Od jakiegoś czasu rozważaliśmy wyprowadzkę z Warszawy, a covid przypieczętował tę decyzję. Znaleźliśmy działkę, która nam się podoba: 1000m2 pod miasteczkiem 10000 mieszkańców, ładny kształt, 2 kroki do stacji PKP z bezpośrednim połączeniem do Warszawy, obok 15 min autem do autostrady, łącznie ok. 40-50 minut do Warszawy, blisko szkoła podstawowa, blisko głównej drogi i wszelkiej infrastruktury z kanalizacją włącznie

W miasteczku jakieś markety, targ, kino, PKS. Do tego ładne lasy wokół, ładna okolica i atrakcyjna cena, nawet jak na tę okolicę.
ALE: pociągiem do Warszawy jest 1h, a pociąg odjeżdża tylko co godzinę w godzinach szczytu. Zastanawiam się, czy to jest w ogóle "grywalne", czy jest sens skazywać dzieci na takie dojazdy do LO czy na studia? Wydaje mi się to ciężkie. Wiem, że koszt działki w całej inwestycji to pikuś, ale tam, gdzie dojazd do Wawy wynosi 35minut koleją i 30 minut autostradą, działki są 3x droższe, nie ma kanalizacji i jest mnóstwo mikrodziałeczek z podziałów, 7 linii zabudowy, dalej do podstawówki i mniej ciekawa okolica. Dzieci o zdanie nie zapytam, jeszcze za małe

Nasza praca jest zdalna z koniecznością okazjonalnego pojawienia się w biurze. Czy ktoś tak mieszka i uważa, że to ma sens?