butch_cassidy
15.06.18, 16:07
Co to właściwie znaczy, że ktoś "zmarnował życie". Padło w którymś wątku i się zaczęłam zastanawiać.
Czy nie jest tak, że jakieś kompromisy są nieuniknione?
Dla mnie to było np. jak ktoś wiele godzin dziennie poświęca pracy, która go nie kręci. Ale też myślę sobie, że jak za to dostaje godziwe pieniądze, to to jest po prostu wybór. Czasu wolnego ma mało, ale dzięki tej nielubianej pracy może on być ekstra.
Albo taki, który pracuje dużo i starcza ledwie na przeżycie. Czy marnuje życie? No jakoś żyć trzeba, więc to może bardziej zasługa, że się stara niż to "marnowanie"?
Kontekst tego stwierdzenia był związkowy. I nie jestem pewna, ale chyba ktoś inny potem skomentował, że nawet przy niefajnym facecie można np. cenić luksus, który ten związek umożliwia. Oczywiście teoretycznie ten sam luksu można zapewnić sobie samej i czasem nawet to prawda, tyle że nie zawsze. I tu znów - kwestia priorytetów. Jedna pani będzie romantyczna, inna - pragmatyczna...
Jeszcze inni sobie po prostu nie radzą. Mimo wysiłków wpadają w szambo... Przecież nie można powiedzieć, że marnują sobie życie na własne życzenie, bo to zupełnie nie o to chodzi.
To jak to w końcu jest?