narita04
04.06.24, 13:48
Potrzebuję porady, bo doszłam już do ściany. Moja córka chodzi do 4 klasy w małej i z pozoru spokojnej szkole. Były jakieś tarcia między koleżankami, jak wszędzie. Jedna dziewczyna ze starszej klasy pozwalała sobie na dość głupie komenrarze. Potem zaczęły się wyzwiska na messengerze. Córka zrobiła skriny i poszła z tym do pedagoga, wychowawczyni. Został wezwany dyrektor. Hejterka naciskała żeby córka wycofała oskarżenia.
Inne dziewczyny dołączyły córkę do zamkniętej grupy. Córka przeczytała wszystko, co było do tej pory napisane na grupie. Stek wulgarnych wyzwisk pod adresem córki.
Pisały to koleżanki z klasy, dziewczyny z dobrych domów. Na co dzień normalnie rozmawiały z córką, bawiły się, odwiedzały, a w necie szambo.
I teraz sedno problemu. Szkoła umywa ręce, bo to było w necie a nie w szkole. W szkole dzieci mają zakaz korzystania z telefonu i dyrektor nic z tym nie zamierza zrobić. Czy to właściwa postawa dyrekcji?