia, ze nakłada nawet embargo na informację o chor
            > obie córeczki- jak by nie patrzeć znienawidzona teściowa jest jednocześnie babc
            > ią i ma prawo do informacji o stanie zdrowia wnuczki.
            >
            nie wyobrażam sobie,żeby dzwoniła do teściowej:" mausiu X ma gorączkę, a Y sraczkę" big_grin
            po co?
          • nowi-jka Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 07:51
            bez przesady, jakie EMABRGO? 3dniówka to nie sepsa nie trwa długo ale goraczka dziecka potrafi byc na tyle upierdliwa ze musisz sie zajac dzieckiem a nie informowaniem o całym swiecie.
            Rozumiem ze tesciowej przykro ze nikt sie z nia frasunkami nie dzieli ale tu raczej zachodzi sytuacja ze tylko ona znajdzie odpowiedniego lekarza.
            Synowa owszem MUSI postawic na swoim bo to jej zycie jej dziecko itd ma prawo robic po swojemu i popełniac własne błedy.
            A szantaz emocjonalny jak to synus juz woli inna rodzine ... - sory ale tu zdradza ze tonieo zyczliwosc chodzi
        • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 13:44
          > skąd taki kuriozalny wniosek, że jest życzliwa? nie myl zainteresowania z chorą potrzebą kontroli.
          Odwrócę pytanie- a skąd kuriozalny wniosek, ze miałaby być z definicji nieżyczliwa żonie syna i (pewnie) wyczekanej wnuczce?
          Charakterystyczne jest to, ze takie nieżyczliwe teściowe z reguły występują w opowiadaniach młodych, niepewnych siebie świeżo upieczonych żon i matek...
          • koronka2012 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 16:35
            kk345 napisała:

            > Charakterystyczne jest to, ze takie nieżyczliwe teściowe z reguły występują w o
            > powiadaniach młodych, niepewnych siebie świeżo upieczonych żon i matek...

            A wiesz dlaczego? bo mają wkodowane, że powinny być miłe i uśmiechnięte i że starszym należy się szacunek i ogólne uwielbienie, szczególnie w relacjach rodzinnych. Zabiegają więc o akceptację i usilnie starają się o stworzenie cudownego wielopokoleniowego obrazka rodem z reklamy margaryny. W związku z powyższym miotają się w konfrontacji z mało idylliczną rzeczywistością zamiast po prostu spuścić po brzytwie.

            Te pewne siebie tego typu sytuacje rozwiązują w 5 minut celną ripostą wujka Staszka. I szczerze mówiąc - żyje im się z tym lepiej, pytanie tylko czy teściowe są równie zadowolone tongue_out
      • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 13:08
        Czy zyczliwoscia mozxna nazwać jej satysfakcje z tego, ze z jej powodu kóce się z mężem lub jej prawie niewidoczny, kpiący uśmiech, kiedy widzi jak płacze? Próbowałam, kilkakrotnie..próbowałam delikatnie wytłumaczyć, żeby nabrała trochę wyczucia do tego jak traktuje mnie i ile od nas oczekuje. Czy zyczliwościa z jej strony mozna nazwac to, ze wmawia wszystkim dookoła, że mam depresje poporodowa?
        • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 13:37
          angela26mama napisała:

          > prawie niewidoczny, kpiący uśmiech, kiedy widzi jak płacze?

          I przez łzy zauważyłaś jednak ten niewidoczny uśmiech? Coś mi wygląda na to, ze nawet gdyby teściowa sie do ciebie serdecznie uśmiechała, to i tak zobaczysz tylko szyderstwo i mydlenie oczu...

          A już mąż, który radośnie zdaje ci relację, ze matka "miała na twarzy satysfakcję, ze się kłócicie" to trok od kaleson, a nie chłop-nawet jeśli ta sytuacja miała miejsce, to powinien sam załatwić sprawę z matką, a nie dodatkowo judzić między tobą a teściową.

          Wszyscy troje macie problem z relacją- a że ani męża, ani teściowej nie zmienisz, możesz się skupić wyłącznie na swoich odczuciach- zacznij od ryzykownego założenia, ze teściowa też człowiek i potraktuj ją jak człowieka- może się okazać, ze o dziwo nie wyrastają jej rogi i że ma jakieś zalety...

          Acha, jeszcze drobiazg- w rodzinie z reguły wie się o chorobie jej członka- niepoinformowanie babci, ze wnuczka jest akurat chora, choćby w normalnej rozmowie typu "co słychać" jest ewidentnym pokazywaniem, kto tu rządzi i zaznaczaniem swojej władzy nad rodziną. Znaczysz teren i zagarniasz mężusia i dziecko, zeby wrednej babie się nie wydawało, ze cokolwiek znaczy. No ale wiem, ze po ślubie nowa żona i dzieci powinny stać się jedyną rodziną męża a już matka męża powinna wziąć saperkę i własnoręcznie zakopać się w ogródku, by nie psuć swoim oddechem nastroju ukochanej synowejsmile
          • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 14:20
            czli powinnam ustapic tesciowej, zgadzając sie na wszystkie jej warunki?? stawianie jej jakichkolwiek granic nie przynioslo zadnych skutków. Wręcz przeciwnie. Nie musze chyba informowac jej o kazdym przeziebieniu nazsego dziecka. Poza tym to, że my nie mamy ochoty jej odwiedzac, poniewaz kazda wizyta do tej pory kozczyła sie kłótnia, lub byłam traktowana jak nieproszony gość, to nie znaczy, że ona nie może od czasu do czasu odwiedzić nas. Owszem, może sie dwoiedziec o chorobie swojej wnuczki, ale nie musze do niej specjalnie dzwonic i jej o tym informować. Sama wiem co zrobić, ona nie musi mnie w tym wyreczac, bo jak okresliła dlaczego my jej o tym nie poinformowalismy, przeciez ona by dzwoniła do lekarzy i pytała co robić. Może jestem młoda mama, ale doskonale wiem jak zachowac sie w danych sytuacjach i jak postepowac ze swoim dzieckiem. nie jestem winna temu, że jej nie pasuje to, ze chcemy spedzac czas tylko ze soba , a nie latac do niej codziennie, spowiadać sie ze wszystkiego i za kazdym razem planowac wszystko z uwzgednieniem jej osoby. W przeciwnym razie ona robi awantury i problemy wszystkim dookoła. Nigdy nie pwoiedziałam jej , ze nie chce jej widziec , że mamy sie w ogole nie spotykac. Spokojnie i kulturalnie poprosiliśmy, zeby dała nam troche luzu i prywatnosci na co zaregowała wyzwiskami i krytyką w moja strone. jednego dnia mówi, ze jestem taka i owaka, drugiego wszystkiego sie wypiera i udaje, ze chce dobrze, na trzeci dzien słysze od innych jaka to ja jestem zła i mam rzekoma depresje . Cakowicie pomija i nie obchodzi jej moje zdanie. nawiąże tu do sytuacji, gdzie odwiedzilismy ja z naszą córką, która zaczeła grzebac w ozdobie z drobnymi kamieniami i próbowała włozyc je sobie do buzi, zabrałam ja do siebie, na co ona nie bezposrednio do mnie lecz do mojego brata powiedziała, że u niej w domu nic nigdy nie było chowane, że dzieci wiedziały poprostu, ze tego nie mozna dotykac. Jak roczne dziecko może rozumiec, że nie moze wszystkiego wdotykac i wsadzac do buzi? Druga sytuacja, godxina 17, mówie, zeby narazie nie usypiała małej, bo pojeziemy do domu ja wykapac a spac idzie dopiero około 20. Po dwoch minutach widze jak kołysze mała ze smoczkiem. Moglabym wymienic mnóstwo takich sytyacji, ale za duzo tego. Jak mam postawivc jakiekolwiek granice jesli ona udaje, ze mnie nie słyszy, albo całkowicie mnie ognoruje, kiedy powie jej sie cos dobitnie, obraza sie i mówi rzeczy, które nie mieszcza mi sie w głowie. Wielokrotnie naublizała mi, a także mojemu męznowi, ale on ze swoim miekkim sercem szybko zapomina. Wmawia mi rzeczy, ktore w ogóle nie miały miejsca, swoich obelg w moja strone sie wypiera i obarcza mnie ciagle cała wina mówiac, że powinnam sie leczyc. Mająć swoje dziecko, w natłoky obowiazkow domowych, pracy i innych rzeczy, mało jest chwil kiedy możemy spedzic je razem wspólnie, tylko we trójke. jesli mamy jakis wolny dzięn chcemy go spedzic sami, a nie leciec od razu do niej. Ona tego nie rozumie tylko ciagle robi awantury, a w kazdej z nich wymysla niestworzone rzeczy. Kiedy mała sie urodziła chciala ułozyc mi harmonogram dnia, nie pozwole kierowac swoim zyvciem, zeby ja uszczesliwic.
            • zuzi.1 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 20:28
              Masz przemocowa, toksyczna tesciowa. Jak sie nie ogarniesz, to Cie ta wariatka emocj. wykonczy. Odseparuj tego szurnietego babsztyla od swojej rodziny i nie pozwol jej niszczyc Wam zycia. Zasiegnij opinii jej sasiadow na jej temat, co oni o niej sadza. Twoja tesciowa to narcystyczna wariatka. Poczytaj: sonsofnarcissisticmothers.org.
              • zuzi.1 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 20:35
                I jeszcze to: krzykopomoc.blox.pl
                • kagrami Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:22
                  Zuzi to ty jesteś szurnięta. Albo nie potrafisz sobie wyobrazić całokształtu - czytasz wypociny "synowej" i masz obraz teściowej-wariatki. Szkoda, że ona sama nie może się tutaj wypowiedzieć. Dlatego ja bym radziła psychologa A do Pana Boga modlę się, żebym miała normalną, dobrą osobę jako synową w przyszłości a NIE taką jak autorka wątku. Jest mi żal tej teściowej.
                  • zuzi.1 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 18:22
                    Szkoda, to ze Ty wiesz lepiej od autorki watku jak to od srodka u niej wyglada i ze z niej jest ' synowa' a nie synowa. Ta tesciowa jest niezrownowazona psych. i zadne dogadywanie sie z nia nic nie da. Po skali opisanych naciskow i zachowan widac, ze stopien niezrownowazenia jest wysoki. Polecam odciecie sie od tej kobiety, nic innego w takim przypadku nie pomoze.
                    • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 20:12
                      Niestety odcięcie się jest niemożliwe. Mój mąż, kiedy slyszy co jego matka czasami wygaduje to sam łapie się za głowę i nie wierzy, mówi w takich momentach, że nie będzie mnie namawiałdo wizyt u niej, ze z nią naprawdę jest coś nie tak. Ale Kiedy ona napiszę, lub dzwoni ze chcę dobrze i namawia namolnie żebyśmy przyszli to już potrafi ulec, a ja utwierdza to, że może nim manipulować. On ulega, ona znowu robi awanturę o byle co i znowu w kolko to samo.
              • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:06
                Chciałabym, ale mój mąż nie chce się całkowicie odsrparowac. Jednego dnia ona napiszę coś miłego,a on ma już miękkie serce. A drugiego dnia znowu coś wymyśla na mój temat. Moj mąż widzi jakie to wszystko jest dla mnie stresujące, ale mimo wszystko nie chce się odciąć od matki. Ja też mu tego nie każe. Ale ona jednego dnia gra dobrą i sądzi, że po tym dniu już wszystko wróciło do normy. Zaraz chcę żeby ją odwiedzać mimo, ze my tego nie chcemy. Jeśli odmawiam to znowu robi problemy.
                • kagrami Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:25
                  To jest jego matka Dziewczyno!!! Ty też jesteś matką spróbuj sobie wyobrazić co czuje matka do syna/syn do matki!
                  Jeżeli jesteś zazdrosna (a na to wygląda i jest to częste zjawisko) i chciałabyś męża tylko dla siebie - to to jest niestety chore.
                  Zmień nastawienie a sytuacja się wyklaruje. Pamiętaj, teściowa to RODZINA.
                  • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 17:19
                    Tak, rodzina. matka mojego męża, do której zawsze miałam szacunek i do której odzywałam sie kuturalnie, a kiedy chciałam zyc swoim zyciem, a nie pod jej dyktando, zrobiła ze mnie darmozjada. Ilekroć próbuje postawic jakieś granice, ona przekreca wszystko po swojemu i robi z siebie wielka obrazę ,obrazając wszystkich dookoła. Najpierw tworzy kłotnie, a potem, podlizuje sie do mojego męza, który wierzy, że ona się zmieni, po czym znowu kiedy nie jest cos po jej mysli, robi wawanture.
                    • lot.ti Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 08:56
                      owszem rodzina, ale twojego męża, nie twoja. dla ciebie to OBCA BABA i tego się trzymaj. ustaw granicę między sobą a nią i nie ingeruj w relacje syna z matką, bo choćby byla wariatką to jego matka i zawsze będzie dla niego najważniejsza, co nie znaczy że ciebie musi coś obchodzić. po pierwsze wyluzuj i odetnij się emocjonalnie od babsztyla. a forumowych toksycznych teściówek nie słucha, to takie same psychiczne kaleki jak ta twoja teściówka. oczywistą oczywistością jest, że wy z mężem tworzycie rodzinę, a wasi rodzice to teraz dla jednych krewni, a dla drugich powinowaci. o tym się mówi nawet na naukach przedmałżeńskich. rodzice powinni się wręcz wycofać z życia młodego małżeństwa aby pozwolić nowej rodzinie skonsolidować się i okrzepnąć. twoja teściówka jest 100% toksyczna, podobnie jak "pańcie dobra rada" z tego forum.
                  • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 23:06
                    W punkt!
                • koronka2012 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 20:29
                  Ale ty nie musisz brać udziału w tym cyrku!! nie oczekuj że mąż się odetnie, ale sama nie musisz tam chodzić. Niech sam idzie, dajże sobie trochę wytchnienia.

