fin-dus
30.09.16, 23:25
Wkurza mnie strasznie lansowanie pomysłu na robienie strajku z powodu jednego wpisu na fejsbuku. Wkurza mnie, gdyż w tym olbrzymim strajku będzie uczestniczyć zaledwie jakiś promil kobiet. Większość w ogóle o tym nie słyszała, a już na pewno nie te, które nie mają facebooka i które (niemożliwe, no niemożliwe..) nie chodzą do pracy. Nie chodzą do pracy, gdyż: są w końcówce ciąży, są na macierzyńskim, są bezrobotne, są na emeryturze, na zwolnieniu lekarskim, akurat wracają z wakacji lub po prostu - nie pracują. I wiele z nich nie miała szans w ogóle się o tym dowiedzieć. Ja się dowiedziałam z ematki.
Wkurza mnie to, gdyż taki strajk zrobiony na jedno hasełko, bez głowy, w którym będzie uczestniczyć (uczestniczyć? Jak?) promil kobiet, pokaże rządzącym, że jedynie ten promil ma ochotę protestować. Że jedynie ten promil jest tym zainteresowany. Ja już w innym wątku zostałam skrytykowana, że jestem leniwcem i nie chce mi się, gdyż zamiast strajkować, to idę na wizytę do lekarza z dzieckiem (zapis kilka miesięcy temu).
Marzę o strajku, który będzie organizowany z głową. O strajku ogólnoświatowym (Polki we wszystkich krajach łączmy się), w którym będą mogły zarówno uczestniczyć hipsterki-studentki z Warszawy, jak i emerytki z Zielonej Góry, rencistki z Ostrowca Świętokrzyskiego, bezrobotne z Bieszczad czy leżące na patologii ciąży w Gdańsku.
Myślicie, że dałoby się?