Dodaj do ulubionych

jestem do du...y

29.03.18, 23:31
Zajechalam dzis do lidla i nie umiałam wyjechać z parkingu, tłok był, nie potrafiłam wymanewrować. Wstyd i d..a blada ze mnie, jestem straszna sad sad
Jakiś acet mi pomogl, sam z siebie, pewnie widział, co wyprawiam...
22 lat mam prawko, ale do kulsona nędzy, nie umiem dobrze manewów w ciasnocie sad
Miałam wiekszy samochod niż zazwyczaj, ale to zadne usprawiedliwienie...

Beznadziejna jestem, głupia
Obserwuj wątek
    • nena20 Re: jestem do du...y 29.03.18, 23:39
      e....ja od lat zbieram się do uruchomienia swojego prawo jazdy. Mam gorzej od ciebie, ty chociaż jeździsz a ja muszę korzystać z MZK co jest porażką.
    • milka_milka Re: jestem do du...y 29.03.18, 23:40
      E tam. Zdarza się. Ja kiedyś wjechałam na parking za budynkiem i gdyby nie jakś facet w życiu nie wyjechałabym, bo przy wyjeździe ktoś zaparkował tak, że nie mogłam się złamać. Mimo kamer i czujników bez pomocy nie wyjechałabym. A prawo jazdy mam 28 lat.
    • tanebo2.0 Re: jestem do du...y 29.03.18, 23:42
      Wystarczy że od teraz będziesz jeździć tak youtu.be/VkWf4crJ9uI?t=106
    • iwoniaw Re: jestem do du...y 29.03.18, 23:43
      Rozjechałaś kogoś? Auto jakieś uszkodziłaś? Nie? To teraz pomyśl, ilu osobników (czasem nawet bez prawka!) uważa się za królów szos, mimo że spowodowali niejeden wypadek ze stratami na mieniu, a nawet zdrowiu i życiu. Jakbyś się tak nie spinała i nie spieszyła, to byś w końcu wyjechała sama; większy samochód niż zazwyczaj to owszem, jakieś jednak usprawiedliwienie - masa ludzi w ogóle nie jest w stanie się "przerzucać" między różnymi modelami - a jeżdżą po ulicach i parkują na parkingach. Więc bez przesady.
    • anika772 Re: jestem do du...y 29.03.18, 23:45
      Co za brednie z ta beznadziejnoscia, tez powod wymyslilas. Facet sie poczul potrzebny dzieki Tobie!
      • mag1_k Re: jestem do du...y 30.03.18, 18:51
        właśnie, dla mnie wątek budujący, bo są faceci chętni do pomocy w takich sytuacjach. Oni od tego m.in. są smile
    • rannala Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:08
      Dzieki za pocieszenie, fajne jesteście.

      Ja mam chyba większego dola ostatnio, a ten incydent tylko mnie dobilsad
      Miotam się w sobie i dostrzegam w sobie tyle beznadziei, że tylko siąść i płakać...
      Nie, nie mam pms, akurat ta łaskawsza faza cyklu smile
    • princesswhitewolf Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:15
      ale masz problemy... Kiedys w Hiszpani nie moglam wjechac do ultrawaskiej windy dla samochodow i tez wyszlam preznie z samochodu i wreczylam kluczyki jakiemus Hiszpanowi mowiac: jestem blondynka i nie wjade tam bo nie umiem. Ah jak sie ucieszyl ze sie moze popisac. No i cacy.
    • marusia_ogoniok_102 Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:20
      A co ja mam powiedzieć? Ja w ogóle jeździć nie umiem!
    • mika_p Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:22
      A mogłaś to opisac tak:

      Zajechałam dziś do lidla i nie umiałam wyjechac z parkingu, nie potrafiłam wymanewrować, tłok był, auto większe niż zwykle.
      Na szczęście znalazł się jakiś facet, który z własnej inicjatywy mi pomógł.
      Jak fajnie, ze istnieja tacy życzliwi i bezinteresowni ludzie.

