Jestem kulinarnym niedoukiem, nie umiem, a przedewszystkim nie lubię gotować, zmusza mnie do tego teraz "tryb oszczędnościowy" który musieliśmy wprowadzić no i jednak przy dwójce maluchów nie da się jechać na jedzeniu z zewnątrz. Jak już coś zrobię to jest dobre podobno ale strasznie się mecze przy tym

Ostatnio kolega mi rzucił hasłem: wekuj na zapas. No i w sumie pomysł fajny tylko doradźcie - co jak i jak długo

Rozumiem, ze słoiki mogę zbierać takie po majonezie, ogórkach itp. Nakrętki kupię nowe. I co? Wlewam gorąca zupę, odwracam i jak pyknie to z głowy? Czy pasteryzować? Jak długo mogą takie słoiki stać potem? Teściowa czasem nam podrzuca leczo czy inne takir w słoikach i zawsze mówi żeby zjeść w ciągu tygodnia. Kumpel mówił ze on wekuje dla dzieciaków i jedzą przez pół roku potem...
Leczo z mięsem można wędkować? Bo rozumiem ze zupy ze śmietana nie?
Co polecacie do wekowania?
Pomóżcie, podpowiedzcie, będę miała łatwiej w życiu jak chociaż raz na jakiś czas będę mogła słoik wyjąc z szafy zamiast walczyć z kuchnia