Pisałam ostatnio o facecie od którego wynajmujemy pokój w pakiecie z kotem.
Otóż typ wczoraj wieczorem wrócił i przyleciał do nas cały w pretensjach że kot gdzieś tam się shaftował za fotelem i nikt nie posprzątał, że dawaliśmy mu za dużo żarcia, że na ogrodzie leży zdechła mysz ( no sorry, nie ja przecież w zębach padlinę przyniosłam) oraz ze okno w łazience zamknięte a musi być zawsze otwarte, co z tegóry że na dworze 10 stopni wieczorem ( ale to już bez związku z kotem).
Pomyślałam sobie czubek, no trudno, jeszcze tydzień wytrzymam.
O 22 my już w łóżku, słyszymy pukanie. Gościu przyszedł nam oświadczyć ze musimy sobie kupić kołdrę bo jemu jest w nocy zimno i tę którą mamy musimy mu oddać xD No więc wynajęliśmy pokój z kotem, za to bez pościeli :p dziś się wprowadzamy
Przypomniało mi to pewną kobitkę, właścicielkę domu we Włoszech w którym wynajęliśmy pokój przez airbnb.
Miało być "swojsko i blisko natury", jak wynikało z opisu, jednak ta bliskość nas przerosła :p Myszy biegające po domu, nocna inwazja ślimaków w kuchni, zimna woda w kuchennym kranie i wszędzie okropny syf.. pani była zdziwiona kiedy po jednej nocy zrezygnowaliśmy, wszyscy do tej pory byli zadowoleni ze standardu. No cóż, nas standard przytłoczył, nawet mojego chłopa wychowanego na włoskich przedmieściach .
Macie jakieś ciekawe historie wynajmowo-hotelowe?