Może wy coś doradzicie bo już nie wiem co robić.
Dziecko chodzi do przedszkola i ma tam wykupione posiłki (12 zł z śniadanie, obiad i podwieczorek). Kwota w sumie spora, ale kuchnia niby eko ochy i achy (większość rodziców taką wybrała). Problem w tym, że dziecko nie chce jeść tych obiadów - mówi że niedobre, niesmakują - wczoraj np. było udko z kurczaka, to pluł nim dalej niż widział i zapowiedział żeby w domu nigdy przenigdy kurczaka nie było - i tak jest z co drugim obiadem - mam wręcz wrażenie że zraża się w ten sposób do wielu potraw i w domu na samą nazwę już się blokuje i nie chce nawet spróbować. Zresztą w domu też teraz jest problem z jedzeniem. Musi być kotlet smażony i ziemniaki, ciągle ta sama surówka z marchewki. Całej reszty nie chce zjeść. Nie da się go wziąć na przetrzymanie - potrafi nie jeść w przedszkolu, a do domu wraca wściekle głodny, przez co rozmarudzony - często mąż przywozi wkurzone i zaryczane dziecko, które dopiero jak zje kanapkę to wraca do normalności.
Już nie wiem co robić - nie umiem dziecka nauczyć jeść normalnych posiłków

Z mężem jemy raczej mało węglowodanów, ziemniaków - głównie różne kasze, warzywa. Dziecko oczywiście nawet na to nie spojrzy. nie lubi też naleśników, placków - no nic dosłownie (podejrzewam że tu trochę też zasługa wcześniejszego cateringu, który dzieciom na obiad zimne placki przywożone w pudełkach serwował). Co robić w takim razie bo te 260 zł miesięcznie za nietknięte praktycznie posiłki jest trochę dobijające, gdy zamiast tego dostaję do domu głodne i rozmarudzone dziecko