... nie dostało się do żłobka publicznego. Zgarnęliśmy sporo punktów za pracujących rodziców, meldunek w miejscu zamieszkania i takie tam. Zabrakło nam punktów za kuratora sądowego lub bycie wielodzietną rodziną, co najwyraźniej przesądziło o braku miejsca. Bardzo podobne miejsce w kolejce do żłobka mieliśmy przy pierwszym dziecku kilka lat temu.
Ja się pytam gdzie są te dziecioroby i patologia, które po otrzymaniu pińcet złotych miały masowo rzucać pracę, by zająć się chlaniem i płodzeniem kolejnej progenitury? Najwyraźniej nie w Warszawie. Tutaj nie dość, że chce im się pracować lub uczyć to jeszcze oddają dzieci do publicznych żłobków.
Z wątku kilka dni temu dowiedziałam się, że ważne jest pozytywne podejście. Tak więc bardzo się cieszę, że dzięki pińcet złotych opłacę 1/3 czesnego w prywatnym żłobku lub 1/6 wynagrodzenia niani (jak się jakaś z tych tańszych znajdzie

).
Nie chwalę się, nie żalę, ot tak stwierdzam fakt