Spotkałam się ostatnio z dziećmi znajomych (kl. 4-6), opowiadali o szkole i o tym, że będą mieli nagrody na koniec roku - pochwaliłam ich więc i pogratulowałam, mówiąc, że pewnie są z siebie dumni, na co oni - że e tam, tak naprawdę to im nie zależy, bo uczą się dla rodziców. Trochę mnie to zdziwiło, zapytałam więc później swoje dzieci po co się uczą - odpowiedzi były podobne. Zaciekawiło mnie to zjawisko, zapytałam jeszcze kilka znajomych nastolatków (11-15) - wszystkie z nich mają świadectwa z paskiem - i najczęstsze odpowiedzi były takie:
- dla rodziców
- bo gdybym się nie uczył, to zaraz bym miał jakąś karę
- dla kasy (dostaje stypendium)
- dla świętego spokoju - jak się dobrze uczę to rodzice się nie czepiają
- bo starszy brat był paskowy, więc ja też muszę
- bo zawsze miałem same piątki i teraz chyba rodzice nie wyobrażają sobie inaczej
- dla ocen, a z ocen się cieszą rodzice
tylko jedna dziewczynka powiedziała - bo chcę być najlepsza w klasie.
I powiem szczerze, że jestem w lekkim szoku. Czy to taki wiek, że jeszcze dziecko nie zakumało, że uczy się dla siebie, i to oświecenie pojawi się za jakiś czas, czy tym wszystkim dzieciom - o losie, w tym i moim! - należy współczuć rodziców
Zróbcie eksperyment i zadajcie podobne pytanie swoim/znajomym, bardzo dobrze się uczącym dzieciom - po kikut tak dobrze się uczą?