panna_lila
25.07.21, 22:15
czytam sobie te różne wątki o unikaniu wizyt i co zrobić, żeby się goście nie zwalili na głowę i zastanawiam się, gdzie się podziała ta gościnność, która była Polaków zaletą?
I nie piszę o takiej gościnności jak opisana poniżej, ale o takiej prostej radości, że ktoś chce do nas wpaść z wizytą i możemy z nim po prostu pogadać, choćby przy słonych paluszkach. Spotykacie się w domu ze znajomymi?
"O którejkolwiek wreszcie porze przybyłeś w dom szlachecki, zawsześ bywał uraczony, czekała na cię zostawiona część obiadu lub oprawna już kura, a w rychłem zastawieniu pokarmu dla gościa malował się porządek domu, pośpiech sług, dobroć gospodarza i gospodyni. Zaprosiłeś kogo do siebie? ten miał prawo kilku jeszcze znajomych lub przyjaciół w dom twój przyprowadzić, a lubo tym sposobem zamiast kilkunastu przybywało kilkadziesiąt osób, nie robiło to nieładu ani zagniewania gospodarstwa. Przeciwnie, wzmagała się ich wesołość i uradowanie z przybytku gości i możności okazania dostatku i porządku domowego, a gdy czego zabrakło, np. pościeli, spano „pokotem“ na sianie i nikomu do głowy nie przyszło, aby zwracać uwagę na brak wygody tam, gdzie był nadmiar serdeczności.