Dodaj do ulubionych

Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dziećmi

09.07.18, 13:36
W wątku o najgorszych wakacjach pojawił się temat z przeszłości, gdy dzieci wysyłało się w ciemno na różne kolonie/obozy. Dzieciak lądował w wieloosobowej sali z przypadkowymi dziećmi, często z patologii.

Sięgnąłem pamięcią i ja sam też kojarzę takie przeżycia. Standardowo dokładano dzieci z biedula, ale największy szok miałem gdy pojechałem na kolonie z zakładu pracy znajomego mojej matki. Była tam młodzież gdzieś z południa Polski, ćpająca, prowadząca obfite życie erotyczne i posługująca się niewyszukanym słownictwem. Włożyli mnie delikatnego chłopaczka do kilkunastoosobowej sali z "młodym wojskiem". Jakoś przeżyłem i nie byłem falowany, ale to było ekstremalne przeżycie.

To zadziwiające ile niewyobrażalnych dzisiaj rzeczy , człowiek był w stanie przeżyć za młodu.
Obserwuj wątek
    • loola_kr Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:43
      ja jeździłam co roku na takie kolonie i nigdy nie trafiłam na takie towarzystwo jakie opisujesz.
    • milamala Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:43
      A co musialy przezyc te dzieci z "bidula". Dla nich takie ekstrema trwaly cale zycie a nie tylko 2 tygodnie wakacji.
      A co owczesnych kolonii, to sie zgadzam, dlatego nigdy na nich nie bylam. Stanowczo odmawialam wyjazdow, z obcymi, w duzych salach, bez intymnosci, higieny itp. Nigdy nie zalowalam, ze nie bylam na takich koloniach, wolalam siedziec w domu, opalac sie, czytac ksiazki i robic co chce, chodzic wlasnymi sciezkami.
      • riki_i Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:11
        milamala napisała:

        > A co musialy przezyc te dzieci z "bidula".

        Dzieci z biedula nie były najgorsze. Dawali nam je pojedynczo, albo po 2-3 osoby na turnus. Z jednym chłopakiem nawet się zaprzyjaźniłem. Sensowny był, acz mocno poorany psychicznie.
        • yuka12 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 22:18
          Na moich koloniach chlopak z domu dziecka byl najbardziej lubianym i szanowanym przez inne dzieci. Wiec jak niektorzy wychowawcy mieli do niego waty (nie raz i bardzo obcesowo) reszta uczestnikow stawala za nim murem smile.
    • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:45
      Taaa... zwykle jeździłam na kolonie z pracy ojca, nie zawsze udane, ale przynajmniej nie było patolstwa. Brak znajomych był oczywisty, karty na konkretne turnusy kolonijne były dostępne dla pracowników resortu z całego kraju. Ryzyko, że skarga na bachora wpłynie do miejsca pracy tatusia, działało chyba dość trzeźwiąco na nastolatków. Potwornym minusem ww. kolonii i obozów było wyżywienie, intendentura i cały personel musiał kraść na potęgę.

      Kolonie i zimowiska od matki - warszawska mega spółdzielna - to był hard core, mimo że teoretycznie nawet w atrakcyjnych miejscówkach, ale wyjeżdżały też dzieci pracowników fizycznych, na jednym z wyjazdów był chłopak po poprawczaku, jeździły jakieś dziewuchy z Pragi, które w wieku lat 16 już znały życie etc. Dla mnie dość szokujące towarzystwo, nie powiem.
      • danaide Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:30
        No przeca na Ciebie ematki wołają, żeś z Pragi - to jakie to dla Ciebie szokujące towarzystwo?