                  Podstawowa zasada - PRZESTAŃ SŁUCHAĆ, co ona mówi o tobie do męża, rodziny i znajomych. Naucz ich, że mają ci NIE POWTARZAĆ jej opinii i komentarzy.
                  • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 13:20
                    Nigdfy nie oczekiwałam od męża tego, żeby sie od niej odciął. Ale jezeli mąż mojej tesciowej namawia go do tego, żeby zawsze stawał po stronie matki, bez wzgedu na to co sie dzieje, a jego matka wpaja mu , że jestem zła i powinnam sie leczyc to jak mam na to pozwolic. Ok, mój mąż ma swój rozum, ale kiedy bez przerwy ktos cos komus wpaja to zostaje w głowie. Mam pozwolic , żeby wyrazała sie o mnie źle w mojej nieobecności przy moim dziecku? Jakiekolwiek próby stawiania granic i prosby o wyluzowanie ze strony tesciowej nie przynosza skutku. Ani z mojej strony, ani ze strony mojego męża. Bo przecdiez według niej to ja narzucam męzowi kazde jego zdanie, a on sam nie potrafi myślec.
                    • lot.ti Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:13
                      1. ta wariatka to matka twojego męża. prawdopodobnie najważniejsza dla niego osoba na świecie. ważniejsza od ciebie i dziecka. więc pogódź się z tym, że nie masz nic do gadania w sprawie ich kontaktów i nie wcinaj się w to. ich relacja to wyłącznie ich sprawa.
                      2. jak już przyjmiesz do wiadomości powyższy punkt i ochłoniesz to zacznij ustawiać granice tej podłej obcej babie. sama możesz się od niej zupełnie odciąć. zupełnie. i w tej sprawie małżonek nie ma nic dogadania podobnie jak ty w powyższej.
                      3. o dziecku decydujecie współnie. wy - rodzicie - nie babka. jeśli mąż uzna, że będzie realizował swoje kontakty z matką razem z waszym dzieckiem to trudno. pozostanie ci zmierzyć się z tym, co babka dzieciakowi nakładzie do głowy. taka karma.
                      4. możesz spróbować również: wizyty u psychologa, księdza, mediacji, rozwodu.

                      tak mniej więcej wygląda twoja sytuacja. teraz weź głęboki oddech i opanuj się.
                      • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:23
                        ta wariatka to matka twojego męża. prawdopodobnie najważniejsza dla niego osoba na świecie. ważniejsza od ciebie i dziecka.

                        twoja matka jest dla ciebie ważniejsza od twojego dziecka i męża ???
                        "gratuluje" mężowi!!!
                        Nigdy by takie coś nie mogło zaistnieć w moim domu, ale gdyby mój maż lub syn oświadczyli, że „jego matka jest ważniejsza” , to nie wiem kogo bym ukatrupiła pierwszego: męża pierdołe i złamasa czy źle wychowanego syna. Nie tak go chowałam!
                      • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:26
                        lot.ti napisała:

                        > 1. ta wariatka to matka twojego męża. prawdopodobnie najważniejsza dla niego osoba na
                        > świecie. ważniejsza od ciebie i dziecka. więc pogódź się z tym, że nie masz nic do gadania w
                        > sprawie ich kontaktów

                        ale... to chyba właśnie jest główny problem...?
                        Czy po to się zakłada rodzinę i płodzi dziecko, żeby nadal to rodzic pozostawał najważniejszą osobą w życiu??? Matka jest tylko jedna, wiadomo, ale taka jest kolej rzeczy, że na którymś etapie życia te priorytety się przenoszą i zmieniają.
                        A jeśli dla kogoś mama ma być najważniejsza na świecie aż do śmierci, to niech się wstrzyma z zakładaniem własnej rodziny aż do śmierci. Albo uprzedzi przyszłą żonę, że mamusia zawsze będzie na pierwszym miejscu i niech żona nie rości sobie żadnych praw do pierwszeństwa ani niczego.
                        • lot.ti Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 15:11
                          Moje drogie, autonomia rodziny prokreacyjnej i odcięta pępowina to stan idealny. W rzeczywistości dla wielu rodzina generacyjna pozostaje na pierwszym miejscu, mimo posiadania własnej rodziny. Takie jest po prostu życie. Poczytajcie sobie choćby niektóre wpisy w tym wątku. Wiele matek nigdy nie pogodzi się z tym, że nie są już tymi jedynymi dla swoich synów. Wielu ojców nie pogodzi się z utratą kontroli na dzieckiem. Ktoś, kto ma takich rodziców znajduje się w trudnej sytuacji i nigdzie nie jest napisane, że wybrnie z niej jako zwycięzca. Wielu kapituluje, lecz mimo poddania się rodzicom jakoś tam pełni swoją rolę współmałżonka. Sprawa prosta nie jest.

                          Fakt, że rodzice ingerują w małżeństwo, czy związek, nawet niszcząc go nie upoważnia współmałżonka, do ingerowania w relacje między partnerem a jego rodzicami. Partner życiowy nie powinien przyjmować roli terapeuty, czy też wychowawcy. Taka sytuacja upoważania jedynie do ustawienia granic między sobą a ich relacją, nawet zupełniego odcięcia się. Jasne, ze związek na tym ucierpi, ale może cos da się ocalić. W końcu kochamy naszych partnerów także pomimo ich wad.
                          • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 15:22
                            lot.ti napisała:

                            > Fakt, że rodzice ingerują w małżeństwo, czy związek, nawet niszcząc go nie upoważnia
                            > współmałżonka, do ingerowania w relacje między partnerem a jego rodzicami.

                            Zgadza się. To rola współmałżonka, żeby swoje relacje z "rodziną generacyjną" poukładał tak, żeby nie bruździły one w rodzinie, którą sam założył.
                            Ale z całą pewnością małżonek nie ma obowiązku godzić się na takie cyrki. I nie zakwalifikowałabym tego jako "ingerowanie" w relacje z rodzicami partnera. Podczas gdy w tym samym czasie teściowie ingerują z zabłoconymi butami w życie młodych. Jakiejś równowagi tu brakuje, nie jest powiedziane, że należy się na to godzić.
                            • lot.ti Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 15:39
                              nie mówię, że ma się godzić na cyrki. wręcz przeciwnie, ma wyegzekwować brak kontaktow z teściówką.
                              • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 16:28
                                Pełna zgoda
                                Kontakty męża z jego rodzina ustala mąż.
                                Jeżeli maz ma problem z ustaleniem tych kontaktów w sposób nierzutujący na jego obecny dom (żonę i dziecko) to grzecznie, bez bycia terapeuta należałby zakomunikować “kochanie, wiesz , ale to i to to chyba przesada. Kontakty mamusia staja na przeszkodzie naszemu związkowi: Np. twoje codzienne wizyty u mamusi na obiedzie to nie jest moja wizja związku”
                                Po kilku takich grzecznych uwagach i braku stosownej reakcji ze strony męża powinno paść:
                                Kochanie, najwyraźniej nasze wizje związku sa tak odległe, że lepiej będzie realizować je osobno.
                                • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 16:44
                                  na koniec warto by zapytać grzecznie:
                                  zanim kochanie w swej mądrości rozważysz wnikliwie kto jest twoja partnerka i kobieta i z kim zamierzasz głowie dzielić swój czas i gdzie jest twoja skala ważności, przypomnij sobie kto ci robi loda.
                      • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:41
                        czyli według Ciebie lepiej doprowadzic do rozwodu i rozpadu rodziny i pozwolic, aby własne dziecko myslało o swojej matce tak jak mu nagada jego kochana babcia. Ale ze wzgledu na to, że to jest mamusia trzeba jej ustepowac mimo tego, ze jest toksyczna. Chyba zakladajac rodzine, w jakis sposób odchodzisz od swoich rodziców, a nie latasz jak Ci zagrają, bo takie są ich warunki i muszą kontrolowac swoje dorosłe dzieci.
                        • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:58
                          Angela, czy ty jesteś na garnuszku teściowej? Zawdzięczasz jej dom, albo pieniądze na start?
                          Naprawdę trudno mi pojąć ten twój przymus ustępowania jej, a w razie przesytu tupanie nogą jak zbuntowana nastolatka.

