1. Jak co roku zaczyna się szopka z prezentami dla nauczycieli na koniec roku.
Matki planują coś mega ekstra, bo wychowawczyni żegna się z klasą (III kl.), np. złotą biżuterię. Plus oczywiście kwiaty dla wszystkich nauczycieli, jakieś tam czekoladki sratki dla dyrekcji, no i fotoalbum.
Rodziców do składki mało - dzieci tylko 15, więc znowu suma będzie spora, tak jak i było przy I Komunii.
Na razie padają różne propozycje, a ja mam coraz większą ochotę napisać naszej "skarbniczce", jak zacznie zbierać pieniądze, że kwiaty i fotoalbum owszem, ale rzeczowe - drogie! - prezenty dla nauczycieli nie mieszczą się w moim systemie wartości, więc dam tylko na to, co zwyczajowo daje się nauczycielom plus ten fotoalbum (który będzie układać jedna matka robiąca przepiękne ozdoby, scrapbooki, decoupage itp. więc na pewno to będzie coś ekstra i piękna pamiątka).
Plus tego rozwiązania - trochę zaoszczędzę (w tamtym roku bez biżuterii i z bardzo przeciętnymi kwiatami zbierały już po 40 zł, teraz będzie na pewno dużo więcej) i zamiast wewnętrznie się pieklić postawię sprawę jasno. Chociaż sądzę, że nikt nie będzie podzielał mojego stanowiska

.
Minus - kwaśna atmosfera, komentowanie przez rodziców wobec ich dzieci od biedaków i skąpych (tak było wobec dziewczyny, której rodzice zdecydowali się na komunię gdzie indziej z powodu kosztów i bardzo dobitnie to wyrazili), co moja córka pewnie odczuje, nawet jak nikt jej w oczy nic nie powie. Ale przez wakacje zapewne i tak to się rozejdzie

.
2. Druga rzecz, na którą nie mam kompletnie ochoty - spotkanie pożegnalne z wychowawczynią przy grillu po zakończeniu roku, bo:
- nie mam auta, żeby tam dojechać, poza miasto, więc inaczej się nie da (a jak kogoś o tę łaskę poproszę, to będę zależna od tego, kiedy zechce pojechać, ile tam być itp.)
- nie mam ochoty na to spotkanie, córka z kolei tak sobie, bo niestety już trochę odzwyczaiła się od koleżanek, kiedy tak bez przerwy chorowała
- naszą obecną wychowawczynię oceniam tak średnio i w sumie jestem zadowolona, że to już koniec, nie odczuwam potrzeby takiego pożegnania
- na następny dzień rano wyjeżdżamy na tydzień, więc trzeba wstać o 7 po bardzo męczącym dniu, żeby zdążyć na pierwszy pociąg (koniec roku u nas jest bardzo długi, potem ogarnąć się i to spotkanie do wieczora).
Tak więc jestem na NIE w obydwu przypadkach i zamierzam w obydwu wyrazić swoje zdanie.
A Wy, co byście zrobiły?
(tak, nudzę się

)