Pouzalam sie nad soba troszeczke, ok?
Niektore z Was pewnie pamietaja moje dylematy pt kogo (i czy) poprosic po porodzie o pomoc. Coz, plany swoje, zycie swoje. Poprosilam ostatecznie moja mame, zeby przyjevchala, ale na koncowke ciazy - troche sie starszakiem zajac (b zle ciaze znosilam, pod koniec ledwo sie ruszalam). Po czym urodzilam miesiac przed terminem, wiec akurat mamy przyjazd wypadl na okres, gdy mezowi skonczyl sie ojcowski. Nawet jakos to przetrwalismy, powiem Wam. Mama zostaje jeszcze do piatku rano. Ale wiecie? Jestem przerazona! Nie mam pojecia jakim cudem sama ogarne dwulatka i noworodka... Gdy obiad na gazie, starszak krzyczy, ze chce kupe, a mlodszy ryczy o cycka o.O no kosmos. Powiedzcie - jak to ogarniacie? Pytam te, ktore nie maja babci/niani/zlobka do pomocy... Macie staly plan dnia, zorganizowane wszystko co do minuty, czy idziecie na zywiol? Syf w chalupie czy ogarniacie? Gotujecie cos czy kupujecie gotowce? Moze jakies top tricks?

mama proponowala, ze zostanie dluzej, ale stwierdzilam, ze ma jechac juz, bo im dluzej mi tu ktos pomaga tym bardziej nieprawdopodobne mi sie wydaje, ze mozna to ogarnac samemu... Armagedon o.O
Ps. Za rady pt. wynajmij nianie/pania do sprzatania/daj starszego do zlobka/przedszkola itp z gory dziekuje. Nie da sie. Bo nie