                          Strasznie jesteś od niej uzależniona.
                          • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 15:42
                            Nie ustępuje jej, wręcz przeciwnie. To mąż ma do mnie żal, Kiedy ona się odezwie a j nie jestem wspanialomyslna. Mimo że teściowa za każdym razem robi swoje
                            • zuzi.1 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 16:18
                              To przestan sie z nia spotykac, wowczas maz nie bedzie mial do Ciebie zalu o to jak sie do matki odzywasz. A gdy zauwazysz, ze nastawia meza i dziecko przeciwko Tobie, wowczas nie miej zadnych oporow i zabron mezowi z dzieckiem spotykania sie z rodzicami na jakis czas. Taki uzalezniony maz powinien byc dla wlasnego zdrowia odseparowany od chorej toksycznej rodziny.To nie sluzy jego zdrowiu ani pomyslnosci nowej rodziny, ktora stworzyl.
                              • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 16:34
                                zuzi.1 napisała:

                                > To przestan sie z nia spotykac, wowczas maz nie bedzie mial do Ciebie zalu o to
                                > jak sie do matki odzywasz. A gdy zauwazysz, ze nastawia meza i dziecko przeciw
                                > ko Tobie, wowczas nie miej zadnych oporow i zabron mezowi z dzieckiem spotykani
                                > a sie z rodzicami na jakis czas. Taki uzalezniony maz powinien byc dla wlasnego
                                > zdrowia odseparowany od chorej toksycznej rodziny.T
                                o nie sluzy jego zdrowiu an
                                > i pomyslnosci nowej rodziny, ktora stworzyl.

                                Tak jest!! Worek na głowę mężusia i do własnego kaloryfera go przywiązać big_grin
                                Biedny facet, z deszczu pod rynnę, ze szpon jednej wariatki w szpony innej..
                                • zuzi.1 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 16:54
                                  To jak z narkomanem, czasowy odwyk od narkotykow skutkuje oslabieniem uzaleznienia. To samo dzieje sie z czlowiekiem uzaleznionym od rodzicow. Po jakims czasie odwyku od nich uzaleznienie slabnie i wtedy powinna byc terapua a za jakis czas znowu mozna wrocic do kontaktow z rodzicami. Taka sytuacja tylko wowczas, gdy rodzice robia wszystko aby zniszczyc malzenstwo a malzonek nie ma sily, aby sie im przeciwstawic.
                        • lot.ti Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:59
                          >Chyba zakladajac rodzine, w jakis sposób odchodzisz od swoich rodziców,

                          to jest stan idealny
                          stan realny często od niego odbiega, a rzeczywistości nie przeskoczysz. musisz się z nią zmierzyć jak jest.
                          zajmij się sobą, a od teściówki odstosunkuj i zarządaj od małżonka aby i ona się od ciebie odstosunkowała. niech on realizuje kontakty z nią jak sam chce. daj im czas, poczekaj i zobaczysz co będzie. w międzyczasie szukaj profesjonalnego wsparcia, nie forumowego.

                          a do roboty na twoim miejscu bym się wzięła, nie ze względu na zdanie teściówki, ale po to aby mieć jakieś możliwości manewru w razie gdyby małżeństwo się posypało.
                          • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 15:04
                            O, to o robocie popieram. Zawsze to mniej czasu na wałkowanie dlaczego ona się TAK spojrzała, czy to aby nie satysfakcja?
                • pade Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 11:00
                  Angela, teściowa funduje Wam huśtawkę emocjonalną, długo tak nie pociągniecie, w pogorszą się Twoje relacje z mężem.
                  Intuicja słusznie Wam podpowiedziała, żeby nie odwiedzać teściowej tylko zapraszać ją do Was.
                  I tego się trzymajcie. Ponadto, miej na uwadze, że ona stosuje wobec Was, głównie męża, szantaż emocjonalny. I póki co ulegacie temu szantażowi. To nie jest zdrowe.
                  Warto, żebyście zauważali ten szantaż i adekwatnie reagowali na niego. Nie dawali się przekupywać słodkimi słówkami i nie pozwalali na obrażanie siebie. Twardo brońcie swoich granic.
                  Trzymaj się i słuchaj swojej intuicji, a nie pań z forum, którym bliżej do wieku Twojej teściowej niż Twojego.
                  • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 13:26
                    Tego sie trzymamy. Przynajmniej ja. Próbowałam postawic granice, co tez tłumaczyłam mojemu męzowi, że jesli chce spokoj on musi byc konsekwentny. Lecz gdy jego mama po awanturze udaje miłąi napisze do niego, ze chce zeby ja odwiedzic itp. on uważa , że powinnismy jej ustapić. Kiedy przypominam mu,że rozmawialismy o tym i cos innego ustalilismy, on oskarża mnie o brak wyrozumiałości i twierdzi, że trezba to przerwac, bo ona jest uparta. Chociaz kazde spotkanie z nia odbywa sie w niemiłej, gęstej atmosferze, ja jestem traktowana jak intruz, a wszysctko kończy sie kłotnia.
                    • nihiru Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 14:17
                      angela26mama napisała:

                      > Tego sie trzymamy. Przynajmniej ja. Próbowałam postawic granice, co tez tłumacz
                      > yłam mojemu męzowi, że jesli chce spokoj on musi byc konsekwentny. Lecz gdy jeg
                      > o mama po awanturze udaje miłąi napisze do niego, ze chce zeby ja odwiedzic it
                      > p. on uważa , że powinnismy jej ustapić. Kiedy przypominam mu,że rozmawialismy
                      > o tym i cos innego ustalilismy, on oskarża mnie o brak wyrozumiałości i twierdz
                      > i, że trezba to przerwac, bo ona jest uparta.

                      I to jest Twój prawdziwy problem - mąż ciepłe kluchy, który przytakuje każdemu, kto głośniej krzyczy, aby tylko mieć "święty spokój".

                      W dodatku, biorąc to pod uwagę, teściowa ma rację, że to Ty jesteś ta wredna, co syna jej zepsułabig_grin. Przecież gdyby nie Ty i Twoje gadanie, to mąż by pokornie jeździł do mamusibig_grin
                      • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 14:43
                        A więc, jak Ty w yakiej sytuacji postapiłabyś z taką "ciepłą kluchą"?
                        • nihiru Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 15:00
                          Prawdę powiedziawszy - nie wiem. Dlatego wydaje mi się to problem poważniejszy niż upierdliwa teściowa (z tego co piszesz, trudno wywnioskować, żeby ona naprawdę była strasznie wredna czy złośliwa - na tym forum opisywane były naprawdę dużo gorsze przypadki).

                          Przypuszczam, że:
                          - po pierwsze: zapytałabym go, co on sądzi o zachowaniu swojej matki, czy on lubi do niej jeździć tak często, czy mu to przeszkadza (bo z tego co piszesz, można wywnioskować, że Ty mu ciosasz kołki na głowie, on przytakuje dla świętego spokoju, a Ty potem masz pretensje że "przecież ustaliliśmy". No więc nie. To Ty ustaliłaś, a on potwierdził, a to nie to samo.
                          - po drugie - zapytałabym się go, co on proponuje, jakie widzi rozwiązanie tego konfliktu
                          - i po trzecie - próbowałabym mu wytłumaczyć, że teściowa jest przyzwyczajona do częstych odwiedzin, wiec proces odzwyczajania będzie trudny, ale wart efektu.
                        • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 15:09
                          angela26mama napisała:

                          > A więc, jak Ty w yakiej sytuacji postapiłabyś z taką "ciepłą kluchą"?

                          froshka już Ci napisała, co i jak zrobić. Nawet podała gotowy tekst do wykorzystania.
                    • pade Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 14:58
                      Angela, ale jak on chce to niech próbuje przetrwać, Ty nie musisz.
          • a1ma Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 14:26
            Serio, informujesz o trzydniówce? Która trwa z definicji 3 dni? Nawet jeśli rozmawiasz z "mamusią" raz na miesiąc i akurat choroba wypada 3 dni po ostatniej rozmowie? C'mon.
          • a1ma Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 14:26
            Serio, informujesz o trzydniówce? Która trwa z definicji 3 dni? Nawet jeśli rozmawiasz z "mamusią" raz na miesiąc i akurat choroba wypada 3 dni po ostatniej rozmowie? C'mon.
        • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 13:44
          Tak, życzliwość można nazwać satysfakcją i "niemal niewidoczną kpiną" i na odwrót. To przecież są interpretacje a nie fakty.

          Ja wiem, że to się niby wyczuwa, ale niedawno miałam okazję zaobserwować jak bardzo to wyczucie zależy od przyjętej wcześniej tezy. Słyszałam relację tej samej sytuacji od dwóch osób (oczywiście teściowa i synowa) i w głowie się nie mieści jakie ludzie potrafią przypisać intencje drugiej stronie, byle tylko poczuć się skrzywdzonym.
        • anty_nick Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:49
          angela26mama napisała:
          . Czy zyczliwościa z je
          > j strony mozna nazwac to, ze wmawia wszystkim dookoła, że mam depresje poporodo
          > wa?

          a Ty z uśmiechem wszystkim dookoła mów,że masz sie świetnie. Nie wiem doprawdy czym ty sobie głowę zawracasz?
          • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:24
            Nie rozumiem porostu jak ona może byc taka chamska. Kiedy urodziłam moja córeczkę, musiała ona zostac dłuzej w szpitalu. Sedziałam tam z nia dzien i noc, martwiłam się , płakałam, a ona po roku powiedziała mi, ze w szpitalu nabawiłam sie depresji poporodowej i ze mam iść się leczyć. Nie moge znieść tego, że po tym wszystkim co powiedziała ona udaje, że jest taka dobra i niewinna. Nie wyobrazam sobie ucinac z nia pogaduch chociazby po pogodzie lub wpadac do niej na wymuszone obiadki (jednego rayu powiedziała mojemu ojcu, że ona robi obiadki, kupuje wszystko, a ja jej jeszcze łaske robie). Nie mam ochoty spotykac sie z nia i udawac, że wszystko jest pieknie. Zniosła bym jej towarzystwo raz, dwa razy w roku , nawet wymusiłabym w sobie uprzejmość. ale ona tego nie chce przyjąc do świadomości i bez przerwy robi problemy.
            • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:29
              To weź może przestań przy niej płakać to przestanie myśleć że masz depresję.
            • best_bej Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 17:41
              Ale w czym problem. Nie chodz do niej. Nie musisz z nią mieć kontaktów. Niech mąż chodzi sam.
            • nihiru Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 11:26
              zostac dłuzej w szpitalu. Sedziałam tam z nia dzien i noc, martwiłam się , płakałam, a ona po roku powiedziała mi, ze w szpitalu nabawiłam sie depresji poporodowej i ze mam iść się leczyć.

              A miałaś konkretny powód, żeby tak "martwić się i płakać"? Bo jeśli nie, to wcale się nie dziwię teściowej, że uznała, że masz depresję poporodową. I "opowiadanie innym o tym, że mam depresję poprodową" też nie jest w żaden sposób obraźliwe.

              Nie moge znieść tego, że po tym wszystkim co powiedziała ona udaje, że jest taka dobra i niewinna.
              Ale to jest normalne - każdy uważa swoje postępowanie za słuszne i usprawiedliwione. Ty też jesteś w 100% przekonana że masz rację.

              Nie wyobrazam sobie ucinac z nia pogaduch chociazby po pogodzie lub wpadac do niej na wymuszone obiadki
              A o czym wolałabyś z nią pogadać? Bo o chorobie swojego dziecka najwyraźniej też nie.

              Prawdę powiedziawszy, zachowujesz się jak nabuzowana hormonami nastolatka. Jak ktoś Ci się nie podoba, to mu to wykrzyczysz prosto w twarz, nie licząc się ze słowami, a potem ostentacyjnie zerwiesz z nim kontakt. No więc słonko - witaj w dorosłym życiu. Tutaj zdarza się i szef-idiota, i współpracownik - drań, idący po trupach do celu, i teściowa-wariatka. I nie da się wszystkich wyrzucić ze swojego życia, trzeba nauczyć się jakoś z nimi żyć. Co nie znaczy oczywiście, że trzeba akceptować wszystkie ich jazdy.

