demodee
26.12.25, 09:50
Język jest niczym żywe organizmy, które wciąż ewoluują. Ale to nie powód, żeby robić z językiem, co się chce.
Wczoraj w telewizji obejrzałam reportaż o przedsięwzięciu nazwanym "żywa biblioteka". Polega to na tym, że w jakimś pomieszczeniu zbierają się ludzie-książki i ludzie-czytelnicy. "Książki" snują swoją opowieść, a "czytelnicy" jej wysłuchują, a po zakończeniu przesiadają się do innych "książek".
No ja nie wiem, wydaje mi się, że nazwanie takiej formy komunikacji jest przegięciem. Obcowanie z książką, to nie jest obcowanie z żywym człowiekiem, a grupa osób opowiadających, to nie jest żadna "biblioteka"!
Co ematka na to?