gemma.v
12.10.04, 12:38
Mam przyjaciółkę, znamy się od liceum, ale teraz mieszkamy kilkadziesiąt
kilometrów od siebie. Przez ostatnie kilka lat więzy jakos się rozluźniały,
o co obwiniałyśmy się wzajemnie. Ostatnio jakby zaczęło się coś naprawiać,
no w każdym razie wszystko było na dobrej drodze. Ale kwestia naszych
relacji nie jest chyba az tak istotna. Do rzeczy.
Otóż Ona od kilku lat nie mogła zajść w ciążę. Leczyła się, bez rezultatów.
Wczoraj (w dzien moich urodzin, o ironio) miała laparoskopię, okazało się,
że ma niedrożne jajowody, żadnych szans na leczenie. Jedyna możliwość to in
vitro (chociaż tu barierę dla Niej stanowią kwestie moralne i finansowe,
niestety).
Dziewczyna się załamała, a ja nie wiem, co jej mówić, jak pocieszać...
Przedtem mogłam mówić bzdury w stylu "będzie lepiej, zobaczysz", "po tej
laparoskopii to już na pewno coś zaskoczy". Ale teraz nie mogę rzucać takimi
frazesami, bo przecież wcale nie będzie lepiej, lekarze pozbawili Ją
złudzeń. Ona spodziewała się wprawdzie niezbyt dobrych wieści, ale nie aż
takich. Nie sądziła, ze ta laparoskopia całkiem pozbawi ją nadziei.
Pamiętam, jak chciałam mieć drugie dziecko, a mąż nie był do końca
przekonany. Pamiętam ten ucisk w środku, ten "pęd" do ponownego zostania
matką (niech mi ktoś powie, że nie ma czegoś takiego, jak instynkt
macierzyński...). Pamiętam ten niemal fizyczny ból, kiedy na widok kobiety w
ciąży czy z niemowlakiem myślałam, że na razie tego nie doświadczę. A to
miało być już drugie dziecko...
I dlatego nie dziwię się, ze dla Niej to prawie koniec świata, a
przynajmniej jakiejś jego części. Nie potrafię sobie wyobrazić, co Ona
czuje, mogę się tylko domyślać przez jakąś mglistą i w gruncie rzeczy marną
analogię.
Wiem, ze nie mogę jej w żaden sposób pomóc, ulżyć, mogę jedynie być w
pobliżu, gdyby chciała pogadać. Ale niestety nie jestem najlepszą kandydatką
na pocieszyciela - mam dwoje dzieci, a wiem, że dla Niej już wcześniej
spotykanie się ze szczęśliwymi rodzicami było dość bolesne.
A teraz mówi, że nie ma sił do dalszej walki, nie wie już, czego się
chwycić, żeby te siły odzyskać, ma żal do Boga.
Dajcie jakąś dobrą radę - co robić, jak jej pomóc, jak pocieszyć? Tak bym
chciała móc coś zrobić...
Poza tym musialam się wygadać, bo mnie to przybiło.
gemma