Dodaj do ulubionych

Jak Ją pocieszyć?

12.10.04, 12:38
Mam przyjaciółkę, znamy się od liceum, ale teraz mieszkamy kilkadziesiąt
kilometrów od siebie. Przez ostatnie kilka lat więzy jakos się rozluźniały,
o co obwiniałyśmy się wzajemnie. Ostatnio jakby zaczęło się coś naprawiać,
no w każdym razie wszystko było na dobrej drodze. Ale kwestia naszych
relacji nie jest chyba az tak istotna. Do rzeczy.
Otóż Ona od kilku lat nie mogła zajść w ciążę. Leczyła się, bez rezultatów.
Wczoraj (w dzien moich urodzin, o ironio) miała laparoskopię, okazało się,
że ma niedrożne jajowody, żadnych szans na leczenie. Jedyna możliwość to in
vitro (chociaż tu barierę dla Niej stanowią kwestie moralne i finansowe,
niestety).
Dziewczyna się załamała, a ja nie wiem, co jej mówić, jak pocieszać...
Przedtem mogłam mówić bzdury w stylu "będzie lepiej, zobaczysz", "po tej
laparoskopii to już na pewno coś zaskoczy". Ale teraz nie mogę rzucać takimi
frazesami, bo przecież wcale nie będzie lepiej, lekarze pozbawili Ją
złudzeń. Ona spodziewała się wprawdzie niezbyt dobrych wieści, ale nie aż
takich. Nie sądziła, ze ta laparoskopia całkiem pozbawi ją nadziei.

Pamiętam, jak chciałam mieć drugie dziecko, a mąż nie był do końca
przekonany. Pamiętam ten ucisk w środku, ten "pęd" do ponownego zostania
matką (niech mi ktoś powie, że nie ma czegoś takiego, jak instynkt
macierzyński...). Pamiętam ten niemal fizyczny ból, kiedy na widok kobiety w
ciąży czy z niemowlakiem myślałam, że na razie tego nie doświadczę. A to
miało być już drugie dziecko...
I dlatego nie dziwię się, ze dla Niej to prawie koniec świata, a
przynajmniej jakiejś jego części. Nie potrafię sobie wyobrazić, co Ona
czuje, mogę się tylko domyślać przez jakąś mglistą i w gruncie rzeczy marną
analogię.

Wiem, ze nie mogę jej w żaden sposób pomóc, ulżyć, mogę jedynie być w
pobliżu, gdyby chciała pogadać. Ale niestety nie jestem najlepszą kandydatką
na pocieszyciela - mam dwoje dzieci, a wiem, że dla Niej już wcześniej
spotykanie się ze szczęśliwymi rodzicami było dość bolesne.
A teraz mówi, że nie ma sił do dalszej walki, nie wie już, czego się
chwycić, żeby te siły odzyskać, ma żal do Boga.

