Dodaj do ulubionych

Moja mama 😪

12.12.23, 02:28
Wygadać się przyszłam, bo nie mogę spać jak się dowiedziałam. Przy okazji badań wyszły jej zmiany w płucu, guzy ze zwłóknieniami i zwapieniem plus mniejsze guzki rozsiane po całym płucu. Poszerzony pień plucny i generalnie inne dziwne rzeczy. Oczywiście do dalszej diagnostyki co będziemy jak najszybciej robić, ale na dziś się załamałam. Siedzę i płaczę. Źle mi. Mam nadzieję, że to nic nowotworowego i poważnego, że może pocovidowe, pogrypowe czy inne takie i da się to leczyć i z tym żyć. Nigdy nie paliła nawet, a tu takie coś. Martwię się bardzo. Juz mam rodzinę, mam córkę, mam dla kogo żyć i nie jestem sama, ale poczucie, że mogłoby tej matki nie być powoduje, że czuję się ogromnie samotna, że bez niej zostanę samiusieńka na tym świecie. A przecież tak nie jest, ale chyba lata takiego myślenia zrobiły swoje. Poza tym jest mi cholernie źle też dlatego, że wszystkie chwile szczęścia w moim życiu muszą za moment zostać zmiażdżone potężnym problemem i cierpieniem. A przecież jest tak dobrze, stabilnie, doczekała się wnuczki, może patrzeć jak rośnie, jak pójdzie do przedszkola, słuchać jak o niej opowiadam, pytam o rady. I kiedy wreszcie jestem tak naprawdę szczęśliwa znowu nie mogę być szczęśliwa. Jakby to moje życie musiało być pasmem nieszczęść i smutku. Ja już nawet boję się cieszyć.
Obserwuj wątek
    • szarmszejk123 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 02:46
      Bardzo mi przykro Hrabino sad
      Trzymam kciuki żeby było jak piszesz, jakieś pocovidowe czy inne niegroźne świństwo ❤️
    • majenkirr Re: Moja mama 😪 12.12.23, 02:59
      Ale to przecież faktycznie może być nic takiego. Mama na jakieś objawy?
    • bi_scotti Re: Moja mama 😪 12.12.23, 03:52
      Hey, first things first - potrzebujesz komplet info co to tak naprawde jest & jaka jest prognoza. Jeszcze tak naprawde nic nie wiecie. Mama ma plan badan/testow? Co kiedy? Kiedy beda wszystkie results? Kiedy ma jakas wizyte u specjalisty zeby te results omowic?
      Pisz tu - ematki beda zbiorowo trzymac kciuki za good news - nie dawaj sie ponurym myslom - jestesmy tu z Toba & Twoja Mama. All the best! Life.
    • rosapulchra-0 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 05:16
      Ściskam cię, hrabino. I bardzo współczuję oraz życzę, żeby to jednak nie było nic poważnego.
    • primula.alpicola Re: Moja mama 😪 12.12.23, 06:40
      To właśnie jest życie, hrabino.
      Współczuję Ci stresu i życzę Wam żeby to nie było nic poważnego. Trzymaj się.
    • ekstereso Re: Moja mama 😪 12.12.23, 06:46
      Hej hrabino, postaraj się poczekać z emocjami do diagnozy! Może to być nie będzie. Przytulam mocno.
    • bazia_morska Re: Moja mama 😪 12.12.23, 06:47
      Hrabino, poczekajcie na dalsze wyniki i nie czytaj w necie o guzkach. Wiem, że łatwo się mówi, ale cieszcie się tym, co jest, po prostu.
      Trzymam za Was kciuki.
    • triss_merigold6 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 06:55
      Większość dorosłych ludzi ma w płucach jakieś ślady, zwapnienia, smugi itd., to ślady po infekcjach od dzieciństwa, więc poczekaj do diagnozy tj. opisu tomografii przez onkologa.
      • black_magic_women Re: Moja mama 😪 13.12.23, 18:49
        triss_merigold6 napisała:

        > Większość dorosłych ludzi ma w płucach jakieś ślady, zwapnienia,

        Ja mam np. w okolicach serca. Lekarze mówią obserwować i tyle.
    • kachaa17 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 07:22
      Może być różnie ale mój wujek też miał guzki i potem albo znikły albo się okazało, że nie są groźne. Ja wiem, że strach ogarnia ale często to nie jest nic złośliwego.
    • iwles Re: Moja mama 😪 12.12.23, 08:06

      Trzymam mocno kciuki, to naprawdę nie musi być rak, jest milion innych powodów. I tego się trzymajcie ❤️
    • atojaxxl Re: Moja mama 😪 12.12.23, 08:07
      Przypuszczam, że jestem starsza od Twojej Mamy, nigdy nie paliłam, nie pracowałam w warunkach szkodliwych dla zdrowia, a też mam w płuchach takie dziadostwa o nieznanej etiologii plus zmiany na strunach głosowych, i wiem o nich od kilkunastu lat i żyję. Badam co jakiś czas czy są zmiany, ale na szczęście nie. Robię codziennie ćwiczenia na pojemność płuc, od maja do jesieni bywam kilka razy w tygodniu w lesie sosnowym, unikam jak mogę zakażeń wirusowych, m.in. żeby nie obciążać płuc silnym kaszlem. Życzę Twojej Mamie zdrowia a Tobie spokoju i wielu codziennych radości. Trzymam kciuki
    • a_julka Re: Moja mama 😪 12.12.23, 08:18
      Podobne wyniki miał znajomy. Był pulmonolog na cito - okazało się że to gruźlica. Gdzie złapał, nie miał pojęcia. Już po leczeniu, wszystko ok. Tak że nie panikuj, pogłębiona diagnostyka wszystko wyjaśni. Trzymam kciuki.
    • ayelen40 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 08:18
      Mojej mamy znajoma miała coś takiego po covidzie (którego złapała w sanatorium, gdzie niby wszyscy po testach byli), a i na trzustce coś tam u niej było i okazało się, że jest ok.
    • bzdety2019 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 08:25
      Przykro mi. Trzymam kciuki żeby to było coś mniej poważnego. Rok temu straciłam matkę. Dokładnie w takim momencie, że w końcu było fajnie, dobrze stabilnie a ona odeszła w 3 tygodnie od diagnozy. Nadal czuję się samotna, i łapie się na tym że chciałabym jej coś powiedzieć….najbardziej żal mi dzieciaka i wiem że ona odchodziła spełniona jedyne czego żałowała że nie zobaczy jak wnuk dorasta.
      • kropkacom Re: Moja mama 😪 12.12.23, 08:54
        Oczyma wyobraźni widzę jak wbijasz kolejne gwoździe w hrabinę.

        Autorko wątku, to nie musi być rak.
    • samawsnach Re: Moja mama 😪 12.12.23, 09:05
      Zapewne jestem młodsza od twojej mamy, a rtg płuc również dało obraz (i opis) nieciekawy. Płuca kontrolowane co rok tomografią, nie dzieje się nic. Prawdopodobnie pozostałości po wielu infekcjach i chorobach wieku dziecięcego.
      Życzę, żeby u mamy było też bezpiecznie.
    • tygryskowata Re: Moja mama 😪 12.12.23, 09:30
      Rozumiem Cię doskonale. Jak się dużo układa powolutku, to potem może być takie buuum - i zwala z nóg. Wieczna życiowa sinusoida… A jednak może być zupełnie inaczej - oby tak było! trzymam kciuki, za Ciebie i Mamę!
    • lauren6 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 09:35
      Trzymaj się hrabina. Mam nadzieję, że to nic poważnego.
    • beznickova Re: Moja mama 😪 12.12.23, 10:03
      Bardzo współczuję nerwów, ale jak piszą dziewczyny – to może być wiele rzeczy o wiele mniej przerażających niż rak, zresztą taka diagnoza też nie jest dziś jednoznaczna z wyrokiem, medycyna naprawdę bardzo poszła w ostatnich latach do przodu, jeśli chodzi o leczenie nowotworów płuc. Te czarne wizje to takki odruch, bo życie Cię pewnie przeczołgało i od razu wolisz założyć najgorszy scenariusz, żeby się mentalnie przygotować, to wciąż jednak tylko wizje, Twoja mama żyje i nie jest powiedziane, że gdziekolwiek się wybiera. Ściskam!
    • hrabina_niczyja Re: Moja mama 😪 12.12.23, 10:42
      Dzięki dziewczyny bardzo za wsparcie. Pierwszy szok minął. Zmartwiłam się bardziej może też dlatego, że 2 tygodnie temu pochowaliśmy członka bliskiej rodziny z nowotworem płuc. Ja wiem, że to może być nic takiego, tym bardziej, że wyszło przy okazji TK żył, a nie ze wskazań. No, ale jednak dalsza diagnostyka musi być. Zaraz zaczynam myśleć jak to ogarnąć, mam nadzieję, że uda nam się szybko umówić do pulmonologa i na badania.
    • jeste_m_sobie Re: Moja mama 😪 12.12.23, 11:14
      Czy Twoja mama przeszła covid? Moja miała zmiany w płucach po covidzie. 74 lata.
      • hrabina_niczyja Re: Moja mama 😪 12.12.23, 12:24
        Tak, też to bierzemy pod uwagę.
    • bablara Re: Moja mama 😪 12.12.23, 11:44
      Powiem Ci tak. Moja mama ma 79 lat. Przeszła 3 razy nowotwór, ostatniego ponosi konsekwencje do tej pory.
      Ale dwa tygodnie temu nagle przestała chodzić. Po wielkich bojach ( odsyłali ją dwa razy, mimo że miała skierowania ) przyjęli ja do szpitala. W ostatnią sobotę lekarze powiedzieli, że nie przeżyje raczej do niedzieli.
      Okazało się, że ma sepsę i bakterie odporne na antybiotyki. Przeryczałam całą sobotę i jeszcze w niedzielę nie mogłam się uspokoić. Niestety lekarze nie wiedzieli z jakim zawodnikiem mają doczynienia, albo zwyczajnie są niedouczeni, bo za kilka dni mamuśka wychodzi ze szpitala . Także nie martw się na zapas, będzie dobrze. Grunt to się nie poddawać.
    • piataziuta Re: Moja mama 😪 12.12.23, 12:17
      "Poza tym jest mi cholernie źle też dlatego, że wszystkie chwile szczęścia w moim życiu muszą za moment zostać zmiażdżone potężnym problemem i cierpieniem. A przecież jest tak dobrze, stabilnie (...) I kiedy wreszcie jestem tak naprawdę szczęśliwa znowu nie mogę być szczęśliwa. Jakby to moje życie musiało być pasmem nieszczęść i smutku. Ja już nawet boję się cieszyć."

      Ostatnio miałam podobny mindset, tylko jeszcze podszyty grubą warstwą złości.
      Bo wreszcie doszłam do momentu, kiedy nie tylko jestem niezależna od rodziców, ale prawie uwolniłam się od negatywnego wpływu jaki na mnie wywierali od dziecka, ustabilizowałam się psychicznie, zaczęłam sobie fajnie żyć i... znowu muszę się martwić, bo oni zaczęli się starzeć, zaczynają chorować i ciągle coś. Zawsze k... coś.

      Niemniej, już sobie zracjonalizowałam.

      To megalomańska narracja - świat się nie kręci wokół mnie i nie robi mi na złość, po prostu takie jest życie i NIE MAM NA TO WPŁYWU. Moje spinanie się i przyczajenie w oczekiwaniu na katastrofy nie sprawi, że te katastrofy się nie pojawią. Analogicznie, jeśli pozwolę sobie na rozluźnienie i szczęście, to to nie sprawi, że katastrofa od razu pyer.dolnie mi prosto z bańki. Katastrofa przyjdzie lub nie przyjdzie - nie mam na to wpływu. Cała reszta to tylko strach i nerwica. A ilość złości, która mi przy tym wszystkim towarzyszy, kwalifikowałaby się na terapię - już samo uświadomienie tego sprawiło, że zrobiło mi się lepiej.

      Reasumując: nie ma sensu się spinać, trzeba się cieszyć tym co jest dobre, a będzie jak będzie.

      Trzymam kciuki za Twoją mamę, a Ty trzymaj za moją.


      • trampki-w-kwiatki Re: Moja mama 😪 12.12.23, 12:27
        Ziuta, ziuta, dobrze piszesz!
        Miałam to samo, dokładnie to samo. Ten mindset cholerny. Teraz wdrażam celebrowanie chwili bieżącej, żeby mu nie ulegać 😜
      • hrabina_niczyja Re: Moja mama 😪 12.12.23, 12:33
        Dzięki Ziuta, będę trzymać. Ja wiem o czym ty piszesz, dokładnie to samo mówił mi terapeuta, ale mamy w głowach co mamy i właśnie w takich chwilach to wychodzi, całe to nasze życie, traumy, nerwice, zrypane głowy. Ja to wszystko wiem. Tylko ja w pierwszym szoku zawsze się załamuje, a potem wstaje i zaczynam myśleć i działać. I może to głupie, ale wczorajszej nocy obmyśliłam już plan na każdą ewentualność, nawet ta najgorsza. Jakoś tak mi łatwiej. Plus jest jeszcze taki, że moja matka bardzo rozsądnie, racjonalnie i samodzielnie myśli i nie chce mnie zbytnio obciążać. Ja się nawet dowiedziałam przypadkiem, bo inaczej pary by nie puściła. No nic, wierzmy, że będzie dobrze z naszymi rodzicami.
        • iwles Re: Moja mama 😪 12.12.23, 13:04
          "może to głupie, ale wczorajszej nocy obmyśliłam już plan na każdą ewentualność, nawet ta najgorsza."

          Nieeee to nie jest głupie.
          Ułożenie sobie w głowie przede wszystkim planu działania a potem realizowanie krok po kroku- to jest najlepsza metoda.
          Najgorszy jest czas do diagnozy, potem, cokolwiek by nie było, idzie się zadaniowo. To naprawdę działa i pomaga.
      • primula.alpicola Re: Moja mama 😪 12.12.23, 12:56
        Dobrze mówisz ziuta!
    • daniela34 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 12:58
      Hrabina, napiszę ci z perspektywy córki pacjentki onkologicznej z trzyletnim doświadczeniem - nie łam się i nie bój cieszyć.
      1) Po pierwsze - diagnoza. Karta DILO i jedziecie. Nie znam Twojej Mamy, może jest bojowa, ale pamiętaj, że nawet najbardziej bojowa pacjentka postawiona wobec możliwości takiej diagnozy, może stracić ducha. Tymczasem diagnostyka to krew, pot i łzy, niestety czasem trzeba się wykłócać bo możliwe, że defaultowo usłyszycie, że "niema" "niedasie" "termin hohohoho." O karcie DILO mówić trzeba "w pierwszych słowach swojego listu." Jeszcze nie powiesz "dzień dobry" a już mówisz "mamy kartę DILO." Czasem trzeba przejąć to z pacjentki na siebie. Wykłócanie się z personelem to w ogóle nie jest mój mindset, ale z każdym dniem diagnostyki mojej matki czułam jak mi rosną pazury i zęby jadowe. Niestety. Wolałabym nie, ale czasem tak trzeba. Czasem trzeba się wspomóc prywatną diagnostyką, nie wiem, jaką sytuację materialną ma Twoja Mama, ale wtedy właśnie emerytce przydaje się ten ktoś obok, kto z palcem na ekranie smartfona załatwi wizytę u endokrynologa na następny dzień (been there, jeszcze nie skończyliśmy rozmowy z anestezjologiem, który zasugerował taką potrzebę, a już miałam umówiony termin prywatnie u endokrynologa). Wiem, że Tobie będzie o tyle trudniej, że masz malutkie dziecko. Mnie było o tyle trudniej z kolei, że właśnie rozszalała się na świecie pandemia. Każdy ma coś.
      2) nawet jeśli to gość na R, to rokowania mogą wcale nie być złe. Ja się (przyznam), całe życie bałam diagnozy raka u kogoś z moich najbliższych. Wydawało mi się, że wtedy zawali się cały świat a ja sobie nie dam z tym rady. Dałam. Okazało się, że może być całkiem nieźle, że można żyć, leczyć się, ale uśmiechać, żartować. Ten paniczny strach mija. Łapiesz oddech i robisz co trzeba. A metod leczenia jest całkiem sporo. Nie będę Ci pisać, że na pewno będzie dobrze, bo tego nie wiem ani ja ani ty, ale jest na to całkiem spora szansa. I wtedy rak ze śmiertelnej zmieni się w chorobę przewlekłą. I mama zobaczy wnuczkę w przedszkolu.
      3) Nie bój się cieszyć - rak to nie kara za radość i nie zemsta wszechświata. Dotyka wszystkich równo, niezależnie od tego, czy i ile w życiu mieli radości.
      4) pisz na ematce. O strachu i chorobie, albo o głupotach. Ja pisałam i czytałam. Ematka wtedy była moją ucieczką. Ematkowałam ze szpitalnego korytarza (na oddział nie puszczali, bo pandemia). Ja akurat miałam potrzebę pisania o czym innym niż rak. O chorobie byłam w stanie napisać dopiero wtedy, kiedy już mieliśmy sytuację w miarę opanowaną. Ty możesz mieć inaczej. Ale rób tak jak czujesz
      5) proś o pomoc, a wręcz się jej domagaj. Powiedz bliskim: "to zrób, tego nie rób, tu mi pomóż, a o tym ze mną nie rozmawiaj teraz, bo nie dam rady." I pamiętaj żeby unikać "wujków dobra rada" i "cioć czarna przepowiednia." Mnie spotkało to drugie. Nie masz obowiązku tego znosić. Ty jesteś najbliżej mamy, ty jesteś (zaraz po niej) najważniejsza.

      Trzymam kciuki!
      • hrabina_niczyja Re: Moja mama 😪 12.12.23, 13:27
        U nas jest trochę inaczej, bo na razie nie wiemy co to jest, ale wybrała już ośrodek, w którym zaczyna diagnostykę i wybrała dobrze, terminy super, opinie też dobre, potwierdzone wśród znajomych rowniez. Mama już się umówiła na tk płuc i do specjalisty. Do końca stycznia będzie już opis tk, pulmonolog w przyszłym tygodniu, więc jest super. Natomiast w przypadku podejrzenia nowotworu to już inaczej z nią wygląda, bo już to przerabiałam kilkanaście lat temu. Widocznie nie był to nowotwór skoro żyje i ma się dobrze do dziś, ale na 500% nie zgodzi się na biopsję, operacje i inne inwazyjne zabiegi także łatwo nie będzie. Z drugiej strony ja jej do tego też nie będę zmuszać i kółko nam się zamyka. Finansowo razem damy radę, już jest pogodzona i zdecydowana, ze w przypadku najgorszego po prostu przeprowadzi się do mnie, a swoje mieszkanie sprzeda. Jest też moje mieszkanie, które aktualnie wynajmuje, więc nie będzie źle. Czasowo wiadomo, niemowlę na stanie, ale jest mąż i jest cudowna teściowa, która dziś o 7 rano już stała pod drzwiami i jest cały czas z realna pomocą i radą. Wujków i ciotek dobra rada nie mam, bo dalsza rodzina ma mnie w dalekim poważaniu, a ja im nawet o tym nie powiem. Także dziś już mi to jakoś tam wygląda, ale wczoraj poczułam jakiś taki ciężar, że jak to, mogę za chwilę nie mieć mamy, przecież ona zawsze była i samodzielnie sobie radziła, a tu raptem kończy się moje bycie dzieckiem. Głupie, wiem, bo stara krowa jestem, a czas się nie cofa przecież.
        • ayelen40 Re: Moja mama 😪 12.12.23, 13:39
          Ty się ciesz, że mama choć da się przebadać. Moja jęczy non stop, mówi, że niedługo "zdechnie", a na sugestie, że może by do lekarza poszła, się obraża.
        • iwles Re: Moja mama 😪 13.12.23, 19:01

          Hrabino, samych serdecznosci wam życzę i abyście spotykały się z dużą życzliwością i empatią (medyków przede wszystkim) 🥰
        • steel.tape Re: Moja mama 😪 13.12.23, 19:21
          hrabino podobny opis rtg odebrałam w maju.plus kaszel od jesieni ub r.po tk okazało sie ,ze to bzdura do obserwacji co pol roku.wwielkość guzków?
          ten pień płucny poszerzony nie jest od nadcisnienia czasem?
    • taje Re: Moja mama 😪 13.12.23, 19:28
      Moja mama ma jakieś zmiany na płucach, ponoć ślad przebytej w dzieciństwie gruźlicy, o czym nawet nie wiedziała.

      Poza tym w wakacje też mieliśmy chwilę strachu - usg czy tam mammografia wykazały zmiany w piersi, wedle lekarza nowotworowe. Bioopsja okazała się problematyczna z jakichś technicznych powodów i musiała aż do Krakowa na nią jeździć (z Warszawy). Ale koniec końców, mimo, że lekarz był niemal pewien, że to nowotwór, okazało się po biopsji, że wszystko w normie, jakaś łagodna zmiana nie wymagająca żadnej interwencji. Czego również życzę Twojej mamie i Tobie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka