Ponieważ ematka kotem stoi, może ktoś coś mi doradzi...
Moje koty - czyste, niewychodzące - złapały pchły. Czy przynieśliśmy je na dziecięcym wózku od znajomych, czy od weterynarza, w tej chwili dojść nie sposób i nie ma to znaczenia. Mąż wywiózł mnie i córkę na weekend do rodziny, w tym czasie futra zakroplił fipronilem, co się dało wyprać to wyprał, odkurzył... Pierwsze, co zobaczyłam po przekroczeniu progu, to kotkę, która gdyby mogła, drapałaby się obiema łapami na raz. W ciągu dwóch minut ściągnęłam z niej trzy spasione i zdecydowanie żywe pchły

Zakroplone były w sobotę, więc te paskudy powinny już wyzdychać... Zakraplać jeszcze raz? Czekać? Zainwestować w obroże? Ja się pozbyć tego raz na zawsze i nie zatruć ani kotów, ani raczkującego dziecka? Masakra jakaś