Dajcie jakąś dobrą radę - co robić, jak jej pomóc, jak pocieszyć? Tak bym
chciała móc coś zrobić...
Poza tym musialam się wygadać, bo mnie to przybiło.
gemma
Obserwuj wątek
    • koleandra Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 12:54
      Nie wiem czy o tym rozmawiałyscie ale przecież w ostateczności dziecko mozna
      zaadoptować. Ja wiem, ze to nie jest to samo co miec własne ale też się je
      bardzo mocno kocha no i traktuje tak jak własne.
      Może palnęłam głupotę... ale jesli nie może zajść w ciążę a na in vitro ich nie
      stac to tylko to pozostaje...
      • ewaand Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:05
        Ludzie reagują różnie, ale mnie zależnie od nastoju doprowadzały do furii lub
        do łez rady na temat adopcji. Nam na szczęście się udało, mamy synka, ale
        myślę,że na myślenie o adopcji (a zwłaszcza jej doradzanie)może być jeszcze za
        wcześnie. Ważne jest to, że jestes gotowa wysłuchać, ale masz rację ty możesz
        się dla niej okazać nie najlepszym słuchaczem w tej sytuacji.
        życzę dużo cierpliwości i pozdrawiam
        Ewa
    • 197575a Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:05
      Zupełnie nie wiem , jak pocieszyć , ale znam ten ból. Moja siostra straciła
      dziecko po porodzie, jej synek żył zaledwie kilkanaście dni. To , co przeżyli
      ona i mój szwagier było bólem nie do zniesienia, ja tego wówczas nie
      rozumiałam , bo nie byłam jeszcze wtedy mamą. Kilka lat później adoptowali
      dziewczynkę (starali się o nią od początku), zamieszkała z nimi , kiedy
      skończyła roczek. Potem ponownie siostra próbowała zajść w ciążę i poroniła w
      trzecim miesiącu.
      Sądzę, że to bardzo wielka tragedia i ogromny ból. Mojej siostrze pomogła
      adopcja, myślę że chociaż trochę przestała obwiniać siebie o to , co się stało,
      a mała M stała się częścią ich życia, bardzo ją kochają i nie wyobrażają sobie
      życia bez niej. To jest jakies wyjście , ale trzeba dobrze to przemyśleć , być
      pewnym ,że chce się tego i musi to być decyzja ich obojga.
      Podobny problem ma teraz moja znajoma, jest w trakcie leczenia , ja mam
      nadzieję,że jej się uda, bo widzę ,że coraz rzadziej się spotykamy i chociaż
      nigdy nie dała mi poznać po sobie, to bardzo trudne są dla niej te spotkania
      (mamy 13 miesięczą córkę).
      Ile kosztuje takie zapłodnienie in vitro?
      Należy ją pocieszyć szukając odpowiedniego rozwiązania , próbować wskazywać
      jakąś drogę. To przecież nie Twoja wina, że spotkało ją takie nieszczęście.
      Należy jej dać wsparcie i szukać jakiegoś rozwiązania.

    • melka_x Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:06
      Gemmo ja myślę, że to bardzo podobna sytuacja do tej gdy mamy kogoś w otoczeniu
      w żałobie. W jakimś sensie Twoja przyjaciółka jest zresztą w żałobie, bo
      właśnie żegna się z marzeniami i planami. Moim zdaniem nie możesz jej
      pocieszyć, może nawet się okazać, że wszelkie pocieszenia będą ją tylko
      drażniły. Nie sądzę, że mówienie jej teraz o adopcji jest dobrym pomysłem. Z
      jakiś czas możesz ją o tym zapytać, ale teraz... ona przeiceż na pewno
      doskonale sobie zdaje sprawę, że istnieje taka możliwość, ale do takich decyzji
      trzeba dojrzeć, na razie pewnie jest zrozpaczona i niepogodzona z myślą, że
      najprawdopodobniej nie będzie mieć biologicznych dzieci. Co możesz więc zrobić?
      Być z nią, słuchać, słuchać, słuchać - jeśli będzie chciała mówić, lub razem z
      nią milczeć. Przypominać jej, że jesteś, że może na Ciebie liczyć, gdy będzie
      chciała komuś pochlipać w rękaw lub w słuchawkę. Jeśli to tylko możliwe spróbuj
      ją odwiedzić kiedyś bez dzieci. Wydaje się, że świadomość, że obok jest ktoś
      życzliwy, cierpliwy, kto może wysłuchać to niewiele, ale z własnego
      doświadczenia - to bardzo dużo.
    • iwles Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:09
      Nie znam się na medycynie, ale miałam koleżanke też z niedrożnymi jajowodami.
      Leczyła sie w Łodzi w Centrum Matki Polki. Udało się jeden udrożnić i to
      wystarczyło, żeby teraz miała dwoje dzieci. Nie znam szczegółowo przebiegu jej
      leczenia ani badań, lekarze też dawali nikłe szanse, ale jednak dawali...
      Wejdź może na forum "Niepłodność" - tam może znajdziesz odpowiedź na swoje
      pytania.....
      • lucasa Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 14:12
        ja sie podpisuje pod postem iwles,
        w rodzinie mojej bratowej byla tez sytuacja, ze dziewczyna miala niedrozne
        jajowody, specjalisci orzekli, ze juz nic nie da sie zrobic, a jednak ona nadal
        probowala, i jeden z ginekologow jej pomogl.