              Nie mam ochoty spotykac sie z nia i udawac, że wszystko jest pieknie. Zniosła bym jej towarzystwo raz, dwa razy w roku , nawet wymusiłabym w sobie uprzejmość. ale ona tego nie chce przyjąc do świadomości i bez przerwy robi problemy.

              Podsumujmy: jej syn się ożenił, a synowa chciałaby, żeby widywał się z własną matką raz na kwartał ( i to w sytuacji mieszkania blisko od niej) i ma ciężką pretensję, jak częściej musi przyjść na obiad?! Nie dziwię się matce że się wkurza i robi problemy.
              • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 13:36
                Oczywiście, ze miałam powody, żeby płakac. Moje dziecko było w szpitalu..nie robiłam tego na jej oczach, więc tego nie widziała. Nie wiem czy miałas kiedys do czynienia z osoba toksyczną, z która każde spotkanie dla Ciebie konczyło sie stresem. Jezeli musia labys chodzic do niej codziennie lub siedziec w kazdy weekend u niej na obiadku to watpie czy byś była zadowolona. Kazda odmowa konczyła sie awantura z jej strony. Chce zy6c swoim zyciem, a nie robić wszystko według planu tesciowej. Jezeli mamy ine plany to powinna to zrozumiec , a nie robic awanture za kazdym razem, lub kłocic się, że nie odzywamy sie do nie dwa dni. Bez przesady, to ze mieszka blisko to nie zxnaczy, że mamy swoje zycie układac według jej zasad.
                • nihiru Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 14:11
                  angela26mama napisała:


                  > Nie wiem czy miałas kiedys doczynienia z osoba toksyczną, z która każde spotkanie dla Ciebie konczyło sie s
                  > tresem.
                  Miałam - pisałam Ci w innym miejscu o swoim ojcu.

                  Jezeli musia labys chodzic do niej codziennie lub siedziec w kazdy week
                  > end u niej na obiadku to watpie czy byś była zadowolona. Kazda odmowa konczyła
                  > sie awantura z jej strony. Chce zy6c swoim zyciem, a nie robić wszystko według
                  > planu tesciowej.
                  Oczywiście, że bym nie była zadowolona (choć w sumie my prawie co weekend jemy obiad u jednej lub drugiej babcibig_grin). Ale nikt nie mówi Ci, żebyś się dostosowywała do jej oczekiwań.

                  Jezeli mamy ine plany to powinna to zrozumiec , a nie robic aw
                  > anture za kazdym razem, lub kłocic się, że nie odzywamy sie do nie dwa dni. Bez
                  > przesady, to ze mieszka blisko to nie zxnaczy, że mamy swoje zycie układac wed
                  > ług jej zasad.
                  Oczywiście. Tylko WSZYSCY w tym wątku mówią Ci, żebyś po prostu nie wdawała się w awantury, tylko robiła swoje - nie przejmując się, co na ten temat myśli/mówi teściowa.

                  Bo w tej chwili sytuacja wygląda tak:
                  - przyjdźcie do mnie jutro na obiad.
                  - nie możemy bo mamy inne plany.
                  - jak to nie możecie? już nastawiłam rosół dla Was!
                  - ale zrozum, mamo, że chcielibyśmy trochę sami ze sobą pobyć..
                  - jak to? nie chcecie się ze mną widzieć?1 co za wyrodne dzieci!
                  - to nie tak, że nie chcemy, tylko mamy mało czasu dla siebie..
                  - no tak, a o matce nikt nie pamięta...

                  I tym sposobem dyskusja się rozkręca, emocje rosną i wszyscy wkurzeni.

                  A tymczasem trzeba tak:

                  - przyjdźcie do mnie jutro na obiad.
                  - nie możemy bo mamy inne plany.
                  - jak to nie możecie? już nastawiłam rosół dla Was!
                  - przykro nam, wpadniemy za tydzień.
                  - A co takiego ważnego macie do roboty, że...
                  - przepraszam mamo, muszę już kończyć. zobaczymy za tydzień. Pa!

                  Teściowa się oczywiście wkurza i rozpowiada po całej rodzinie o Waszej czarnej niewdzięczności, ale po kilku razach się przyzwyczaja. A Wy macie spokój.
    • ga-ti Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 15:35
      Masz raczej małe dziecko i krótki staż bycia synowa, prawda? Na pocieszenie powiem, że 'to mija', z upływem lat Ty będziesz mniej wrażliwa na gadanie teściowej, a i teściowa się przyzwyczai do sytuacji. Ty będziesz bardziej odporna, bardziej pewna siebie, swoich decyzji (np. względem swego dziecka, nabierzesz praktyki co do postępowania w chorobach i takie gadanie tesciowej Cię nie wzruszy), relacji z mężem itp. Właśnie, masz dobrze, bo mąż staje po Twojej stronie, to bardzo ok. dobrze go matka wychowała wink Spójrz też, że ta teściowa to matka Twojego męża, babka Twojego dziecka, starsza osoba, trochę zazdrosna, po prostu.
      Starajcie się żyć własnym życiem, od czasu do czasu odwiedzając/zapraszając teściową do siebie, jak wpadniesz na godzinkę, pogadasz o córeczce, wypijesz herbatę, zapytasz teściową o zdrowie i wrócisz do domu to jakoś dasz radę wink niech mąż odwiedza matkę też czasem sam, by się nie poczuła zupełnie zapomniana wink
      Powolutku się sytuacja będzie zmieniać na lepsze. Powodzenia!
      • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 14:18
        Bardzo fajnie napisanesmile
      • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:28
        Jak mamy zyc własnym zyciem, jesli ona ze wszystkiego robi problemy. damy jej place, ona chce cała reke. Jak urodziła się mała, była tak namolna, ze codziennie musielismy sie spotykać. Jak sie żegnalismy za kazdym razem słyszałam "do jutra". Dzwoniła do mnie, ze mam wyjść na spacer, przychodziła bez zapowiedzi, ciagle dzwoniła i pytała czemu sie nie odzywamy, kiedy minęło zaledwie dwa dni. O, to jest matka mojego męża, babacia mojej córki..ale ile mozna znieść. Nie moglismy nic zaplanować, nigdzie pojechac , bo ona dzwoniła z pretensjami dlaczego nie przyszlismy do niej. Kiedy pojevchałam sama do miasta, zadzwoniła z pretensjami, dlaczego ona nbie mogła jechac ze mną. Ciagłe jej towarzystwo nie pozwalało mi nawet spedzic czasu tylko z moim dziekiem , bo kiedy ona była z nami ciagle ja brala twierdząć, ze ja sie nia naciesze wsytraczjąco w domu..kiedy? jesli ona bez przerwy zaszczycała nas swoim towarzystwem. Owszem można było sie spotkac, raz na jakis czas, ale nie co weekend, nie co dwa dni. kiedy jej to pwoiedzielismy zrobiła wielka awanture. Oczywiscie to jes starsza osoba, która zawsze szanowałam i odzywałam sie kulturalnie. ale jesli ona potraktowała mnie jak intruza , wielokrotnie mnie obraziła to ja mam udawac, ze wszystko jest ok i siedziec cicho jak mysz pod miotłą?
        • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:04
          Serio nigdzie nie jeździliście bo teściowa chciała żebyście do niej przyszli? I na spacer też wychodziłaś po usłyszeniu jej komendy?
          To chyba jesteś zła na swój brak asertywności a nie na to że babcia chcę widywać wnuczkę codziennie. Może chcieć, ale ty też masz wpływ na wasze kontakty.

          Mówisz normalnie: jutro mam inne plany, zapraszamy w czwartek. Stanowczo i uprzejmie. Przetnij wreszcie te pepowine zamiast tańczyć jak ona zagra gotując się w środku.
          • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:17
            Oczywiscie, że jexdzilismy, tylko zawsze kiedy jej odmawialismy robiła z tego awanture, a cokolwiek powie mój mąż ona twierdzi, ze ja go do tego namówiła..ze cudownie wyprałam mu mózg i jakiekolwiek jego zdanie jest narzucone przeze mnie. Na jakakolwiek asertwyność z mojej strony ona reaguje krytyka i obrazaniem mnie mówiąc , że chce ja odizolować, że to ja ciagle mieszam, że namawiam męża przeciwko niej..wiecznie niestworzone historie.
            • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:31
              > . Na jakakolwiek asertwyność z mojej strony ona reaguje krytyka i obrazaniem mn
              > ie mówiąc , że chce ja odizolować, że to ja ciagle mieszam, że namawiam męża pr
              > zeciwko niej..wiecznie niestworzone historie.

              i to jest ta wielka obraza?
              przecież ty też ją obrażasz twierdząc dokładnie to samo: że miesza, że robi problemy? gdzieś wyżej napisałaś że jest chamska. To wszystko jak rozumiem niewinne stwierdzenie faktu - w twoich ustach oczywiście. To samo w ustach teściowej sprawia że nie możesz z nią nawet o pogodzie rozmawiać, bo tak strasznie cię obraża.
              • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 17:13
                *-+obrazała mmie na rózne spodoby. Miedzy innymi, ze zyje na koszt męza, ze nic soba nie reprezentuje. że nic nie robie, a mój mąz haruje jak wół i wiele , wiele innych przykrych słow.Kilka razy próbowała zapomnniec o jej awanturach, ale jak skoro ona ciagle sie do mnie czepia, ze wszystkiego co powiem robi problem. Nie chciałam jej całkowicie wykluczac z naszego zycia, chciałam tytlko postawic granicxe, zeby zrozumiała , ze4 my chcemy zyc po swojemu. zadne prosby nie skutkuja, a wrecz pogarszaja, więc jak niby mam sie z nia dogadac, jak jestem dla niej intruzem. Swojegop męża tez namówiła porzeciwko mnie. Jej mąż powiedział mojemu, ze nie ma jaj i powinien zawsze stac po stronie matki niezaleznie co sie dzieje.
                • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 10:37
                  angela26mama napisała:

                  > *-+obrazała mmie na rózne spodoby. Miedzy innymi, ze zyje na koszt męza, ze nic
                  > soba nie reprezentuje. że nic nie robie, a mój mąz haruje jak wół i wiele , wiele innych przykrych słow.

                  Mogę tylko powiedzieć, że jak moja matka nie mogła powstrzymać się od obrażania mojego faceta (wygadywała na niego do mnie, do niego się nie odzywała), to przestałam się z nią kontaktować, jasno mówiąc, że nie będę tego wszystkiego wysłuchiwać i jak będzie chciała normalne porozmawiać, to zawsze może zadzwonić. Oczywiście nie dzwoni i jest na mnie śmiertelnie obrażona, zrozpaczona, załamana i co tylko chcesz.
                  Czy uważasz, że Twój mąż nie powinien wytłumaczyć matce, gdzie leżą granice i jak ma się zachowywać, skoro sama tego najwyraźniej nie wie? Nie uważasz, że to jego rola? I że to JEGO zachowanie sprawia, że teściowa tak sobie pozwala i obraża Cię na każdym kroku?
                  • misterni Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 18:10
                    No ale ten mąż broni żonę przed matką, próbuje jakoś mediować, tyle że za każdym razem matka mu wpiera, że to nie jego zdanie, a synowej wink
                    Trudno z taką osobą dyskutować, lepiej się odciąć. Myśmy mieli podobną sytuację, tylko że obrażał teść nie teściowa. Ale mąż postawił sprawę jasno, że dopóki mnie nie przeprosi, to nie ma mowy o jakichkolwiek kontaktach. I tych kontaktów przez wiele miesięcy faktycznie nie było, aż do czasu, gdy teść przyjechał z kwiatami i przeprosił. Sądzę jednak, że łatwiej tak twardo postawić się facetowi przeciw facetowi, niż przeciw matce. Doprawdy nie wiem, czy reakcja mojego męża byłaby równie kategoryczna w przypadku, gdyby stroną konfliktu była moja teściowa wink
                    • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 11:05
                      misterni napisała:

                      > No ale ten mąż broni żonę przed matką, próbuje jakoś mediować, tyle że za każdym razem
                      > matka mu wpiera, że to nie jego zdanie, a synowej wink

                      ... a on za każdym razem pokornie przyjmuje wszystko, co mama mu powie i każe myśleć. O tym właśnie piszę. Co to za obrona?
        • turzyca Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 17:03
          Ciagłe jej towarzystwo nie pozwalało mi nawet spedzic czasu tylko z moim dziekiem , bo kiedy ona była z nami ciagle ja brala twierdząć, ze ja sie nia naciesze wsytraczjąco w domu..kiedy? jesli ona bez przerwy zaszczycała nas swoim towarzystwem. Owszem można było sie spotkac, raz na jakis czas, ale nie co weekend, nie co dwa dni.

