Mama od okulistki dostała receptę, może powinnam napisać "receptę" - z trzema suplementami i niczym innym.
Problemy mamy są poważniejsze - wchodzi w grę zwyrodnienie plamki żółtej (jeden okulista tak uważa), zaćma (drugi okulista) lub problem o podłożu psychiatrycznym (neurolog). Jak sądzę na żadne z tych schorzeń suplementy nie pomagają... No chyba że się mylę
Czy Waszym zdaniem w porządku ze strony lekarza zapisywanie na druku recepty, z pieczęciami, suplementów diety dostępnych b e z recepty (i bez żadnej zniżki)? Oraz, co ważne, niepowiedzenie pacjentce (!), że chodzi o s u p l e m e n t y d i e t y?
Mama mówi, że już raz miała taką sytuację (z innym lekarzem), ale farmaceutka ją przy sprzedaży poinformowała o sytuacji i mama zrezygnowała z zakupu. A gdyby nie poinformowała?
Dla mnie to zwykłe oszustwo. Lekarz, który tak postępuje, jest dla mnie jak podejrzany komiwojażer...
Spotkałyście się z tym? Co sądzicie o takiej sytuacji?
Wkurzyłam się...
PS. Rozumiem zalecić suplementy, gdy są konieczne, ale informując, o czym rozmawiamy i wyjaśniając, dlaczego są zalecane.