        przy calym pocieszaniu chyba tez warto jeszcze podtrzymywac nadzieje - bo
        przeciez nigdy nie wiadomo...

        takie dobre rady daly Ci tutaj juz mamy,
        ja od siebie chcialam dodac, ze nie jest chyba najlepszym pomyslem
        przypominanie o adopcji - bo pewnie oni sami o tym wiedza. moja najlepsza
        przyjaciolka od wielu lat stara sie o dzidziusia, i choc szanse sa naprawde
        bardzo bardzo male, oni ciagle probuja i nie staraja sie o adopcje. na razie.

        ja ze swojej strony moge wysluchac. i tylko tyle. i az tyle. a powiedziec to za
        duzo nie mozna. bo ja tez, jak tu jedna z mam napisala, przechodzilam fizyczny
        bol-pragnienie kolejnego dziecka. i wiem, ze zadne racjonalne argumenty na nic
        sie tu nie zdadza.

        staram sie tez w rozmowie z przyjaciolka nie przeginac z potocznymi
        wyrazeniami "ale jestem skonana" "ale mam dosc", bo wiem, ze ona za takie
        skonanie od placzu dziecka wszystko by oddala...

        wiec badz przy niej. i tez podtrzymuj nadzieje. nie za wszelka cene. i nie tak
        wbrew wszystkiemu - ale niech probuje. choc pewnie chodzenie po lekarzach i
        kazda nowa nadzieja jest wykonczajaca, ale nigdy nie wiadomo. ja wierze.

        A
    • melka_x Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:10
      I jeszcze jedno - zastanów się, czy nie warto jej powiedzieć, że czujesz się
      bezradna. Powiedz zwyczajnie "tak bardzo chciałabym ci pomóc i nie wiem jak.
      Nie wiem czy pytać cię o szczegóły, czy milczeć i czekać aż sama coś powiesz.
      Nie wiem czy potrzebujesz teraz samotności, czy towarzystwa". Też z własnego
      doświadczenia - to bardzo ułatwia kontakty obu stronom.
    • madelaine6 Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:10
      Gemmo,mam identyczny problem...Moja przyjaciolka
      miala laparoskopie wskutek ciazy pozamacicznej...
      Staraja sie o dziecko rok,od laparoskopii minelo
      7 miesiecy i nic.Jest zalamana.
      A ja razem z nia...Bo tak jak Ty nie umiem pomoc.
      I tez nie wiem co mam mowic,ciagle sie modle i mam
      nadzieje....
    • kasiacs Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:24
      a ile kosztuje zaplodnienie invitro? Jakiego rzedu jest to kwota? Moze nalezy
      sprobowac jakiejs metody zebrania pieniedzy dla niej. Nie wiem jakie sa
      przeciwskazania moralne, ale jesli je byscie rozwiazaly to pieniadze zawsze
      mozna jakos zdobyc.
      Pozdrawiam
      K.
    • edzio_grubas Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 13:59
      Witaj Gemmo. Najpierw powiedz swojej przyjaciolce, ze niedroznosc jajowodow nie
      jest wyrokiem. Prawda jest, ze w takim przypadku lekarze proponuja jednak
      zaplodnienie pozaustrojowe, ale jest szansa na udroznienie jajowodow. Rozne sa
      metody:
      - uwolnienie zrostow
      - wyciecie przeszkody w jajowodzie i zespolenie obu koncow
      - wszczepienie jajowodu do macicy

      Co prawda wyniki nie sa zadawalajace (okolo 15% przywroconej plodnosci) ale
      zawsze warto sprobowac.
      A tak jak mowily moje przedmowczynie uwazam, ze adopcja jest czyms wspanialym,
      zarowno dla rodzicow jak i dla dziecka. Moze wez kolezanke ze soba do domu
      dziecka i niech sama zobaczy ile dzieciaczkow czeka na rodzicow. Madrzy rodzice
      dziecka adoptowanego sa niekiedy lepsi, niz biologiczni rodzice. Moi znajomi
      adoptowali rodzenstwo (dziewuszke i chlopczyka) i sa najszczesliwsi na swiece.
      Mam nadzieje, ze jakakolwiek decyzje Twoja znajoma podejmie, nie bedzie jej
      zalowac.

      PS. Zaplodnienie in vitro jest drogie (okolo kilku tysiecy) i rowniez niezawsze
      skuteczne.
      • natder Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 14:54
        Przede wsztystkim daj jej odczuć, że jesteś blisko i że o niej myślisz. Że jesteś gotowa wysłuchać w każdej chwili i służysz rękawem jeśli zechce się wypłakać - może wyślij sms-a???
        I oczywiście daj namiary na forum "Niepłodność" - tam jest wiele kobiet mających podobne problemy, na pewno znajdzie tam wsparcie i wiele informacji.
    • triss_merigold6 Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 15:09
      Wysłuchaj, przytul i nie mów o swoich dzieciach. Może wskaż forum o
      niepłodności gdzie znajdzie dziewczyny w podobnej sytuacji?
      Nie sugeruj adopcji. Kretyński pomysł. Przecież Twoja przyjaciółka leczyła się
      i przechodziła badania po to żeby mieć własne dziecko. Biologicznie własne,
      takie które ma geny jej i jej partnera. Na myśl o adopcji przyjdzie czas albo
      nie.
      Powiem szczerze, że gdybym nie mogła mieć własnych dzieci to i tak wykluczam
      adopcję.
      • ewaand Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 15:13
        triss_merigold6 napisała:

        > Wysłuchaj, przytul i nie mów o swoich dzieciach. Może wskaż forum o
        > niepłodności gdzie znajdzie dziewczyny w podobnej sytuacji?
        > Nie sugeruj adopcji. Kretyński pomysł. Przecież Twoja przyjaciółka leczyła
        się
        > i przechodziła badania po to żeby mieć własne dziecko. Biologicznie własne,
        > takie które ma geny jej i jej partnera. Na myśl o adopcji przyjdzie czas albo
        > nie.
        > Powiem szczerze, że gdybym nie mogła mieć własnych dzieci to i tak wykluczam
        > adopcję.
        Zgadzam się z tobą miałam ochotę zamordować koleżankę z dwójką dzieci, która,
        notabene na początku moich korowodów z leczeniem, doradzała mi wizytę w ośrodku
        adopcyjnym.
        • triss_merigold6 Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 15:20
          Może po prostu niektóre kobiety, będąc już szczęśliwymi matkami nie potrafią
          przyjąć do wiadomości, że ktoś może nie chcieć cudzego dziecka. Chce własne.
          Własne, noszone w brzuchu, urodzone, mające oczy męża, nos babci, temperament
          po matce a np. zdolności muzyczne po dziadku. Kobietę, która od lat leczy się
          na niepłodność (zamiast odpuścić po kilku nieudanych próbach) guzik obchodzi,
          że "tyle dzieci czeka na dom". Trudno. Sorry ale zamiast zbawiać świat dla niej
          jest ważniejsze jej życie, przyszłość i wymarzone dziecko. Adoptowane to nie to
          samo.
          Trzeba qrde nie mieć wyobraźni.
        • sowa_hu_hu Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 19:08
          zgadzam sie z ta adopcją... teraz taka propozycja nie jest najlepszym
          pomysłem... tak jak napisałam wyzej - to przyjdzie z czasem - albo i nie...
          ja rozumiem ze kobieta chce mieć właśne dziecko - noszone pod sercem 9 mies -
          tego nie da sie niczym zastąpić...
          adopcja to z pewnością wspaniała :rzecz" ale moze nie każdy potrafi...
    • sowa_hu_hu Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 19:02
      przykre to strasznie... choć ja w takiej sytuacji nie moge zrozumieć tak
      zwanych kwestii moralnych jesli chodzi o in vitro - jesli tak bardzo chca mieć
      dziecko to czemu nie spróbować (chociaz pisałaś tez o kwesti finansowej - to
      już rozumiem sad
      nie wiem co ci powiedzieć - pewnie sama nie wiedziałabym co mówić...
      no ale skoro sytuacja wygląda tak ja mówisz to faktycznie albo in vitro albo
      adopcja - myśle że koleżanka po pewnym czasie sama zacznie rozważać takie
      kwestie... kiedy ból będzie nieco mniejszy... kiedy zacznie sie z
      tym "godzić"...
      jedyne co możez zrobić to dużo z nią rozmawiać - słuchać...
      przykre to bardzo sad

