Dodaj do ulubionych

"staropolska gościnność"?

25.07.21, 22:15
czytam sobie te różne wątki o unikaniu wizyt i co zrobić, żeby się goście nie zwalili na głowę i zastanawiam się, gdzie się podziała ta gościnność, która była Polaków zaletą?

I nie piszę o takiej gościnności jak opisana poniżej, ale o takiej prostej radości, że ktoś chce do nas wpaść z wizytą i możemy z nim po prostu pogadać, choćby przy słonych paluszkach. Spotykacie się w domu ze znajomymi?

"O którejkolwiek wreszcie porze przybyłeś w dom szlachecki, zawsześ bywał uraczony, czekała na cię zostawiona część obiadu lub oprawna już kura, a w rychłem zastawieniu pokarmu dla gościa malował się porządek domu, pośpiech sług, dobroć gospodarza i gospodyni. Zaprosiłeś kogo do siebie? ten miał prawo kilku jeszcze znajomych lub przyjaciół w dom twój przyprowadzić, a lubo tym sposobem zamiast kilkunastu przybywało kilkadziesiąt osób, nie robiło to nieładu ani zagniewania gospodarstwa. Przeciwnie, wzmagała się ich wesołość i uradowanie z przybytku gości i możności okazania dostatku i porządku domowego, a gdy czego zabrakło, np. pościeli, spano „pokotem“ na sianie i nikomu do głowy nie przyszło, aby zwracać uwagę na brak wygody tam, gdzie był nadmiar serdeczności.
Obserwuj wątek
      • panna_lila Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:27
        nie popadajmy w skrajność, nie potrzeba służby, żeby przyjąć kilkoro znajomych.
        Teraz jest tyle udogodnień - zmywarka, pralkosuszarka, piekarnik, więc odpada rozpalanie w piecusmile, jedzenie można zamówić i przywiozą ze sklepu, a jak się ma fajnych znajomych to sami coś przyniosą. To nie kwestia braku służby.
        • po-trafie Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 08:11
          Zgadzam sie z przedmowca. Fragment cytowany jak i tytul watku odnosza sie do goscinnosci SZLACHECKIEJ.
          My w wiekszosci z chlopstwa, arystokracje nam wojna i komuna przetrzebila, nie mamy ani tradycji, ani sil by grupy ludzi znienacka ugaszczac.
          Ostatnimi tygodniami wpada do mnie ciraz czesciej rodzina, bez zapowiedzi. Mialam takie popoludnie, ze w czasie jednego pracowego telco ktos mi 3 razy ledwo pukajac wszedl do mieszkania…. Ludzie z pracy pytali, jakie cuda obserwuje, ze wygladam na az tak zdziwiona…
    • asia_i_p Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:25
      Myślę, że klucz tkwi w tym fragmencie, który zacytowałaś. "Dom szlachecki" - więc gospodarze raczej nieprzeciążeni obowiązkami zawodowymi, "'pośpiech sług" - w moim domu to ja jestem sługą. Gdybym miała kasę, duży dom i śpieszące się sługi, byłabym gościnną gospodynią jak ta lala.
      • daisy Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:39
        "Gdzie był gospodarz dyskretny, chociaż wylany do uraczenia gości, tam się uchronić można było od spełniania kielichów; ale kiedy sam lubił pić i drugich poić, trudna rzecz była: wołano, krzyczano, doliwano i co tylko było sposobów, wszystkimi przymuszano do spełniania-a jeszcze duszkiem. U niektórych panów lokaje, hajducy, węgrzynkowie, chłopcy mieli rozkaz raz na zawsze podczas uczty pilnować, kto nie wypił, aby mu dolano; na ten koniec służebni domowi jedni się porozsadzali z flaszami dokoła stołu, drudzy z tymiż pod stół powłazili. Jeżeli nie wypijający kielicha swego, broniąc się od dolewki sąsiada, wyniósł go w górę albo za siebie uchylił, pachołek na to czatujący sprawnie mu go dolał; jeżeli skrył go pod stół, toż samo zrobił mu siedzący pod stołem służka. I tak ów niedołężny pijak, który nie mógł duszkiem wygarnąć kielicha, kręcił się jak wąż tam i sam, w górę i na dół z kielichem, a wszędzie mu go dolewano, aż póki do dna trunku przybywającego nie wymęczył albo póki nie postrzeżono, że się ma do odwrotu tego, co wypił, albo póki się ta komedia, najbardziej biesiadujących bawiąca, do innego nie przeniosła, kiedy się kielichy dwa i trzy rączego za sobą goniły".
    • daniela34 Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:27
      Tak, spotykam się ze znajomymi i przyjaciółmi, mało tego- bardzo, bardzo to lubię. Niemniej z niespodziewanymi gośćmi mogę mieć kłopot, ponieważ to, że jestem w domu nie oznacza, że akurat nie pracuję, lub nie będę musiała usiąść do pracy za pół godziny. To po pierwsze.
      Po drugie- porównania do szlacheckiego domu nieco na wyrost - w dzisiejszych czasach rzadko kto ma takie powierzchnie do dyspozycji, spichrze i spiżarnie z zapasami jadła, służbę do obsługi tych kilkudziesięciu osób oraz zazwyczaj jednak ludzie pracują zawodowo. Tak, że tego "każ dziewkom kuchennym aby umyły ręce.."
      A w opisywanych historiach raczej nie niespodziewana wizyta jest problemem tylko
      -bezmyślność - zwalenie matce dwumiesięczniaka 7 osób na głowę
      -bezczelność-och, nie widziałyśmy się od 10 lat, ale masz fajną działkę nad jeziorem to ci się zwalę na głowę, żeby rodzina spędziła miło weekend
    • ludzikmichelin4245 Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:29
      panna_lila napisała:

      > gdzie się podziała ta gościnność, która była
      > Polaków zaletą?
      >

      Zniknęła wraz z ogólną zmianą stylu życia na taki, w którym znacznie więcej się pracuje, więcej przebywa poza domem, w którym potrzeba prywatności wygrała z potrzebą wspólnotowości. Doszła znacznie większa ilość bodźców, którym przeciętny człowiek jest poddawany - przed transformacją towarzyskie nasiadówy stanowiły własciwie jedyną możliwą rozrywkę. Wzrosła mobilność, która utrudniła podtrzymywanie relacji typu "znamy się od dzieciństwa jak łyse konie". Wzrosły wymagania wobec rodzicielstwa, przez co wychowanie potomstwa stało się znacznie bardziej absorbujące.
      Myślę zatem, że z grubsza o to chodzi - przeciętny człowiek jest obecnie zbyt zmęczony i przebodźcowany, by być entuzjastą spontanicznych wizyt.
    • z_pokladu_idy Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:29
      Jakbym miała 'pośpiech sług' i dworek do dyspozycji, też bym chętnie gości przyjmowała. A tak sama zapieprzam przy gotowaniu, sprzątaniu i ogarnianiu dzieciaka w małym mieszkaniu, to i średnio mi się uśmiecha dogadzanie dodatkowym ludziom, którzy często nie czują, że pora się oddalić. No ale ja jestem z rodziny roboli, nie szlechecko-dworkowych dam, to mi chyba wolno.
    • mrs.solis Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:29
      W tekscie jest mowa o domu szlacheckim, mnie by bardziej interesowal opis jak ktos wpada ze znajomymi do domu parobka 😀, bo w obecnych czasach to chyba nam blizej do sytuacji tego robola niz szlachcica z plejada sluzacych w domu.
    • konsta-is-me Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:29
      "takiej prostej radości, że ktoś chce do nas wpaść z wizytą i możemy z nim po prostu pogadać, choćby przy słonych paluszkach"
      Ale piszesz głębokich przyjaźniach czy o takich jak z wątku obok?😆
      I bez przesady, w PRL bywały takie spontaniczne odwiedziny, ale po pierwsze - nie ma w ogóle porównania z tempem życia, a szczególnie z tempem pracy ...
      No nie ma .

      Po drugie to często był bardziej obowiązek, gościnność na pokaz i to wyczekiwanie kiedy wreszcie sobie pójdą.
      A goście potrafili się zasiedzieć...
      I te krrygowanie się "ojej ,goście a ja nic nie mam przygotowane, posprzątane" itd.
      Bardziej "bo tak wypada" niż "bo naprawdę się cieszę" .
      Czasem autentyczna radość, czasem udręka.
      No, nie było tak?
      Nie ma co idealizowac "bo kiedyś ..."

    • heca7 Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:34
      Nie no, oczywiście. Jakbym miała stado dziewek do pomocy w kuchni, pokojówkę i sprzątaczki to oczywiście było by łatwiej. A, jeszcze bony i niańki do dzieci i guwernera dla starszych. I to wszystko za grosze. Rano otwierałabym spiżarnię i wydawała kucharzowi potrzebne wiktuały.
      I gdybym nie widywała ludzi spoza najbliższego obejścia przez całą zimę i przedwiośnie to bym łaknęła towarzystwa kogokolwiek. Ale to nie te czasy, że trzeba przez pola i śniegi się przedzierać okładając batem atakujące wilki tongue_out
    • profes79 Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:37
      Szlachecki dom mógł sobie na to pozwolić - i to też nie każdy i nie w każdym okresie historycznym. Szlachcic zwykle rzadko kiedy miewał inne zajęcie, stąd też mógł pozwolić sobie na takie wizyty - wiedząc, że gdy on sam będzie w podróży, także takiego przyjęcia może się spodziewać.

      Nie mam nic przeciwko wizytom i wizytowaniu, ale zawsze uprzedzam - do głowy mi nie przychodzi zwalanie się komuś do domu bez zapowiedzi i oczekiwanie, że wszyscy na mój widok będą przepełnieni szczęściem. Owszem, i ze znajomymi i z dalszą rodziną chętnie się spotykam ale do licha z uprzedzeniem chociaż jednodniowym. I mając na względzie fakt, że znajomi mający dwumiesięczne dziecko mogą akurat do takich wizyt nie mieć serca.
    • kkalipso Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:42
      Kiedyś to był standard. teraz każdy woli knajpki, plażę, spacer ...Udusiłabym za niespodziewaną wizytę, owszem i takie mogą być miłe ale nie dziękuję. Te uzgadniane jak najbardziej, zapraszam z miłą chęcią.
    • koronka2012 Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:42
      Drzewiej ludzie mieli inny styl życia. Z innymi osobami poza domownikami mieli kontakt z rzadka i najczęściej listowny, więc po pierwsze wizyta była jedną z nielicznych atrakcji, po drugie dawała możliwość rozszerzenia kręgu znajomych, nawiązania nowych koligacji, interesów itd.
      No i podróże były na tyle kłopotliwe że na herbatkę można było wpaść co najwyżej do sąsiadów, dalsze wizytę wymagały dłuższego pobytu.
    • daisy Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 22:43
      "Takowe uciechy działy się po pańskich domach między przyjaciołmi zaproszonymi. Niższej zaś fortuny szlachta wyprawiała kuligi, które były takowe: dwóch albo trzech sąsiadów zmówili się z sobą, zabrali z sobą żony, córki, synów, czeladź służącą i co tylko mieli w domu dorosłego, nie zostawując w nim, tylko małe dzieci pod dozorem jakich dwojga osób, mężczyzny i niewiasty. Sami zaś wpakowawszy się na sanki albo gdy sanny nie było, na kolaski, karety, wózki, na konie wierszchowe, jak kto mógł, jachali do sąsiada pobliższego ani proszeni od niego, ani przestrzegłszy go, żeby się im nie skrył albo nie ujechał z domu. Tam go zaskoczywszy, rozkazywali sobie dawać jeść, pić, koniom i ludziom, bez wszelkiej ceremonii, właśnie jak żołnierze na egzekucji, póty u niego deboszując, póki do szczętu nie wypróżnili mu piwnicy, szpiżarni i szpichlerza; gdy już wyżarli i wypili wszystko, co było, brali owego nieboraka z sobą, z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada, któremu podobneż pustki zrobiwszy, ciągnęli dalej, aż póki w kolej do tych, którzy zaczęli kulig, nie doszli. Ci zaś, że pospolicie byli najmniej majętni, a do tego garłacze koronni, nie mający zaległych trunkami piwnic ani zapaśnych szpiżarniów, niedługo w domach swoich kompanią zabawili, ile już deboszami w innych domach dostatniejszych znużoną".

      Kitowicz, Opis obyczajów
      • iwoniaw Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 17:23
        jachali do sąsiada pobliższego ani proszeni od niego, ani przestrzegłszy go, żeby się im nie skrył albo nie ujechał z domu.

        I wszystko w temacie ochoczego podejmowania gości, napisane otwartym tekstem w samiuśkim źródle historycznym 😂
    • hrabina_niczyja Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 23:07
      U mnie. Ja lubię gości, ale nie lubię bez uprzedzenia. Czasami zdarza się ktoś zadzwoni wpadnę za chwilę, ale to już zależy czy mam burdel czy umyłam włosy i czy wogóle mi się chce. Jak nie chce i stan mieszkania czy mój albo robota domowa mnie przeraża to grzecznie odmawiam. Natomiast jak zapraszam to lubię gościć. Lubię też gotować dla gości, nakarmić napoić. Z tym już się trochę hamuje, bo to nie jest jednak standard i bywało, że ktoś gości posadził przy krakersach jedynie. Teraz bardziej preferuje knajpy, no ale po tylu miesiącach zamknięcia to wiadomo.
    • tt-tka Re: "staropolska gościnność"? 25.07.21, 23:09
      Tetmajer, szlachcic jak najbardziej, z cala rodzina kryl sie w zbozu, kiedy tylko stojaca na czatach coreczka ostrzegala, ze goscie ida. Co za wstrzasajaca niegoscinnosc. Doprawdy, skad mu sie to wzielo, moze wiesz ?
    • daniela34 Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 00:29
      Dobra, wizualizuję sobie jutrzejsze późne popołudnie i niezapowiedzianą wizytę kilkorga znajomych, którzy przejechali dajmy na to 300 km, ale za to przywieźli własne żarcie. Są piekarniki, pralkosuszarki, zmywarki, a zakupy można zamówić z dowozem, dziewki kuchenne w liczbie sześciu są zatem zbędne.

      Lecimy z tym koksem:
      czas akcji- poniedziałek 26 lipca, godzina dajmy na to 16.00
      miejsce akcji- mieszkanie Danieli, gdzieś w królewskim Kraka grodzie
      dramatis personae: Daniela, partner Danieli, rodzice Danieli w wieku emerytalnym, bliżej niesprecyzowana liczba gości (kilkoro)
      Dzwonek do drzwi. Daniela wstaje od stołu, przy którym własnie konsumowała obiad rodzinny. Za drzwiami kilkoro znajomych, wpadli z niezapowiedzianą wizytą na kilka dni. Wchodzą. Na stole są smutne obiadowe resztki, w kuchni ze 4 kawałki ciasta drożdżowego z borówkami, bo tyle zostało po weekendzie, kawy, herbaty i wody z miętą nie zabraknie. W zamrażalniku jest karkówka, filety, dużo białek na bezy, no ale to kilka godzin będzie się rozmrażać. Nic to jednak bo goście przywieźli własne jedzenie. Idziemy nakładać na talerze przywiezione jadło oraz zaparzyć kawę i herbatę przy czym Daniela musi się ze wszystkim uwinąć w pół godziny, bo o 16.30 musi wyjść na spotkanie do biura, które skończy się pewnie po 20.00 (co oznacza, że w domu będzie koło 21.00).
      Exit Daniela
      Partner Danieli zabawia gości rozmową jeszcze przez 15 minut, następnie zaś zabiera 4 najbardziej potrzebne segregatory i udaje się do sypialni, gdzie przystępuje do sporządzania zaplanowanej na dzisiejszy wieczór apelacji w sprawie 12-tomowej. Pomiędzy konstruowaniem zarzutów partner Danieli zamawia zakupy online.
      Exit partner Danieli
      Następnie rolę gospodarzy przejmują rodzice Danieli, którzy co prawda znajomych Danieli widzą pierwszy raz w życiu, ale wspinają się na wyżyny gościnności i rozmawiają o pogodzie, polityce, czy tam dziesiątej fali covida.
      O 20.00 81-letni ojciec Danieli zaczyna poziewać, ale twardo tkwi na posterunku. Matka Danieli zaczyna w myślach robić inwentaryzację zasobów pościelowych oraz koców.
      O 21.00 wraca Daniela, wysyła rodziców do spania i przedstawia gościom opcje noclegowe: pokotem na podłodze w salonie albo w poprzek na rozłożonej kanapie (wzdłuż się nie zmieszczą, bo jest ich "kilkoro"). Można jeszcze oddać gościom sypialnię, ale wówczas też w poprzek łóżka. Mamy dwie rezerwowe poduszki i dwie kołdry. Goście w bliżej niesprecyzowanej liczbie kilkorga mogą rzucić o nie monetą. Następnie goście Danieli, rodzice Danieli oraz Daniela idą się po kolei myć. Umyli się. Jest 00.00.
      Goście idą spać. Daniela idzie spać, partner Danieli nie idzie spać, bo mu się nie opłaca, za trzy godziny musiałby wstać, bo wyjeżdża do Ostrowa Wielopolskiego na rozprawę.

      Poranek dnia następnego:
      Partner Danieli zabrał cztery segregatory, wydruk apelacji oraz swoją osobę i wyjechał z domu o 4.00.
      Daniela wstaje o 7.00 jak skowronek, przygotowuje śniadanie i wybywa z domu o 8.30. Planuje powrócić około 16.00. Niestety tuż po rozprawie okazuje się, że upadło niewielkie lokalne biuro podróży, a jego szef właśnie został zatrzymany za oszustwa, pilnie potrzebuje pomocy prawnej na przesłuchaniu. Jako że to długoletni klient Daniela jedzie na komisariat policji, na którym w nieklimatyzowanym pomieszczeniu tkwi do 22.00.
      Na szczęście w międzyczasie czyli już o 20.00 wrócił partner Danieli, zaś rodzice odebrali zamówione zakupy spożywcze i przygotowali obiad dla kilkorga gości. Niestety, przy późnej kolacji zasypia z twarzą wtuloną w kotlet schabowy panierowany partner Danieli, Daniela zaś twardo walczy ze snem, ale jej wkład w konwersację ogranicza się do: tak, nie aha.
      Nazajutrz goście wyjeżdżają.
      Ogólnie rzecz biorąc, to była bardzo udana wizyta



          • saszanasza Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 17:22
            daniela34 napisała:

            > Tu się zbiorczo podepnę, dzięki dziewczyny, jeśli was rozbawiła moja wizja "Żyw
            > ota Danieli we 12 scenach prozą pisanego" i uprzyjemniła wam niedzielną noc lub
            > poniedziałkowy poranek, to bardzo się cieszę wink

            Toż u ciebie Daniela prawdziwe polskie rarytasy gościnności🙈😉
            • daniela34 Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 18:46
              😃 Ja bardzo lubię gościć ludzi. Lubię gotować, kocham piec, kocham karmić. Do nocowania jakichś cudownych warunków nie mam, ale jeśli ktoś się zapowie z wizytą to jestem w stanie coś zorganizować. Natomiast gdybym miała znajomych z gatunku: wpadniemy na 3 dni bez uprzedzenia, to to.musialoby wyglądać jak wyżej. Bo pracę mamy taką jaką mamy i układ dnia też bywa taki jak opisałam. Jeszcze mogliby goście pocałować klamkę. Na szczęście znajomi nie hołdują tradycji staropolskiej i przyjeżdżają/przychodzą zapowiedziani. A wtedy mają jak za króla Sasa: jedz, pij i popuszczaj pasa-z uwzględnieniem fobii żywieniowych, sympatii i antypatii pokarmowych, alergii, diet i światopoglądu.
      • tt-tka Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 07:52
        daniela34 napisała:

        > Dobra, wizualizuję sobie jutrzejsze późne popołudnie i niezapowiedzianą wizytę
        > kilkorga znajomych, którzy przejechali dajmy na to 300 km, ale za to przywieźli
        > własne żarcie. Są piekarniki, pralkosuszarki, zmywarki, a zakupy można zamówić
        > z dowozem, dziewki kuchenne w liczbie sześciu są zatem zbędne.
        >
        > Lecimy z tym koksem:

        Podepne sie, dobra ?

        Tym razem akcja w syrenim grodzie, u tt-tki


        czas akcji- poniedziałek 26 lipca, godzina dajmy na to 16.00
        Tt-tka wstaje od stołu, przy którym własnie leza porozrzucane gazety z kilku dni, bo po weekendowym dyzurze nadrabia zaleglosci czytelnicze. Za drzwiami kilkoro znajomych, wpadli z niezapowiedzianą wizytą na
        kilka dni. Wchodzą. Gazety na pobliski fotel, na stol wjezdza kawa, herbata, zimne napoje (to zawsze w domu jest). Jezeli goscie przybyli z wlasnymi zapasami, to rowniez sztucce i talerze. Po trzygodzinnej konwersacji tt-tka pyta gosci, patrzac z troska na poziewujacego (po nocce jest, a odespac nie mial kiedy) niemeza, w ktorym hotelu maja rezerwacje. Jesli goscie rezerwacji nie maja, pada propozycja skorzystania z telefonu celem poszukania noclegu i zaproszenie na kolacje na jutro. Jesli goscie propozycje odrzucaja, pada info o rozkladzie jazdy pociagow/autobusow oraz zapewnienie, ze w blizej niesprecyzowanym czasie my chetnie do nich wpadniemy.


        • daniela34 Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 09:29
          Widzisz tt-tko, trafiłaś w sedno. Jeśli gościom zależy na odwiedzinach gospodarzy= zależy im na obecności (w stanie mniej więcej przytomnym) tychże gospodarzy, więc mając świadomość tego, że ludzie pracują, maja obowiązki okołodzieciowe, zajęcia dodatkowe itp., nie wpadają znienacka na kilka dni tylko termin takiej wizyty ustalają z gospodarzami. Jeśli nie mają ochoty ustalać i wszystko im jedno, czy gospodarze będą w domu czy nie, to znaczy, że dom gospodarzy traktują jak darmowy hotel. A wtedy- no cóż, ja się na prowadzenie darmowego hotelu nie pisałam smile
      • ladymercury Re: "staropolska gościnność"? 26.07.21, 07:53
        Daniela, jakby nie daj buk coś takiego Ci sie przydarzyło w realu, to podjedź do mnie na chatę, pożyczę Ci kota, który w nocy biega galopkiem po salonie. Leżący pokot go dodatkowo ucieszy. Jak wstaniesz, będziesz miała pusty salon, a na stole kartkę, że sorry, ale zostawili włączone żelazko i musieli jechać 😄
          • rita03 Re: "staropolska gościnność"? 29.07.21, 17:09
            A ja nie ukrywam, że trochę tęsknię, za takimi spontanicznymi odwiedzinami...
            Nie mam nic przeciwko gościom bez zapowiedzi ( oczywiście zakładając, że jest to ktoś, kogo lubię), choć to się już prawie nie zdarza. Jedyną osobą, do której ja wpadam bez zapowiedzi jest moja mama i nic mnie tak nie cieszy, jak uśmiech w jej oczach gdy przychodzę. Ona z tego pokolenia, które zawsze jest przygotowane. Nie tylko ciasteczka do kawy, ale i obiad " bo akurat za dużo ugotowała" wink).
            Mój partner uwielbia tam przychodzić ze mną i jest szczerze zdziwiony, że mama nie tylko zawsze jest zadowolona z tych wizyt, ale ma czym poczęstować. Bo jego mama nawet w urodziny, czy dzień matki, mówi że się nie spodziewała i nie jest przygotowana. Ale to już inny temat...
            Mam też kilka osób w swoim otoczeniu, które sygnalizują, żeby wpadać kiedy tylko jestem w pobliżu i mam ochotę, ale się nie odważyłam tak wpaść bez wcześniejszego uzgodnienia.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka