No cóż, zacznę od tego, że miałam nadzieję na "bliższą" relację z księdzem z "mojej" parafii. Nie, nie, to nie o sex chodzi

Od ponad roku zmagam się z różnymi tzw. stanami depresyjnymi, raz jest lepiej, raz gorzej, wiadomo. Od niedawna wiem, że on zajmuje się zbiórką różnych rzeczy dla potrzebujących, starszych ludzi i dzieci. Postanowiłam pozbyć się nadmiaru zbędnych rzeczy, znalazłam nr, konto na fb i uzgodniliśmy, że on ode mnie te rzeczy zabierze. I ok, wszystko fajnie... Ale... Kiedy napisałam mu, że dziś nie mogę mu dostarczyć tych rzeczy, bo ogólnie źle się czuję i jestem w kiepskim stanie, odpisał mi tylko, że pamięta o naszej wcześniejszej rozmowie nt rzeczy i że odbierze jak już wszystko skompletuję... Poza tym, taki zwykły sms jakby nic się nie stało... Dlaczego o tym piszę, otóż wiem od wielu osób, że jest bardzo dobrym człowiekiem, elokwentnym, taka odpowiednia osoba z tzw. powołaniem. Zawsze uśmiechnięty przy powitaniu. Przyznam, że miałam nadzieję na choćby chwilę rozmowy z nim, że wspomni o tym, że jakby coś to porozmawiamy... Tak, on wie, że jestem niewierząca....