      I tę wrsję przyjmij i uznaj za obowiązującą
    • bialeem Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:27
      Wiesz, że chłopy mają testosteron, który im podnosi pewność siebie? No więc kiedyś widziałam takiego od dawna nie jeżdżącego, który musiał coś przeparkować i udawał macho. Przepiękne.
      NIKT niczego nie umie dobrze póki kilka razy tego nie zrobi. Tyle.
      Podejrzewam, że chłopy mają swoje tajne parkingi na których po nocach ćwiczą.
    • mary_lu Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:32
      Trzeba pamiętać o kilku podstawowych zasadach przy prowadzeniu auta. Zasada pierwsza: gdyby samochód służył do cofania, miałby tyle samo biegów wstecznych co do przodu. Zawsze to mruczę pod nosem jak mam cofać którymś gigantycznym czołgiem i nie mam zamiaru się przejmować swoim pokracznym manewrowaniem.
      • jola-kotka Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:34
        Haha dobre smile
      • cauliflowerpl Re: jestem do du...y 30.03.18, 07:33
        Genialne smile
    • jola-kotka Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:33
      Brak jakiejs umiejetnosci nie swiadczy ze ktos jest do du..., glupi i beznadziejny. Nie ma czlowieka ktory daje rade ze wszystkim idealnie. Ty akurat tego nie umiesz , trudno sie mowi i zyje sie dalej unikajac takich sytuacje a jeszcze lepiej zamiast sie dolowac idz sie doszkolic.
    • capa_negra Re: jestem do du...y 30.03.18, 00:44
      Trenuj i tyle. Kiedyś jeździłam dużym samochodem, potem małym, teraz bardzo dużym. Przez pierwsze 3 miesiące miałam problem z ogarnięciem przestrzeni. Teraz luz. Praktyka czyni mistrza.
    • madzioreck Re: jestem do du...y 30.03.18, 01:40
      Do kulsona wink nie jesteś do dupy, tylko po prostu musisz poćwiczyć to, co Ci nie wychodzi. Nikt nie umie wszystkiego, choć niektórym się wydaje, ze są królami szos, i to dopiero jest do dupy wink
    • nutella_fan Re: jestem do du...y 30.03.18, 05:59
      Też tak mam i się w ogole nie przejmuję. Chociaż często patrzę z zazdrością jak mąż pięknie i bez trudu parkuje wink
    • domowapani Re: jestem do du...y 30.03.18, 07:23
      Weeez... Ja raz z bezsilności stanęłam jak ta święta krowa na dwóch miejscach. Dużym terenowym. To było w Malcie, a tam projektant parkingu płakał jak robił.
      Jakiś koleś z rodzinką w mini autkiem z ryjem do mnie wyleciał i od blondynek zaczął wyzywać. Dałam mu kluczyki i powiedziałam, że jak taki mądry, to sam ma zaparkować. I tyle go widziałam. Nie przejmuj się. A wczoraj obserwowałam istny armagedon po drodze. Wszędzie korki i tłum nerwowych kierowców.
      • sanrio Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:04
        kiedyś również stanęłaś jak święta krowa autem na środku ulicy, na przejściu dla pieszych, paląc sobie beztrosko papieroska i pokazując wirtualne faki innym kierowcom i pieszym, także jakoś twój przykład nie pociesza tongue_out
        • domowapani Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:32
          Raczej auto samo stanęło... Bo się zepsuło. Nie na środku ulicy, tylko dałam radę doturlac się bez silnika na pół chodnika, pol ulicy, tak że tyl zachodzil mi na przejście dla pieszych.
          Niestety każdy sądził, że zapewne stanęłam se tak celowo. I psioczyli. A ja byłam na skraju załamania nerwowego. Wątek założyłam, żeby uświadomić innym, że nie zawsze właściwie odczytujemy czyjeś zachowania. Ale uczepiono się fajki. Nie tego, że wracałam z sądu, że adwokat mi jeszcze wtedy jakieś papiery podrzucal do tego auta, bo ja czekałam na pomoc drogowa, nie tego że miałam wtedy beznadziejny okres w życiu, depresję, męża po wylewie i sprawę w sądzie, tylko tego że paliłam fajkę przy otwartych drzwiach, a z tyłu siedziało dziecko i spało.
        • domowapani Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:34
          Tak z okazji wielkiego piątku cię nosi, sanrio?...
          • sanrio Re: jestem do du...y 30.03.18, 11:09
            nie, po prostu zaczęłam czerpać satysfakcję z wyłapywania twoich ściem, po wątku kury gdzie mnie brzydko potraktowałaś straciłam do ciebie serce, a byłam ci bardzo życzliwa wcześniej.
            • domowapani Re: jestem do du...y 30.03.18, 13:26
              OMG... Jesteś skorrpionem? Co ja tam takiego napisałam? Staram się być miła dla ludzi, więc musiałam mieć pms albo poczuć się zirytowana twoim postem. Przepraszam, jeśli Cię mocno urazilam.
              Ps. Nie umiem ściemniac
    • cauliflowerpl Re: jestem do du...y 30.03.18, 07:36
      Co?
      1. Wiekszy niz zwykle samochod to JEST usprawiedliwienie.
      2. Do dudy to jest ktos, statystycznie sadzac - mezczyzna, ktory na parkingu w pracy wgial mi tylne nadkole i nie raczyl nawet zostawic kartki, zebym sie z nim skontaktowala celem naprawienia szkody. Co ja mowie, do dudy... to jest zwykle skulsonsynstwo.