          Wiesz, moja przyjaciolka zostala ostatnio babcia. I o ile ogolnie jest znana z tego, ze goscie chetnie, ale na jej warunkach i wizyty nie trwaja dluzej niz dwie godziny, nawet wlasne dzieci po tym czasie wyprasza mocno bezpardonowo, a do tego nie cierpi na nadmiar czasu (bardzo obciazajaca praca na pelen etat, do tego w systemie dyzurowym), o tyle odkad pojawilo sie wnucze, to przyznaje, ze ma trudnosci, zeby nie zagladac do dzieci bez przerwy, bo to male jest takie slodkie. I kombinuje jak kon pod gorke, jakby tu pobyc z dzieckiem. I tez nagle ze spotkan z dziecmi co drugi, trzeci weekend zrobily sie trzy spotkania w tygodniu. Tyle ze ma sprytniejsze dzieci, bo wygadala sie, ze jakos tak zawsze sie umowi, ze chodzi z dzieckiem na spacer, gdy oboje sa w domu, a jak wraca, to wcale nie jest np. czysciej. Czyli wyglada na to, ze dzieci sobie tak jej wizyty ustawily, zeby miec okazje pielegnowac milosc malzenska. tongue_out W ten sposob i wilk jest syty i owca cala.

          A Twoja tesciowa, to chyba nie pracuje, nie? To ma jeszcze wiecej czasu. I pewnie jest zamezna dluzej niz piec lat, a tyle mniej wiecej czasu jest moja przyjaciolka ze swoim drugim mezem, wiec wciaz jest jeszcze w nim zakochana i uwielbia spedzac czas tylko we dwoje. A Twojej tesciowej i takie przyjemnosci odpadaja.


          reke. Jak urodziła się mała, była tak namolna, ze codziennie musielismy sie spotykać. Jak sie żegnalismy za kazdym razem słyszałam "do jutra". Dzwoniła do mnie, ze mam wyjść na spacer, przychodziła bez zapowiedzi, ciagle dzwoniła i pytała czemu sie nie odzywamy, kiedy minęło zaledwie dwa dni.

          Sprobuj to sformulowac pozytywnie. "Jak moja corka sie urodzila, to moja tesciowa wrecz oszalala z milosci do wnuczki. Jest nia zachwycona, strasznie dumna, chce ja jak najczesciej widziec, trudno jej dwa dni bez niej wytrzymac i zamartwia sie, gdy sie z mala cos dzieje, jest gotowa niebo i ziemie poruszyc i do glupiego przeziebienia sprowadzic najlepszych profesorow."
          To sa te same fakty, ktore Ty opisalas, ale opisane w sposob przyjazny tesciowej. Sprobuj popatrzec na to w ten sposob, to ulatwia zycie.

          Bo wiesz, mozesz sie stawiac i isc na wojne z nia. Tylko to bedzie trudne, meczace i wywola tez ofiary z Waszej strony. Twojemu mezowi na pewno nie jest fajnie byc miedzy mlotem a kowadlem. A mozesz zaakceptowac, ze tesciowa chce widziec wnuczke jak najczesciej, ze to normalne. Ze jest zakochana w dziecku. I jesli poza tym jest rozsadna i nie zostawi dziecka samego z psem czy nie nakarmi jej czyms, co malej szkodzi, to wykorzystaj to. Niech idzie z mala na spacer, a Ty przez ten czas zrob zalegla robote. Albo odespij. Albo zajmij sie mezem. Dziecko bedziesz miala przez pozostale 22 godziny dnia. Dosc czasu, zeby sie nacieszyc. A przez dobre stosunki z tesciowa zyskasz naprawde duzo komfortu.
    • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 15:45
      angela26mama napisała:

      > Najpierw opiszę swoją sytyacje.

      Sądzisz, że nowy nick cokolwiek w niej zmieni?
    • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 15:57
      Myślę że się za bardzo przejmujesz.
      Jeśli masz za plecami męża to teściowa nie może wejść realnie w twoje kompetencje. Twoja pozycja matki nie jest zagrożona.

      Za inwektywy żądaj przeprosin (mam na myśli prawdziwe inwektywy, a nie gadanie, że namawiasz do wszystkiego męża), ale teksty świadczące o tym że chce żyć waszym życiem (np pretensje o brak informacji o chorobie dziecka) puszczaj mimo uszu. Niech twój mąż to załatwia, ty z nią rozmawiaj o pogodzie, spytaj co u niej słychać, pochwal się dzieckiem.. takie tam kurtuazyjne gadki szmatki.

      Za bardzo się przejmujesz tym co rzekomo ona myśli, gdzie spędza święta, co gada po rodzinie itd. Kobiety nie zmienisz, ale jak będziesz pewna w swojej roli to wasze kontakty będziesz mogła ułożyć po swojemu.
    • koronka2012 Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 18:03
      Twoim błędem jest niepotrzebne wchodzenie w interakcje.

      Nie powinnaś reagować w ogóle, temat teściowej nie powinien dominować w waszym domu. Czyli powinnaś poprosić męża i dalszą rodzinę, żeby NIE przekazywali ci opinii teściowej, bo nie masz ochoty słuchać co ma do powiedzenia. Grzecznie ale stanowczo ucinać wszystkie komentarze pt. "powiedziała cioci Kazi, że". Nie da się wyciszyć emocji, jeśli stale się nakręcasz słuchając.
      Do niej - nie chodzić, zostawić te kontakty mężowi a samej trzymać się z daleka. Na pierwszą próbę ingerencji, obelg - wychodzić, albo odkładać słuchawkę mówiąc "w ten sposób nie będziemy rozmawiać". To, że teściowa mieszka w pobliżu nie ma nic do rzeczy - wyłącznie od ciebie zależy na ile jest obecna w waszym życiu.

      Terapia psa Pawłowa jest jedyną, która się sprawdza w takich przypadkach.
      • konwalka Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 18:29
        jezusie, jakbym o swoje czytala
        o swojej, ale sprzed kilku lat
        była pierwszą żoną mojego męża, niestety nie jedyną, bo on się ożenił jeszcze ze mną
        i sie, koorwa, zaczęło...
        reagowalam tak samo jak ty, bylam tym wampirem energetycznym wykonczona
        przychodzila codziennie, minimum raz na dzien
        to byl koszmar
        nie, ja nawet do tego nie chce wracac
        zmienilam siebie, a ona po prostu sie musiala do tych zmian dostosowac
        widujemy sie okazjonalnie, a jakakolwiek uwaga z jej strony pod moim, starej baby, adresem, skutkuje moim natychmiastowym pozegnainiem
        skutkowala, bo nie pamietam, kiedy ostatnio fikneła
    • chocolate_cake Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 18:38
      Nie miałam nigdy takiej sytuacji. Dzisiaj rozmawiałam z koleżanką - matką syna w klasie maturalnej, tak jak mój. Ona ma szanse być kiedyś taką teściową jak twoja ( ale jest tego świadoma, przynajmniej na razie). Współczuję ci.
    • pruszynkaaa Re: nie da się wtrzymać.... 18.01.16, 19:05
      A mi się wydaje, że Twoja teściowa to bardzo samotna kobieta w rzeczywistości, która szuka na siłę kontaktów. Problem w tym, że nie wie jak to zrobić dobrze.
      Znaleźć mamusi zajęcie. Klub seniora, sanatorium...
      • anty_nick Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:57
        pruszynkaaa napisała:

        > A mi się wydaje, że Twoja teściowa to bardzo samotna kobieta w rzeczywistości,
        > która szuka na siłę kontaktów. Problem w tym, że nie wie jak to zrobić dobrze.

        i tak i nie.
        Moje teściowa jest podobna pod względem łażenia za nami. Mój teść spędza czas na kanapie przed tv dlatego my latem np sami grilla ze znajomymi zrobić nie możemy, bo ona niby przypadkiem zawsze przyjdzie.Nie możemy wyjechać połazić po lesie, bo ona zaraz chce jechać z nami, nie możemy pojechać nad jezioro bo ona z nami. Nie możemy ze znajomymi pójść (choćby ostatnio) na świtełko do nieba, bo ona z nami...O(h)ujeć można.A najlepsze w tym wszystkim jest to,że albo ciąga za sobą wnuczkę od szwagierki, albo córke i wnuczkę.A o wnuczce pisałam w innym poście. Albo organizuje wyjścia swojej córce z nami.Jak np 30 idziemy na imprezę dużym towarzystwem.No! już córcie dokoptowała, chociaż nikt o to nie zabiegał.Mój szwagier niestety jest taka doopa,że wszystko jej gada i potem tak jest.
    • poppy_pi Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 15:24
      Jest jeden sposób. Musisz się wyluzować smile Olać to co mówi, obraża Cię przez telefon? Odkładasz słuchawkę. Nie dawaj się wciągać w pyskówki.
    • lati7 Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 17:13
      koronka2012, ga-ti, rasowa_sowa , nic dodać, nic ująć !
      Widać, że jesteś młodą synową... smile Nie ma akcji, nie ma reakcji smile Nie wciągaj się w jej gierki , nie reaguj. Jeśli nie masz z nią kontaktu, po co się nakręcasz ?
      Obraźliwe teksty przez telefon ? Powiedz że sobie nie życzysz i bach, czerwona słuchawka. Jeśli dzwoni na stacjonarny, kup telefon z identyfikacją. Jak zechcesz, to odbierzesz.
      Nie zazdroszczę twojemu M.
      Masz prawo do prywatności , a ona pewnie MUSI WIEDZIEĆ WSZYSTKO ? Więc jak najmniej opowiadań ze swojego życia, zwłaszcza do siostry męża i będzie zgoda smile Siostra jest łącznikiem i teściowa wkrótce dopnie swojego i was skłóci.
      Nie ma nic do rzeczy, że mieszkacie blisko z teściową. Od ciebie zależy, czy chcesz się z nią spotykać? Nie zabraniałabym spotykania się męża z jego matką i wnuczki z babką. Oczywiście pod nadzorem twojego M.Nie wkręcaj dziecka w nienawiść do babki.
      • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 20:15
        Obraża mnie, wcześniej chciała widzwięc się codziennie i układać mi harmonogram dnia. Ok, ma syna- moje męża, ale jest on już dorosły. Nigdy nie zabranialam jej kontaktów, ale stała się tak namolna i kontrolująca, że nie można było wytrzymać. Babka babka, teściowa teściowa, ale ludzie są jakieś granice, których ona kompletnie nie rozumie i przy tym robi awantury, przytykmając mi nawet, że żyje na koszt męża.
        • martishia7 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:59
          > Obraża mnie, wcześniej chciała widzwięc się codziennie i układać mi harmonogram dnia.

          Ja wszystko rozumiem, ale tego sobie nie wyobrażam. Piszesz, że nie możecie nic zaplanować, nigdzie pojechać. Wyjaśnij bo nie rozumiem, co stoi na przeszkodzie, żeby robić swoje? Oboje jesteście niemowami, czy jak? Telefon z zaproszeniem/żądaniem przyjechania na obiad. Nie, przykro mi, mamy inne plany. Nie, mamo, dzisiaj nie ma takiej możliwości, mamy inne plany. Dziś to niemożliwe. Nie, nie ma takiej możliwości. Możemy się spotkać <tu wstaw datę>. Nie, wcześniej to niemożliwe. Gdzie jest problem?
          • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:31
            O to własnie chodzi, ona nie przyjmuje do swiadomości, że my dorosli ludzie potrafimy zorganizowac sobie sami czas. Robie awantury, kiedy jej czegos odmawiamy lub nie mamy ochoty jej odwiedzać przez ta cała sytuacje. Napiera, żeby ja odwiedzac, zeby informowac o kazdej chorobie dziecka itp. Jesli nie, jest nastepna kłotnia . gdyby mieszkała duzo dalej, olałabym ja, bo wiedzialabym, ze czesto jej towarzystwa znosic nie moge. ale ona udaje przed moim mężem, ze chce naprawic stosunki , a on zaraz z miekkim sercem jej werzy i oczekuje ode mnie wyrozumiałosci, ktora okazałam juz nie raz po awanturze. jak to sie skonczyło? Znowu obgadywała mnie za plecami, ignorowała i bez zadnego wyczucia i przemyslnenia, ze robiła cos źle zaczynało sie to samo..i tak wkoło macieju.
            • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:35
              Tobie chyba dobrze w tym układzie, bo nie przyjmujesz do wiadomości sensownych odpowiedzi.
              • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:45
                mam gdzięs co ona sobie pomysli. Ona nie przyjmuje zdnych argumnetów ,nie ma jakiegokolwiek wyczucia, co z tego, ze jej sie przecuiwstawiam jezeli ona na to reaguje awantura i robi ciagle to samo. Olac ja ? jak, skoro po czasie jej obrazy, odzywa się do nas, udaje ze jest ok , a potem znowu jest to samo.
                • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 23:21
                  >Ona nie przyjmuje zdnych argumnetów
                  Dokladnie tak, jak tybig_grin
            • martishia7 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:32
              Do awantury trzeba dwóch osób. Po co wdajesz się w awantury? Opuść lokal i poradź, żeby wyjaśniła sobie temat z synem. Nie Twoja matka, nie Twój cyrk - dopóki nie zgłasza jakichś pretensji bezpośrednio do Ciebie, to schodź z linii strzału.
          • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:34
            Ja też tego nie ogarniam. Wygląda na to że problem jest w tym co ONA sobie pomyśli. A asertywność polega na tym że wyrażasz swoje zdanie (nie ulegle, ale i nie agresywnie), a co odbiorca z tym zrobi to jest problem odbiorcy.
    • anorektycznazdzira Re: nie da się wtrzymać.... 19.01.16, 17:29
      Mniej emocji, więcej luzu.
      Nie traktuj tak śmiertelnie poważnie, że ktoś coś tam gada, litości. Pogada i przestanie. Robi Ci krzywdę? Coś Wam niszczy, zabiera, wydziedzicza, kradnie? Krzywdzi Wasze dziecko, stanowi dla dziecka niebezpieczeństwo, pije, ćpa, nadużywa leków? Pasożytuje na Was, musicie ja utrzymywać, dziecku od ust odejmując? Nie? To spuść nieco parywink
      A już kompletnie nie rozumiem, dlaczego do cholery kłócisz się z mężem, który staje po Twojej stronie, otwarcie domaga się od matki szacunku dla Ciebie, przystaje na to, żeby z nią ograniczać kontakty lub organizować je tak, jak chcesz Ty a nie jak chce ona. Co ten chłop ma jeszcze zrobić, zmienić nazwisko i wyprzeć się, że to jego matka rodzona?!

      Wiesz co? Mam dla Ciebie radę, następującą: urodź sobie syna.
      Dbaj o niego, kochaj, zżyj się z nim i niech się stanie jedną z najważniejszych osób w Twoim życiu- a potem się zastanów, czy jak już będzie dorosły jesteś gotowa przyjąć na klatę, że kontaktów prawie nie będzie, bo on ma inną rodzinę.
      Powiem Ci, że od urodzenia własnego syna trochę mi się oczy otworzyły w sprawie teściowejtongue_out
      • phantomka Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:16
        Jak sie ma zdrowa relacje z dzieckiem, to kolejny etap jakim jest zalozenie przez nie rodziny, jest naturalny. Rodzic ma swoje zycie i nie powinien wkraczac w zycie innych czlonkow bardziej niz jest o to proszony.
        Moja tesciowa miala rozne dziwactwa, ale zawsze powtarzala, ze synow urodzila dla innych nie dla siebie. I to odejscie od dziecka bylo naprawde widoczne. Miala u mnie za to duzy szacunek.
        • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:42
          Zazdroszcze Ci takie teściowej. Moja tego kompletnie nie rozumie. Robi problemy swojemu drugiemu synowi, który mieszka 200 km dlaej, że nie dzwoni do niej regularnie i oskarża go, ze jest przeciwko niej. Robi problemy nawet za to, że nie odbierze od niej telefonu, kiedy jest zajety. Była u nas sytyacja , kiedy popsuł sie u nas telefon, a ona kiedy mój mąż powiedział jej, że nie musi obrażac sie za kazdym razem kiedy nie musi dop nas dzwonic co dwa dni, odpwiedziała patrzac na mnie, że juz wie dlaczego mamy popsuty telefon. Chce wszystkokontrolowąc i obraza nawet swoje dzieci, kiedy robia cos nie po jej mysli.
          • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:55
            No dobra, ale co ty masz do tego co ona myśli o waszym telefonie? Jak tak się czyta, to twoje problemy polegają na tym, że teściowa TAK się spojrzała, TO sobie pomyślała, itd. Jakie to ma znaczenie w twoim zyciu?

            Nikt tu chyba nie pisze żeby całować ją po stopach i się zaprzyjaźniać, ale dla swojego własnego dobra zmienić swoje nastawienie. Zobacz ile czasu poświęciłaś na dociekanie co ona sobie myśli, na kogo się obraziła i jak tu planuje ci życie rozwalić (patrząc z satysfakcją, cokolwiek to znaczy). A mogłaś w tym czasie iść na spacer i pomyśleć o czymś przyjemnym. Pewnie gdybyś nie międliła w swojej głowie listy krzywd jakie ci teściowa wyrządza swoimi spojrzeniami to mogłabyś żyć sobie z nią spokojnie na uprzejmy dystans.
            • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:38
              A, i jeszcze wyjaśnij mi proszę czemu tak denerwuje cię fakt, że teściowa "robi problemy" (cokolwiek to znaczy) twojemu szwagrowi? To też jej sposób na zepsucie TWOJEGO życia?
              • misterni Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 18:19
                A ja mam wrażenie, że chciała po prostu nam przybliżyć, że nie tylko oni maja problem z teściową, ale tez właśnie jej drugi syn i córka (o córce było gdzieś wyżej)
          • minor.revisions Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:12
            To znaczy jakie te problemy mu robi? I dlaczego on nie dzwoni do niej regularnie?
        • minor.revisions Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:11
          Ale bardzo łatwo jest powiedzieć "szacun dla teściowej ze potrafiła wychować syna dla innych a potem zniknąć z horyzontu". Masz granitową pewność, że ty byś tak potrafiła, bez żalu i ze śpiewem na ustach?
          • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:23
            minor.revisions napisała:

            > "szacun dla teściowej ze potrafiła wychować syna dla innych a potem zniknąć z horyzontu".

            Ale pomiędzy wspólnym życiem z dorosłym dzieckiem a znikaniem z horyzontu jest jeszcze cała ogromna przestrzeń, w której mieści się większość matek. A nawet teściowych.
            • minor.revisions Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:42
              ależ oczywiście, rzecz w tym, że najwyraźniej w wypadku autorki wyobrażenia i matki męża i jej są zupełnei różne na temat tego, gdzie powinno być miejsce teściowej w tym spektrum.
          • phantomka Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 16:20
            Ja bede to wiedziala za jakies 20-25 lat. Napisze Ci wtedy.
            Na dzien dzisiejszy wiem, ze na dzieciach skupiaja sie za mocno ludzie ktorzy nie potrafia niczym wypelnic pustki po nich. I niech ktos obroni taki punkt widzenia. Rodzicom nalezy sie taki sam szacunek jak ich dzieciom i ich rodzinom. Problem autorki to brak zdecydowanego postawienia granicy. Bez klotni czy odcinania. To oni decyduja, na ile maja ochote wpuszczac kogokolwiek do swojego zycia.
        • anorektycznazdzira Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 19:40
          Sądzisz, że uważanie się nadal za rodzinę i to o zgrozo bliską, kiedy nasze dziecko dorośnie, jest znakiem, że ma się/miało z nim niezdrowe relacje?
          • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 23:26
            To bardzo popularny pogląd, nie zauważyłaś?
            Po wpisach w tym wątku można od razu zauważyć, kto ma normalne relacje rodzinne i lubi ludzi (a nawet teściową), a kto ma problem z toksycznymi relacjami i projektuje je na resztę ludzkości...
            • ola_dom Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 10:40
              kk345 napisała:

              > Po wpisach w tym wątku można od razu zauważyć, kto ma normalne relacje rodzinne i lubi
              > ludzi (a nawet teściową), a kto ma problem z toksycznymi relacjami i projektuje je na resztę ludzkości...

              A ja mam w miarę zdrową relację z teściową i problem z toksycznymi relacjami we własnej rodzinie - to jaka będzie diagnoza?
          • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 13:44
            A co to znaczy kontaktów ?prawie nie będzie??
            Doprecyzuj proszę
    • anty_nick Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 13:46
      po prostu olej teściową. Nie odwiedzaj jej. Jak syn chce, niech sam jeździ.
      Czym sie stresujesz? a jak z resztą rodziny męża?
    • ola_dom To nie z teściową jest problem, tylko z mężem, 20.01.16, 14:06
      czy raczej mąż ma problem z mamusią, który angela próbuje rozwiązać, ale się jej nie uda, bo zawsze będzie "tą złą".
      Jakby mąż postawił sprawę jak należy, to byłoby pewnie nieprzyjemnie, ale by się z czasem skończyło.
      A tak, to mamusia ma wielkie szanse na odzyskanie synka, bo któreś w końcu nie zdzierży, i albo angela pieprznie tę rodzinkę w cholerę, albo mąż się na nią obrazi, że nie jest dość wyrozumiała dla mamuni. Albo po prostu oboje nie wytrzymają takiej atmosferki.
      • pade Re: To nie z teściową jest problem, tylko z mężem 22.01.16, 11:12
        Zgadzam się z Olą.
        Mąż jest między młotem a kowadłem i próbuje dogodzić i mamusi i żonie. Tylko w tej sytuacji się nie da.
        Przydałoby mu się dorosnąć trochę.
    • gaskama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 14:57
      Ja bym radziła Ci dorosnąć. I ... jesteś pewna, że nie masz depresji? Bardzo mnie zmęczył ten twój post. Przypie..sz się do jakiś dupereli. Wyluzuj. To matka twojego męża, który na dodatek staje po twojej stronie.
      • kagrami Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:26
        I to jest sedno.
        • gaskama Re: nie da się wtrzymać.... 20.01.16, 15:31
          He, he, he. Mam syna. Już nie znoszę jego przyszłej żony wink
          • anorektycznazdzira Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 06:21
            Też mam syna i po prostu szczerą nadzieję, że jego żoną nie zostanie jakaś histeryczka, dla której każdy przejaw istnienia jakiejś rodziny męża jest bezpardonowym atakiem na Jej Sposób Życia.
            Ja dbam o kontakty mojego męża z jego matką czasami trochę bardziej niż sam mąż. A teściowa jest zupełnie inna niż ja, nie jest żadną moją psiapsiółą, ale JEST MATKĄ MOJEGO MĘŻA.
            • gaskama Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 08:45
              Ja o mojej teściowej wolę nie pisać. To, co tu jest wypisywane, to pikusie w porównaniu z moją ukochaną teściową. Kurcze, napisałam długi tekst, ale był zbyt osobisty, wolę nie wchodzić w szczegóły. To ja namawiam męża do jakichkolwiek kontaktów z jego matką, ja namawiam go, do odwiedzenia jej od czasu do czasu. Mimo, że szczęka mnie po wizycie boli od zaciskania zębów. Zawsze myślę, że to dzięki niej mam takiego fajnego faceta.
            • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 13:40
              Tak, a postaw sie w sytuacji, gdzie tesciowa chce układac Ci harmonogram dnia, obraża Cie , wymysla jakies niestworzone historie, robi awantury za to, ze nie chcesz do niej przyjść z mężem i dzieckiem i oczeuje codziennych spotkań oraz szczegółowych informacji z Wazsego zycia. próbojesz postawic granice, z czego rodzi sie kolejna awantura, w której zostajesz obrazona razem ze swoja rodziną. Próbujesz okazac wyrozumiałość, ze wzgledu na to, że to własnie matka Twojego męża, a ona udaje, ze jest dobra, a zaraz słyszysz jak obgaduje Cie za plecami, wpaja Twojemu męzwoi , ze jestes nienormalna i że nic nie robisz ,a on tylko na Ciebie zarabia a kiedy ja juz odwiedzisz to jestes traktowana jak intruz i nieproszony gość. Nic do niej nie dociera, każdego słowa sie wypiera, chociaz masz wszystko czarno na białym. Kiedy dasz jej palca, ona chce cała reke i dalej robi to samo. Mimo próśb o o minimalną autonomię, ona robi awanture, bo nie jest tak jak chciała.
              • froshka66 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:37
                Mimo próśb o o minimalną autonomię

                Autonomia, to jest cos co sie "ma" a nie "prosi o".
                Skoro nie umiesz ponieść kosztów tej autonomii w tym konkretnym miejscu i związku i wśród tych ludzi, to znaczy, że jest to jeszcze do niej nie dorosłaś.
                • rasowa_sowa Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 14:53
                  O właśnie. Autorka by chciała żeby teściowa zmieniła swoje myślenie,bo jej z tym źle. A zmienić można jedynie swoje postępowanie i myślenie, ale do tego trzeba dojrzałości. Nie należy oczekiwać że teściowa zaklaszcze uszami na wieść o tym że będzie mogła widywać syna i wnuki raz na miesiąc i jeszcze podziękuję synowej za to że ta "dała jej palec". Widać kobieta ma wieksze potrzeby. Czy trzeba je wypełniać w całości, wbrew sobie i swojej małej rodzinie? Nie, ale kompromis zawsze da się wypracować, tylko trzeba ustalić z mężem jak to ma wyglądać i robić swoje bez oglądania się na to co ona sobie pomysli, jak się spojrzy, co na pewno rozpowie po rodzinie.

                  Ale tu o żadną zmianę nie chodzi, tylko o wyżalenie się i szukanie wsparcia u innych kobiet, którym ta obca baba, tesciowa, bruździ w życiu swoim istnieniem.
                  • martishia7 Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 15:17
                    Ale tu o żadną zmianę nie chodzi, tylko o wyżalenie się i szukanie wsparcia u innych kobiet, którym ta obca baba, tesciowa, bruździ w życiu swoim istnieniem.

                    Też tak uważam. Autorka jest równie mocno nastawiona na "trajkotanie" jak jej teściowa. Wieloletnie darcie kotów- gwarantowane.
                    • anorektycznazdzira Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 17:07
                      Dokładnie. Prawdopodobnie sprawdziła się stary, psychologiczny banał, że facet szuka na małżonkę kobiety, która przypomina mu jego matkę big_grin
    • jola-kotka Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 07:42
      Dlaczego ja mam wrazenie,ze watki o podobnej treści pojawiają się co jakiś czas i to pisane tym samym stylem,problemy podobne tylko plec dziecka się zmienia 5 czy 6 to już jest?
      • nowi-jka Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 10:12
        tez mam to wrazenie, płec dziecka sie zmieniła chyba pierwszy raz
    • sueellen Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 09:18
      Ustal z mężem, ze on chodzi do matki sam z dzieckiem w niedzielne poranki a Ty w tym czasie robisz sobie domowe SPA albo idziesz na kawę i ploty z psiapsiółą. Teściówka nie będzie miała argumentu, że synek jej nie odwiedza, syn spełni swój obowiazek odwiedzając matkę a Ty będziesz miała czas tylko dla siebie. W ogóle nie musisz jej widywać ani z nią rozmawiać!
      • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 13:30
        Ze wzgledu na prace mojego męża niedziela to jedyny taki dzien, który mozemy spedzic w całosci razem. Chce inaczej wykorzystac ten czas. Mówiłam dla męża, ze możemy raz na jakis czas sie z nia spotkac (ray na miesiąc np. ), ale ona tego nie chce, robi problem i wedug niej powinnismy spotykac co dwa dni, a najlepiej codziennie. Chce decydowac o wszystkim , od wyboru firanek w moim domu do wyboru papieru toaletowego w sklepie. Jesli jest cos nie po jej mzsli ynowu jest afera.
        • sueellen Re: nie da się wtrzymać.... 21.01.16, 19:01
          Jak nie niedziela to sobota. Jezu, ja tam bym chętnie chlopa z dziećmi do teściówki wyslała. Niech siedzą choćby i cały dzień tongue_out

          ale ona tego nie chce, robi problem i wedug niej powinnismy spotykac co dwa dni, a najlepiej codziennie. Chce decydowac o wszystkim , od wyboru firanek w moim domu do wyboru papieru toaletowego w sklepie. Jesli jest cos nie po jej mzsli ynowu jest afera.

          Nie wiem w czym problem? Przytakuje się wtedy grzecznie i robi się swoje. Metoda sprawdzona i działa. Mówi się tak: też bym bardzo się chciała jutro z Tobą spotkać, na pewno przyjdziemy. I nie przychodzicie bo jesteście w supermarkecie/kinie/ gdziekolwiek. Też mi sie bardzo podobają te firanki - na pewno je kupię - i kupujesz inne. Na wszystko przytakuj a potem rób co uważasz. A jak zapyta to odpowiadasz że "tak jakoś wyszło". Następnym razem na pewno....
        • pade Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 11:24
          Hej, skup się. Dostałaś tu dużo dobrych rad.
          DOROŚNIJ! Twoja teściowa się nie zmieni i będzie żądać coraz więcej. I co zrobisz? Załamiesz się? Popłaczesz? Rozwiedziesz z mężem?
          Nie masz żadnego wpływu na to czy teściowa będzie robić awantury czy nie, czy będzie chciała Wam układać życie czy nie. Ale masz wpływ na to czy będziesz w tym brać udział i czy będziesz się przejmować.
        • turzyca Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 11:32
          mówiłam dla męża, ze możemy raz na jakis czas sie z nia spotkac (ray na miesiąc np. )

          Ile Ty masz lat? 26? Czy czlowiek, ktorego spotykasz raz na dwa lata przez pol dnia jest Ci bliski? Nie? A to wlasnie oznacza dla Twojej rocznej corki spotykanie babci raz na miesiac - bardziej znana jej bedzie sprzedawczyni w kiosku pod domem.
          I rozumiem jej problem, tez bym miala problem, gdyby mnie ktos od wnukow oddzielal.
          • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 13:46
            Niektorzy dziadkowie widza swoje wnuki raz, dwa razy w roku i sa zadowoleni.Potrafia normalnie sie zachowywac i9 rozumieja, ze ich dzieci maja własne zycie i decyduja sami o sobie Nie chodziło mi ot żeby ja odizolowac. Ale jesli ona oczekuje codziennych lub coweekendowych odwiedzin i niedopuszcza do siebie, ze możemy miec inne plany robiąc przy tym awantury , to jak ja mam to znieść. Odwiedzimy ja raz, jest niemiła gesta atmosfera a ona oczekuje, ze jutro albo a dwa dni znowu do niej przylecimy.
            • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 14:26
              >Niektorzy dziadkowie widza swoje wnuki raz, dwa razy w roku i sa zadowoleni.
              Jak często widują wnuczkę twoi rodzice?
              • angela26mama Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 14:38
                Mieszkają daleko od nas więc rzadko. I nie robi problemu, ani nie obrażają mojego męża kiedy nie odwiedzamy ich.
                • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 14:43
                  Czyli dwa razy w roku?
                • nihiru Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 15:03
                  Co innego, kiedy rodzina mieszka na drugim końcu kraju, a co innego, jeśli w tym samym mieście.
                  Gdyby moje dziecko, mieszkając o pół godziny drogi chciało widywać mnie tylko w święta to byłabym załamana.
                  • kk345 Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 15:07
                    Według forum ty byłabyś toksyczną matką, a dziecko nieodpępowioną ofermąsmile
            • misterni Im dłużej czytam co piszesz, tym coraz bardziej 22.01.16, 22:44
              rozumiem Twoją teściową. A na początku byłam raczej po Twojej stronie. Jesteś taka bezwzględna w tym wszystkim. Spotkania raz w miesiącu, w sytuacji gdy babcia mieszka blisko was? Sytuacja według mnie absurdalna, nawet biorąc pod uwagę, że się nie lubicie. Niedziela tylko dla was? Matka nie prawa spotkać się z synem i wnukami w niedzielę, bo ona jest dla was? Ty nie musisz uczestniczyć w tych spotkaniach, ale nie masz prawa ich zabraniać mężowi i dzieciom.

              angela26mama napisała:

              > Niektorzy dziadkowie widza swoje wnuki raz, dwa razy w roku i sa zadowoleni.Pot
              > rafia normalnie sie zachowywac i9 rozumieja, ze ich dzieci maja własne zycie i
              > decyduja sami o sobie Nie chodziło mi ot żeby ja odizolowac. Ale jesli ona ocze
              > kuje codziennych lub coweekendowych odwiedzin i niedopuszcza do siebie, ze może
              > my miec inne plany robiąc przy tym awantury , to jak ja mam to znieść. Odwiedzi
              > my ja raz, jest niemiła gesta atmosfera a ona oczekuje, ze jutro albo a dwa dn
              > i znowu do niej przylecimy.
        • nihiru Re: nie da się wtrzymać.... 22.01.16, 11:51
          Angela - mam ojca dokładnie takiego samego jak Twoja tesciowa. W dodatku mieszkamy po sąsiedzku. Potrafi przychodzić do nas i trzy razy dziennie (zwłaszcza od kiedy mamy drugiego syna). Wtrąca się, a nie, przepraszam: "doradza" w każdej sprawie - czy to chodzi o zdrowie dzieci czy płytki na podjeździe. Parę lat temu potrafił robić ciężkie awantury bo się nie odebrało telefonu/nie oddzwoniło. Rany, jak myśmy się kłócili jeszcze parę lat temu!
          I wiesz co? Te awantury się skończyły, jak tylko przestałam mu tłumaczyć, wyjaśniać, prosić.
          Jego gadanie, jak tylko mogę, to puszczam jednym uchem. Jak nie mogę - to grzecznie wyjaśniam, że "my zrobimy tak i tak" nie wdając się w dyskusje dlaczego. Jak do nas przychodzi, to tylko zaciskam zęby, ale nie wyrzucam go przez drzwi, tylko robię dalej to, co miałam w planach, czy to jest odkurzanie, czy kąpanie dzieci. On też przestał się awanturować, choć skądinąd wiem, że swoje nadal myśli i pretensje ma. Ale ich nie wywnętrznia, co pozwala nam obojgu w miarę ulgowo żyć.
          I ten sam sposób polecam Tobie
    • froshka66 "porady babci Aldony" 22.01.16, 15:37
      Wątek ma chwalić boga 140 wpisów… 90% to narzekanie i ubolewania .
      Rozumiem, ze jestes zagubiona, bo gdybyś nie była to bys tu nie pisała, wiec proponuje jasną drogę w kilku punktach.
      1.
      Męża informujesz, że teściowa ci się przejadła i chwilowo kontakty z nią ci nie leża wiec je limitujesz( może i do zera)
      Będziesz jeździć do teściowej z mężem kiedy zechcesz. Jak ci się nie będzie chciało to nie będziesz jeździć wcale.
      Nie widzę trudności wykonania bo nie jesteś ubezwłasnowolniona i nie mieszkacie razem.
      Maż sobie będzie jeździł kiedy chce

      Jeżeli jego wyjazdy będą znacząco rzutowały na wsze wspólne życie to powtarzam z innego postu :
      “kochanie, wiesz , ale to i to to chyba przesada. Kontakty mamusia staja na przeszkodzie naszemu związkowi: Np. twoje codzienne wizyty u mamusi na obiedzie to nie jest moja wizja związku”
      Po kilku takich grzecznych uwagach i braku stosownej reakcji ze strony męża powinno paść:
      Kochanie, najwyraźniej nasze wizje związku są tak odległe, że lepiej będzie realizować je osobno.
      na koniec warto by zapytać grzecznie:
      zanim kochanie w swej mądrości rozważysz wnikliwie kto jest twoja partnerka i kobieta i z kim zamierzasz głowie dzielić swój czas i gdzie jest twoja skala ważności, przypomnij sobie kto ci robi loda.
      Niestety wizja gotowości na rozstanie w takim przypadku jest poważnie realna.
      Albo ty stwierdzisz, że w sumie te 3 godziny co niedziele ci nie przeszkadzają jak chopa nie ma…
      Nie wiem
      Zobaczysz co przyniesie życie.
      PS
      Zakładając, że masz podstawową urodę i umiejętności towarzyskie zapytaj się męża czy na pewno uważa, że lepiej dla waszego związku będzie jak on pójdzie do mamy a ty do klubu potańczyć, czy może jednak wyjdziecie razem…
      Nie ma osób niezastąpionych – póki co mówię tu o parkiecie.

      2.
      Jesteś osobą dorosła i jak rozumiem nie potrzebujesz rzecznika prasowego ds. kontaktów z mediami, żeby powiedzieć jasno twojej teściowej, że np. :
      Mamo/Stefa/proszę pani nie mam ochoty z tobą rozmawiać przez telefon, nie dzwon bo nie będę i tak dobierać
      Ew.
      Mamo/Stefa/proszę pani , możemy mówić o pogodzie i plotach ale na temat zdrowia moich dzieci nie będę z tobą rozmawiała
      Na szczescie wspolpraca meza tu jest zupenie zbedna, wiec wisi co on na to powie.

      3.
      Jak to wszystko nie pomoże proponuje udać się do terapeuty z informacją, ze chciałabyś ustalić czy ty na pewno jesteś partnerka męża czy jego mama , bo masz wątpliwości
      Po weryfikacji w/w – albo żyjecie długo i szczęśliwie albo się rozstajecie, chyba , że dopuszczasz aby twój mąż miał na stałe inna kobietę w związku. To w skrócie.

      Proponuje po prostu zacząć cokolwiek realizować.
      • martishia7 Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 15:50
        Pięknie. Ad. 2, obawiam się, że nie jest to metoda w przypadku autorki. Z szanowną mamusią niestety należy rozmawiać, bo bez tego ciężko będzie jej postawić granice. Tylko trzeba stosować kilka zasad. 1. Nieśmiertelna zdarta płyta. 2. Ostre cięcie, gdy teściowa przekroczy granicę. Żadnego wdawania się w pyskówki, zwyczajne: Nie mam przyjemności wysłuchiwać obelg, porozmawiamy gdy się uspokoisz, pozdrawiam <czerwona słuchawka>. A na o wszystko 3. Ograniczenie informacji. Im mniej szczegółów, im bardziej oględne, tym mniej szans zaczepienia. Żadnego "Nie jutro nie przyjdziemy, bo najpierw robimy to,potem tamo, potem spacer po lesie, zakupy.". To proste otwarcie drogi do spazmów, że grzyby w lesie są ważniejsze niż rodzina. Lepiej "Niestety, przykro mi, już zrobiliśmy wcześniej inne plany. Niestety, nie da rady, mamy już plany. Jutro nie damy rady, bo mamy inne plany, możemy za tydzień. Juro nie ma takiej możliwości".
        • froshka66 Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 15:56
          Z szanowną mamusią niestety należy rozmawiać, bo bez tego ciężko będzie jej postawić granice
          No, ja się zgadzam , ze jak się rozmawia, to lepiej się komunikuje.
          Ale żeby powiedzieć raz a dobrze – „nie będę z tobą więcej rozmawiać” – albo i nie powiedzieć – tylko nie rozmawiać to jakiś specjalnych zdartych płyt nie trzeba.
          Raz tak zrobiłam. Uprzedziłam, ze chęć na kontakty mi się skończyła Od tej pory milczę , bo i po co gadać. Żeby użyć czerwonej słuchawki w telefonie to nie trzeba go najpierw odbierać.
          Co nie znaczy, że to polecam!!!!
          Tylko pisze, że jest to możliwe.
          • martishia7 Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 16:08
            Ok, masz rację. Unikanie może być dla autorki okazją aby się wyciszyć, złapać oddech i przemyśleć porządnie temat. Trzeba się zdecydować, czego się chce. Zerwać całkowicie kontakt na amen - można. Spróbować ucywilizować stosunki tak, by stały się znośne - można. Sprawić, że teściowa przeprosi, przybije skruchę i stanie się całkowicie inna osobą - między bajki.
      • angela26mama Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 17:27
        Zeby to było takie proste. Niestety ona szntazuje za kazdym razem mojego męża, a to że sie rochorowała przez to wszystko, a to że ona ma teraz tylko zone a matki nie. |Kiedy powiedział jej ,że powinna mnie szanować, bo ejsterm jego zona a nie jakąś dziewczynką zyjąca na jego koszt jak to ujeła, to odpowiedziała mu, ze ona jst starsza i to jej nalezy sie szacunek. Jesli już doszło do wizyty u niej , kiedy mój mąż pwoeidział, zeby ubierała dziecko, odwróciła sie z nią na piecie i poszła podziwiac swoje mieszkanie całkowicie go ignorujac, o mnie nic nie mówiąc , bo traktowała mnie tak jaby mnie tam nie było.Wiele juz argumentów uzyłam w kierunku męża, ale kiedy ona znowu cos wymysli, on cały czas ma nadxzieje, ze zaraz wszystko będzie w porządku. Próbowałam już kilka rzeczy, które tu napisałaś, ale kiedy jego mamusia wychodziła z checia pogodzenia sie tak jakby nic sie nigdy nie stało, on ustepował jej, zapomijąc co było. Przytocze sytuacje. Ustalalismy, ze swieta spedzamy u jego sisstry. Pare dni wczesniej pojechalismy do niej, ona twierdziła, ze to nie do przyjecia, ze ani jedengo dnia nie spędzimy u niej, na co mój mąż, juz miekki odwpoeedział, ze zajedziemy. Odezwałam sie a, mówiac ze ustalalismy inaczej. Przez co zrobiła sie wilka awantura, z obwinianiem mnie w roli głownej.
        • ola_dom Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 19:08
          angela26mama napisała:

          > Zeby to było takie proste. Niestety ona szntazuje za kazdym razem mojego męża,
          > a to że sie rochorowała przez to wszystko, a to że ona ma teraz tylko zone a matki nie.

          Czy Ty umiesz czytać??? Czy tylko pisać???
          Ciągle tylko "ona, ona, ONA!!!" Z teściową się ożeniłaś, czy z mężem? Załatw tę sprawę ze swoim chłopem i koniec.
          Forum nie sprawi, że Twoja teściowa się zmieni, choćbyś założyła tysiąc wątków po sto postów, pod dziesięcioma nickami. Nawet jak opiszesz jeszcze pięćdziesiąt wyskoków Twojej teściowej, to naprawdę niewiele już pomoże ani nie zmieni Twojej sytuacji.
          Jak nie rozwiążesz problemu z własnym mężem, to żadne forum tu nie pomoże.
          • pade Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 19:48
            Kropka.
        • froshka66 Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 20:15
          jak kto chce znajdzie sposób, jak kto nie chce znajdzie pretekst.
          Przynajmniej grzecznie by było napisać, że byc może z powodu podobieństwa do teściowej pasuje ci tez zrzędzący układ i nie masz ochoty nic zmienić.
          Kropka.
        • martishia7 Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 20:25
          >Zeby to było takie proste. Niestety ona szntazuje za kazdym razem mojego męża, a to że sie >rochorowała przez to wszystko, a to że ona ma teraz tylko zone a matki nie.

          Spróbuję jeszcze raz, ale odpowiedz na pytanie. Teściowa szantażuje męża. Rozumiem, że odbywa z nim rozmowę przez telefon. I co się dzieje dalej?
          • angela26mama Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 22:09
            On mówi że to jego matka, już starsza 60-letnia osoba i trzeba jej ustąpić. Jeśli przypominam mu, że zaraz będzie to samo, on sądzi że to przesada i oskarża mnie o niewyrozumialosc.
            • misterni Re: "porady babci Aldony" 22.01.16, 22:55
              No to jednak masz problem z mężem, nie teściową. 60 latka to nie staruszka 90 letnia, której się ustępuje ze względu na wiek.
            • froshka66 Re: "porady babci Aldony" 23.01.16, 14:39
              to jeszcze raz jak z dzieckiem:
              GDZIE lezy problem, zebys nie odwiedziała tesciowej i z nia nie rozmawiała przez telefon czesciej niz 1 na tydzien?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka