Mam w związku z tym problem. Tzn. raczej moja córka ma, ale tym samym – ja. Bo się o nią martwię. W skrócie problem polega na tym, że ojciec mojej córki (z którym rozwiodłam się 28 lat temu) jest osobnikiem kompletnie niezaradnym życiowo, uzależnionym finansowo i "opiekuńczo" od swojej matki (z którą mieszkał praktycznie całe życie), z problemami psychicznymi (depresja), do tego od ładnych kilku lat - alkoholikiem. Już parę lat temu, kiedy jego matka podupadła na zdrowiu, zastanawiałam się co to będzie jak ona umrze.
No i umarła

Sytuacja jest okropna, gdyż facet prawdopodobnie nie ma już pracy (jest na przymusowym urlopie, gdyż firma szykuje się do likwidacji), ma jedynie ok. 400 zł renty inwalidzkiej, w związku z czym nie ma z czego się utrzymać, nawet na czynsz i rachunki mu nie wystarczy.
Pogrzeb ogarniała moja córka z pomocą moją i kuzynki ojca, ojciec był w tym czasie w stanie całkowitego upojenia alkoholowego i odmawiał wszelkiej współpracy i w ogóle jakiegokolwiek działania. Teraz chwilowo jest w szpitalu, gdzie zabrano go z powodu lekkiego urazu kręgosłupa (podobno nabytego w czasie prób podnoszenia zasłabłej matki z podłogi, a możliwe, że po prostu wywalił się gdzieś po pijaku) – przy okazji został gruntownie odtruty, bo trafił na SOR kompletnie pijany.
Oczywiście gdyby nie córka, to miałabym to wszystko w nosie, ale córka – mimo wszystko i niejako wbrew sobie – poczuwa się do jakiejś tam odpowiedzialności. Jednak ojciec i w końcu nic złego bezpośrednio nigdy jej nie zrobił, a dawniej, gdy była dzieckiem/nastolatką byli bardzo zaprzyjaźnieni.
I ze względu na nią tak się martwię. Że ją będzie dręczył i domagał się opieki, że się do niej przyssie jak pijawka. Mam świadomość, że może jej także wytoczyć sprawę o alimenty – jedyna nadzieja, że jest na to za mało operatywny….
Wczoraj był pogrzeb i dodatkowo się wkurzyłam, bo jedna z przyjaciółek zmarłej zaczęła mnie prosić i namawiać, abym „zaopiekowała się i wsparła” biednego sierotę, bo sam sobie nie da rady. Odpowiedziałam, że kompletnie mnie to nie obchodzi, a jeśli ona uważa, że on takiej opieki wymaga – to proszę, niech się nim opiekuje, niech sobie nawet z nim zamieszka i przejmie „obowiązki opiekuńcze” po jego matce.
Co radzi ematka w takiej posssranej sytuacji ?