Moje dzieci wracają od poniedziałku do szkoły (nie mieszkamy w Polsce). Zaczęłam się już cieszyć, że może choć trochę normalności pojawi się w naszym życiu. Bo ja już mam totalny przesyt od tej domowej szkoły. Od lekcji. Od pilnowania syna i bycia jego nauczycielką, od tych wszystkich terapii przez wideokonferencję itd. Dobrze, że choć córka w miarę się ogarnia.
Cieszyłam się krotko. W weekend rozmawiałam z wychowawczynią syna (chodzi do szkoły specjalnej). W jego klasie jest 10 dzieci, z czego 5 mieszka w internacie. Dzieci internatowe i te pozostałe nie mogą się ze sobą spotykać w szkole, więc mój syn będzie w szkole max 2-3 dni. Ale i to nie jest pewne na 100%.
Za to u mojej córki (6 klasa) już wiem, że szkoła będzie tylko 1 raz w tygodniu i tylko 4 godz. Super. Czyli domowa szkoła do wakacji będzie i czasem tylko wypad do szkoły.
W sumie nauczyciele z obu szkół są mocno zaangażowani. Zwłaszcza od syna, aż momentami mam tego już dość. Ciągłe telefony, maile, przesyłanie materiałów. Były nawet nauczycielki u nas w odwiedzinach.
U córki też możliwość kontaktu i telefonicznego i mailowego. I nawet dość szybko odpowiadają na maile. Tyle, że córka woli mnie o pomoc prosić niż pisać do nauczycieli
Nienawidzę domowej szkoły.