wiosennaburza1
14.11.17, 20:01
byłam dziś świadkiem, jak w szatni szkolnej matka zerówkowicza robiła karczemną awanturę matce innego zerówkowicza. z awantury wynikało ( a przykleiliśmy się do ściany i słuchaliśmy bezwstydnie) że jedno dziecko przyniosło w śniadaniówce kilka orzeszków ziemnych i poczęstowało kolegę siedzącego obok. a kolega, okazuje się : uczulony. nic się nie stało, na szczęście. i to właśnie mama alergika robiła awanturę mamie częstującego. że ona zabrania: częstować, przynosić do szkoły, narażać życie jej dziecka.
matka drugiego dziecka... niemalże ze łzami w oczach przepraszała, nie wiedziała, przysięgała więcej swojemu dziecku fistaszków nie dawać.
jako alergik, mama alergiczki - się zdziwiłam. w życiu nie przyszłoby mi do głowy żądać, aby inne dzieci nie jadły tego czego my nie możemy. wydawałoby się, że to dziecko alergik powinno odmówić zakazanego poczęstunku.
połowa mamusiek z tamtej zerówki stała po stronie awanturującej się.
kto ma rację?