      ściskam
    • fiszerowa Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 19:35
      Mialam 21 lat. Zwykle zapalenie przydatkow leczone przez konowala z tytulem
      profesorskim skonczylo sie niemal kastracja... Mam macice i jeden jajnik.
      Przezylam szok. Jeszcze w szpitalu odwiedzila mnie ciotka. Spokojnie podczas
      przywitania zapytala: "To co, slyszalam, ze jestes matka nowej generacji i
      bedziesz miala dziecko z probowki?". Ona juz tego nie pamieta. A ja to zdanie
      powtarzalam sobie jak mantre przez ponad 10 lat. No i sprawdzilo sie jestem
      matka nowej generacji - dwa lata temu zostalam mama dziecka poczetego metoda in
      vito ICSI (mikromanipulacja).
      Nie wiem jak pocieszyc Twoja przyjaciolke. Ale wiem, ze po pierwszym szoku i
      zalamaniu przyjdzie znow potrzeba walki. W jaki sposob, to juz zdecyduje Twoja
      przyjaciolka z mezem.
      Na teraz najlepsza propozycje ma Melka. Powiedz jej po prostu jak bardzo Ci
      przykro i ze jestes przy niej. Daj jej sie wyplakac i wspieraj we wszytkim.
      Ja po operacji od poczatku wiedzialam, ze bede miala in vitro. Bylo to dla mnie
      najnormalniejsze w swiecie. Wszyscy o tym wiedzieli i dzieki temu nie narazalam
      sie na glupie uwagi jakis pociotkow na temat potomstwa.
      Znam rodzine, ktora niemal natychmiast po "wyroku" lekarzy zlozyla papiery o
      adopcje, bo dziewczyna stwiedzila ze nie jest w stanie przechodzic przez in
      vitro.
      Poznalam rekordzistke, ktora dopiero kilkunastym nieudanym in vitro zdecydowala
      sie na adopcje.
      Mam niestety tez kolezanke, ktora ze wzgledu na przekonania i wiare (glownie
      meza) nie zdecydowala sie ani na in vitro ani na adopcje a swoja walke o
      dziecko zakonczyla na inseminacjach.
      Kazda historia jest inna, bo tez kazda rodzina inaczej przezywa swoja chorobe.
      To co dla mnie jest norma dla kogos moze byc nie do przyjecia.
      Teraz mozesz przy nie byc. Niby tylko ale tez az. Bo moze sie okazac, ze jej
      najblizsi beda sie bali z nia o tym rozmawiac. Tak jak napisala Melka - to jest
      moment zaloby. A nie kazdy umie to zrozumiec i sie w tym odnalezc.
      Twoja przyjaciolka w ktoryms momencie powie Ci sama jak chca walczyc. I wtedy
      wspieraj ja z calych sil. A na razie sluchaj.

      No coz nie pomoglam za wiele
      pytaj, jesli tylko bede mogla chetnie odpowiem
      temat nieplodnosci jest mi bliski i zawsze bardzo mnie porusza...

      pozdrawiam
      Fiszerowa
    • lika_26 Re: Jak Ją pocieszyć? 12.10.04, 21:21
      Gemma...
      przedewszystkim tłumacz jej,ze nie wolno tracić nadziei,że nie wolno się
      załamywać,poddawać,że trzeba próbować.Jest wielu specjalistów,do których warto
      się udać,co jakiś czas pojawiają sie nowe leki,nowe metody.
      Znam kobiety,które były w podobnej,beznadziejnej sytuacji,bez szans na
      macierzyństwo,ale nie poddały się,walczyły i po kilku latach udawało im się
      szczęsliwie urodzić.
      Trzymam kciuki i pozdrawiam
    • gemma.v Re: Jak Ją pocieszyć? - dziękuję 12.10.04, 21:33
      Wielkie dzięki za wszystkie przemyślenia i rady.
      Co do adopcji - nie miałam nawet zamiaru Jej o tym mówić, zgadzam się z głosem
      Triss i kilkoma podobnymi, że to nie na miejscu - zwłaszcza teraz, na samym
      początku. Do adopcji trzeba dojrzeć samemu, uważam że nie każdego na to stać,
      a nie można adopcji tak upraszczać: "nie możesz mieć wlasnego dziecka, weź
      inne zamiast".
      Natomiast zastanowiło mnie kilka postów na temat omylności (jednak) lekarzy i
      ich diagnoz w stylu "jest tak źle, że żadne leczenie nie ma sensu". Lekarz też
      człowiek, może się pomylic. Poza tym, jak pisze Edzio, można jednak próbować
      leczyć (chociaż Jej powiedzieli wyraźnie - żadnych szans). Ale nie wiem, czy
      mam prawo próbować jej uświadamiać, że lekarz mógł nie mieć racji, że może
      znajdzie się jakis specjalista, któremu uda się udrożnić jajowód. Ona mówi, że
      nie ma już sił do walki - czy mam prawo łudzić ją, tak trochę na siłę dawać
      nadzieję? czy może od razu przyjąć scenariusz in vitro i szukac informacji na
      ten temat..
      Heh, trudne to. Rację ma Melka pisząc, że dla mojej przyjaciółki to jakby
      żałoba. Też mam takie wrażenie, jakby Jej ktoś umarł, a ja siedzę tu bezsilna,
      w nadziei, że to się okaże nieprawdą...
      Na razie mam zamiar razem z Nią przeczekac ten pierwszy okres buntu, żalu, a
      potem ewentualnie zabrać się za konkrety - podsunąć Jej adres jakiegoś
      ginekologa-cudotwórcy? a może dowiedzieć się czegoś o in vitro - gdzie i za
      ile? Heh, nie wiem, pewnie to będzie zależało od Jej "kondycji".
      Bardzo Wam dziękuję jeszcze raz.
      Fiszerowa, w razie czego pozwolę sobie do Ciebie napisać. Pewnie to nie
      nastąpi lada dzień, ale za jakiś czas. Dziekuję Ci za propozycję pomocy.
      POzdrawiam serdecznie
      gemma
    • i2h2 Gemmo... 13.10.04, 20:47
      ... daj jej do przeczytania ten post, który tu napisałaś albo powiedz jej to,
      co tu napisałaś. Jesteś wspaniałą przyjaciółką smile
      • pesteczka5 Re: Gemmo... 13.10.04, 22:05
        Czytałam kiedyś chyba w Zwierciadle artykuł Eichelbergera (czy też rozmowę z
        nim) na temat niepłodności. Bardzo głęboko wnikał w przyczyny naszych reakcji
        na ten problem. Szkoda, ze nie mogę go znaleźć, zapamiętałam, że warto dotrzeć
        do źródła naszej rozpaczy. Dlaczego tak cierpię? Dlatego, ze nie mogę mieć
        dziecka? Być w ciąży? Ukoronować dzieckiem miłości do partnera? A może mam
        świadomość ułomności? Swojego "wybrakowania"? Nie mogę znieść, ze czegoś nie
        mogę? Zaplanowałam, wszystko mi się w życiu udaje, a tu ściana? Boję się , że
        ludzie uznają mnie za mało wartościową kobietę?

        Eichelberger mówi, że nie każdemu dane jest rodzicielstwo. Ale też nie każdemu
        jest potrzebne, wbrew potocznemu mniemaniu. Jeden chce zaspokoić swoje dążenia
        do nieśmiertelności i adopcja mu nie pomoże, drugiemu syndrom pustych ramion
        każe przytulić cały świat i temu adopcja da spełnienie, jeszcze inny odkryje,
        że właściwie - dotarłszy do dna swoich uczuć i pierwotnych przyczyn i potrzeb -
        stwierdzi, ze dobrze mu w głębokim zwiazku z partnerem. Jeszcze ktoś może
        chcieć się zrealzować w zawodzie, pasji, politycesmile
        On użył stwierdzenia, że może czasem uparcie walczymy z naturą ze źle pojętej
        miłości własnej, pogodzenie się dałoby więcej szcześcia niż walka na oślep...
        Czasem można się przez przyjęcie ograniczeń rozwinąć, zrealizować. Także.

        Zanim zdecyduje się na in vitro - lub na szukanie potwierdzeń diagnozy -
        powinna dokładnie wiedzieć, co czuje.

        Myślęjednak, ze kwestia jest tak delikatna, że nic z tego, co napisałam, nie
        nadaje się do powiedzenia tej dziewczynie - teraz. Jedyne, co możesz, to
        słuchając, pomóc jej rozpatrzeć się w jej własnych uczuciach i zdecydować,
        czego chce. I nie popaść w rozpacz - Twoja akceptująca i wspierajaca obecność
        jej w tym pomoże.


        P.S. Pamiętam, że kiedy poroniłam, pewnej nocy przyjechała do mnie koleżanka -
        matka dwojga dzieci - i słuchała moich żalów, płakała ze mną. Prawie w ogóle
        nie mówiła sama. Od tamtej rozmowy było już lepiej...

        A potem, po pięciu latach starań, urodziłam dwoje dzieci - jedno po drugim.
        Łatwo się domyślić, że mam za sobą wiele uczciwych rozmów z sobą samą. Choć to
        niepopularne, co napisałam - każdy po prostu musi znaleźć swoją drogę.
    • bea.bea Re: Jak Ją pocieszyć? 13.10.04, 22:18
      Zabieram się do napisania tego postu od paru dni, bo ciagle jakos nie mam
      czasu, by zrobic to porzadnie...
      wiec...
      po pierwsze : jest takie powiedzenie nie spisujmy niczego na straty cuda
      zdażaja się nie raz!!!
      i takim cudem jest dziewczyna która poznałam w szkole rosdzenia, a obecnie moja
      koleżanka, która ma wspaniałego synka ! 15 miesięcy) a która według wszystkich
      znaków na ziemi i niebie nie powinna byc matką

      nie znam sie na medycynie , ale ona leczyła sie na bezpłodność, w wyniku błędu
      lekarskiego ( jakis leków) zapchały jej sie jajowody...
      jeździła do w-wy aby je przepchnąc i tam stwierdzono , ze nie ma na ich
      drozność żadnych szans...jest pielęgniarką więc wiedziała , że to koniec...

      jedyną mozliwościa zajścia w ciąze było sztuczne zapłodnienie, ale to potworny
      koszt....
      postanowili jednak spróbować...
      mąz załatwił sobie kontrakt za granicą by zarobic na zabieg...

      ona dawno przestała zaznaczać terminy miesiączki w kalendarzu...

      i kiedy miał mąż wyjeżdzać, ona źle sie poczuła....mdłości, osłabienie...
      coś ją tknęło....zrobiła test....

      płakali razem w garażu cały dzień...

      ....dzis są rodzicami wspaniałego chłopaka....
      czego serdecznie, życzę twojej koleżance smile)))
      • gusia29 Re: Jak Ją pocieszyć? 14.10.04, 05:21
        Doskonale Cie rozumiem. Tez sie nam tak niestety zdazylo z moja best best
        przyjaciolka. Obie zaszlysmy w ciaze (ja po jednym poronieniu, ona bez takowej
        historii) i poronila. Bylo mi tak bardzo przykro, nie bylam w stanie w pelni
        cieszyc sie szoja ciaza wiedzac jak badzo cierpi. Tez musiala biedula przejsc
        laparoskopie, kilka dni temu miala operacje zniwelowania zrostow. Wszystko
        poszlo pieknie, trzymam za nia kciuki. Tez niebardzo wiem jak jej moge pomoc,
        ale myslami jestem przy niej. Troche omijamy ten temat, wychodze z zalozenia,
        ze jak bedzie miala ochote pogadac to sama zacznie. Czasami delikatnie
        poruszam ten temat i jak chce to go rozkrecamy, a jak nie ma na to ochoty, to
        zostawiam ja w spokoju. Tak bardzo chcialabym, zeby urodzila zdrowego
        dzieciaczka. Wszystkie moje urodzinowe i spadajacych gwiazdek zyczenia
        przeznaczam po cichu wlasnie na to.
        Mam nadzieje, ze i Twojej kolezance sie uda.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka