Dodaj do ulubionych

"Nie jestem babcią gotującą!"

18.12.20, 11:43

Słowa mojej mamy. Na fali innego wątku, jest to OK czy nie OK?
Z malusieńkim dzieckiem nawet robiłam Wigilię, na którą moja mama co roku przychodzi i siedzi u mnie przez całe święta, owszem daje też kasę, wychodzi mniej więcej pół na pół.
Tylko, że ja w tym momencie muszę albo zrobić mnóstwo rzeczy sama i jeszcze je kupić przedtem, albo zdać się na gotowce, a nie wszystko od paru lat mogę jeść "kupne". A życzenia są.
Wcześniej, kiedy moja córka była malutka i naprawdę nie miałam jak wystawać z wózkiem albo 3latką w kolejkach, to moja mama część rzeczy przynosiła, oczywiście kupionych, było to różnej jakości.
Nigdy nas nie zaprosiła na święta, w ogóle odkąd mam dziecko, to byłyśmy u niej, w mieszkaniu,w którym żyłam ileś lat, może ze 3 razy - zawsze się wykręca, a przyciśnięta do muru zaczyna coś bez sensu wykrzykiwać.
Jednocześnie bardzo chętnie zjeżdża do mnie i korzysta z tego, co ja zrobię.
Nie kumam, jak można być tak wygodnicką osobą, która nigdy wnuczce nawet nie usmażyła naleśnika, a jak np. chodziłam na zajęcia z angielskiego przez pół soboty albo dorabiałam w szkole językowej, to zawsze musiałam zostawić jedzenie łącznie z gotową lub kaszą czy ziemniakami.
Dodam, że na święta od maleńkiego dziecka jeździłam z matką do babci, też nigdy właściwie nic nie zrobiła ani nie przyniosła, poza masą makową, bo sama to lubi (więc jak chce, to potrafi).
Nie kumam, jak można było w rodzinnym domu nie nauczyć się robić czegokolwiek normalnego do jedzenia, ponad standard typu odsmażany makaron z serem i kiełbasą, tego typu g... jadłam przez lata.
Dla mnie to przykre i dziwne, że ktoś nie lubi i nigdy nie lubił nijak zadbać o swoją rodzinę, i jeszcze się tym z satysfakcją chwali... Naprawdę nie ma czym.

Ot, taka chwila irytacji z mojej strony. I nie, naprawdę trudno byłoby wyrugować matkę ze wspólnych świąt Bożego Narodzenia, tylko dlatego, że jest leniwa i nigdy nic nie gotuje wink. Ale lekki niesmak jest.
Obserwuj wątek
        • minniemouse Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 19.12.20, 02:38
          ja ogólnie tak nienawidzę gotować ze bardzo dobrze rozumiem te kobietę. wole sprzątać, zdecydowanie, nawet prac i i prasować. szyć nie lubię.
          cóż, może rzadko ale zdarzają sie niestety takie wybitne antytalenty kuchenne, nawet jak coś niecoś potrafią, i zapewne jak juz musza to wola cos albo upiec nie gotować, lub odwrotnie.
          ale w takim przypadku na miejscu tej matki absolutnie pomagałabym finansowo, np zapłaciłabym za zatrudnienie kogos kompetentnego do pomocy w sprzątaniu, w kuchni i przy dzieciach, aby córka mogła zrobić wszystko w spokoju i jeszcze mieć czas odetchnąć, posiedzieć przy tv , pójść do sklepu porobić zakupy choinkowe itp. zdecydowanie starałabym sie wynagrodzic to w inny użyteczny sposób i nie sama kasa bo sama kasa nie pomoże na zmęczenie i brak czasu. nawet jeśli musiałabym zbierać na to cały rok - zaparłabym sie, ale musiałabym uzbierać!
          Lily-evans, to jest twoja mama. pozmawiaj dyplomatycznie i powiedz jej szczerze o co masz do niej zal, powiedz ze mocno ja kochasz ale zawsze brakowało ci mamy jakie maja twoje koleżanki czyli takiej na której pomoc one mogą liczyć a ty nie. zapytaj, czy nie miałaby nic przeciwko chociaż w ten sposób na święta ci pomagać, przez opłacenie kogoś do pomocy? w ten sposób miałybyście obie frajdę - i ona i ty! może nawet wolałabyś to od prezentu pod choinkę?
          Ja, gdyby mi tak córka powiedziała, nie tylko bym się nie obraziła, ale by mi ulżyło ze oto jest rozwiązanie bo nie tylko nie muszę już nigdy gotować ale mogę sie przysłużyć inaczej - i jeszcze nie czułabym się wiecej winna ze jestem pasożytem!!
          ( na wszelki wypadek jednak dla wyjaśnienia dodam od razu ze ja osobiście, choć nie cierpię to jednak co trzeba to gotuje. mus to mus...).

          Serdecznie Ci życzę Lily dogadania sie z mama i Wesołych Swiat!! 🎄🎅❄🎅❄❄❄❄

          Minnie
    • malia Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 11:49
      A dlaczego nie powiedziałaś tego matce te kilkanaście lat temu, przecież była wtedy w miarę młoda, nie wymagała chyba obsługi. Oj to szkoda, ja też nie jestem córką gotującą, co teraz ?
      Lily, wiecej zdrowego egoizmu
          • lily_evans11 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 13:56
            Też ruszam mało mięsa ostatnio, dosłownie kawałek na 3-4 dni na obiad, wędlin prawie nie jem.
            Bigos robię z nastawieniem na kapustę i śliwki, trochę tylko kiełbasy i karkówki, a część kapusty będzie jarska, z grzybami, właśnie zaczęłam wink.
            Zresztą Wigilia to doskonała okazja na różne dania bezmięsne.
        • ortolann Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 14:03
          No ale słuchajcie, bo ja może nie rozumiem czegoś do końca. Ale widzę to tak: nie każdy umie i lubi gotować. Zdarzają się osoby, którym to przychodzi z trudem i bardzo tego nie lubią, nie mają wyobraźni przy gotowaniu, męczą się przy tym, potrawy wychodzą im mało smaczne. No, ale jeść trzeba, trudno. I czasem ta odgrzewana kiełba jest szczytem ich osiągnięć. Wiedzą, że czymś trzeba rodzinę wykarmić i przychodzi im do glowy właśnie to. I gotowanie dla nich to ostateczna katorga, a nie wyraz braku dbałości o rodzinę. No chyba, że mama ma całokształt osiągnięć w dziedzinie kiepskiej troski o rodzinę i widzisz to tak, że oprócz tamtego wszystkiego, to jest jeszcze ta kiepska kuchnia.
        • arwena_11 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 17:34
          O której matka przyjeżdża do ciebie na Wigilię?
          Zrób jedną wcześniej dla siebie i córki na wypasie - drugą dla matki i dla was
          - chleb, masło
          -karton barszczu i jakieś kupne uszka/pierogi
          -kupne śledzie.

          a w ogóle wykorzystaj, że covid. Powiedz, że miałaś kontakt z chorym i masz kwarantannę smile

          Właśnie takiego argumentu użyli rodzice mojej znajomej żeby nie być na Wigilii z nielubianym "zięciem" i jego matką.
          • chatgris01 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 17:44
            arwena_11 napisała:

            > O której matka przyjeżdża do ciebie na Wigilię?
            > Zrób jedną wcześniej dla siebie i córki na wypasie - drugą dla matki i dla was
            > - chleb, masło
            > -karton barszczu i jakieś kupne uszka/pierogi
            > -kupne śledzie.
            >

            E, no jednak taki przykład dla nastoletniej córki to trochę słaby. To już pomysł z covidem lepszy.
          • ingryd Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 19:05
            O, proszę, to jest przyklad na zdrowe, miłosierne i przede wszystkim KATOLICKIE podejście do tego wyjątkowego dla wierzących dnia oczekiwania narodzin dziecięcia bozego,
            Brawo arwenka, jesteś po prostu idealnym egzemplarzem tego co tak podziwiam wśród twoich braci w wierze !
        • lily_evans11 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:03
          Kurde, matka zostawała "bez protestów" przez jakiś czas, kiedy douczałam się kolejnego języka, żeby więcej zarabiać i mieć większe możliwości. I wtedy, kiedy mogłam zarobić w szkole językowej.
          Nigdy po to, żebym miała jakikolwiek czas dla siebie! A moi znajomi, kiedy im było potrzeba (co nie znaczy, że tego nadużywali!) wieźli np. dzieci do swoich rodziców, żeby sobie gdzieś tam we dwoje pojechać na kilka dni albo wyjechać służbowo, pomijając normalne spotkania typu "wnusiu, zostaniesz z piątku na sobotę u dziadków na noc".
          • grrruuuu Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:59
            No widzisz, a ja musiałam zostawić ośmiomiesięczną córkę u koleżanki bo moi rodzice nie zgodzili się jej wziąć na trzy godziny jak miałam ważne spotkanie służbowe. Jak byłam w ósmym miesiącu ciąży i z półtoraroczną córka przez tydzień sama nawet nie zaproponowali że ja na spacer zabiorą. Nie zgodzili się z nią zostać jak trzeba było mnie odebrać że szpitala po drugim porodzie, bo moja matka musiała mieć zapas czasu na makijaz przed weselem dziecka dalszych znajomych. Nie żeby to się pokrywało ale gdyby się coś przedłużyło... Od dziecka słyszałam, żebym sobie nie wyobrażała że jak jestem jedynaczką to będę rozpieszczona księżniczką. Ma to swoje zalety. Że wszystkim zawsze sobie radzę, nie ma dla mnie rzeczy nie do zrobienia. Choć czasami już rzygam tym byciem dzielną, co moja mamusia ochoczo wszystkim powtarza o mnie
              • grrruuuu Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 15:26
                Przykre to jest to że całe dzieciństwo ponosilam konsekwencje tego że moi rodzice nie potrafili nikomu stawiać granic. A mnie stawiają bardzo jasno. Oficjalnej zresztą moja mama jest osobą szalenie empatyczną, to ja jestem pozbawiona uczuć
                • minniemouse Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 19.12.20, 02:45
                  to bardzo przykre co piszesz Grruu - chyba masz? miałaś? egoistycznych rodziców.
                  nie bardzo wierze w te rzekoma "empatycznosc" twojej mamy - jesli tak ja widza to albo zgrywa sie albo jest jak piszesz jest to zachowanie w wyniku nieasertywnosci, nie prawdziwej empatii.
                  tak czy siak, szkoda mi sie ciebie zrobilo - hugs. mam nadzieje ze przynajmniej masz partnera/ ke z prawdziwego zdarzenia.

                  Minnie
                  • grrruuuu Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 19.12.20, 09:46
                    Nie potrafię rozgryźć tej kobiety. Chyba po prostu całe życie skakała wokół własnej mamusi i reszty popieprzonej godzinki bo tak ja wytresowano więc sobie odbija
                    Ojciec to w ogóle ma mnie w dupie po całości. Przeżyłam szok jak kiedyś zobaczyłam że do mnie dzwoni. Naiwnie myślałam że chce pogadać, ale okazało się że po prostu potrzebuje żeby mi ktoś poprawił pismo do urzędu... Partnera mam fajnego, to znaczy nie zdaniem moich rodziców bo dla nich każda relacja, jaka próbuje stworzyc jest nie taka bo przecież oni tacy idealni że nikt do wyśrubowanych standardów nie doskoczy. Więc my wszytko ogarniamy we dwoje, po prostu nie mamy takich momentów jak część znajomych że dziadkowie wezmą dzieci żebyśmy do kina poszli o imprezie nie mówiąc. Wszelkie imprezy czy wyjścia osobno, bo ktoś musi z dziećmi zostać. Problem się robi w takich sytuacjach jak ta z porodówką: z niespełna dwulatką została szesnastolatka że wsparciem sąsiadki. W tej chwili dotarło do mnie jeszcze coś: jak urodziła się młodsza to mój partner miał taki tryb pracy, że np. cztery dni był w domu ale potem na trzy wyjeżdżał, między dziećmi niecałe dwa lata różnicy, starsza nieplacowkowa. Fakt, raz w tygodniu brali wtedy starsza na 5 godzin. Chyba że akurat potem gdzieś szli to na 4 bo przecież makijaż... Ale nigdy nie zaproponowali jak byłam sama z dziećmi że wezmą starsza na dwie godziny na spacer. A mnie nawet nie przyszło do głowy, żeby poprosić o pomoc jak obie płakały na raz i w żaden sposób nie dawały się położyc na drzemkę. Za to ileż moja matka się napiała jaką ma niesamowitą i dzielną córkę, która jeszcze pracuje przy tym.
              • black_magic_women Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 14:00
                Rozumiem was dziewczyny. Mam 3 dzieci, przy trzecim porodzie moja mama jechała taksowka 150km, bo mialam dosc nagłą cesarkę, a teściowej nie mogliśmy się doprosić od kilku dni. I tak obie mamy mieszkają w innych miastach. Moja nie jest przesadnie chetna do dzieci, zawsze przedkładała prace, teraz nadal pracuje. Teściowa nie pracuje, ale jak to lubi podkreślać "pomaga ludziom" czyli przed covidem opiekowała sie np cudzymi dziecmi (w dumpingowych cenach typu 3 zl za godzinę, ale to inny teamat). Ale przyjechać np kiedy rodze? Albo kiedy jestem z miesięcznym dzieckiem w szpitalu, a jej jedyny syn z 2 maluchów sam w domu? Nie no skąd!!! Najbardziej za to mnie wnerwia, że ona mówi jak bardzo kocha i tęskni za dziećmi, że sa dla niej najważniejsze. Tylko jakoś spotykać się z nimi nie musi... I konstatacja jest podobna co u Gruu. Wiemy, że musimy sobie z mężem radzić sami. Jest to mega trudne, ale daje i pewną satysfakcję i niezależność.

                  • kosmos_pierzasty Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 19.12.20, 09:40
                    Moja notorycznie prosi mnie o kupienie chleba, albo kilo mąki, takich drobiazgów. Bo nie chce, żeby pani, którą ma do pomocy musiała chodzić do sklepu. Ostatnio jak po raz setny odpowiedziałam "Wyślij panią Grażynkę, za to bierze pieniądze przecież", to usłyszałam "Ty to się na nią uwzięłaś!". Dodam, że ja do mamy mam 30 m, a pani jest u niej 2x na tydzień.

                    Nie wiem, ale czasem czuję się tak, jakbym, będąc córką, była jakimś podrzędnym bytem, którego nie dotyczą te same zasady co reszty świata. Dla innych jest przemiła, usłużna, gotowa do poświęceń. Zawsze tak było, zawodowo i prywatnie. Moim zdaniem to jest jakaś fasada dla świata, kreowanie siebie jako osoby tak pomocnej, że niemal świętej. Ale córki to nie dotyczy, bo córka jest "swoja". Może, tak teraz kombinuję, córka to dla takiej matki przedłużenie siebie samej poniekąd, więc o nią nie trzeba jakoś specjalnie dbać?
                  • black_magic_women Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 19.12.20, 15:00
                    mebloscianka_dziadka_franka napisała:

                    ? W sensie takie przypadki, gdy ktoś obcym jest w st
                    > anie prędzej pomóc, niż własnemu dziecku? Skąd to się bierze, jaki mechanizm ps
                    > ychologiczny za to odpowiada?

                    Moja teściowa rozymyje tak: ludzie znają ją jako "tą która pomaga" (tak nam powiedziała kiedyś. I pomaganie to jest praca-opieka nad dziećmi czy rzadziej chorymi za psie pieniadze (3-5zl za godzine). Ale juz pomóc jedynemu synowi i jego dzieciom to nie da rady. My nawet powiedzieliśmy, że zaplacimy jej x razy wiecej, żeby tyko nam pomogła. Nie!!!!! Kocha nas i dzieci najbardziej na świecie itd
                  • pade Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 19.12.20, 15:10
                    mebloscianka_dziadka_franka napisała:

                    > Abstrahując od tego, jak wujowe to i przykre jest zachowanie. To jest ciekawe d
                    > laczego matki tak postępują? W sensie takie przypadki, gdy ktoś obcym jest w st
                    > anie prędzej pomóc, niż własnemu dziecku? Skąd to się bierze, jaki mechanizm ps
                    > ychologiczny za to odpowiada?

                    Obcy zauważy, doceni, czuje się dłużny. Bliski niekoniecznie, bo to raczej norma pomagać swoim, więc dla takiego "pomagacza" żadna korzyść.
                    To jest chyba też pokłosie traktowania własnego dziecka jako przedłużenia siebie. Samej sobie nie będziesz przecież pomagać, sama siebie nie pochwalisz, więc musisz szukać poklasku na zewnątrz.
                    Sama się nad tym wiele razy zastanawiałam, bo moi rodzice nałogowo pomagali obcych ludziom i dalszej rodzinie i mieliśmy wrażenie z bratem, że dla nich każdy człowiek na ziemi jest ważniejszy od nas.
          • asia_i_p Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 13:53
            Lily, z jednej strony rozumiem rozgoryczenie, z drugiej strony na palcach mogę policzyć razy, kiedy z moim synem w ogóle ktoś został inny niż mąż, ja, córka, niania (owszem, w tym raz był wielodniowy, za co jestem i będę dozgonnie wdzięczna). I bez trudu znajdę osoby, które tej pomocy miały czy mają jeszcze mniej niż ty i ja. To nie jest tak, że jesteś porzucona ty i cały świat, który sobie nawzajem pomaga, to jest bardzo szeroka skala. Mamy, co mamy, wystarczająco to jest frustrujące w trakcie, po co się tym frustrować parę lat po?
            • lily_evans11 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 14:56
              Raczej nie frustrować, wyrzucić z siebie.
              Takie głośne myślenie ogromnie mi pomaga w ułożeniu sobie różnych spraw, a jak dojdą do tego jeszcze jakieś sensowne i wnikliwe komentarze... To dużo rzeczy potem mi zmienia się na lepsze.
              Co do zostawania - zauważ, że Was jest trójka do ewentualnego przejęcia synka, jakby co. Ja byłam całkowicie sama i marzyłam o chwili resetu z zostawieniem małej pod dłuższą opieką osoby, której mogłabym w pełni zaufać. Dłuższą - taką np. od rana do wieczora. Albo na wieczór i hej na jakąś imprezę, od czasu do czasu.
              • grrruuuu Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 15:27
                Mnie się marzy wyjście na randkę dalej niż na kanapę. Dla jasności, z moim facetem, nie że on zostaje z dziećmi a ja idę z kimś smile to najwcześniej w przyszłym roku we wrześniu jak młodsza pójdzie do klubu dziecięcego na kilka godzin
          • aqua48 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 13:56
            lily_evans11 napisała:

            > Kurde, matka zostawała "bez protestów" przez jakiś czas, kiedy douczałam się ko
            > lejnego języka, żeby więcej zarabiać i mieć większe możliwości. I wtedy, kiedy
            > mogłam zarobić w szkole językowej.

            No widzisz, a ja tego nigdy nie miałam. Moja Mama najpierw opiekowała się ciężko chorym Ojcem, potem sama była schorowana, i podejmowała się pomocy ale nieregularnie (tylko gdy się lepiej czuła) i na krótko, teściowie młodzi wówczas, konsekwentnie odmawiali zostawania z dziećmi nawet w sytuacjach podbramkowych. Teściowa została z nimi RAZ na dwie godziny tylko, podczas pogrzebu mojego Taty i też musiałam jej przygotować i zostawić cały obiad dla nie i starszego dziecka..Jak wróciłam z cmentarza była już zdenerwowana i zniecierpliwiona. A ile trwa pogrzeb z półgodzinną mszą?

            > normalne spotkania typu "wnusiu, zostaniesz z piątku na sobotę
            > u dziadków na noc".

            Moje dzieci NIGDY nie nocowały u dziadków. Nigdy.

            • pade Re: 18.12.20, 15:32
              aqua48 napisała:


              >
              > No widzisz, a ja tego nigdy nie miałam. Moja Mama najpierw opiekowała się ciężk
              > o chorym Ojcem, potem sama była schorowana, i podejmowała się pomocy ale niereg
              > ularnie (tylko gdy się lepiej czuła) i na krótko, teściowie młodzi wówczas, kon
              > sekwentnie odmawiali zostawania z dziećmi nawet w sytuacjach podbramkowych. Teś
              > ciowa została z nimi RAZ na dwie godziny tylko, podczas pogrzebu mojego Taty i
              > też musiałam jej przygotować i zostawić cały obiad dla nie i starszego dziecka.
              > .Jak wróciłam z cmentarza była już zdenerwowana i zniecierpliwiona. A ile trwa
              > pogrzeb z półgodzinną mszą?
              >
              > > normalne spotkania typu "wnusiu, zostaniesz z piątku na sobotę
              > > u dziadków na noc".
              >
              > Moje dzieci NIGDY nie nocowały u dziadków. Nigdy.
              >

              I co w związku z tym? Dlatego, ze Ty tego doświadczyłaś, to ktoś, kto miał podobnie nie może się pożalić, bo Ty to dzielnie zniosłaś? Tak brzmi to, co napisałaś.
              Nie udzielanie sobie pomocy w rodzinie nie jest normą. Nie ma się co licytować na "kto miał gorzej".
              Może warto przyznać, nawet przed samą sobą, że to boli, gdy ktoś bliski odmawia ci pomocy w ważnej sytuacji?
              • chatgris01 Re: 18.12.20, 17:48
                pade napisała:


                > Nie udzielanie sobie pomocy w rodzinie nie jest normą.

                100/100

                Tym bardziej, że forumki opisały tu sporo sytuacji podbramkowych, w których normalnie udziela się pomocy koleżankom czy nawet sąsiadkom, a co dopiero w bliskiej rodzinie.
                • grrruuuu Re: 18.12.20, 18:15
                  Akurat na sąsiadki i przyjaciół mogę liczyć. Cóż, musiałam sobie zorganizować swoja grupę wsparcia i tyle.
                • cruella_demon Re: 18.12.20, 19:05
                  chatgris01 napisała:

                  > pade napisała:
                  >
                  >
                  > > Nie udzielanie sobie pomocy w rodzinie nie jest normą.
                  >
                  > 100/100
                  >
                  > Tym bardziej, że forumki opisały tu sporo sytuacji podbramkowych, w których nor
                  > malnie udziela się pomocy koleżankom czy nawet sąsiadkom, a co dopiero w bliski
                  > ej rodzinie.
                  >
                  >
                  >
                  >
                  Dokładnie tak.
                  A potem płacz i zdziwienie że takiej "kochającej" babuni nie ma kto oddać do dpsu, o jakiejś osobistej pomocy nawet nie wspominam.

                  Umówmy się, nikt nic nie musi tylko niech potem nie płacze że umiera w samotności w zaszczanym pampersie bo nikogo życzliwego nie ma obok.
              • aqua48 Re: 18.12.20, 18:57
                pade napisała:

                > I co w związku z tym? Dlatego, ze Ty tego doświadczyłaś, to ktoś, kto miał podo
                > bnie nie może się pożalić, bo Ty to dzielnie zniosłaś? Tak brzmi to, co napisał
                > aś.
                > Nie udzielanie sobie pomocy w rodzinie nie jest normą.

                Ale wcale normą nie jest pozostawanie dziadków z dziećmi. Autorka opisuje, że matka jednak jej pomagała, z mojego subiektywnego punktu widzenia dość wydatnie.
                Nie pisałam wcale że dzielnie zniosłam fakt, że moje dzieci nie nocowały u dziadków, też miałam żal o brak takiej pomocy nie tyle ,nawet z powodu ułatwień dla mnie ile z powodu, mojego przekonania, że tak dziadkowie mogą łatwo zbudować bliskość z wnukami, tyle, że a) z żalem można się uporać i b) taka sytuacja nie jest wcale jakimś wyjątkiem..
                Ja też nigdy nie zostałam sama u mojej babci..



                • aandzia43 Re: 18.12.20, 19:53

                  > > Nie udzielanie sobie pomocy w rodzinie nie jest normą.
                  >
                  > Ale wcale normą nie jest pozostawanie dziadków z dziećmi.

                  Przejmowanie opieki nad wnukami chwilowo, w sytuacjach choroby, nawału pracy, zmęczenia, uroczystości jest pomocą udzielaną członkom rodziny czyli jest normą. Nie zostawania z wnukami (choćby czasami), nie ma normy. Poza tym normą jest budowanie relacji z wnukami, a to się robi między innymi poprzez przebywanie ze sobą.


                  Autorka opisuje, że m
                  > atka jednak jej pomagała, z mojego subiektywnego punktu widzenia dość wydatnie.

                  Potem sprecyzowała że nie tak nachalnie pomagała, no ale nie czepiajmy się.


                  > Nie pisałam wcale że dzielnie zniosłam fakt, że moje dzieci nie nocowały u dzia
                  > dków, też miałam żal o brak takiej pomocy nie tyle ,nawet z powodu ułatwień dla
                  > mnie ile z powodu, mojego przekonania, że tak dziadkowie mogą łatwo zbudować b
                  > liskość z wnukami, tyle, że a) z żalem można się uporać i b) taka sytuacja nie
                  > jest wcale jakimś wyjątkiem..
                  > Ja też nigdy nie zostałam sama u mojej babci..

                  Można przejść do porządku dziennego i nie zawracać sobie głowy uczuciami i wsparciem których się nie dostało. Ale nie zapomnieć.
                • grrruuuu Re: 18.12.20, 20:08
                  Z tego co widzę wokół siebie to jest normą. A raczej jest dość powszechne jak dziadkowie są blisko i są zdrowi.
                • lily_evans11 Re: 18.12.20, 20:12
                  No widzisz, a mnie mama "podrzucała" do babci wielokrotnie, z nocowaniem, pełnym wiktem itp., nie troszcząc się nawet czy jej matka ma czym wyżywić gościa ze swojej renty. Przed każdymi świętami, kiedy już było wolne, przez część wakacji, co już było chore, bo dzieliło nas wtedy parę osiedli i spokojnie mogłam w domu spać.
                  Co ciekawe, podrzucała mnie także, kiedy już pracowała jako nauczycielka i miała dni wolne w tym czasie, co uczniowie.
                  I wiesz co, z babcią czułam się naprawdę świetnie, zwłaszcza dopóki jeszcze mieszkała ciotka z synem, cudownie się bawiliśmy z kuzynem, ale z babcią też było super, nawet przy takich codziennych domowych czynnościach, nauczyłam się np. kawę parzyć (mieloną) wink. Co chwilę jakieś sąsiadki wpadały, wspominam to cudownie.
                  Moja córka nie będzie miała żadnych wspomnień jeden na jeden i sekrecików z babcią, nawet typu: wnusiu możesz napić się tej pepsi z lodówki wink.
                  • wapaha Re: 18.12.20, 22:13
                    lily_evans11 napisała:

                    Rozumiem twoje rozgoryczenie i zdziwienie. Moja mama była kiepską mamą i taką samą babcią.Początek mojego życia to wychowanie przez babcię. Potem każde możliwe wolne,wakacje ( całe !), ferie itp. Jako nastolatka nie mogła tego zrozumieć-jako dorosła mogę to przyznać na spokojnie- ale moją babcię kochałam bardziej niż moja mamę, mimo spędzałam z nią o wielokroć mniej czasu .
                    Jako babcia tez sie nie spisała- wyczuwałam, że była obrażona (?), że uczyniłam ją babcią

                    No ale to że matka jest do dupy nie znaczy, ze ty masz byc do dupy
                    ja bede robiła wszystko, by być fantastyczną babcią wink- staram sie ze wszystkich sił-byc wspaniałą mamą ( wiem ze fantastyczną nie bede, jak to rodzic big_grin )
                  • mebloscianka_dziadka_franka Re: 19.12.20, 10:10
                    No cóż. Twoja matka była kiepską matką i konsekwentnie jest kiepską babcią. Ponoć zdarza się, że słabi rodzice stają się całkiem fajnymi dziadkami, ale wydaje mi się, że to musi być rzadkie zjawisko. Bo rzadko kiedy człowiek robi się lepszym na starość. No chyba, że to byli tacy rodzice, którzy np. z powodów bytowych byli zmuszeni do ciężkiej pracy i nie mieli czasu dla dzieci z musu, a potem jako dziadkowie sobie to odbijają.
                    • grrruuuu Re: 19.12.20, 10:42
                      Moi są w sumie ok dziadkami, po prostu to jest na ich zasadach i nastawione na relacje z wnuczkami a nie na jakąkolwiek pomoc dla nas. Czyli jak przyjdę na kawę to super się z nimi bawią, albo mój ojciec wyjdzie na podwórko z nimi poszaleć. Ale to wtedy jak akurat im pasuje i tyle
                      • kosmos_pierzasty Re: 19.12.20, 10:46
                        Moja córka ma prawie 12 lat, babcia nawet nie ma jaj numeru telefonu, bo nigdy nie był jej potrzebny... A jak chodziłyśmy razem z wizytą, to obecność dziecka nie wpływała na zachowanie babci. Typowe narzekactwo było grane, jak zawsze. Zero prób nawiązania rozmowy bezpośrednio z wnuczką, najwyżej strofowanie za sprawy kalibru, że nie siedzi wystarczająco prosto przy stole.
                        • kosmos_pierzasty Re: 19.12.20, 10:47
                          Za to mój dziadek (ze strony taty) był przykładem człowieka, który był świetnym, mądrym, zaangażowanym dziadkiem, a fatalnym ojcem i mężem.
                    • ichi51e Re: 19.12.20, 10:49
                      Mysle ze lily jest po ludzku przykro ze nie moze dac dziecku takiej babci jak ona sama miala.
                  • aqua48 Re: 19.12.20, 13:00
                    lily_evans11 napisała:

                    > No widzisz, a mnie mama "podrzucała" do babci nie troszcząc się nawet czy jej matka
                    > ma czym wyżywić gościa
                    > Moja córka nie będzie miała żadnych wspomnień jeden na jeden i sekrecików z bab
                    > cią,

                    Wiesz, ale trudno oczekiwać od takiej matki jak Twoja ze będzie wspaniałą babcią. Najwyraźniej ona "nie umie w dzieci". Ty za to możesz być kiedyś taką babcią jak ta którą miałaś. A Twoja córka zapewne nie cierpi z tego powodu że babcię ma inną niż Ty, bo zwyczajnie nie zna innej rzeczywistości. I może jej być z tym całkiem ok.
                    Nie przeżywaj jej życia za nią, nie przenoś na nią swoich żali do matki..
                    Musisz przepracować SWÓJ żal i pretensje, przytulić to dziecko którym byłaś i przeorganizować sobie myślenie, bo tego dziecka już nie ma. I jego matki też nie ma. Są dwie dorosłe kobiety, które powinny ułożyć sobie wzajemne kontakty bez tej wzajemnej (a tu chyba niespełnionej zgodnie z oczekiwaniami) zależności rodzic-dziecko. Ty masz prawo powiedzieć matce, że ją zapraszasz na Wigilię, ale wobec tego oczekujesz wzajemności - zaproszenia na obiad w drugi dzień świąt np. bo też chcesz wówczas odpocząć od gotowania, obowiązków i wyjść z domu. Albo że chcesz żeby przyniosła na tę Wigilię jakąś potrawę - do uzgodnienia co. A matka ma prawo do odmowy. I ewentualnej rezygnacji z wizyty u Ciebie jeśli nie chce zgodzić się na te warunki.
                    • berdebul Re: 19.12.20, 13:08
                      Myślisz, że nie ma koleżanek które mają fajne babcie i o tym mówią? Skręcało mnie, jak słuchałam opowieści koleżanek jak babcie się o nie troszczą, podają śniadanie do łóżka (jakie wnuczka sobie zażyczy...), moja była z bajki „już 7 i jeszcze śpisz? Do śniadania trzeba się ubrać, a nie jak fleja w piżamie”. tongue_out
                      • ichi51e Re: 19.12.20, 19:26
                        Nie przyznam sie ze w zyciu nikt nie rozkminial u mnie kto ma jaka babcie (poza tym ze smielismh sie z melepet co je babcie odprowadzaly niosac plecak) moje babcie mieszkaly daleko jezdzilo sie do nich na swieta i wakacje. Niespecjalnie sie mna zajmowaly zajomowalg sie domem musialy posprzatac i ugotowac dzieciaki mialy nie przeszkadzac i nie brudzic.
                • pade Re: 19.12.20, 10:10
                  aqua48 napisała:


                  >
                  > Ale wcale normą nie jest pozostawanie dziadków z dziećmi. Autorka opisuje, że m
                  > atka jednak jej pomagała, z mojego subiektywnego punktu widzenia dość wydatnie.
                  > Nie pisałam wcale że dzielnie zniosłam fakt, że moje dzieci nie nocowały u dzia
                  > dków, też miałam żal o brak takiej pomocy nie tyle ,nawet z powodu ułatwień dla
                  > mnie ile z powodu, mojego przekonania, że tak dziadkowie mogą łatwo zbudować b
                  > liskość z wnukami, tyle, że a) z żalem można się uporać i b) taka sytuacja nie
                  > jest wcale jakimś wyjątkiem..
                  > Ja też nigdy nie zostałam sama u mojej babci..
                  >
                  >

                  No właśnie, to jest transakcja wiązana, wnuczek/wnuczka nawiązuje relację z babcią, a babcia odciąża potrzebującą matkę.
                  Zauważ, że sama opisałaś i inne ematki również sytuacje podbramkowe: poród, ślub, pogrzeb i obecność maleńkich dzieci. Żeby odmówić w takiej sytuacji trzeba być nie tyle asertywnym, co okrutnym.
                  Ja wcale nie miałam na myśli pomocy, która miałaby polegać na codziennym opiekowaniu się wnukami. To już właściwie nie jest pomoc, tylko wyręczanie. Mnie chodziło o sporadyczne sytuacje, na które nie ma się żadnego wpływu, sytuacje nagłe, czasem wręcz graniczne. Do kogo się wtedy zwrócić jak nie do rodziców?

                  • kosmos_pierzasty Re: 19.12.20, 10:16

                    > > dków, też miałam żal o brak takiej pomocy nie tyle ,nawet z powodu ułatwi
                    > eń dla
                    > > mnie ile z powodu, mojego przekonania, że tak dziadkowie mogą łatwo zbud
                    > ować b
                    > > liskość z wnukami, tyle, że a) z żalem można się uporać i b) taka sytuacj
                    > a nie

                    I to jest drugi moment w tym wątku, gdzie ja te 10 lat temu taką sytuację brałam za normę i nawet nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej.

                    Sama nie wiem, skąd się takie podejście wzięło u mnie. A chętnie bym do tego doszła.

                    Btw. oczywiście córka nie ma relacji z babcią, bo spotykały się tylko z mojej inicjatywy, a jak powiedziałam dziecku już dużemu, że nie ma obowiązku odwiedzać babci i nie chcę jej do tego zmuszać, żeby sama zdecydowała, to córka odmówiła dalszych wizyt. I tu mnie zjadło, bo nie spodziewałam się, ale uszanowałam, bo w sumie ją rozumiem.
                    > > Ja też nigdy nie zostałam sama u mojej babci..
                    > >
                    > >
                    >
                    > No właśnie, to jest transakcja wiązana, wnuczek/wnuczka nawiązuje relację z bab
                    > cią, a babcia odciąża potrzebującą matkę.
                    > Zauważ, że sama opisałaś i inne ematki również sytuacje podbramkowe: poród, ślu
                    > b, pogrzeb i obecność maleńkich dzieci. Żeby odmówić w takiej sytuacji trzeba b
                    > yć nie tyle asertywnym, co okrutnym.
                    > Ja wcale nie miałam na myśli pomocy, która miałaby polegać na codziennym opieko
                    > waniu się wnukami. To już właściwie nie jest pomoc, tylko wyręczanie. Mnie chod
                    > ziło o sporadyczne sytuacje, na które nie ma się żadnego wpływu, sytuacje nagłe
                    > , czasem wręcz graniczne. Do kogo się wtedy zwrócić jak nie do rodziców?
                    >
                  • grrruuuu Re: 19.12.20, 10:40
                    Nie rozumiesz, to byłoby niegrzeczne spóźnić się na ślub albo przyjść nieperfekcyjnie wystrojona tylko dlatego, że córka urodziła
                    • pade Re: 19.12.20, 11:30
                      grrruuuu napisała:

                      > Nie rozumiesz, to byłoby niegrzeczne spóźnić się na ślub albo przyjść nieperfek
                      > cyjnie wystrojona tylko dlatego, że córka urodziła

                      Szkoda, że nikt Twojej matce nie powiedział wprost "co z pani za matka i babcia! normalna matka jedzie do córki, do szpitala, a pani się na weselu bawi". Ciekawe co by wtedy odpowiedziała.
                      To jest dobry przykład na to, wg jakich chorych reguł dba się o ten wizerunek.
                  • aqua48 Re: 19.12.20, 13:07
                    pade napisała:

                    >Mnie chod
                    > ziło o sporadyczne sytuacje, na które nie ma się żadnego wpływu, sytuacje nagłe
                    > , czasem wręcz graniczne. Do kogo się wtedy zwrócić jak nie do rodziców?

                    Wiesz, ja np zostawałam z niemowlęciem koleżanki w podobnej sytuacji - podczas pogrzebu, obrony magisterium itp. Jestem "późną jedynaczką starszych rodziców", z dużą dalszą rodziną, ale zupełnie bez bliskich z nią kontaktów, musiałam zatem samodzielnie zorganizować sobie, zbudować wokół siebie krąg serdecznych znajomych, przyjaciół, sąsiadek, osób wspierających. Do wszystkich można w podobnej sytuacji się zwrócić, jeśli z jakiegoś powodu do rodziców nie możesz.

                    • pade Re: 19.12.20, 13:52
                      aqua48 napisała:

                      > pade napisała:

                      >
                      > Wiesz, ja np zostawałam z niemowlęciem koleżanki w podobnej sytuacji - podczas
                      > pogrzebu, obrony magisterium itp. Jestem "późną jedynaczką starszych rodziców",
                      > z dużą dalszą rodziną, ale zupełnie bez bliskich z nią kontaktów, musiałam zat
                      > em samodzielnie zorganizować sobie, zbudować wokół siebie krąg serdecznych znaj
                      > omych, przyjaciół, sąsiadek, osób wspierających. Do wszystkich można w podobnej
                      > sytuacji się zwrócić, jeśli z jakiegoś powodu do rodziców nie możesz.
                      >

                      Moje pytanie było retorycznesmile
                      Uważam za normę zwracanie się w różnych podbramkowych sytuacjach do rodziców. I w drugą stronę również.
                      • aqua48 Re: 19.12.20, 14:37
                        pade napisała:

                        > Uważam za normę zwracanie się w różnych podbramkowych sytuacjach do rodziców. I
                        > w drugą stronę również.

                        No widzisz, a ja niekoniecznie.
              • ichi51e Re: 18.12.20, 19:42
                Nie odbieram tego jako licytacji kto mial gorzej tylko lily sie wydaje ze wszystkim babcie zostaja biora na weekend itp. Guzik. Masa nie bierze nie pomaga
                • lily_evans11 Re: 18.12.20, 20:04
                  Nie, nie wydaje mi się, czytam często to forum i tematy rodzinne z dużym smutkiem, i poczuciem przykrości, wiem, że jest różnie. Ale jednocześnie widzę wokół siebie ludzi, gdzie te relacje są częste, zażyłe, serdeczne. Można więc i tak. I to niestety osoba dorosła jest od nawiązywania więzi, jakiejś tam formuły spędzania razem czasu, na pewno nie kilkuletnie wnuki.
                  Moja mama obśmiewa koleżankę, która siedzi np. po parę miesięcy w Irlandii i pomaga córce przy drugim dziecku, albo sąsiadkę, która jeździ do Danii odciążać córkę (ta ma z kolei pracę naukową i jest samotną mamą). Nie rozumiem, jak można śmiać się, patrzeć z góry i wykpiwać czyjąś życzliwość, staranie, troskę i to, że ktoś lubi spędzać czas ze swoją rodziną.
                  • hrabina_niczyja Re: 18.12.20, 20:09
                    I dobrze Ci się wydaje, bo dokładnie tak jest. Babcie mające w nosie wnuki są w mniejszości. Też obserwuję te babcie co ze szkoły odbiorą, obiad ugotują, na wakacje wezmą. Moja koleżanka matkę ma 600 km dalej, matka zarabia bardzo dobrze, co miesiąc opłaca jej mieszkanie i daje kasę na nianie, żeby ona mogła w weekend gdzieś wyjść, odpocząć, bo jest samotna mama. Ale matki naprawdę już nie zmienisz, co nie znaczy, że masz stać z pochylona głową i godzić się na wszystko. Małymi kroczkami, od już, w tym roku święta u matki. I tego się trzymaj.
                  • aqua48 Re: 19.12.20, 13:09
                    lily_evans11 napisała:

                    > Moja mama obśmiewa koleżankę, która siedzi np. po parę miesięcy w Irlandii i po
                    > maga córce przy drugim dziecku, albo sąsiadkę, która jeździ do Danii odciążać c
                    > órkę

                    A zareagowałaś na to kiedyś? Powiedziałaś jej wprost co o tym myślisz?I o co do swojej matki masz żal?
                    • lily_evans11 Re: 19.12.20, 13:38
                      A owszem dyskutujemy i wtedy jest wrzask, że na pewno ja bym ją chciała wykorzystywać, a ona już swoje dziecko odchowala. I nie, nie chcę nikogo wykorzystywać. Chciałabym żeby moja matka jak każda normalna matka od czasu do czasu zrobiła dla mnie coś miłego, bo tak chyba jest w każdej zdrowej rodzinie. Takie np. raz na miesiąc. Czy to jest wykorzystanie?
                      • pade Re: 19.12.20, 13:59
                        lily_evans11 napisała:

                        > A owszem dyskutujemy i wtedy jest wrzask, że na pewno ja bym ją chciała wykorzy
                        > stywać, a ona już swoje dziecko odchowala. I nie, nie chcę nikogo wykorzystywać
                        > . Chciałabym żeby moja matka jak każda normalna matka od czasu do czasu zrobiła
                        > dla mnie coś miłego, bo tak chyba jest w każdej zdrowej rodzinie. Takie np. ra
                        > z na miesiąc. Czy to jest wykorzystanie?
                        >

                        Nie jest.
                        Ale ona widocznie ma takie podejście do macierzyństwa, jak jeszcze Ty niedawno. Źle jej się kojarzy.
                        Nie czuła się dobrze w roli matki i nie czuje się w roli babci.
                        Jedyne co możesz zrobić, to przestać traktować Waszą relację jako matka - córka, a zacząć traktować jako dorosła kobieta - dorosła kobieta. I tu pilnować symetrii.
                        • chatgris01 Re: 19.12.20, 14:12
                          pade napisała:


                          > Jedyne co możesz zrobić, to przestać traktować Waszą relację jako matka - córka,
                          > a zacząć traktować jako dorosła kobieta - dorosła kobieta. I tu pilnować symetrii.


                          Amen.
                        • aqua48 Re: 19.12.20, 14:39
                          pade napisała:

                          > Jedyne co możesz zrobić, to przestać traktować Waszą relację jako matka - córka
                          > , a zacząć traktować jako dorosła kobieta - dorosła kobieta. I tu pilnować syme
                          > trii.

                          Podpisuję się.
                        • pade Re: 19.12.20, 15:30
                          I jeszcze dodam Lily, że moja matka całe życie oczekuje ode mnie, że to ja będę się o nią troszczyła. Odkąd pamiętam odwracała role w układzie matka-córka i karała mnie za to, że nie spełniałam jej oczekiwań. Nie da się być z nią w relacji dorosła - dorosła. U Ciebie chyba jest jeszcze szansa.
                    • agniesia331 Re: 19.12.20, 18:51
                      aqua48 napisała:

                      > lily_evans11 napisała:
                      >
                      > > Moja mama obśmiewa koleżankę, która siedzi np. po parę miesięcy w Irlandi
                      > i i po
                      > > maga córce przy drugim dziecku, albo sąsiadkę, która jeździ do Danii odci
                      > ążać c
                      > > órkę
                      >
                      > A zareagowałaś na to kiedyś? Powiedziałaś jej wprost co o tym myślisz?I o co do
                      > swojej matki masz żal?
                      Dokladnie, powinnaś zareagować mówiąc jej że ta koleżanka jej matka i babcia jaka ona nigdy nie była u że nie dorasta tamtej do pięt. Sprowadź matkę do parteru, na chore jednostki tylko to działa. A za rok moja miła po prostu wyjedź z córką SAMA na swieta
          • mava Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 18:26
            >matka zostawała "bez protestów" przez jakiś czas, kiedy douczałam się kolejnego języka, żeby więcej >zarabiać i mieć większe możliwości. I wtedy, kiedy mogłam zarobić w szkole językowej.
            >Nigdy po to, żebym miała jakikolwiek czas dla siebie


            no wiesz, "kurde"...Chyba przesadzasz....matka cie zaplodnila, żeby miała obowiazek gwarantowac ci czas wolny? mało ci, że pomogła "żebys mogła wiecej zarabiać" itd?
            Ja mam taka babcię sasiadkę. Dzień w dzień zapiernicza do swoich wnuków, na służbę do córki. Córka (jedynaczka) podrzuca jej tez swoje dzieciaki, chyba juz 3, w wakacje bo widuje je pod oknami. Kobicina ledwo łazi. Ma spora nadwagę i widać, że problemy ze zdrowiem. Nie raz skarżyła mi sie, że nie ma wolnego czasu dla siebie. Powtórzę, wolnego czasu DLA SIEBIE! a nie pracuje, nie ma dzieci na utrzymaniu i powinna moc robic co tylko chce.
            jak chcesz miec "wolny czas dla siebie" to zatrudnij męża! czy tam ojca swoich dzieci. Co? on z in vitro sa?
            • szpil1 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 19:01
              mava napisała:


              > jak chcesz miec "wolny czas dla siebie" to zatrudnij męża! czy tam ojca swoich
              > dzieci. Co? on z in vitro sa?

              Mava, spokojnie. Ojcu jej dziecka regularnie sie tu na forum dostaje. Zresztą - córce też. Lily to taki tp, pretensje do wszystkich, że nie zachowuja się tak jak ona sobie wymarzyła.
    • aqua48 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 11:54
      Nie bardzo rozumiem pytanie czy to ok czy nie że jakaś kobieta nie chce, nielubi i nie umie gotować, czy przyjmować gości. Szwankuje Wam komunikacja w rodzinie skro nie umiesz powiedzieć matce wprost, że męczy Cię gotowanie tak samo jak ją, przy małym dziecku masz w dodatku mało czasu i nie będziesz spełniała jej zachcianek gastronomicznych.
      Moja Mama też nie umiała i nie lubiła gotować i choć robiła to przez lata bo musiała, z ogromną ulgą przeszła na moje obiady. Mam koleżanki którym również gotowanie i pieczenie sprawia ogromna trudność każdy smażony naleśnik się rozwala, a najlepiej wychodzi makaron z serem i kiełbasą. No bywa. Jeden nie ma drygu do gotowania inny nie rozróżnia kolorów, a jeszcze inny nie ma słuchu muzycznego.
      • lily_evans11 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:00
        Mnie nie tyle męczy gotowanie, co mam żal. Dziecko już nie jest małe, więc nie w tym rzecz
        Ale w normalnym świecie ludzie gotują swoim dzieciom albo też i wnukom, jeśli jest taka potrzeba. To jest wyraz pomyślenia o kimś innym, odciążenia go, ale też i wyrażenia jakiejś troski o niego - przynajmniej tak to widzę w otoczeniu, i sama tak uważam.
        • wapaha Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:08
          Ale w normalnym świecie ludzie gotują swoim dzieciom albo też i wnukom, jeśli jest taka potrzeba. To jest wyraz pomyślenia o kimś innym, odciążenia go, ale też i wyrażenia jakiejś troski o niego - przynajmniej tak to widzę w otoczeniu, i sama tak uważam.

          ...tudzież swoim rodzicom- wink
          • lily_evans11 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:16
            Oczywiście, to działa w obie strony.
            Mówiąc "gotują dzieciom" miałam na myśli dzieci niesamodzielne, które same sobie obiadu od podstaw nie zrobią. Tudzież jakąś okolicznościową np. jedną potrawę czy ciasto, właśnie na święta itp.
            Świetnie rozumiem, że im matka starsza, tym jej jest i będzie trudniej, naprawdę jej pomagam, zapraszam na obiad w weekendy (ale znowuż jest na tyle krzepka, żeby zaliczać pierdylion imprez kulturalnych) - ale z tej drugiej strony tak naprawdę w tym aspekcie nigdy nie dostałam tego, czego potrzebowałam.
            I widzę, jak niefajnie mnie ukształtowała taka nieumiejętność dawania czegoś z siebie, wyjścia poza swoją wygodę, żeby dać komuś to, czego on pragnie, a nie co mnie pasuje - i ostatnio sporo sobie we łbie przewartościowuję.
            • pade Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:24
              Lily, rozumiem Cię i uważam, że rozliczałaś się z matką w sposób niewłaściwy. Nie wzięłaś pod uwagę pracy własnej a ta też kosztuje. Powinno być moim zdaniem 1/4 do 3/4, a nie pół na pół.
              Czy Twoja mama w ogóle zauważa, że u Was jest na odwrót niż w większości społeczeństwa, czyli, że rodzic stołuje się u dziecka? Docenia to?
            • daniela34 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:59
              lily_evans11 napisała:


              > I widzę, jak niefajnie mnie ukształtowała taka nieumiejętność dawania czegoś z
              > siebie, wyjścia poza swoją wygodę, żeby dać komuś to, czego on pragnie, a nie
              > co mnie pasuje - i ostatnio sporo sobie we łbie przewartościowuję.

              Lily, wydaje mi się, że to jest bardzo trafna diagnoza. Ze dwa tygodnie temu w wątku o córce napisałaś (a akurat Ci wtedy na to odpowiedziałam), że nie lubisz się dla kogokolwiek lub czegokolwiek wysilać. Po pierwsze- wygląda na to, że nie do końca, bo jednak wysilasz się dla mamy, która zgłasza życzenia co do menu wigilijnego. Po drugie- teraz już rozumiem, z czego to wynika.
        • malia Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:56
          lily_evans11 napisała:

          > Mnie nie tyle męczy gotowanie, co mam żal. Dziecko już nie jest małe, więc nie
          > w tym rzecz
          > Ale w normalnym świecie ludzie gotują swoim dzieciom albo też i wnukom, jeśli j
          > est taka potrzeba. To jest wyraz pomyślenia o kimś innym, odciążenia go, ale te
          > ż i wyrażenia jakiejś troski o niego - przynajmniej tak to widzę w otoczeniu, i
          > sama tak uważam.
          Nienienie, to ja cię źle zrozumiałam, bo myślałam, że czujesz się zmeczona i zajechana bo musisz gotować.
          To teraz nie wiem o co chodzi, rozpamiętywanie tego, co było 10 lat temu jest złe.
          Lubisz gotować i jeść, to gotuj, nie chcesz tego robić dla matki, to nie rób, nie zapraszaj i nie gotuj.
          Zastanów się ile jesteś w stanie wytrzymać i po której stronie przeważają plusy - jak zdecydujesz się obchodzić święta z matką to przyjmij z dobrodziejstwem inwentarza, komentarze olewaj i ucinaj, jak nie zniesiesz tego, to powiedz, że nie i juz. Nooo, na początek powiedz ,że jesteś chora, nie dasz rady i nie gościsz nikogo.
          A tak stoisz w rozkroku, gościsz matkę i płaczesz
        • effka454 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 18:18
          lily_evans11 napisała:

          > Mnie nie tyle męczy gotowanie, co mam żal. Dziecko już nie jest małe, więc nie
          > w tym rzecz
          > Ale w normalnym świecie ludzie gotują swoim dzieciom albo też i wnukom, jeśli j
          > est taka potrzeba. To jest wyraz pomyślenia o kimś innym, odciążenia go, ale te
          > ż i wyrażenia jakiejś troski o niego - przynajmniej tak to widzę w otoczeniu, i
          > sama tak uważam.
          >

          A co jeśli ktoś nie umie gotować, przypala wodę na herbatę, z zrobienie jajecznicy to wyzwanie ponad siły?
          Może swoje uczucie okazuje chwaląc Twoje wyczyny kulinarne, a może umie przyszyć guzik lub zacerować dziurę?
          A może tak naprawdę nie jest osobą rodzinną i kiedyś nie wiedząc dobrze w co "się pakuje" założyła rodzinę, urodziła dzieci, a potem przez wiele lat starała się z poczucia obowiązku jako tako nad tym zapanować, a teraz w końcu poczuła, że może korzystać z życia...
          Gdzieś tam dziwisz się "jak można nie nauczyć się w domu rodzinnym gotować?". Proste, wystarczy, że matka wygania wszystkich z kuchni, bo nikt nie zrobi tak dobrze jak ona, a przy pomaganiu to tylko przeszkadzają.
          Piszesz, że jak byłaś dzieckiem to Twoja mama, też nie była wybitną kucharką i posiłki były monotonne i mało wyszukane - to gdzie Ty nauczyłaś się gotować? Pewnie już we własnym domu... tylko Tobie sprawiało to przyjemność, wychodziło Ci to gotowanie, a być może Twojej matce nie - ani przyjemności, a jeszcze irytacja, jak potrawy były niesmaczne.
          Ludzie są różni - empatyczni, egoistyczni, non stop chcący pomagać i tacy, którzy odmawiają pierdół, ale jak stanie się coś poważnego to stający na wysokości zadania, i tacy którzy patrzą tylko żeby im było wygodnie, i tacy którzy będę Ci pomagać nawet jak nie chcesz, a oni wiedzą lepiej co dla Ciebie dobre (takich najbardziej nie lubię, gorsi od tych niepomagających).
          Ja osobiście nie mam do nikogo pretensji, że mi nie pomógł, nie ugotował, nie podwiózł - skoro poprosiłam a odmówił, to widocznie nie mógł, nie umiał, nie miał możliwości, a może po prostu nie chciał. Mówi się trudno i szuka się dalej smile albo wymyśla plan B
        • szpil1 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 18:20
          lily_evans11 napisała:

          > Mnie nie tyle męczy gotowanie, co mam żal.

          Ale ty masz żal do wszystkich za wszystko - do eksa, do matki, do córki, do innych matek w szkole. Zawsze źle, zawsze coś nie tak. Ubzdurasz sobie wizje idealnego życia, które by ci pasowało i winisz inncy, bo nie jest tak jak byś chciała. Zawsze inni są winni, ty nigdy.
          • cruella_demon Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 19:09
            Ale spie@#lone dzieciństwo niewątpliwie miało na to ogromny wpływ.
            W sumie lili jest doskonałym przykładem na to, jak kończą niekochane i niechciane przez matkę dzieci. Z tego co kojarzę wzorowego ojca też nie miała.
            Lilly nie popełnij tych samych błędów wobec córki.
            • niennte Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 19:33
              cruella_demon napisała:

              > Ale spie@#lone dzieciństwo niewątpliwie miało na to ogromny wpływ.
              > W sumie lili jest doskonałym przykładem na to, jak kończą niekochane i niechcia
              > ne przez matkę dzieci. Z tego co kojarzę wzorowego ojca też nie miała. - bez jej pasji, znajomych, przyjaciółek
              > Lilly nie popełnij tych samych błędów wobec córki.
              >


              To były czasy, kiedy dzieci się po prostu miało. Nie było tak, że jedni nie chcą dzieci, a inni mają misję tworzenia idealnej relacji rodzic - dziecko. Nie sądzę, żeby Lily była niekochana czy niechciana. Po prostu była dzieckiem samotnej, pracującej i nie najlepiej opłacanej matki w dość ciężkich czasach.
              Teraz nie popełnia tych samych błędów. Popełnia odwrotne: jest nadopiekuńcza, rozwija zbyt wielki parasol ochronny nad córką. Czy kiedy ona dorośnie, będzie umiała żyć samodzielnie? Nie bać się życia? Podejmować wyzwania? Walczyć o siebie? Czy matka wycofa się z jej życia? Nie będzie wymawiać, że poświęciła dla niej wszystko? Przestanie się wtrącać? Jestem tego bardzo ciekawa.

              Jeszcze jedno: odnoszę wrażenie, że Lily ma gdzieś to wszystko, co jest ważne dla matki, bo chciałaby ją mieć na wyłączność. Przez jej wypowiedzi przebija zazdrość, że matka ma jakiś swój świat, znajomych, zainteresowania...
              • cruella_demon Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 19:41
                Raczej żal, że matka zawsze miała ją gdzieś i jako dziecko i jako dorosłą. Żal że nigdy jej nie pomogła, nawet gdy była w podbramkowej sytuacji. O niechęci do wnuczki nie wspomnę, bo to że własna matka nie lubi naszego dziecka jest bardzo przykre. Śledzę wpisy lily na tym forum od lat i uważam, że jej żale do matki są w pełni uzasadnione, a jej wcześniejsze lękowe i nadopiekuńcze zachowania wobec córki wynikały z tego, że sama była mocno zaniedbanym dzieckiem.
        • pade Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:29
          To nie chodzi o zmianę matki. Tu chodzi o to, że Lily czuje, że nie ma symetrii. Relacja czterdziestoparolatki z rodzicem to relacja dorosły-dorosły, a ta polega na wymianie, ja tej wymiany u Lily nie widzę.
          Póki mama nie ma demencji, nie wymaga opieki itd. można jeszcze tę symetrię przywrócić. Nie, wymagając od matki, a dokonując innych niż dotychczas wyborów.
        • daniela34 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 12:56
          primula.alpicola napisała:

          > Tu nawet nie o gotowanie chodzi, tylko o całokształt żalów i pretensji lily do
          > matki

          Słusznie. I w większości uzasadnionych, w mojej ocenie. Oczywiście na ile może to ocenić ktoś z zewnątrz i znając relacje tylko jednej strony.
        • lily_evans11 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 15:05
          Cieszę się, że wiesz lepiej jak u mnie wygląda Wigilia big_grin. Mamunia akurat z ogromnym apetytem wszystko wcina, jest wniebowzięta, a na parę tygodni przed przynosi mi pierdylion cudacznych i trudnych przepisów (których nawet nie odważam się robić).
          Córka co roku je barszcz z uszkami i rybę po grecku, na tym jej możliwości na kolację się kończą. Ale to je i lubi. W tym roku robi też pierniczki i już powiedziała, że większość jest jej.
          Ja bardzo lubię to wszystko jeść i robić. Ale skoro ktoś drugi też lubi, to mógłby ruszyć tyłek i zrobić np. część z tego. To by było takie miłe, od serca, normalni rodzice robią normalne jedzenie, normalne babcie karmią wnuki swoimi specjałami.
          • effka454 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 18:31
            Jesteś bardzo zafiksowana na uszczęśliwianiu przez jedzenie big_grin
            Podejrzewam, że jesteś jedną z tych osób do których przychodzi się na herbatę,
            a zostają uraczone całą kolacją z deserem na dodatek. A jak odmawiasz, to czują się niedowartościowane smile
            Mam koleżankę, do której czasami idę na plotki i kawę, samą kawę, bez ciast, ciateczek i przekąsek - i ona dobrze o tym wie, że nie jem, nie przegryzam. A mimo to co 15 minut pyta czy bym czegoś nie zjadła, może się poczęstuję jabłuszkiem, o a tutaj ma bardzo dobre suszone owoce, a może orzechy/migdały i tak co chwila. Śmieję się, że to taki rasowy okaz matki-karmicielki big_grin
          • aandzia43 Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 20:09

            > Ja bardzo lubię to wszystko jeść i robić. Ale skoro ktoś drugi też lubi, to móg
            > łby ruszyć tyłek i zrobić np. część z tego. To by było takie miłe, od serca, no
            > rmalni rodzice robią normalne jedzenie, normalne babcie karmią wnuki swoimi spe
            > cjałami.

            Karmią te babcie, które potrafią gotować. Śpiewają kołysanki te, które potrafią śpiewać, robią na drutach sweterki te, które potrafią robić na drutach, itd. Rozumiem, że brak ci wspólnika i towarzysza do tej przyjemnej kulinarnej okołświątecznej krzątaniny. Mama nim nie będzie, trudno, ale córka lubi piec pierniczki i jest fajnie smile
            Zrób w tym roku o 1/3 mniej potraw.
            • hrabina_niczyja Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 18.12.20, 20:19
              Moja babcia nie umiała gotować, ale gotowała. Najwyżej sobie człowiek na talerzu posolił. Za to robiła mega drożdżówki i marmoladę z jabłek. Śpiewać też nie umiała, ale jak u niej byłam to mi Śpiewała. Tu nie chodzi o tip top, a o chęci. Chociaż moja matka ma do niej multum pretensji i żali. Ja mam cały jeden, bo to była babcia, która u siebie i owszem, ale żeby ze mną w moim domu zostać to już nie. I mam żal, że nie było jej, kiedy z mamą leżałyśmy półprzytomne z grypa. I nie było jej kiedy mama nie chodziła, a ja miałam 7 lat i nosiłam jej ciepła herbatę. I kiedy mama szła do szpitala, a ta się pakowała do siebie, tego jak się bałam, że mamy nie ma i zostanę sama. Nie zostałam, bo mama do szpitala przyjęcia odmówiła, ale babka i owszem, pojechala. Dlatego ja całym sercem rozumiem Lili, bo byłam naocznym świadkiem jak ciężko jest być samotna matka nie mając wsparcia we własnej matce. I ile zali ma się potem, nawet będąc bardzo dorosłym. Moja mama ma 70 lat i w chwilach wspomien nie raz się popłacze. Lili ma żal nie tylko o pierniki i śledzie, słuszny żal.
          • paniusia.aniusia Re: "Nie jestem babcią gotującą!" 19.12.20, 10:26
            Moja babcia nienawidziła gotowania. Potrafiła na obiad zjeść kawałek chleba z kiełbasą byle nie gotować. Świąt nigdy nie szykowała - zawsze była zapraszana do moich rodziców. Poza tym była cudownym, chętnym do pomocy człowiekiem, opiekowała się mną i moim bratem gdy rodzice byli w pracy, chcieli iść na imprezę, zrobiła zakupy,posprzątała -wszystko byle nie gotować. I nikt w życiu nie miał o to do niej pretensji.
            Dziwie Ci się trochę. Jak cie to gotowanie meczy a lubisz potrawy wigilijne to w fajnej restauracji zamów to co lubisz i po sprawie. Nie psuj sobie świat i relacji z mama o taka sprawę. Tym bardzoej,ze nigdy nie lubiła gotowania a Ty zaczęłaś teraz mieć z tym problem.