hrabina_niczyja
12.12.23, 02:28
Wygadać się przyszłam, bo nie mogę spać jak się dowiedziałam. Przy okazji badań wyszły jej zmiany w płucu, guzy ze zwłóknieniami i zwapieniem plus mniejsze guzki rozsiane po całym płucu. Poszerzony pień plucny i generalnie inne dziwne rzeczy. Oczywiście do dalszej diagnostyki co będziemy jak najszybciej robić, ale na dziś się załamałam. Siedzę i płaczę. Źle mi. Mam nadzieję, że to nic nowotworowego i poważnego, że może pocovidowe, pogrypowe czy inne takie i da się to leczyć i z tym żyć. Nigdy nie paliła nawet, a tu takie coś. Martwię się bardzo. Juz mam rodzinę, mam córkę, mam dla kogo żyć i nie jestem sama, ale poczucie, że mogłoby tej matki nie być powoduje, że czuję się ogromnie samotna, że bez niej zostanę samiusieńka na tym świecie. A przecież tak nie jest, ale chyba lata takiego myślenia zrobiły swoje. Poza tym jest mi cholernie źle też dlatego, że wszystkie chwile szczęścia w moim życiu muszą za moment zostać zmiażdżone potężnym problemem i cierpieniem. A przecież jest tak dobrze, stabilnie, doczekała się wnuczki, może patrzeć jak rośnie, jak pójdzie do przedszkola, słuchać jak o niej opowiadam, pytam o rady. I kiedy wreszcie jestem tak naprawdę szczęśliwa znowu nie mogę być szczęśliwa. Jakby to moje życie musiało być pasmem nieszczęść i smutku. Ja już nawet boję się cieszyć.