      Ty po prostu mialas gorszy dzien, stres i wiekszy samochod.
    • werdipurke Re: jestem do du...y 30.03.18, 08:12
      a na czym polegal problem? nie moglas wyjechac z miejsca gdzie zaparkowalaś? a jak stało auto? i to nie kwestia beznadziei tylko wyobraźni przestrzennej
      • rannala Re: jestem do du...y 30.03.18, 18:37
        > na czym polegal problem? nie moglas wyjechac z miejsca gdzie zaparkowalaś? a jak stało auto? i to nie kwestia beznadziei tylko wyobraźni przestrzennej

        No właśnie mój brak orientacji przestrzennej jest taki beznadziejny. z podziwem i z zazdrością patrzę, jak kobiety jednym paluszkiem siedząc w jakims jeepie jednym ruchem tyłem lub bocznie sobie potrafią zaparkować. A ja? Jadac gdziekolwiek juz sie poce na myśl, że trzeba będzie zaparkować sad sad sad
    • butch_cassidy Re: jestem do du...y 30.03.18, 09:58
      Jak tak masz ostatnio z różnymi sprawami, to zajmij się problemem, bo szkoda życia na takie stany, szczególnie wiosną smile
      A w kwestii sytuacji na parkingu, już Ci dziewczyny napisały chyba wszystko. I bardzo słusznie.
    • la_mujer75 Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:38
      O, rozumiem. Ja też w tej chwili największy problem mam z parkowaniem. A mam mały samochód - suzuki SX4.

      Udało mi się przełamać mój lęk z prowadzeniem samochodu. Zajęło mi to ponad 2 lata, a jeździłam dzień w dzień na tej samej trasie i za każdym razem panicznie się bałam, a jechałam przynajmniej 2 razy dziennie na tej samej trasie!!!!. To dopiero była porażka sad Ta sama trasa, nie najtrudniejsza, przynajmniej 2 razy dziennie 5 x w tygodniu. I duda! A jak musiałam trochę inaczej pojechać, to pół nocy nie spałam.
      Nie jestem "miszczem kierownicy", ale nie boję się, czyli nie panikuję, czyli nie robię głupot , czyli nie stanowię zagrożenia. Wydaje mi się, że jest całkiem, całkiem, bo lęk mnie nie paraliżuje i wiem, że myślę na drodze. Nadal nieznane trasy mnie niepokoją, ale to już nie dramat.
      A parkowanie... W ogóle nie mam wyczucia, a samochód mam ten sam od 4 lat! I jak to nazwać? Ułomność???
      • szmytka1 Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:41
        rety jakbym czytałą o sobie big_grin
      • yuka12 Re: jestem do du...y 30.03.18, 11:38
        Jak pokonalas strach? Ja za kazdym razem, jak siade za kierownica, czuje taki strach, ze niemal mnie paralizuje. Probowalam kilka razy i zawsze tak mam. A prawo jazdy bardzo by mi sie przydalo, np. w znalezieniu lepszej pracy.
        • la_mujer75 Re: jestem do du...y 30.03.18, 12:43
          Jeżdżąc i mówiąc sobie, że tylu kretynów jest wstanie jeździć, to ja tym bardziej! I tak sobie myślałam - o, ta moja znajoma jest taka nieuważna, taka nieogarnieta, a jeździ. Może to nie było ładne z mojej strony, ale mi pomagałosmile
          I ta codzienna, w miarę łatwa trasa trenowana (z musu) pomogła mi, ale zajęlo mi to ponad dwa lata.
          Przyrzekam - za każdym razem było mi niedobrze, ręcę miałam mokre, bo tak się pociłam ze strachu. I tak przynajmniej 2 x dziennie przez 5 dni w tygodniu.
          Za każdym razem cos innego się jednak działo na tej trasie (tam często jeżdżą karetki, były remonty, a więc dodatkowe utrudnienia). Nowa sytuacja na drodze- nowy stres, ale tłumaczyłam sobie- wtedy stał traktor, trzeba było go ominąć i dałam radę, teraz też dam. Śmieszne, ale nie dla mnie wówczas.
          Gdy już dobrze opanowałam tę swoją trasę, lęk mnie opuścił. I łatwiej było mi jechać gdzie indziej.
          Najpierw - wiedząc, że mam gdzies indziej jechać- brałam samochód i jechałam np. w niedzielę, kiedy mniejszy był ruch- oswajałam się z nową trasą (mam beznadziejną orientację w terenie).

          Ogólnie- tylko trening pomoże przełamać lęk. Trenując, łapiesz doświadczenie, a więc mniej się denerwujesz, nie koncetrujesz się wtedy na niektórych rzeczach, stają się one automatyczne, a to pozwala ci lepiej panować nad całą sytuacją.
          Teraz jestem zadowolona, że jeżdżę - o ile trudniej i o ile bardziej byłabym zmęczona, gdybym nie jeździła samochodem.
          Przykład- biorę Młodszego po lekcjach i jedziemy do ortoptyka - zajmuje mi to samochodem jakieś 10 minut, bez samochodu pewno z 30-40 minut (szkoła jest w odległości 1 km od stacji kolejowej, podejdź i czekaj potem na kolejkę, a potem jedziesz dwie stacje i jeszcze trzeba dojść do ortoptyka). Zajęcia trwają 40 minut, więc wracając podjeżdżam po Starszego, który tylko parę minut na nas czeka. Gdybym nie miała samochodu - sam powrót od ortoptyka zająłby mi znowu kolejne 40-50 minut (w powrotną drogę podjechałabym 3 stacje i musiałąbym dojść prawie 1 km do domu).

          • rannala Re: jestem do du...y 30.03.18, 18:38
            Dziękuję la_mujer75 smile
        • szpil1 Re: jestem do du...y 31.03.18, 10:31
          yuka12 napisała:

          > Jak pokonalas strach? Ja za kazdym razem, jak siade za kierownica, czuje taki s
          > trach, ze niemal mnie paralizuje. Probowalam kilka razy i zawsze tak mam. A pra
          > wo jazdy bardzo by mi sie przydalo, np. w znalezieniu lepszej pracy.
          >

