riki_i
03.07.26, 19:21
W ciągu ostatnich kilku dni zrobiłem trasę ponad 550 km z punktu A do punktu B. W jedną stronę jechałem w całości drogami ekspresowymi, a w drugą starym, sporo krótszym szlakiem dawnych dróg krajowych i wojewódzkich , którego nie pokazuje już żadna nawigacja ani gugiel, tak jest passe i totalnie przestarzały.
Szlakiem nr 2 ostatni raz jechałem 30 lat temu. Jest to zupełnie inna trasa, o kompletnie innym przebiegu. Zasadniczo nie nadająca się dla dzisiejszych kierowców z powodów dużych ograniczeń prędkości, ciągłych przejazdów przez małe miejscowości, fotoradarów, no i jednego pasa ruchu.
Podczas tego drugiego przejazdu mogłem sobie w spokoju pooglądać Polskę prowincjonalną i porównać co się zmieniło przez 30 lat (robiłem wtedy tę trasę przez kilka lat wiele razy, więc pamiętałem ją do dziś całkiem nieźle).
Oto wrażenia.
1.
Pustka, pustka, pustka.
Nie ma ludzi, nie ma życia. W niektórych miejscowościach straszą już opustoszałe domy-ruiny. Owszem widać trochę ładnych, zrobionych posesji, widać pieniądze z UE na drogach, w miasteczkach.... jest co do zasady czysto i schludnie, ale jest też wdzierająca się wszędzie martwota. Nowej zabudowy na wcześniej niezabudowanych terenach, na głębokiej prowincji nie ma. Widać, że życie się stamtąd zwija. Nawet jeśli widzę sporą inwestycję np. zrewitalizowaną , wybitnie lokalną linię kolejową , która kiedyś była w rozsypce, to nie odnoszę wrażenia, że to coś pomogło. Brak ludzi, brak rozwoju, ładne obrazki, no i to tyle.
2.
Rozwój i ruch jak w ulu jest w bardzo dużych miastach. Pomimo wakacji "stara" obwodnica Trójmiasta jak zwykle była zakorkowana. Jednak jak się wyjedzie te 60-70 km poza obręb metropolii, wszystko siada i "muchy się ganiają".
3.
Nowe drogi ekspresowe i autostrady zabijają obszary , które omijają. Jechałem na przykład przez miasto, które dopiero od stosunkowo niedawna można ominąć ekspresówkami. W knajpce potraktowano mnie jak udzielnego księcia, mimo, że zamówienie zrobiłem symboliczne. Niegdyś stały tam kolejki aut, dziś nie ma nikogo. W ogóle ruch z tego typu regionów kraju skutecznie wywiało, miejscami widać jeszcze trochę tirów, które zapewne usiłują omijać system via toll lub też zaopatrują jakieś funkcjonujące tam jeszcze większe biznesy.
WNIOSKI.
Wszystko idzie moim zdaniem ścieżką Bułgarii, w której została Sofia oraz ożywający na lato pas nadmorski, a reszta to kraj wymarły. Zwijamy się ludnościowo i to już po prostu widać. Mieszkania i domy w zdecydowanej większości lokalizacji nie będą trzymały wartości (nawet w Big5 zacznie się z czasem silna przecena wielu rejonów i starszej substancji mieszkaniowej).
Co dalej?
Ratowania demografii masową imigracją egzotyczną raczej się nie spodziewam z powodu oporu społeczeństwa. Z krajów regionu zassać wielu ludzi się nie da, bo tam też wymieranie trwa w najlepsze. Z Ukrainy kto miał przyjechać, to już przyjechał. Być może twarda polityka imigracyjna nakłoni trochę konserwatywnych mieszkańców tzw. Zachodu do zmiany miejsca zamieszkania na Polskę, choć bariera naszego trudnego języka jest znaczna. Być może cała Europa jako taka, albo wymrze, albo zostanie zasiedlona wyłącznie przez egzotyczny napływ, tracąc swoją kulturę w taki sam sposób jak stało się to z cywilizacjami starożytnymi (Egipt, Rzym etc.). Trudno dziś to rozstrzygać.
W każdym razie podróż przez polską prowincję nie nastraja optymistycznie, pod względem ludnościowym jest naprawdę źle i nie da się tego nie dostrzec.