        Osobiście jeździłam albo na kolonie nauczycielskie (nudy, nie to co u Was!), albo obozy sportowe (gdzie i tak się znałyśmy, a że sportowe, to znów słabo z patologią), a hitem były obozy katolicko-opozycyjne (z jaraniem się gdy milicja stawała u płota, śpiewaniem opozycyjnych piosenek o SB czy oglądaniem Przesłuchania z Jandą; co prawda omal się nie utopiłam i odrzuciłam zaloty namolnego trzydziestolatka hasłem: z łapami to co pod kościół, skutkiem czego miałam potem straszne wyrzuty sumienia; ale per saldo mam miłe wspomnienia).
        • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 19:40
          Bo wiele ematek jest z prowincji i nie rozumie jakie były różnice kulturowe między dziećmi/młodzieżą z nowych osiedli mieszkaniowych, ich rówieśnikami ze stołecznego trójkąta bermudzkiego. To jakbyś zestawila normalne dzieci z tymi, dla których kontakt z opieką społeczną i kuratorem był czymś zwyczajnym.
        • princy-mincy Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 08:00
          Ja też jeździłam na kolonie/ obozy z oświaty, moja mama do połowy lat 90 (czyli do końca mojej podstawówki) pracowała jako nauczyciel. Niby jechało się z obcymi dziećmi, ale prawda była taka, że zawsze kogoś znajomego się tam miało. Bywało tak, że i nawet 30% dzieciaków. Wszystkie dzieci to były dzieci nauczycieli, patologii nie było, owszem zdarzał się ktoś bardziej rozrywkowy, ale w granicach.
    • little_fish Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:49
      Miałam szczęście. Jeździłam na obozy ze szkoły. Ze znanymi ludźmi i opiekunami. Bo chciałam, a nie dlatego że musiałam. Nikt mnie siłą nie wypychał. Do dzisiaj wspominam z sentymentem.
    • leanne_paul_piper Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:50
      Olaboga. Jeździłam na kolonie, obozy harcerskie, do prewentorium nawet i to wszystko z obcymi. A mogłam nudzić się całe wakacje na trzepaku z miejscową patologią. Zawsze będę wdzięczna mojej mamie, że nie zaszczepila mi bzdurnych lęków. I że dzięki wyjazdom mam masę wspomnień. I pewnie dlatego jestem otwartym, ciekawym świata człowiekiem.
      • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:53
        najbardziej ciekawym świata człowiekiem, jakiego znam, jest koleś który nigdy nigdzie nie był. Dopiero w dorosłym życiu zaczął sam jeździć gdzie się da i nie może przestać. Także taką teoria o kant d..... rozbić
        • lady-z-gaga Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:58
          big_grin
      • gryfna-frelka Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:25
        Prewentorium w Kowancu moze?
        • leanne_paul_piper Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 19:01
          Taksmile. W Kowańcu parę razy nawet. Do tego w Rabce.
        • leanne_paul_piper Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 19:01
          Taksmile. W Kowańcu parę razy nawet. Do tego w Rabce.
          • gryfna-frelka Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 19:31
            Ooo, w Rabce tez bylam ale w sanatorium. Czy Ty tez jestes dzieckiem osoby pracujacej w PKP?
            • leanne_paul_piper Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 19:51
              Heh, tatuś całe życie pracował na kolei.
              A jeszcze było takie prewentorium w okolicach Jeleniej Góry.
              No i nie mów, że na kolonie do Czaplinka też jeździłaśwink.
    • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:51
      Dlatego zrezygnowałam z językowych kolonii mojego dziecka nad Bałtykiem, 90 sztuk dzieci w jednym ośrodku, kilka osób w jednym pokoju, i jeszcze cena komercyjna - za tyle samo można np polecieć do Grecji na all inclusive, dziękuję bardzo za takie kolonie.
      • asmarabis [...] 09.07.18, 13:57
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • szalona-matematyczka Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:49
          I pewnie jeszcze bidetu biedne dzieci nie mialy.😱
          • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 16:02
            No sorry, to nie są kolonie z Caritasu, ja płacić nie będę jak za mokre zboże, za komercyjne kolonie w ścisku, upchanie dzieci jak najwięcej po pokojach, tylko dlatego, żeby prywatny organizator kolonii mógł zarobić kilkadziesiąt tysięcy w 2 tygodnie i potem z żoną i własnymi dziećmi poleci sobie na Malediwy, czy gdzieś tam. Umiem liczyć i wiem za co płacę, nie mam konieczności pozbywania się dziecka na dwa tygodnie, bo mogę sobie pozwolić na urlop kiedy mi pasuje. W tej cenie moja córka będzie miała wyjazd za granicę z własnymi rodzicami i międzynarodowe otoczenie, gdzie można ćwiczyć języki.
            • marusia.00 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 01:44
              I będzie obsługiwana przez mamusię, trzęsącą się o wygodę córuni.
              Samodzielności dziecka nie przeliczaj na pieniądze. Przy rodzicach, dziecko się samodzielności nie nauczy i nie nabierze odporności. Kolejna sprawa, ze wakacje z rodzicami trwają zazwyczaj 2 tyg., co stoi na przeszkodzie na kolejne 2 tyg wysłać dziecko na obóz?
              • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 11:28
                Każdy, każdziuteńki kiedyś się nauczy samodzielności. Życie uczy samodzielności a nie kolonie.
            • memphis90 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 11:20
              Jak się płaci za mokre zboże?
              • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 11:26
                Za mokre zboże płaci się za dużo. Bo mokre, suche waży mniej.
    • miniulowa Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:54
      Jeździłam na kolonie od 8 do 15 roku życia (lata 80-te). Kolonie trwały 3 tygodnie, sale były zawsze wieloosobowe, najczęściej mieszkaliśmy w szkołach, ewentualnie wielkich ośrodkach należących do jakiegoś zakładu pracy. Na kolonii było circa about 300-400 dzieciaków z całej Polski.
      Nigdy nie doświadczyłam żadnych ekstremalnych przeżyć, zawsze świetnie się bawiłam.
      • hosta_73 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 06:43
        Byłam na takiej kolonii jak piszesz cale 3 razy. Nad morzem. Miałam 7,8 i 9 lat i zawsze byłam w najmłodszej grupie. Nie bylo dzieci z bidula ani patologii. Braku higieny również (jak ktos wyżej zarzucił). Brak higieny to praktykuje moje dziecko na kolonii, 5 osób w pokoju z łazienką i sa problemy żeby sie umyć!
        Na "moich"koloniach bylo fajnie 😊
    • anilka Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:56
      Pamiętam takie kolonie. O zgrozo trwały aż 3 tygodnie. Ginęły rzeczy( zginęły mi z walizki pamiątki które sobie kupiłam) i pieniądze. Wieczorami była totalna samowolka, wychowawcy imprezowali w jakiejś świetlicy, albo się jakoś dzielili dyżurami i szli na miasto, jeśli już komuś otwarli drzwi, to kazali mu iść spać i tyle dzieciak wskórał. Wychowawczynie miały może po 19 lat. Wielkie sale, tzn ok 6 - 8 osobowe, byłam po 4 klasie podstawówki i mieszkałam z romansującymi 14 latkami, jeszcze jedna dziewczynka w moim wieku była siostrą tych starszych i trzymała się z nimi. Program dnia to plaża, boisko, a wieczorami obowiązkowe dla wszystkich dyskoteki.
      Niby nie stała mi się jakaś wielka krzywda, ale jakoś nie zachęcam córki do wyjazdu na kolonie, choć teraz pewnie jest inaczej.
      • asmarabis Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:04

        > i tyle dzieciak wskórał. Wychowawczynie miały może po 19 lat. Wielkie sale, t
        > zn ok 6 - 8 osobowe, byłam po 4 byłam po 4 klasie podstawówki i mieszkałam z romansującym
        > i 14 latkami, j


        No co wy z tymi wieloosobowymi salami? A jakie mialy byc w tamtych czasach ?

