rayaax
05.11.21, 13:05
Sytuacja z zeszłego tygodnia.
Mały, osiedlowy sklepik. Często za sklepem siedzą żule sącząc piwo.
Idę 1 listopada po szynkę, chleb itp bo własnie wrocilismy z weekendu i tylko ten sklep jest czynny.
Jestem sama w sklepie z ekspedientką, ktora zaczyna kroic szynkę.
Wchodzi menel i chce piwo. Ekspedientka do niego po imieniu "xxxx nie sprzedam Ci bo jestes pijany"na co posypały sie epitety " ty ku, stara ru...etc'
Ona cos mu odpowiedziała a gosc szybkim ruchem ręki zrzuca wszystko co było na ladzie, lekko uerzają ją pudelka w oko...ja 3 kroki do tyłu.
Sprzedawczyni wkurzona mowi ze wzywa policje, menel łapie na butelkę piwa i juz chce ja rozbic o podłogę - ja oczami wyobrazni widzę rozbitą butelkę-tulipan i dalszą akcję.
Wycofuję sie ze sklepu 2 kroki w tyl...jestem sparalizowana a wydawało mi sie zawsze ze szybko wezwałabym pomoc lub powaliła łajzę pijaną.
Byłam tak przerazona tym szkłem w jego ręku ze nawet nie krzyczałam nie wzywałam pomocy, na szczęscie zaraz wszedł inny lokalny przesiadywacz pod sklepem i wyprowadził siłą delikwenta, potem przyszli inni ludzie.
Wstyd mi ze nie zareagowałam tylko wycofałam się...mógł tej kobiecie krzywdę zrobić...