          Ja się mogę podpisać pod postem la-mujer poniżej. Zaczęłam robić prawo jazdy kilka lat temu, bo całe życie myslałam, że to nie dla mnie. No ale się odważyłam i się okazało, że się nie dogadujemy z instruktorką. Tak mi kobieta wszystko tłumaczła, że po każdej kolejnej lekcji miałam coraz większy mętlik w głowie. Jak tylko wyjeździłam wykupione godziny dałam sobie spokój na prawie dwa lata po czym spróbowałam z instruktorem poleconym przez kilka koleżanek. Ciężko było, ale teraz wydaje mi się że głównie właśnie przez mój strach i dlatego, że jak coś nie szło to od razu myślałam, że jestem w tym beznadziejna i nie dam rady. Do egzaminu podchodziłam cztery razy przy czym przy trzecim podejściu trafiłam na okropnego, gburowatego egzaminatora. Tak się podłamałam, że znowu dałam sobie spokój na ponad pół roku. A potem znowu zaczęłam i najlepszą motywacją okazał się fakt, że miały wejść w życie zmiany dotyczące egzaminu praktcznego (mieszkam w UK). I zdałam co mnie samą wprawiło w potężny szok. Na fali uniesienia kupiłąm w ciągu dwóch tygodni samochód i d..a blada. Spróbowałam pojeżdzić dwa razy i samochód wylądował zaparkowany przy krawężniku, a ja poprzysięgłam sobie nigdy więcej nie jeździć. Samochód stał tak ponad dwa miesiące, aż spróbowałam je odpalić i okazało się, że akumulator się rozładował. Kolega pomógł akumulator wymienić. Następny problem - powietrze zeszło z opony. Musiałam samochód wstawić do pobliskiego warsztatu. I tam właściciel wygłosił grzeczną, ale stanowczą przemowę o tym jak samochód się psuje gdy stoi nie używany, ustawił odpowiednio samochód do wyjazdu, wręczył kluczyki i kazał jechać. I pojechałam, że łzami w oczach, sercem w żołądku i duszą na ramieniu. Jak już udało mi się zaparkować to postanowiłam, że następnego dnia pojadę do pracy. I jeżdżę. Bardzo mnie to stresuje, ostatnio samochód zgasł mi na rondzie, mam problem z wyczuciem samochodu przy parkowaniu, ale jeżdżę.
          Moje obserwacje:
          - trzeba jeździć, tak jak la_mujer mówi to jest trening. Moi znajomi też mi to tłumaczyli i to święta prawda.
          - wszyscy mają na początku problemy tylko mało kto o tym mówi.
          - prawda jest taka, że głupsi od Ciebie dają radę.
          -wielu doświadczonych kierowców robi błędy.
          Ja bardzo teraz żałuję, że tak zwlekałam i z lekcjami, i po zdaniu egzaminu z rozpoczęciem jazdy.

    • cauliflowerpl Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:39
      A tak w ogóle.... to który to dzień cyklu? wink
    • szmytka1 Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:40
      Ja też nie umiem tego. A odkąd pozbyliśmy się małego autka i został tylko czołg na 7 ludzi, to nie jeżdżę wcale uncertain
    • kk345 Re: jestem do du...y 30.03.18, 10:50
      > nie umiałam wyjechać z parkingu
      >Beznadziejna jestem, głupia

      A jaki ma związek jedno z drugim? Znasz jakiegokolwiek faceta, który gdy czegoś nie umie, powie o sobie, ze jest głupi??? Nie dołuj sie sama, bez sensu
    • turzyca Re: jestem do du...y 30.03.18, 11:24
      A swojemu dziecku też byś powiedziała, że jest głupie, beznadziejne i do d..., bo miało problemy na parkingu, czy raczej podsumowałabyś, że mu nie wyszło, co się czasem zdarza, szczególnie w mało znanym samochodzie?
      Potraktuj samą siebie jak kochająca mama. To uskrzydla.
      • kk345 Re: jestem do du...y 31.03.18, 00:28
        Turzyco, jak ja lubię Cię czytać!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka