Problem pierwszego świata mam. A właściwie kompleks. Świeży, nówka sztuka, powodujący żrącą zazdrość o cudze fizyczne warunki wyjściowe. Tak jak nigdy nie miałam problemów ze swoim skromnym wzrostem i równie małym gabarytem, tak teraz rozpaczliwie i beznadziejnie <bo przecież nie urosnę> zazdroszczę facetom tego, że mają większy zasięg rąk i kopów, a w wielu technikach połowę tematu załatwia im czysta siła fizyczna. To nie są treningi dla mężczyzn - karłów więc każdy, qźwa każdy jest ode mnie wyższy, cięższy, sięgnie dalej i zwyczajnie uderza z większą siłą. Męskie "na 30%" i moje "na 30%" to są bardzo różne poziomy siły.

Z drugiej strony, grupa tylko dla dziewczyn to jednak nie, bo większość ma opory i jest za delikatna.