        I przeciez byly rozne grupy wiekowe jakies maluchy starszaki itp
      • miniulowa Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:17
        "Wielkie sale, tzn ok 6 - 8 osobowe,"

        To były wielkie sale??? Na jednej kolonii (konkretnie na zimowisku) spaliśmy po 15 osób w sali - cała grupa - a wychowawczyni za zasłonką smile
        • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:25
          Na koloniach organizowanych w szkołach mieliśmy sale kilkunastoosobowe, a na obozie w górach nas (młodzież) zakwaterowano w wozach-barakach, w których były piętrowe prycze i metalowe mini szafki. To na obozie harcerskim mój syn ma lepsze warunki, bo w dużych wojskowych namiotach jest po 5-6 osób.
      • riki_i Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:09
        anilka napisała:

        > mieszkałam z romansującym i 14 latkami,

        koledzy patusy z sali czatowali na jedną pannę i we trzech ładowali się do niej pod prysznic

        potem chwalili się, jak to każdemu dała buzi i była przeszczęśliwa z tej "wizyty"

        z panną rozmawiałem potem sam na sam i opowiadała mi jak walnęła "zupę" i "kwas" , a potem poszła na lekcje i inne takie opowieści, które były dla mnie jak relacja z Matplanety
        • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:24
          Cóż, nie zapomnę jak na takim obozie niespełna 15-letnia panienka opowiadała, że ją chłopak czasem bije więc ona go odwetowo zdradza. Tak, chodziło jej o uprawianie seksu, a nie trzymanie za rękę, był rok '89 czy '90.
    • zlababa35 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 13:57
      Dlatego od lat uważam, że fajne są kolonie, gdzie znana jest grupa odniesienia. Czyli np. że szkoły, klubu sportowego, szkółki jeździeckiej itp.
      • slonko1335 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:04
        Niby tak i u nas póki co tez się sprawdza ale najlepsze kolonie na jakich pracowałam jako wychowawca to były kolonie z mopsu właśnie, dzieciaki były cudowne a kolonie doskonale zorganizowane z mnóstwem atrakcji. Najgorsze to szkolne kolonie z dziećmi z Warszawy(kierownikiem była nauczycielka która wyjazd organizowała)-moje ostatnie na jakich byłam i po których powiedziałam, że nigdy więcej, takich roszczeniowych, paskudnych dzieciaków i takiego oszukiwania rodziców i oszczędzania na zdrowiu i życiu dzieci nie widziałam na żadnych innych a przerobiłam ich z 20...
        • zlababa35 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:20
          Moja córka na szkolnych teraz nie narzekała. Ja na takich dla "biednych dzieci" miałam chyba najgorsze przeżycia w całym moim życiu. Nigdy bym nie wysłała dziecka z patologiami.
          • slonko1335 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:26
            Tam były tylko dzieci z najbiedniejszych/patologicznych rodzin z województwa. Nie będę kłamać, że problemów żadnych nie było ale to były najlepsze kolonie na jakich byłam i fantastyczne dzieci, które bardzo doceniały, że mogły się wyrwać na te dwa tygodnie, coś zobaczyć i zjeść do wypęku....a i gmina stanęła na wysokości zadania i naprawdę nie brakowało im niczego.
            • zlababa35 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:32
              No, ja właśnie z takiej kolonii pamiętam szok, że ktoś zagarnia większość jedzenia, je jak z koryta, że dzieciaki były masowo odwszawiane... Co się dowiedziałam o seksie od moich 9-letnich rowiesnic, przy których rodzice chyba pieprz... się jawnie w domach, to moje. Potem jeszcze były gorsze rzeczy. Wiem jedno, nawet będąc w skrajnej biedzie nie poslalabym dziecka w równie "urocze" grono.
            • panterarei Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:06
              Ale Ty byłaś wychowawczynią, to zasadnicza różnica. Ja, dziecko z inteligenckiego domu, ale zaprawione w koloniach, przypadkiem na takie z MOPSu zostałam wysłana raz. Byłam dziwolągiem, który czyta książki i nie gania w wieku 11 lat za chłopakami i do tego mówi poprawnym językiem
              • slonko1335 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 19:00
                oczywiście i tam były tylko "takie " dzieci, ja tylko pisze, ze widziałam od drugiej strony takie przewałki na dzieicach i rodzicach, że głowa mała, nie ma żadnej zasady, że ze szkoły będzie super a na koloniach z dziecmi z domu dziecka tragedia. Moje jeździły(syn wóicł kilka dni temu) z kilkorgiem dzieci z DD na grupę i nigdy żadnych problemów nie było ale dzieci były wyselekcjonowane starannie i stanowiły zdecydowaną mniejszość, na 40 jest ich ok. 3-4 sztuk.
    • ewa_mama_jasia Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:00
      Nie mam takich wspomnień. Kolonie dla mnie były średnio ciekawe, bawiłam się tak sobie, ale to z powodu innych zainteresowań - wolałam się zaszyć w pokoju i czytać książki niż uczestniczyć w rozgrywkach sportowych. Ale kolonie nie były "w ciemno", z pracy rodziców, więc dzieci patologii tam nie było. Natomiast bardzo dobrze wspominam obozy - były tematyczne: harcerski, pierwszej pomocy, pionierski w Czechosłowacji, turystyczny. Te były dobre, coś się działo, poznawało się jakiś dział wiedzy lub kawałek Polski. Te też były z pracy rodziców lub organizacji działającej w danym środowisku. Za to posłałam syna na kolonie zupełnie obcego organizatora, z obcymi dziećmi, najmłodszego na kolonii. Pobyt był udany. Tylko, ze dzisiejsze kolonie są dość drogie, 1,5 - 2,5 tys. za dwa tygodnie lub więcej, więc nie każdego stać, szczególnie jak ma dwoje czy więcej dzieci. A i organizatorzy pilnują porządku, bo im zależy na stałych klientach.
    • asmarabis Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:00
      Akurat kolonie to byla super sprawa w poprzedniej epoce. Co roku gdzies jezdzilam w atrakcyjne miejsce i to kosztowalo jakies symboliczne grosze, kazdy zaklad pracy mial kolonie, nie wiem czemu teraz nie moze tak byc..


      Dzieci z bidula dokladano chyba jak kolonie organizowal bidul bo nie wiem jakim cudem do kolonii innych organzacjia?
      • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:09
        Nie wiem czy super, na pewno dla dzieci, które w innym wypadku nigdzie by nie wyjechały, czy dla dzieci z małych miejscowości (bo mogły zobaczyć morze, albo góry albo pozwiedzać).
        Nie doskwierał mi jakoś brak prywatności i wieloosobowe sale, tylko fatalne, podłe jedzenie, w dodatku wydzielane oszczędnie oraz odrażająca przesłodzona herbata. Personel kradł, prostu. W każdym ośrodku, na każdym turnusie, zaopatrzeniowy również.
        • anilka Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:18
          Mnie też nie chodzi o samą wieloosobową salę, ale o to, że nikogo nie obchodził odpowiedni przydział dzieci do tych sal. Nie wiem co było wyznacznikiem, ale jak już dzieci się poznały na żadne zamiany nie pozwalano. Teraz bym powiedziała że najbardziej dołujące było wielkie wdupiemanie wszystkiego przez dorosłych, może bardziej przebojowe dzieci lepiej to znosiły. Z kradnącym personelem też może być prawda.
          • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:21
            A nie, to ja nie trafiłam na brak podziału wiekowego, a na kolonie, zimowiska i obozy jeździłam czasem nawet 2x roku.
            Wdupiemanie przez dorosłych - jak najbardziej, dziś to niedopuszczalne i organizator miałby spore problemy.
            • ixiq111 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:28
              He, he.
              Byłam w latach 80-tych na koloniach w NRD. Wszyscy, ale to wszyscy dorośli /wychowawcy, pielęgniarka, ratownik itp/, większość czasu spędzali na miejscowym bazarze i zakupach.
              Jak wracaliśmy,to chyba każdy kolonista przewoził w swoim bagażu paczuszkę pani/lub pana wychowawcy.
              • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:34
                Z międzynarodowego obozu w NRD pod koniec lat 80-tych kolega przyniósł opowieści o tym, jak Niemki dawały się macać za znaczki Depeche Mode i ogólnie były bezpruderyjne. tongue_out
                • riki_i Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:06
                  Byłem na koloniach w Polsce w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie była też grupa z NRD. Potwierdzam całkowitą bezpruderyjność. TO jednak był dla nas szok wtedy.
                • arwena_11 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 20:29
                  Moi koledzy byli w raju. I nie chodziło o macanki. Niemki dawały d..., na każdej dyskotece. Krążyły opowieści, która lepsza. Obóz w NRD.
                  Co ciekawe jak do nas przyjeżdżali - to jakoś aż tak jawnie nie było.
              • mikams75 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:38
                tez bylam ale paczuszek nie bylo, za to paietam jak nas w de dobrze karmili w porownaniu z koloniami w pl smile
        • mikams75 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:42
          az dziw, ze cukru ni kradli jak byl na kartki wink
      • kaka-llina Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 17:21
        Mi dokładali dzieci z domu dziecka do kolonii zdrowotnych (skierowanie od lekarza dla dzieci za małych i za chudych) później cała nasza grupę około 50 osób dorzucili do "tarczycy" i tak dzieci z domów dziecka tez były. Gdzieś "po znajomości" moja babcia załatwiła mi kolonie na których było sporo dzieci skierowanych z opieki społecznej (dzieci z okolic Poznania, ja Łodzianka mówiliśmy w sumie w innych jezykach big_grin) Wszystkie kolonie bardzo lubiłam ale ja się łatwo dostosowuje (tak samo jak nie mam zadnych wspomnień na temat "najgorszych wakacji" itd., zawsze cos fajnego w pobycie znalazłam)
        • marusia.00 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 01:58
          Ja mam podobne podejście do życia. Mi się podobało właśnie to, że spotykałam ludzi z różnorodnych środowisk. Że mieszkałam w salach kilkuosobowych. Że wymykalismy się wychowawcom, jedliśmy kanapki z żółtym serem i dżemem (jednocześnie!) big_grin Podobało mi sie to, że wymykam się rodzicom spod skrzydeł, miałam dużą potrzebę niezależności samodzielności. No i umiałam sobie radzić w nowych środowiskach.
    • ixiq111 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:16
      Jeździłam na kolonie organizowane przez zakład pracy ojca.
      Nieznajome dzieci były za pierwszym razem. Potem już prawie wszyscy się znali z kolonii z poprzednich lat.

      Organizator zadbał, na wyraźnie życzenie rodziców, żeby nie doczepiać dzieci z domów dziecka, czy podopiecznych moprów, mapsów, opieki społecznej, czy jak tam się to nazywało.

      Kilka lat wcześniej była sytuacja, gdzie dowieziono takie dzieci. Były kradzieże, konflikty, bójki, alkohol, wszy. (Stara jestem, więc za moich czasów przed zapakowaniem kolonistów do autokaru wszystkim sprawdzano głowy, więc wiadomo było skąd wszawica. Higienistka, która zawsze jeździła, przy oddaniu dzieci powiedziała rodzicom, czego mogą się na głowach pociech spodziewać i co jest źródłem.)
      Nigdy później na tych koloniach nie było dzieci niezwiązanych z zakładem pracy. Sami swoi.
    • olena.s Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:18
      Mnie nie musieli wysłać - rodzina wielopokoleniowa - więc zaczęli w okolicach końca podstawówki. Z tym, że zakłady pracy rodziców były elitarne edukacyjnie, więc żadnego wielkiego hardcore nie było. Jako dziecko patrzyłam na kolonistów ze współczuciem - ja właziłam do wody co pół godziny, oni ze dwa razy na dzień, tylko na gwizdek. My szliśmy rodzinnie w góry, oni nudzili się na szkolnym boisku. W sumie mimo że spedzialiśmy czas w tej samej miejscowości, jakość wakacji była diametralnie różna - a kiedyś się zabawnie złożyło, że koleżanka z klasy była właśnie w tym samym miejscu i czasie, co ja, więc mogłyśmy porównać.

      • yuka12 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 22:28
        Wypisz, wymaluj moje kolonie w Kolobrzegu smile.
    • ertyla Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:20
      Moje dzieci jeżdżą na 10-dniowe obozy z dziećmi, z którymi na co dzień trenują, więc doskonale się znają.
      Obecnie jest to 2-4 osobowy pokój z łazienką przecież.
      Warunki na dzisiejszych drogich koloniach, to przecież całkiem co innego, niż bieda-PRL.
      Z nieznajomymi dziećmi by nawet nie chciały jechać, więc nie ma o czym mówić...
    • sanrio Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:29
      bylam na zimowisku z młodzieżą z pogotwia opiekuńczego i domów dziecka...dramat. Taka miła sytuacja mnie spotkała, kiedy weszłam do łazienki gdzie dziewczyna przekłuwała ucho swej koleżance krawiecką igłą - stanęłam w progu i spytałam "nie boli cię to?". Przekłuwająca dostała jakiegoś amoku, podbiegła do mnie i zdzielila mnie w twarz, ja odbiłam się od framugi i sobie poszłam. Oczywiście nikomu z wychowawców o tym nie powiedziałam, zresztą wychowawcy to kolejny temat. Ja miałam 13 lat a przystawiał się do mnie pan lat 25. tak na całego.
    • mikams75 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:36
      jezdzilam wielokrotnie na kolonie z zakladow pracy rodzicow i czasem rok pozniej spotykalo sie kogos z poprzednich kolonii; zawsze sobie znalazlam jakas fajna grupke i zawsze mialam fajne towarzystwo, a ze bywaly tez osoby z ktorymi sie nie dogadywalam - no to trudno, nie musze kazdego lubic. Dramatow zadnych nie bylo a te wszystkie dzieci nie byly wcale takie obce czy anonimowe; jak w domu opowiadalam o innych dzieciach to moi rodzice bardzo czesto po nazwisku byli w stanie skolerowac z rodzicem z zakladu pracy.
    • obrus_w_paski Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:37
      Od 8r.z. Jeździłam na kolonie, obozy harcerskie często po kolka wyjazdów na wakacje i nigdy patolstwa nie spotkałam oprócz jednego obozu ma którym było mnóstwo 14-16 letnich hip hopowcow, którzy notorycznie urywali się na jointa, skakali po młodych drzewkach i demoralizowało młodsze dzieci. Ta patologia to w większości dzieci weterynarzy i chirurgów
    • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:47
      Ja byłam na obozie harcerskim, miałam z 12 lat i to był koszmar. Spanie w lesie w namiotach wojskowych, wilgotno, śmierdzącą, skorki w plecakach. Opiekunowie młode łebki, pamiętam jak ledwo wróciliśmy łódką z jeziora, bo zaczęła się burza i wiało, a druh może 18 letni nie radził sobie z łódką. Jedzenie ohydne z menażek, o 4 w nocy alarm jak w wojsku, pakowanie plecaków i z tymi plecakami marszobieg wkoło jeziora w ciemnościach. Komuna była, trzeba było młodzież nauczyć bojowego nastawienia i patriotycznych piosneczek. W połowie tych atrakcji zatrułam się jedzeniem i trafiłam do izolatki w budynku, i to było najpiękniejsze wspomnienie - cicho, czysto, święty spokój, żadnych śpiewów nocnych, żadnego błota, alarmów, skorków i biegania nocą.
      • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 14:54
        O ile dobrze pamiętam, nawet za tzw. komuny na obóz harcerski nie trafiało się przypadkiem.
        • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:19
          A jak się trafiało twoim zdaniem? Ja nawet nie byłam harcerzem tylko zuchem z tego co pamiętam, pochodziłam na zbiórki parę razy, podobał mi się mundurek i chusty, potem zapisałam się na obóz bo chciałam jechać z koleżankami. Co sugerujesz? Że do partii należałam jako 12 latka? Czy coś w ten deseń?
          Nigdzie się nie trafia przypadkiem, na każdziuteńką kolonię trzeba się zdecydować, zapisać, zapłacić.
          • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:24
            Jeszcze się zastanawiam, jak to się trafia przypadkiem na obóz harcerski?

            - A szłam sobie któregoś słonecznego dnia po lesie, patrzę, a tam obóz harcerski! Oj, oj, jak fajnie, że na was trafiłam przypadkiem, to się dołączę! A to świetnie, masz tu pryczę i menażkę, jak już jesteś przypadkiem, to zostań! O jak fajnie! I żyli długo i szczęśliwie. The End.
            • heca7 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:46
              Trafia się przypadkowo jak mój starszy syn obecnie wink Młodszy 11 lat chodzi na zbiórki i jest w harcerstwie. Starszy nie. I pewnego dnia dostaliśmy ofertę wysłania dzieci na obóz harcerski. Zapisaliśmy obu. Starszy nie był przekonany bo z jego klasy nikt nie jechał ale dał się przekonać-miejsce znają jak własną kieszeń bo jeździmy tam pod namiot na 4 dni w wakacje. I spodobało mu się, jest teraz na obozie. Młodszy miał za to mały kryzys przez pierwsze dwa dni bo lało i było zimno. A na dodatek miał dostać górną półkę w zrobionej wspólnie szafce a starszy brat skumany już z kolegami go wycyckał i dostała mu się na dole. Krótka interwencja telefoniczna u starszego załagodziła sytuację.
            • danaide Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:36
              Na obóz harcerski trafia się tak przypadkiem, że przypadkiem Twoja matka Ci nie zakazała zapisać się do harcerstwa.
              Mnie do na zuchy pozwoliła, na harcerstwo już nie.
          • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:27
            Będąc zuchem, a potem harcerzem. Nie napinaj się, mam syna w harcerstwie, na obozy jeździ od zerówki. Sugeruję, że istniała możliwość dowiedzenia się jak wygląda taki obóz, rodzice na spotkaniu przed obozowym mogli się zainteresować.

            Wiesz, ja w harcerstwie nigdy nie byłam i nie ciągnęło mnie na obozy właśnie dlatego, że wiedziałam jak wyglądają, to nie była wiedza tajemna.
            • ewa_mama_jasia Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:45
              Owszem, nie była to wiedza tajemna. Ale wiedzieć teoretycznie a zmierzyć się z tym w praktyce to dwie różne rzeczy. Właśnie dlatego, że byłam harcerzem, wiem czego mnie (lub moim koleżankom) brakowało, co by się przydało ze strony kadry. Nie zaszkodziłoby, gdyby osoby funkcyjne (od drużynowego w grę) były bardziej doświadczone i bardziej wyczulone na radzenie sobie uczestników.
      • ewa_mama_jasia Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:17
        Fakt, sprawy organizacyjne na obozie harcerskim wspominam najgorzej. Trzy tygodnie w systemie - namioty na polanie, latryna wykopana obok, mycie w jeziorze - powinny być pod większym nadzorem kadry, która powinna doradzić, sprawdzić, nauczyć. Niby byliśmy bardziej samodzielni niż dzisiejsze dzieci, bo mieliśmy opanowane sprzątanie, pranie, mycie naczyń, ale czasami porada i pomoc kogoś starszego by się przydała.
        • heca7 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:53
          To teraz już tak nie jest. Namioty owszem nadal wojskowe ale te dla zuchów mają podłogę wink Nie ma latryn tylko w zależności od ilości osób stoją toi toie. Każdy obóz ma swoje. Obok toi toi stoją wszędzie baniaki z wodą i kranikiem do mycia rąk. Obóz ma swoją murowaną kuchnię i łazienki z prysznicami. Do tego dwie duże wiaty jako stołówkę. Śpią na amerykankach co wywołało niezadowolenie jednej z uczestniczek, która się poskarżyła swojej mamie (a mojej znajomej), że wolałaby sama sobie wypleść z linki łóżko wink W każdym obozie są różnokolorowe worki na śmieci podpisane i odbywa się segregacja.
          • ewa_mama_jasia Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 16:12
            No właśnie mój syn pojechał na taki jak w dawnych czasach. 3,5 tygodnia w lesie, z kopaną latryną, stołówką pod większym namiotem, myciem w jeziorze, wyplataniem pryczy i podobnymi atrakcjami. smile
            • danaide Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:40
              Szczerze mówiąc nie rozumiem o co ten aj waj. Przecież to obóz. Nie kolonie. Nie wczasy. No i ma być siermiężnie. Byłam jako ośmiolatka na zuchowym, jak przyjechała odwiedzić mnie matka i zobaczyła, że jestem brudna i mi pokazała plamę, to się tylko polizałam. Pamiętam łyżkę składaną z widelcem, swój pseudonim Rącza Sarna (tematyka indiańska) i ogólnie że traumy nie było.

              Zaraz wyjdzie na to, że mi wszystko jedno gdzie pojadę, byle dalej od domubig_grin
              • ewa_mama_jasia Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 13:25
                Może nie rozumiesz. O tym braku wystarczającego nadzoru pisze w konkretnym kontekście: byłam na obozie w gronie młodszych nastolatek, czasami brak higieny był doskwierający a cała w zasadzie kadra kierownicza obozu to byli mężczyźni (poza młodą drużynową). Nie piszę o dzieciach ośmioletnich ani o doświadczonych 17 czy 18 latkach, które sobie poradzą. Piszę o dziewczynkach z lat 80tych, które niedawno weszły w dorosłość, są na wyjeździe przez 3 tygodnie w lesie, do najbliższej wsi i sklepu gdzie można by się zaopatrzyć w akcesoria higieniczne kilka kilometrów, a w obozie mycie i pranie tylko w zimnym jeziorze (wodę ciepłą do mycia dano nam tylko raz przez całe trzy tygodnie). I tak, wtedy wsparcie jakiejś życzliwej kobiety by nam się przydało.
      • asmarabis Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 15:54
        > Ja byłam na obozie harcerskim, miałam z 12 lat i to był koszmar. Spanie w lesie
        > w namiotach wojskowych, wilgotno, śmierdzącą, skorki w plecakach. Jedzenie ohydne z men
        > ażek, o 4 w nocy alarm jak w wojsku,

        hahahahhahaha, a poza tym obozem to zawsze wczesniej nocowalas w Mariocie i jezdzilas na Kanary?
        • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:46
          Jaka ty złośliwa jesteś. Żółć tak z natury, czy z wiekiem przyszło?
          • kokosowy15 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 22:03
            Tak to jest, jak sie jest elyta, a wredni rodzice wysylaja z patologia. Niania nie mogla tych skorkow odganiac? Swoja droga, zauwazylyscie ze tej opisywanej przez Was parologii bylo, a pewnie jeszcze jest bardzo duzo, i ze to Wy jestescie mniejszoscia?
            • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 22:48
              Bredzisz. Gdzie ja pisałam o patologii? Weź się puknij, dziewczynka w wieku 12 lat (wszystko jedno z jakiego domu) ma prawo czuć się okropnie w śmierdzącym namiocie i z alarmami o 4 rano, po których następuje kilka kilometrów biegu z plecakiem, W NOCY! Kokosowy plułbyś wiórkami jakbyś taką miał przebieżkę.
              • kokosowy15 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 23:03
                Wyobraz sobie,niektorzy robia to swiadomie i na wlasne zyczenie. W 1969 bylem wychowawca na obozie dla trudnej mlodziezy, najwieksza atrakcja dla uczestnikow byly nocne alarmy, podchody. Oboz byl w srodku lasu nad Luciaza, namioty typu hangar, mycie w potoku, kuchnia polowa. Nie bylo nikogo z nadwrazliwym wechem, nikt tez z brudu przez 3 turnusy nie zachorowal. Skorki nie gryza.
              • riki_i Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 23:28
                Co Ty bredzisz kokosowy15, jacy wredni rodzice? przecież cały wątek jest o tym, że ani rodzice, ani dzieci nie wiedzieli na kogo trafią. Po prostu w tamtych latach robiło się taki misz masz z dzieci i już. Nikt sobie nie zaprzątal głowy, czy ktoś do kogoś pasuje, czy nie, mieszano roczniki, wychuchanych dziubdziusiow z patolstwem itp. No i robiono ścieżki zdrowia o czym pisze barbi barbi
                • kokosowy15 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 07:11
                  Lepiej by bylo, zeby segregowac dzieci? Jakie kryteria proponujesz? Zasobnosc portfela, zawod rodzicow, wyznanie, dzielnica zamieszkania, kolor skory? Rodzice nie wiedzieli, nakogo trafia? Emama zarabia kilka srednich krajowych, wiec albo placi ciezkie pieniadze za wypoczynek swoich dzieci w towarzystwie ludzi z wlasnej sfery, albo specjalnie organizuje potomkowi oboz przetrwania.
                  • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 07:38
                    Przecież cały czas piszę o własnych koloniach w latach 80-tych i na samym początku 90-tych. Niestety w PRL rodzice aż tak nie zwracali uwagi na możliwość fali wśród dzieci, różnice kulturowe czy zerowe zwykle kompetencje tzw. wychowawców. Karty na kolonie byly z zakładów pracy i resortowe rozdzielano po calej Polsce.
                    Teraz na szczęście jest inaczej i podstawowym kryterium selekcji jest cena oraz np.przynależność do klubu.

                    • zlababa35 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 12:59
                      Żebyś się nie zdziwiła. Moja córka miała w IV klasie dodatkowo przyjętą tzw. bogatą patologii ę, czyli dziewczynę, która załatwiała z klasą sprawy wyłącznie pięściami, rozbijala lekcje, po jej dojściu do klasy zaczęły ginąć rzeczy i kasa z plecaków (mieli swoją salę i nie wynosili ich przez cały dzień). Bardzo ciężkie do prowadzenia dziecko, unikane w końcu przez klasę - za to od pierwszaka jeździ na drogie kolonie, bo matka się jej radośnie pozbywa na cześć wakacji, tak że tego. Nawet za sporą kasę na koloniach komercyjnych możesz mieć współlokatorkę przemocową, bluzgajaca i problematyczna
                  • riki_i Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 11:22
                    Co DZIS robi emama, to inny temat. Mówimy o PRL-u i początkach lat 90-tych. To były wielkie zakłady pracy, spółdzielnie itp. Wrzucano ludzi do jednego wielkiego wora, stąd np. ja lądowałem na koloniach z dziećmi z innego końca Polski. Skrajna segregacja skutkuje wyobcowaniem i nie jest niczym dobrym, ale to co praktykowano wtedy czyli totalne mieszanie dzieci było szokiem kulturowym i "zimnym wychowem cieląt". Kto przeżył, był twardy, ale nie wszyscy mieli to szczęście. Zwłaszcza wystawianie dzieci i młodzieży na bezpośredni kontakt z patologią z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się słabe.
              • miniulowa Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 07:25
                "z alarmami o 4 rano, po których następuje kilka kilometrów biegu z plecakiem, W NOCY! Kokosowy plułbyś wiórkami jakbyś taką miał przebieżkę. "

                Moja droga, aktualnie rodzice płacą kupę kasy żeby dziubdziusie miały takie atrakcje np. na koloniach/obozach militarnych czy survivalowych. I wiesz, dzieciaki to UWIELBIAJĄ. Taplanie się w błocie, nocne manewry, biegi przełajowe w pełnym umundurowaniu, itd. 10 dni - 1900 zł plus koszt transportu.
                • barbibarbi Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 09:12
                  Ludzie z dobrobytu każde kretyństwo dadzą sobie wcisnąć za grube pieniądze.
              • zlababa35 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 13:01
                Nie, barbibarbi, nie ma prawa smile. Ja się dowiedziałam z sąsiedniego wątku, że dziewczyna, która tego nie doswiadczy, wiele traci big_grin.
            • triss_merigold6 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 10.07.18, 06:29
              Przestań bredzić, jeśli karty na kolonie były z zakładu pracy, a te bywały gigantyczne, to rodzice nie mieli wpływu na to z kim konkretnie jadą ich dzieci. Chlanie przez ledwo co pełnoletnią kadrę i złodziejstwo lokalnego personelu było PRL-owska norma, brak takiej opieki nad dziećmi jak dzisiejsza również.
    • profes79 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 16:09
      Jeździło się w różne miejsca. Kolonie zuchowe, kolonie zwykłe, obozy harcerskie - i w zasadzie każdy z tych wyjazdów był w gronie mniej lub bardziej nieznajomych osób; jedyne odstępstwa od tego to były właśnie obóz zuchowy (drużyna zuchowa) i późniejsze obozy harcerskie, gdzie po pierwszym wyjeździe "w ciemno", jeszcze jako cywilny uczestnik obozu, następne zaliczałem już w mundurze i drużynę po prostu znałem. Kwaterunki też najrozmaitsze - od sypialni urządzonych w salach szkół podstawowych po wynajęte domki kilkuosobowe aż po namioty - zarówno wojskowe NS (półokrągłe beczki z oknami, przez które leciał deszcz tongue_out) po typowe "10", już bez okien i przeważnie w 4-5 osób.
      Dobra szkoła życia. Trzeba było się dogadać, poznać, spędzać wspólnie czas. Na koloniach jak na koloniach ale na obozach trzeba było nie tylko sobie pomyć menażki i zrobić ewentualne pranie w warunkach polowych ale także czekała np. służba w kuchni i obieranie ziemniaków dla liczącego koło 150 osób zgrupowania smile
      Sale i namioty wieloosobowe - typowo; 6 osób to był standard. Trzeba było przeżyć.
    • pade Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 16:26
      Mam zupełnie odmienne wspomnienia od większości z Was. Bardzo pozytywne. A wyjeżdżałam dwa razy w roku, na kolonie i zimowiska od 7 roku życia. Faktycznie, na pierwszej kolonii baaardzo tęskniłam, ale kolejne wspominam bardzo dobrze. Łącznie z obozem harcerskim w Górach Świętokrzyskich. Byliśmy zakwaterowani w budynku, w dobrych warunkach, opiekunowie byli przemili i nieolewający.
      • nenia1 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:43
        pade napisała:

        > Mam zupełnie odmienne wspomnienia od większości z Was. Bardzo pozytywne. A wyje
        > żdżałam dwa razy w roku, na kolonie i zimowiska

        Od którego roku życia dokładnie nie pamiętam, ale też wyjeżdżałam często, na kolonie, zimowiska i oczywiście na obozy harcerskie, dla mnie oczywiście, bo najpierw byłam zuchem, a potem harcerką - co wspominam wyjątkowo miło. Zupełnie nie pamiętam tego, że było nas tam iluś w namiocie, za to pamiętam zapachy lasu, nocne podchody, świetliki świętojańskie rozjaśniające noc, nocne warty, podkradanie sobie proporców, ogniska, śpiewanie, budowanie totemów, wciąganie flagi na maszt, zdobywanie sprawności i kolejnych belek na pagonach, naukę pierwszej pomocy, wiązania węzłów czy oznaczania kierunków świata w głuszy, czytanie map, używanie kompasu itd. Fakt, było mi łatwiej, bo moja drużyna, zresztą jedna z lepszych w tamtym czasie w naszym regionie, składała się głównie z dzieciaków z mojej klasy i części klasy równoległej (wygrywaliśmy większość konkurencji - najlepsze umundurowanie, najlepsza musztra, wygraliśmy nawet konkurs latawców i najlepszy plakat - nie chwaląc się, dwa ostatnie mojego autorstwa), Na kolonie jeździłam z dziećmi obcymi w sumie, choć zdarzały się dzieci, które już znałam, ale ja zawsze chyba miałam w sobie duszę włóczykija, do tego lubię poznawać nowe osoby, a moja uwaga zawsze koncentrowała się bardziej na zabawie i nowych wrażeniach niż na jedzeniu i spaniu, szczerze mówiąc to jedzenia nawet nie pamiętam, czyli chyba było jadalne smile pamiętam różnokolorowe galaretki na podwieczorek, bo mi bardzo smakowały, takie kwaskowe lekko. Na zimowisku zawsze był kulig, jeździliśmy dużymi saniami, ciągnęły nas konie, a zaspy śniegu sięgały nad głowę - albo byłam taka mała, albo zimy były większe smile Wszy nie przywiozłam, zboczeńcy mnie nie napastowali, dzieci nie pobiły, ogólnie mile wspominam wakacje.
    • kota_marcowa Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:30
      Skąd wy braliście te kolonie? Z Caritasu?
      Całą podstawówkę jeździłam na obozy, jakieś zimowiska, kolonie, w życiu na patolstwo nie trafiłam.
    • rosapulchra-0 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 18:35
      Byłam wiele razy na koloniach i nigdy takich przygód nie miałam. Moje dzieci również jeździły na wycieczki, zielone szkoły, zimowiska, kolonie, obozy i również nic podobnego nie przeżywały.
      • thaures Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 20:06
        Pamiętam kolonie, gdzie byly dzieci z domów dziecka. Moja mama odwiedzając mnie wzięła te dzieci razem ze mną i poszliśmy na lody. Złych wspomnień nie mam.
        A syn trzy razy był na koloniach ze wspomnianego Caritasu- świetnie się bawil, co rok chciał jechać w to samo miejsce. Ostatni raz już chyba był za stary, bo trochę się nudził, ale też nie narzekał.
    • arwena_11 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 20:20
      Jeździłam na kolonie i obozy od ojca z pracy. Jeździło nas z osiedla wiele osób - bo akurat kilka bloków było zasiedlanych przez pracowników ( nasz akurat nie ). Po 2-3 razach znało się już dużą część jeżdżących. Nie było dzieci z domów dziecka.

      Szok przeżyłam dwa razy
      - raz, jak przez dwa dni mieszkaliśmy w stołówce - bo turnus przed nami była wymiana z Algierii - zrobili taki syf, że w pół dnia nie dano rady posprzątać. Do tego musiano zakupić nowe łóżka, materace - bo nie nadawało się nic do spania.
      Szokiem nie było spanie w stołówce - bo to było akurat wesołe, ale to, że można było tak zdemolować ośrodek. A my tam jeździliśmy często po kilka lat i znaliśmy go jak własną kieszeń.
      - drugi raz to obóz w NRD. Szokiem było wyzwolenie seksualne Niemek. Dziewczyny 12-13 letnie na hormonach uprawiające seks z przypadkowymi chłopakami. Część naszych kolegów było w raju. Na dyskotece co chwilę znikały pary w pokojach czy okalającym pałacyk w którym mieszkaliśmy parku.
    • leann32 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 22:18
      Moj syn byl tylko na polkolonii.
      Platnej wiec wydawaloby sie ze bez patologii.
      A tam 8 latek na sniadaniu rzuca chlebem na ziemi a pani ktora zwraca mu uwage wypala w twarz ze jest bezczelna.
      Syna wmurowalo na 10 minut.
      • kokosowy15 Re: Wysyłanie dzieci na kolonie z nieznajomymi dz 09.07.18, 23:12
        Pewnie byl " wygadany" , "wychowany bezstresowo", igodzien najwyzszej pochwaly. Personel powinien sie do niego dostosowac, nie zwracac uwagi, nie wychowywac bo to nalezy do rodzicow. Wprowadzanie zasad zachowania moze u niego spowodowac nieprawidlowy rozwoj osobowosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka