wiosennaburza1
22.07.17, 22:00
krótko: koleżanka ma teściową na wsi, teściowa ma dwie kocice wiecznie zaciążone. kocice półdzikie, stodołowe, dobrze wykarmione. teraz: rzeczona teściowa nie chce słyszeć o sterylizacji. koleżanka oferowała, że złapie i zawiezie na własny koszt na zabieg. nie. nakłamała, że to robią za darmo i jeszcze żarcie dorzucają dla kotów ( taki program świrniętych kociarzy). nie. próbowała znienacka pojawić się u teściowej i złapać do klatki kocice. ostry sprzeciw, poszło niemalże na noże. i tak: ona odpuszcza. jeśli dalej będzie walczyć, pójdzie na noże a mąż i dzieci są dla niej ważniejsze niż koty ( zrozumiałe).
co jeszcze może zrobić? tłumaczyła, proponowała pomoc, prosiła. nie i nie.
ja tu już wyjścia nie widzę. nie pojedzie z klatką łapką i nie zaczai się w krzakach na koty, bo z pewnością będzie zauważona - co równa się potężnej awaturze rodzinnej. jeśli wierzyć słowom- teściowa mocno apodyktyczna i rządząwca dorosłymi dziećmi. jak się uprze, to nie ma przeproś. koty najedzone i zasadniczo zadowolone z życia. tylko te nieszczęsne ciąże.
myślałam, że może by im tabletki podawać - ale nie. są półdzikie, łapanie regularne nie wchodzi w grę. najlepiej raz złapać i sterylka. ale się nei da.
nie proponujcie, aby złapała i ciachnęła, a teściową się końcu ułoży. nie zrobi tego. nie narazi dobrostanu rodziny .