Tfu!
Uwagi.
Otwieram oficjalnie sezon na jesienne narzekanie i jesienne mentalbrejkdałny!
Czas start!
Ugryzła mnie osa dwa dni temu i trochę to rozdrapałam, i strasznie mi noga spuchła - na antyhistaminy chyba już za późno? Czym to smarować?
Opowiedzcie mi jakieś fajne anegdotki obyczajowo-kulinarne! Albo dajcie foty! Tęsknię za fotowątkami mashcarona.
Czy można mieć pękniętą kość w śródstopiu i nie być tego świadomym? W sensie - boli przy rotacji stopy i nie ma tam zakresu ruchu, ale w pozostałych kierunkach się rusza i da się normalnie chodzić i nawet ćwiczyć. Na rentgen nie poszłam, bo stwierdziłam, że skoro chodzę i uprawiam sport to problem nie istnieje, ale wątek picathartes o jej więzadłach mnie trochę zestresował.
Co na obiad?
Ja mam cebulową na bulionie wołowym i kotlety z piersi z puree i surówką z białej kapusty.
Wszystko bez szału - w cebulowej chyba znowu za słabo skarmelizowałam cebulę (choć karmelizowałam ponad godzinę) bo smak jest za mało cebulowy, kolor wyszedł blady zamiast złoty i zupa jest mało tłusta, choć wydawało mi się, że dałam kupę masła i że bulion wyszedł tłusty.
Kotletów za specjalnie nie lubię, a surówka z kapusty mi nigdy nie wychodzi za specjalna i nie wiem dlaczego - idealna wersja (w restauracji taką kiedyś jadałam), to kapusta tylko lekko słonawa (bez żadnego jabłka, bez octu), wilgotna, chrupiąca. W domu wychodzi mi bez smaku - nie wiem w czym rzecz.
Jeśli myślicie, że bardzo narzekam, to informuję, że nawet się nie rozkręciłam.
A co u Was?