Dodaj do ulubionych

Nie popieram

06.01.05, 12:33
Rzadko piszę, ale często czytam, ale już nie mogę, strasznie mnie to
denerwuje, jak co chwilę czytam o nauce j. angielskiego, o nauce czytania
jakimiś tam naukowymi metodami i innych tego typu pomysłach dla malutkich
rocznych dzieci, przecież to absurd. Nie wiem może jakaś dziwna jestem, ale
uważam, że dzieci powinny mieć normalne dzieciństwo – a przede wszystkim
kochających rodziców. A nie rodziców, którzy poprzez swoje dzieci walczą ze
swoimi kompleksami. Przecież na naukę przyjdzie jeszcze czas.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • gerttta Re: Nie popieram 06.01.05, 12:38
      Popieram, jeżeli dziecko będzie sie chciało nauczyć angielskiego czy innego, to
      nauczy się zaczynając w wieku 7 lat, albo i później.
      • kuku-007 Re: Nie popieram 06.01.05, 12:43
        To samo, dla mnie nauka obcego jezyka roczniaków czy dwulatków to tylko
        mieszanie w głowach. Takie dziecko nie zna przecież jeszcze ojczystego języka wink
        Na świadomą naukę przjdzie czas, a teraz jest tyle możliwości (szkoły językowe,
        nowoczesne pomoce, obozy językowe) że spokojnie można to odłożyć do
        wieku "szkolnego".
    • milarka Re: Nie popieram 06.01.05, 12:41
      Ja też nie popieram.
      Właśnie dziś przeczytałam o metodzie uczenia czytania 1,5 roczniaków i jestem w
      szoku.
      Co innego, gdy taki 3 czy 4-latek interesuje się literkami i po prostu chce się
      tego uczyć, a co innego, gdy mama uczy swoje 1,5 dziecko - to dla mnie jakiś
      absurd. Wszystko po to, by pochwalić się później jakie to ma zdolne dziecko.

      Jeżeli chodzi o angielski, to jeżeli jest to nauka w przedszkolu, przy okazji
      zabawy to czemu nie. Ale żeby takie małe dzieci ciągać gdzieś popołudniami to
      przesada.
    • koleandra Re: Nie popieram 06.01.05, 12:45
      A gdzies Ty słyszała o nauce angielskiego dla roczniaków? Przeciez w tym wieku
      dzieci jeszcze swojego ojczystego nie umieją wink albo nauczyc czytać roczniaka?
      w głowie mi się jakoś to nie mieści...
      • agawa79 Re: Nie popieram 06.01.05, 12:49
        Jest metoda jakiegoś Domana czy kogoś tam...smile

        Ja swojego dziecka też nie mam zamiaru uczyć czytać, dopóki sam się nie
        zainteresuje literkami, na języki też samo musi mieć ochotę, ale jeśli ktoś
        chce uczyć swoje dziecko - jego wola, nie potępiam. W końcu taka nauka to nie
        nauka tylko bardziej zabawa, i nie oznacza to wcale, że rodzice posyłający
        malutkie dzieci na zajęcia edukacyjne od razu leczą swoje kompleksy...
        • agawa79 Re: Nie popieram 06.01.05, 12:50
          A nie, ten "Doman" (czy jak mu tam) to od czytania, a angielski to Helen Doronsmile
      • milarka Re: Nie popieram 06.01.05, 12:50
        koleandra napisała:

        > A gdzies Ty słyszała o nauce angielskiego dla roczniaków? Przeciez w tym
        wieku
        > dzieci jeszcze swojego ojczystego nie umieją wink albo nauczyc czytać
        roczniaka?
        > w głowie mi się jakoś to nie mieści...

        Na forum dziecko jest wątek o nauce czytania 1,5 roczniaków...
      • andaba Re: Nie popieram 06.01.05, 12:52
        A ja słyszałam, znajoma dziewczynka chodziła od chyba 16 miesiąca. Efektów nie
        znam. Ja na razie uczę mojego dwulatka, że kubek to kubek, łyżka to łyżka. Po
        polsku. Moja prawie pięcioletna córka nie zna ani jednej literki. Może jestem
        naiwna, ale wierzę, że kiedyś się nauczy. Ja w jaj wieku też nie znałam, a
        teraz znam. No fakt, że wtedy nieznanie było normą.
    • gagunia Re: Nie popieram 06.01.05, 12:55
      tez jestem przeciwna tym wynalazkom. pozniej rosnie to dziecko znerwicowane,
      zestresowane i zagubione... calkowiecie pozbawione beztroskiego dziecinstwa.
      mnie wychowano bez wydziwniania i radze sobie w zyciu niezle. moj mlodszy brat
      zaczal nauke jezykow wczesniej niz ja, bo w podstawowce, a teraz (liceum)
      porozumiewa sie po angielsku bez problemow, mimo, ze do kujonow sie nie zalicza.
    • yola66 Ja POPIERAM! 06.01.05, 13:29
      Mój dwulatek chodzi na angielski od wrzesnia 2004 metoda Helen Doron. Efektow
      nie widac i nikt na nie nie liczy, ale za to jest SWIETNA zabawa! Zabawa dla
      Niego, bo naprawde lubi i chce tam chodzic i dla mnie, bo to najwieksze
      szczescie widziec wlasne dziecko usmiechniete.
      Bynajmniej nie lecze tym swoich kompleksow ani nie mam wybujalych wymagan co do
      mojego syna. Uwazam ze to fajna forma zabawy i wspolnego spedzania czasu.
      Bynajmniej nie zgadzam się z opinią, że wychowuję znerwicowane dziecko,
      pozbawione dzieciństwa - chyba jednak wręcz przeciwnie! Póki co mój syn naukę
      kojarzy ze świetna zabawą i kontaktem z rówieśnikami i na pewno tak zostanie. A
      po za tym jest to jakiś mój pomysł na spędzanie z nim czasu - oczywiście robimy
      rownież miliony innych rzeczy razem....
      Nie licze na to, że w wieku 4 lat będzie mówił biegle po angielsku, ale wierzę
      w to że zostaną mu miłe wsponienia i nauka języka nie będzie kojarzyła się z
      wkuwaniem słówek.....

      Zastanówcie się dziewczyny za nim zaczniecie krytykować! Można wybrać się na
      lekcję probna i zobaczyć jak to wygląda. TO JEST FORMA ZABAWY - to tak samo
      jakby krytykować chodzenie z niemowlakiem na basen powodowane chęcią zrobienia
      z dziecka wielkiego sportowca. Wszystko co robione z głową i w rozsądnych
      ilościach nie szkodzi dziecku!
      Za nim zaczniecie krytkować poczytajcie o tych metodach i zobaczcie jak to
      wygląda! Nie krytykujcie na ślepo nie wiedząc nawet jak dana metoda działa i na
      czym polega!
      Jola
      • allaxx1 do yoli 06.01.05, 13:48
        więcej uśmiechu dziewczyno--nikt tu nie krytykuje tylko logicznie myśli.
        Matki zmuszające 2-3 letnie dzieci do nauki pisania czy czytania powinno się
        karać chłostą--dlaczego--ponieważ dzieci mają się bawić a nie spełniać ambicje
        rodzicówsmile))
        Pokaż mi dziecko po kursie helen doron które zna angielski?Ja nie znam takowych-
        -mój syn ma kolegę po 2 letnich zajęciach i nie zna on zbyt dobrze tego języka
        (zna tylko podstawowe zwroty i słówka)-i nie jest to wina ani ucznia ani
        nauczycielki bowiem dzieci same dorastają do momentu kiedy zaczyna coś je
        interesować.
        My w czasie zabawy poznawaliśmy słówka,zdania,zwroty a teraz znamy nawet czasy--
        ale stało sie to dopiero w wieku 7 lat a nie u brzdąca który umnie powiedzieć
        nie i cacy czyli u 2 latka.
        Podobnie jest z czytaniem,pisaniem--dopiero w zerówce dziecko zaczyna sie tymi
        rzeczami zajmować --i tak ma być--nie róbmy z dzieci noblistów i geniuszy dajmy
        im czas na zabawę.A na zajeciach gdzie pani zanim poda piłkę powtarza do
        znudzenia ball,ball,ball to nie jest zabawa............
        • dagbe do allaxx1 06.01.05, 14:02
          Przepraszam, że tu się podpinam.
          Ale mam już doświadczenie z dzieckiem, które normalną szkolną drogą uczyło się
          czytać. A droga była bardzo wyboista wink
          Co zrobić, jeśli dziecka w zerówce nie interesują literki i cyferki? I nie
          rozumie, że powinno go to interesować, bo tak uznało Ministerstwo Edukacji?
          Moje wyrazy uznania dla tego, komu się uda zmusić dwuletnie dziecko do nauki,
          jeśli go to nie bedzie bawić. Niestety w zerówce na zabawę już czasu nie ma sad

          A na naszych zajęciach pani mówi "ball", rzuca piłkę i to jest zabawa wink

          Pozdrawiam,
          Dagmara
          • allaxx1 do dagbe 06.01.05, 14:16
            Mój syn idąc do zerówki znał 5(pięć!!!) literek,liczył do 50 i umiał rysować.
            Nie chciał w domu uczyć się a do przedszkola nie chodził.Dużo mu w domu
            czytaliśmy,rozmawialiśmy z nim.
            Skonczył zerówkę poszedł do szkoły i....jest najlepszym uczniem,ksązek nie
            czyta tylko je pochłania w ilościach hurtowych,chodzi na rózne zajecia--
            basen,plastyka,taniec nowoczesny,własnie dostał się do ogólnopolskiego konkursu
            ALFIK czyli wiedza o wszystkim.
            W domu ma normalne zabawki action many,samochody,puzzle.
            Tak więc miał i ma normalne dzieciństwo i jeśli w wieku 16 lat nie bedzie
            chciał iśc do liceum tylko do zawodówki pozwolę mu na to---to jest człowiek a
            nie robot którego się programuje.
            Są u niego w klasie dzieci które maja trudności z nauką i są to dzieci
            normalnych rodziców a nie pijaków czy narkomanów tak więc każde dziecko ma swój
            tryb i kiedyś dorośnie do nauki --czasem trzeba mu pomóc ale to już inna bajkasmile
            • dagbe do allaxx1 06.01.05, 14:34
              Gratuluję potomka smile Mam pytanie osobiste - jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj:
              czy ma rodzeństwo?

              Ja obecnie na starszego też nie narzekam, chociaż najlepszym uczniem nie jest.
              Paradoksalnie w nauce czytania pomógł mu fakt, że jeszcze trochę a młodszy go
              przegoni w tej umiejętności wink
              Niestety nie wszystkie dzieci kiedyś dorosną do nauki. Znam osobiście przypadek
              29-latka, który jeszcze nie dorósł. Smutne to...

              Pozdrawiam,
              Dagmara
            • allaxx1 ma:)) 06.01.05, 14:38
              2 latka co mówi w obcym języku i nie zna cyferek i literek ....no i nie chodzi
              na angielskismile))
              • dagbe Re: ma:)) 06.01.05, 14:51
                W wieku dwóch lat angielski nie jest obowiązkowy wink

                Pozdrawiam,
                Dagmara
        • yola66 do allaxx1 06.01.05, 14:14
          Usmiecham się dużo i często i chyba zreszta o tym nie rozmawiamy!!!!

          A mój ton wypowiedzi był taki a nie inny, bo denerwuje mnie kiedy ktoś
          krytykuje sam nie wiedząc o czym mówi (bo nigdy nie był na zjęciach i ani nie
          czytał zbyt dużo na dany temat i w dodatku nie wie jak dana metoda się nazywa).

          Nie oczekuję od mojego dziecka że po dwoch latach nauki bedzie mówił po
          angielsku i co więcej metodycy w szkołach Helen Doron powtierdzą, że nie to
          jest celem tych zajęć!

          U nas kiedy na zajeciach dzieci bawia sie pilka, a pani powtarza ball to JEST
          ZABAWA!!! Tak samo kiedy śpiewam w domu piosenki po angielsku a mój syn ze mna
          tańczy! TO JEST ZABAWA!
          • allaxx1 do yoli--ale krzyczysz:) 06.01.05, 14:18
            chyba rzadko się uśmiechasz---10 wykrzykników w jednym poście--brrr sroga i
            nerwowa jesteśsmile)))))))))))))))))
            • yola66 Re:do allaxx1 06.01.05, 15:44
              Szkoda, że tak mnie oceniasz.... może jakbys częściej czytywała to co piszę na
              forum to zmieniłabyś zdanie....

              Troche krzywdzące takie ocenianie, bo chyba sobie na to nie zasłużyłam... bo
              przecież można polemizować bez obrażania i wydawania sądów na temat osób
              których nawet się nie zna- nie uważasz????
      • madelaine6 . 06.01.05, 13:51
        Najgorsze jest wg mnie gdy rodzice przesadzaja.Mam kolezanke,ktorej
        corka ma 2,5 roku i to,co ona robi z tym dzieckiem przeraza mnie.
        Mala po polsku mowi malo wyraznie i zrozumiale,przekrecajac wyrazy-
        ale ambicja rodzicow jest,zeby w wieku 3 lat plynnie mowila po
        angielsku wink)).Staraja sie wiec jak najwiecej mowic do niej w tym
        jezyku (co o ile w przypadku matki jest uzasadnione,bo zna jezyk
        i mowi poprawnie,to ojciec posluguje sie konstrukcjami typu-'kam do dediego').
        To jest straszne,bo dziecko nauczy sie jakichs dziwnych zwrotow a do tego
        od razu z wypaczona wymowa...Smieszne sa te ich popisy-kiedy ich odwiedzam
        stawiaja mala przede mna,chwalac sie ile juz umie.A wiecie co jest
        najgorsze?Litosc mnie wtedy ogarnia,bo dziecko powie cos po swojemu,
        np.labi (to ma byc ladybird-biedronka) a oni pieja zachwyceni...
        Kiedys zwrocilam jej uwage,zeby tak nie przesadzali,ale nie spotkalam sie
        ze zrozumieniem.
        Wg mnie-wszystko z umiarem,ale przede wszystkim w momencie kiedy dziecko
        bedzie na to gotowe.
    • dagbe Czuję się wywołana... 06.01.05, 13:33
      ...do odpowiedzi wink

      Ostatnio udzielam się na wątkach dotyczących edukacji małych dzieci. Akurat na
      tym punkcie mam "hopla (czy chopla?) z przerzutką". Temat bardzo mnie
      interesuje. A ja zawsze lubiłam dużo wiedzieć, jeśli coś mnie zaintrygowało.

      Pytanie fundamentalne: czy osoby potępiające wczesną edukację dzieci wiedzą,
      jakie są jej założenia? Z czym Wam się kojarzy słowo "nauka"? Czy Wy lubicie
      się uczyć? Czy nauka sprawiała Wam przyjemność? Czy wiecie, w jaki sposób
      rozwija się mózg człowieka?

      Otóż zarówno zabawa szumnie nazywana "nauką czytania" jak i zajęcia Helen Doron
      równie szumnie nazywane "nauką języka angielskiego" to aktywności, które mój
      syn lubi i bardzo chętnie się ze mną w to bawi. Nie jest to leczenie moich
      kompleksów, bo czytać umiem i po angielsku się porozumiewam. Nie mam ambicji,
      żeby syn w wieku trzech lat czytał Szekspira w oryginale wink

      "Naukowe metody" i "kochający rodzice" to nie są elementy wzajemnie się
      wykluczające, nie rozumiem więc słów potępienia. Kiedyś wdałam się w dyskusję z
      gorącą przeciwniczką metody Helen Doron, która przyznała, że na lekcji
      pokazowej nie była i tak właściwie to nie miała pojęcia, jak ta metoda
      działa... Wydawało jej się, że to tak jak lekcja rosyjskiego w V klasie 20 lat
      temu. Takiej nauce też byłabym przeciwna wink I założę się, że nie byłoby
      sposobu, żeby małe dziecko chciało w czymś takim uczestniczyć.

      Jeśli denerwuje Cię czytanie wątków o tej tematyce, to ich po prostu nie
      czytaj. Przecież po temacie można mniej więcej zazwyczaj określić zawartość
      wątku.

      Ja z kolei żałuję, że zajrzałam w ten wątek. Ciekawość to pierwszy stopień do
      piekła wink No trudno...

      Pozdrawiam,
      Dagmara
    • nowka2004 Re: Nie popieram 06.01.05, 13:38
      Chciałabym tylko zaznaczyć, ze nie napisałam nigdzie, ze potępiam, tylko, że
      nie popieram, a to dwa różne wyrazy.
      • agawa79 Re: Nie popieram 06.01.05, 13:45
        Nie potępiasz, ale ton Twojej wypowiedzi jest daleki od neutralnego. A mnie
        denerwuje takie bezinteresowne krytykanctwo ludzi, którzy żyją inaczej niż Ty.
      • dagbe OK. Nie napisałaś wprost, 06.01.05, 13:52
        że potępiasz.
        Ale przeczytaj Twój post jeszcze raz i odpowiedz na pytanie, czy bliżej mu
        do "nie popieram" czy "potępiam"? Odniosłam wrażenie, że co
        najmniej "krytykujesz".

        Pozdrawiam,
        Dagmara
    • milarka Re: Nie popieram 06.01.05, 14:53
      Dziewczyny,
      piszecie, że nauka j. angielskiego metodą Helen Doron to nie nauka obcego
      języka tylko świetna zabawa. To ja w takim razie czegoś tu nie rozumiem -
      dlaczego to się nazywa nauka języka angielskiego?? Zapisując dzieci na takie
      zajęcia naprawdę nie kierowałyście się tym, że wasze dzieci nauczą się tam
      języka??
      Bo jeżeli to ma być tylko zabawa, to czemu w tym czasie nie można po prostu iść
      na basen, pobawić się klockami, czy tak normalnie pobyć ze swoją rodziną, to w
      domu dzieci już nie potrafią się fajnie bawić, tylko trzeba je zapisywać na
      specjalne zajęcia, żeby się trochę pobawiły??
      • melka_x Re: Nie popieram 06.01.05, 15:26
        > Dziewczyny,
        > piszecie, że nauka j. angielskiego metodą Helen Doron to nie nauka obcego
        > języka tylko świetna zabawa. To ja w takim razie czegoś tu nie rozumiem -
        > dlaczego to się nazywa nauka języka angielskiego?? Zapisując dzieci na takie
        > zajęcia naprawdę nie kierowałyście się tym, że wasze dzieci nauczą się tam
        > języka??
        > Bo jeżeli to ma być tylko zabawa, to czemu w tym czasie nie można po prostu
        iść
        >
        > na basen, pobawić się klockami, czy tak normalnie pobyć ze swoją rodziną, to
        w
        > domu dzieci już nie potrafią się fajnie bawić, tylko trzeba je zapisywać na
        > specjalne zajęcia, żeby się trochę pobawiły??

        Milarka dla dziecka w wieku przedszkolnym niemal każda zabawa jest jednocześnie
        nauką. Dziecko może się świetnie bawić klockami, ale to też jest nauka
        (najpierw precyzyjnego rozróżniania kolorów, kształtów, proporcji, póżniej
        ćwiczenia wyobraźni przestrzennej). Nie sadzasz dziecka przy klockach, żeby je
        czegoś nauczyć, mimo tego dziecko się uczy. Nauka jest efektem ubocznym,
        podobnie jest przy angielskim. Jeśli dziecko się świetnie bawi, co Ci
        przeszkadza, że przy okazji nauczy sie iluś słów w obcym języku? Co innego
        jeśli widać, że dziecku zajęcia się nie podobają i jest do czegoś zmuszane, ale
        przecież nie o tym tu mówimy.

        Dlaczego w domu nie można się bawić? Można, ale to nie przeszkadza, że czasem
        zabierasz jeszcze dziecko na plac zabaw, do kina, na spacer, na basen. Dobrze
        prowadzony angielski dla dzieci jest taką samą radością dla dziecka jak plac
        zabaw, więc czemu nie?smile
        • milarka do Melki 06.01.05, 15:44
          Jeżeli dziecko świetnie się bawi i przy okazji uczy się angielskiego to nie mam
          nic przeciwko. Po prostu dziewczyny pisały, że te zajęcia wcale nie są nauką
          języka i nie spodziewają się, żeby dały w tym kierunku jakieś efekty. Więc się
          zdziwiłam o co chodzi.

          Bardziej zresztą zadziwiła mnie informacja, że 1,5 roczniaki uczą się czytać,
          bo po prostu nie rozumiem w jakim celu?? Rozumiem, że są specjalne metody, że
          dziecko być może świetnie się przy tym bawi, ja tylko nie rozumiem po co to
          wszystko??
      • renik.w Re: Nie popieram !!!!!!!!!!!! 09.01.05, 14:30
        Zgadzam się z tym co napisała milaraka i dodam jeszcze , że teraz jest moda na
        dodatkowe zajęcia dla dzieci , w każdej gazecie mnóstwo reklam ogłoszeń na ten
        temat i dlatego tyle mam z tego korzysta ...
        - tylko pytanie: po co ????!!!!
    • melka_x Re: Nie popieram 06.01.05, 15:06
      Akurat dzieci różnojęzycznych rodziców są doskonałym przykładem, że nauka
      mówienia w 2 językach i to od pierwszych słów nie tylko nie zaburza rozwoju
      dziecka, ale je wręcz wspomaga (choć rzeczywiście etap mieszania zwrotów w
      różnych językach takie dzieci przechodzą). Daleka jestem od akceptacji
      realizowania własnych ambicji przez dziecko, ale bez przesady. To tak jakbyście
      powiedziały, że dziecko różnojęzycznych rodziców męczy się i naraża na
      przeżywanie strasznych stresówsmile. Metody nauki języka, czy czytania dla bardzo
      małych dzieci są tak pomyślane, by były świetną zabawą, nie wysiłkiem, o
      stresie nie wspominając. Córka moich znajomych, obecnie 5-latka od 3 lat uczy
      się angielskiego i od początku te lekcje po prostu uwielbia, to są przecież
      różne gry, wycinanki, piosenkismile, kiedy pani od angielskiego choruje jest
      wielki płaczsmile

      Większość tych postów jest świetnym dowodem, że ludziom po polskich szkołach z
      trudem przychodzi zrozumienie, że nauka nie zawsze i nie na każdym etapie musi
      być nudna czy musi być wysiłkiem. Wyluzujciesmile))
      • isma Re: Nie popieram 06.01.05, 15:47
        Melko, tak i nie. Jak zwykle (to jest leitmotiv naszych dyskusji), rzecz nie w
        konkretnych zajeciach, tylko w stosunku do nich wink)). Przyklad z bilingwalami,
        ze sie tak dla szybkosci wyraze, jest o tyle nietrafiony, ze ta nauka jest
        naturalna, w tym sensie, ze nie jest wynikiem wyboru rodzicow (angielski czy
        basen), tylko pewnej zyciowej potrzeby czy wrecz koniecznosci - np. w zwiazku z
        porozumiewaniem sie z dziadkami. Wyborem moze byc ewentualnie rezygnacja z
        odkolyskowej dwujezycznosci, jak u nas wink)).

        Ja niestety odnosze wrazenie, ze jednak ta nauka angielskiego sluzy glownie
        popisywaniom sie rodzicow przed rodzina i znajomymi. Bo dziecko, owszem, w
        szkole Doron spedza czas sie bawiac, ale tez sa i "efekty nauki", ktore mozna
        publicznie zaprezentowac. A to jest wazne glownie dla rodzicow. Ja to widze,
        stykajac sie z mamami, ktore, slyszac, ze nasza Miniatura chodzi na zajecia
        umuzykalniajace od razu pytaja: "a co umie zaspiewac", "a gra na jakims
        instrumencie"? Tymczasem te zajecia nie daja zadnych wymiernych efektow typu
        repertuar piosenek czy wierszykow, po prostu dzieci sie osluchuja z roznymi
        rodzajami muzyki (a moja corka, jako nie nadajaca sie z racji zdrowia do opieki
        zlobkowo-przedszkolnej, dodatkowo poszerza swoje kontakty towarzyskie). Mysmy
        wybrali te zajecia wlasnie dlatego, ze, po pierwsze, akurat sfera dzwiekow
        wydawala sie nasze dziecko od zawsze najbardziej interesowac (narysowac do dzis
        nie umie nic, co daloby sie nazwac wink)), a po drugie, zeby jej nie wpedzac w
        rywalizacje (i tak ma sklonnosc do popisywania sie czymkolwiek badz przed
        publika).

        Jesli dziecko w jakiejs dziedzinie jest sprawne, to, czemu nie,
        mozna "inwestowac" (czas!) w jego rozwoj - moja corka np. mowi w tej chwili po
        polsku poprawnie fonetycznie, pelnymi zdaniami, ma duzy zasob slow, wypowiada
        sie nader chetnie - wiec teoretycznie wpropwadzenie jej nowego jezyka nie
        byloby trauma wink)), a jednak wolimy torche poczekac. Nie wyobrazam sobie
        natomiast, zebysmy nie poczekali, gdyby sprawna jezykowo w ogole nie byla.

        I w ogole nie przepadam za nastrojem rywalizacji w zadnej dziedzinie. Ostatnio
        zalamala mnie moja wlasna Mama, skadinad kobieta bardzo rozsadna,
        stwierdzeniem, ze ja umialam czytac majac lat dwa i dwa miesiace, a Miniatura,
        przekroczywszy ten wiek o miesiecy cztery... tylko literke A rozpoznaje wink)).
        • melka_x Re: Nie popieram 06.01.05, 16:07
          Isma rozumiem. Ale ja mówię o przypadkach, gdzie dziecku rózróżnianie literek
          czy śpiewanie po angielsku sprawia niekłamaną radość. Jeśli nie sprawia, to dla
          mnie jest rzeczą jasną, że na takie zajęcia dziecko nie powinno trafiać. W
          żadnym wypadku.

          Z rywalizacją czy popisywaniem się masz rację, ale przecież nie wszyscy
          rodzice, którzy dajmą na to bawią się z dzieckiem literkami (podkreślam -
          bawią) robią to w tym celu. Są i tacy, i to jest żałosne, ale uogólnienie jest
          krzywdzące.

          Natomiast o dzieciach dwujęzycznych wspomniałam, żeby powiedzieć, że nauka
          języka -nawet bardzo wczesna- nie musi być wysiłkiem.

          I najsmutniejszą puentą tego wątku jest dla mnie przekonanie wielu osób, że
          nauka jest generalnie trudna, ciężka, nudna. Smutny dowód degrengolady polskich
          szkółsad

          p.s. pamiętam jak miałam może ze 4 lata i na pytanie, czy świat ma koniec
          ojciec zaczął mi opowiadać o płaszczakach (żeby wytłumaczyć co to są wymiary).
          To było fascynujące, dziś wiem, że to skandalwink)), przecież to była regularna
          lekcja fizykiwink))
          • isma Re: Nie popieram 06.01.05, 16:36
            Melusiu,
            z tym ojcem, to ja zaczynam miec pewne podejrzenia wink))))). Moj ojciec na to
            samo pytanie opowiedzial mi o fraktalach wink)))))).

            Nie, a powaznie, to widzisz, ja moze jestem staroswiecka, ale ja lubie, jak ta,
            jak mowisz, nauko-zabawa sie odbywa w sposob naturalny, np. w domu. Jak rodzice
            sie dziela z dziecmi swoja wiedza (skutkiem czego ja jestem niezly humanista i
            calkiem niezgorszy matematyk, ale w naukach przyrodniczych - detka, zero
            zamilowania), swoim rozumieniem swiata. Jakos zlecanie tego wyspecjalizowanym
            instytucjom kojarzy mi sie nie najlepiej wink)). Moje dziecko np. bedzie pewnie
            jedynaczka, z koniecznosci, wiec sama jestem zmuszona do korzystania z
            takiej "protezy" w kontaktach z innymi dziecmi, i juz to powoduje, ze widze
            minusy takiego rozwiazania.

            Absolutnie nie twierdze, ze nauka powinna byc trudna, ciezka i nudna. Uczenie
            sie w naturalnym srodowisku nigdy takie nie jest wink)). A uczenie z wyboru
            czasem potencjalnie takie niebezpieczenstwo niesie ;-(((. Kurcze, mnie samej
            trudno rozroznic, czy Miniature cieszy samo spiewanie, czy to, ze kojarzy sie
            jej ono z aplauzem (na wszelki wypadek zabronilismy rodzinie przekupywania
            dziecka na zasadzie "powiedz wierszyk, to...").
            • melka_x Re: Nie popieram 06.01.05, 17:01
              > Melusiu,
              > z tym ojcem, to ja zaczynam miec pewne podejrzenia wink))))). Moj ojciec na to
              > samo pytanie opowiedzial mi o fraktalach wink)))))).

              Mój jest psychologiem i fizykiem, ten sam?smile))Jeśli Twój potrafił opowiedzieć
              kilkulatce o fraktalach to chylę czołasmile))

              Wracając do tematu - Isma wiem o co Ci chodzismile i w dużej mierze zgadzam się.
              Ale myślę, że tak samo jak na basen, można dziecko posyłać na angielski i
              dopóki ono się tym bawi, to jeśli jeszcze nauczy się iluś słow, to dla mnie
              jest ok. Kiedyś zanim dzieci uczono obecego języka 'regularnymi metodami' po
              prostu w domu zaczynało się nim mówić, dziecko wchodziło w obcy język jak w
              masło nawet nie zdając sobie sprawy, że czegoś się nauczyło, mówienie obcym
              językiem było właśnie naturalnymi warunkami. Tylko kto dziś zna naprawdę tak
              płynnie język, by przechodzić na ten w domu bez żadnego wysiłku? Stąd pewnie i
              te zajęcia. W każdym razie tak ja to widzęsmile.
              Tak samo jak zdziwiłby mnie pogląd, że z dzieckiem nie powinno się chodzić na
              basen przed dajmy na to 7 rokiem, bo na naukę pływanie ma czas, jest według
              mnie z angielskim, nie widzę różnicy.
              A co do Twojej Minitury. Aplauz i dorosłych cieszysmile, dopóki nie jest on
              najważniejszy to też chyba wszystko jest ok?smile. Jasne, wiem że wychwycenie tej
              granicy nie takie proste.
              • isma Re: Nie popieram 06.01.05, 17:43
                A, to nie ten wink))))).
                Moj jest matematykiem. Rachunek prawdopodobienstwa, rownania nieliniowe, te
                rzeczy.
                A o fraktalach to bylo proste, do dzis pamietam: przykladem byl kalafior.
                • dagbe Jeszcze jedna historia o ojcu :) 07.01.05, 09:58
                  Przypomniała mi się w kontekście prowadzonej przez Was dyskusji. Mój tata na
                  każde moje pytanie zawsze odpowiadał zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą (a wie
                  naprawdę dużo) niezależnie od mojego wieku w momencie zadawania pytania.
                  Chodzą legendy, że gdy byłam w I klasie Szkoły Podstawowej, zadawałam tacie
                  pytania filozoficzno-egzystencjalno-przyrodnicze. On mi odpowiadał a ja potem
                  perfidnie to samo pytanie zadawałam mojemu szkolnemu wychowawcy. Wychowawca
                  starał się, żeby jego odpowiedź merytorycznie była na poziomie siedmiolatki. Ja
                  słuchałam tej odpowiedzi, po czym mówiłam: "Nieprawda, bo mój tata powiedział,
                  że...(i tu następował cytat)".
                  Mama została wezwana do szkoły, bo rzekomo podrywałam panu autorytet przy
                  innych dzieciach.

                  Z moim synem też raz było wesoło. Na wystawie sklepu ze starociami leżał
                  metalowy pas cnoty. Dziecko spytało, co to jest a ja mu odpowiedziałam. Jakiś
                  czas później w szkole (I klasa SP) omawiali stroje epoki rycerskiej i wypłynęła
                  kwestia pasa cnoty. Też zostałam wezwana do szkoły wink

                  Pozdrawiam,
                  Dagmara
                  • isma Re: Jeszcze jedna historia o ojcu :) 07.01.05, 10:11
                    A, to normalne.
                    Pamietam, jak z placzem zadalam od Taty, zeby mnie nauczyl rozwiazywac zadania
                    z matematyki tak, jak ucza w szkole, a nie tak, jak jest latwiej wink)).
    • dayane Re: Nie popieram 06.01.05, 15:36
      I tu zgadzam się z autorką wątku
      • verdana Re: Nie popieram 06.01.05, 16:16
        Ale nikt nie poruszył głównego problemu - co zrobić, jesli osiągnie się sukces,
        a przeciez chyna o to chodzi. Nie w nauce jezyka obcego(rodzice na ogół nie
        zdaja sobie sprawy, ze małe dziecko potrafi zapomnieć nie tylko wyuczonych
        słówek, ale całego języka, którym płynnie się porozumiewało np. w ciągu
        wakacji). Chodzi o naukę czytania. Póki mama uczy dziecko, ono poznaje literki,
        jeszcze kłopotu nie ma.
        Kłopot jest gdy mama nauczy dwu-trzy latka czytać. I co robic z taka
        umiejetnością? Przecież dziecko jest za małe, zeby samo mogło czytać ze
        zrozumieniem, a jeśli nie będzie czytało, to trzeba zmudnie przypominać i
        powtarzać cwiczenia z czytania. Jak pójdzie do szkoły, to bedzie już tak
        czytaniem znudzone, ze kłopoty jak w banku. A jeśli bedzie czytać mechanicznie,
        bez pełnego zrozumienia - jeszcze gorzej.
        No, ale są zdolne dzieci. Np. mój mąż, który nauczył sie samodzielnie, płynnie
        i szybko czytać w wieku lat niespełna trzech. I jego rodzice, dumni (trudno sie
        dziwić) z zachwytem patrzyli, jak ich synek czyta. Jego mama, bibliotekarka
        zabierała go na swoje dyżury, gdzie czytał encyklopedię.
        Efekt przerósł oczekiwania. Dziecko rzeczywiscie czytało wspaniale. Z
        przedszkola trzeba go było odebrać (nie było książek do czytania, koledzy nie
        chcieli rozmawiać o encyklopedii tylko o samochodach, w dodatku bili), kontakty
        towarzyskie w szkole nie powstały - bo czytanie było ważniejsze. Dopiero na
        studiach mąż miał grono znajomych. Jednak do dziś widać szkody, jakie
        wyrzadziło stawianie czytania i książek na pierwszym miejscu - przed rozmową,
        kontaktami towarzystkimi itd. Mąż porozumiewa się z otoczeniem niemal wyłacznie
        podając informacje. Ma encyklopedyczną pamięć - fakt. Jest autorem dwóch
        encyklopedii - wszyscy jesteśmy dumni. Ale gdyby w dzieciństwie mniej czytał, a
        wiecej rozmawiał, to umiałby może lepiej funkcjonować w towarzystwie.
        • melka_x Re: Nie popieram 06.01.05, 16:41
          Verdano biorać pod uwagę, że wątek jest o nauce można by przewrotnie napisać,
          że Twoi teściowie zaniedbali ćwiczenie umiejętności społecznychwink.
          Wszystko jest kwestią wyważenia, angielski nie musi przeszkadzać w wiszeniu na
          huśtawce z rówieśnikami. Jeśli przeszkadza to źle.
          A u Twojego męża podejrzewam, że to był w dużej mierze samonapędzający się
          mechanizm, był zdolniejszy, wiedział więcej, więc otoczenie go odrzucało,
          odrzucane dziecko tym bardziej skupiało się na książkach, wiedziało jeszcze
          więcej, więc tym bardziej rówieśnicy go odrzucali.
          Inna sprawa, że w tej chwili są już szkoły/klasy dla dzieci rozwiniętych
          wyraźnie ponad wiek i w takim środowisku Twój mąż czułby się jak ryba w wodzie.
        • isma Re: Nie popieram 06.01.05, 16:41
          Fakt. Jako wczesnie czytajaca i chrowita na dokladke potwierdzam. Do konca
          podstawowki totalna towarzyska izolacja, zeby nie powiedziec, ostracyzm.
          Ale z kolei w liceum - fantastycznie. inna rzecz, ze to wariacka szkola byla, w
          ktorej koniecznie trzeba sie bylo czyms wyrozniac, najlepiej wlasnie
          zainteresowaniami czytelniczymi, albo rozniastymi talentami artystycznymi...
          • mayessa Re: Nie popieram 07.01.05, 10:34
            Moja chrzesnica ma 9 lat (3 klasa).Od ok. 2 lat chodzi do jakiejs szkoly
            jezykowej dla dzieci.Efektów specjalnie nie widze ale nie o tym pisze.A chodzi
            mi o to: mala uczy sie (w szkole podstaw.) niespecjalnie, robi bledy, slabo
            czyta, slabo liczy, lektury czyta jej babcia albo wcale. Ostatnio zapytalam ja
            o ten angielski, szkole, lektury itp a on mówi,ze: "Anusiu jak wracam ze szkoly
            to ide jeszcze na angielski i jak wracam to chcialabym sie troche pobawic"- to
            mialo byc tlumaczenie dlaczego nie lubi czytac.
            Nie myslcie,ze jestem przeciwniczka nauki angielskiego przez dzieci tylko
            chodzi mi o jakies wyposrodkowanie, dostosowanie zajec do zdolnosci.
            Oprócz angielskiego mala chodzi jeszcze na basen.Jedno i drugie jest swietna
            zabawa-na obowiazki szkolne nie starcza czasu
    • mamastasia A ja popieram 07.01.05, 12:39
      A ja popieram. Jeśli dziecko chce się uczyć, rodzicom chce się je poprowadzić to
      czemu nie? Nauka to nie kara, a w każdym razie nie zawsze. Mój syn do jakichś 2
      miesięcy jest bardzo zainteresowany lierami - jestem z tego dumna, próbuję mu je
      pokazywać (on sam też chętnie to robi, np na rejestracjach samochodów)
      podpowiadam jak się czyta, często piszę proste wyrazy. Wcale nie byłabym
      załamana gdyby szybko zaczął czytać. I myślę o angielskim ale od września, bo na
      razie walczy z polskim.
      Gdybym była mniej leniwa to pewno zacząłabym go uczyć wcześniej... Chyba że
      wyraziłby swój zdecydowany sprzeciw.
      Nie rozumiem czemu nauka nie może stać się częścią zabawy maluszków. Czemu przez
      to mają mieć gorsze dzieciństwo? Zakładając, że dziecko nie jest takiej zabawie
      absolutnie przeciwne.
    • olunia75 Re: AMEN 07.01.05, 13:02

    • cubus1 Re: Nie popieram 08.01.05, 23:52
      Nie mowice ze wydajecie 300zl miesiecznie tylko po to aby sie dziecko pobawilo
      bo na nauke jezyka nie liczycie...
      Trudno w to uwierzyc...
      • aluc Re: Nie popieram 09.01.05, 14:16
        nie 300, tylko jakieś 150
        zajęcia adaptacyjne w prywatnym przedszkolu w skali miesiąca kosztują mniej
        więcej tyle samo smile

        a poza tym bardzo lubię takie zaglądanie do portfela wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka