yenna_m
21.03.26, 09:12
Sytuacja z zeszłego tygodnia.
Jakiś czas temu odświeżyłam kontakt z koleżanką z klasy. Było gdzieś tam kilka zadr między nami, ale machnęłam ręką, bo po 20-30 latach jesteśmy de facto innymi osobami.
Tydzień temu telefon od kolezanki z propozycją kawy.
Nawet super, ale w sobotę jestem w moim ukochanym NGOsie i mam tam masę roboty. Co komunikuję.
Pada propozycja "to pójdę z tobą".
Ok. Każde ręce do roboty zawsze się przydadzą.
Spotkałyśmy się na miejscu.
Spędziłam masę czasu, oprowadzając koleżankę i pokazując, czym się zajmujemy, jak działamy i zapoznawać ja z zespołem.
PO jakims czasie koleżanka poszła o domu komunikując, że się zastanawi nad współpracą, ja wróciłam do roboty. Oczywiscie wróciłam do domu dużo później niż planowałam, no bo wiadomo - robota sama się nie robi, gdy się gościsz i oprowadzasz nową osobę.
Dzień później umówiona kawa i... koleżanka mi oznajmia, ze jednak nie jest zainteresowana bo ona liczyła, ze się tu zaczepi i dostanie dobrą robotę. W NGOsie, gdzie działa się za darmo, w ramach wolontariatu. O czym pani raczej wiedziała.
Moja mina bezcenna.
Chciałybyście to zobaczyć.
No i ręce mi opadły z 5 pietra do piwnicy.
I teraz sobie siedzę i myślę, co zrobić z tak pięknie odświeżoną znajomością...
Ematko droga, co byś zrobiła na moim miejscu?
Mnie intuicja podpowiada mocny krok w tył. Naprawdę bardzo mocny i taktowne , powolne wygaszenie znajomości.
Nie lubię interesownych ludzi.
Słusznie mi ta intuicja wyje?