..czytelniczy, nie cieszcie się, co poniektórzy

Nic mi nie pasuje.
Nic nie podchodzi.
Zaczynam i nie kończę.
Szukam i nie znajduję.
Potrzebuję czegoś kojącego i świetnie napisanego.
Jeżeli ma być mało kojące - to musi być jeszcze lepiej napisane.
Żadnej krzywdy dzieci, z drugiej strony - "Kąkol" Papużanki to było to.
Żadnej pseudoludowszczyzny, choć "Stara Słaboniowa i spiekładuchy" było świetne.
Zaczęłam "Fuerte" Bajona, niby wszystko doskonale, ale nie chwyciło mnie za serce.
Durrellowie już nie cieszą jak kiedyś (książki).
Tęsknię za Tomaszem Cromwellem.
Nie mogę przeczytać siedemsetny raz "Chłopów" i "Ziemi obiecanej", bo właśnie skończyłam.
Śliwińska robi najlepszą robotę na świecie, ale właśnie popłakałam się nad śmiercią licznych sióstr Pareńskich, potem Żeleńskiego, czy ona nie może sprokurować szczęśliwych zakończeń?
Trudno mi w tej sytuacji zabrać się za "Wyspiańskiego", przecież wiem, że wesoło nie będzie.
Zresztą czy ja chcę, żeby było wesoło?
Jak widzicie - foch, meh, kaprysy, niewiemocomichodzi.
Czy na podstawie niewielkiej próbki wskazanej powyżej - możecie mi coś podrzucić?