W czasach gdy miałam jeszcze telewizor bardzo mnie wkurzało, że trudno znaleźć program, w którym ludzie rozmawialiby używając argumentów merytorycznych i w którym 1/3 czasu nie zabierałoby: "ale ja Panu nie przeszkadzałam jak Pan mówił". Non stop te same twarze i te same zdania. Zero ludzkiej życzliwości między rozmówcami i elementarnego szacunku dla drugiegło człowieka (np. Oko, Niesiołowski). Z rzadka rozmówcy, którzy starają się panować nad językiem i emocjami, nawet gdy skrajnie nie zgadzają się z adwersarzem (Biedroń, Kowal).
Widzę niestety, że taki model "dyskusji" rozlał się z telewizora na inne płaszczyzny. Znajomi na fejsbuku rzucają w siebie obornikiem. A tutaj na forum nie da się założyć spokojnego wątku, bo zaraz jakieś emocje, wyzwiska, fochy itp.
Założyłam ostatnio wątek "o in vitro inaczej (spokojnie i merytorycznie)",w którym spokojnie pytałam o nauczanie KK w tej kwestii. I zaczął się sabat czarownic i posty w stylu "debili z KK nie zrozumiesz" itp. Doszło do tego że nieomal widłami zadziobały dziewczynę, która pięknie opisała (bez krytyki IV) swoją historię walki o dziecko zakończoną szczęśliwą adopcją.
Ludzie, co z nami się dzieje?
Chcę wyjść na drogę, spotkać się z sąsiadem, porozmawiać i spróbować zrozumieć jak widzi świat. I zgodzić się z nim czasem i uradować wspólnotą myśli. A czasem pięknie się różnić i rozstać tego dnia bez cienia zrozumienia, ale w pełnej akceptacji dla naszej inności, ciesząc się, że każdy z nas ma swój kawałek przestrzeni, na której może tę inność uprawiać. A tymczasem zaczynamy okładać się po pysku i pluć w swoją stronę zanim jeszcze na dobre zaczniemy rozmawiać