zadzwonił...

02.05.05, 22:45
nie odbierałam telefonu przez jakieś 10 minut (po prostu karmniłam małego),a
on uparcie dzwonił...w końcu odebrałam, a on z pretensją w głosie: czy to dla
ciebie taki wielki problem odebrac telefon? spytałam tylko czy odpoczywa
_tak, odpoczywam...to odpoczywaj nadal.pa...i odłożyłam słuchawkę. czy w
wieku 30 lat można mieć kryzys wieku średniego, bo mój mąż chyba ma.
zapomina, że o 22.45 dzieci śpią, a żona może też mieć dość po całym SAMOTNYM
dniu.
    • lidkakn Re: zadzwonił... 02.05.05, 23:02
      E, to nawet uparty był, bo aż dziesięć minut dzwonił. Może mu jednak zależy?
      • andaba Re: zadzwonił... 02.05.05, 23:05
        lidkakn napisała:

        > E, to nawet uparty był, bo aż dziesięć minut dzwonił. Może mu jednak zależy?

        Albo się wystraszył, że w tango poszła.
        • yenna_m Re: zadzwonił... 02.05.05, 23:09
          z dwojka dzieci?
        • lidkakn Re: zadzwonił... 02.05.05, 23:10
          A teraz sprawdził, że jest, pilnuje dzieci, i co dalej...
    • 18lipcowa współczuję męża.............. 03.05.05, 00:55
      discombopulated napisała:

      > nie odbierałam telefonu przez jakieś 10 minut (po prostu karmniłam małego),a
      > on uparcie dzwonił...w końcu odebrałam, a on z pretensją w głosie: czy to dla
      > ciebie taki wielki problem odebrac telefon? spytałam tylko czy odpoczywa
      > _tak, odpoczywam...to odpoczywaj nadal.pa...i odłożyłam słuchawkę. czy w
      > wieku 30 lat można mieć kryzys wieku średniego, bo mój mąż chyba ma.
      > zapomina, że o 22.45 dzieci śpią, a żona może też mieć dość po całym SAMOTNYM
      > dniu.
    • szwedka_kredka Re: zadzwonił... 03.05.05, 09:00
      najgorsze jest to, że nie możecie się ze sobą skomunikować
      on mógłby opowiedzieć swojemu koledze historię w ten sposób: zadzwoniłem do
      niej o 22.45, bo wiem, że dzieci już śpią i może wreszcie spokojnie pogadamy,
      na początku w ogóle olewała i nie odbierała telefonu, w końcu podniosła i
      rzuciła: odpoczywasz?, no to powiedziałem: tak, odpoczywam i ona odłożyła
      słuchawkę.
      wiesz, ja na Twoją historię może patrzę trochę inaczej, nie wiem jak małe masz
      dzieci, ale mój mąż pojechał sam na narty na 5 dni i nie widziałam w tym nic
      złego
      fakt, że wcześniej byliśmy na nartach razem 10 dni, a decyzja o jego wyjeździe
      była wspólna, ale ja rozumiem, że czasem trzeba od siebie odpocząć
      na przykład lubię sobie czasem zostać sama w domu (z dzieckiem, ale bez męża) -
      dobrze mi to robi
      ale nie piszę o sobie, bo chodzi o Waszą relację
      w sumie nie można spodziewać się żadnych efektów, jeśli ludzie nie gadają, może
      trzeba było go zapytać, z czym do Ciebie dzwoni
      może ja naiwna jestem, ale sobie myślę, że może mu głupio się przyznać, że już
      ma dość tego smaotnego wyjazdu?, ale trwa w tej postawie, bo też z Twojej
      strony nic się nie zmienia
      pozdrawiam ciepło
      • mijaczek Re: zadzwonił... 03.05.05, 09:07
        U mnie taka rozmowa wygladała by zupełnie inaczej, bo pewnie tak powiedzialabym
        na początku, że nie odbierałam, bo byłam zajęta tak, że się odebrać nie dało
        [małż pefnie by sie nagrał na sekretarke tak czy siak,wiedziałabym więc po co
        dzwoni], potem bym oddzwonila, pożaliła się, ze cały dzień byłam sama, umęczona
        jestem okrutnie i najchętniej to bym poszła spać i spała tydzień, a że wiem
        jakiego mam męża, to usłyszałabym w odpowiedzi - "jak wrócę do domu to zrobię
        ci masaż"
        Wiem, że każdy jest inny, nie ma co porównywać, ale przykro mi, że między sobą
        macie taki układ, że macie swoje światy i siebie przeciwko siebie, a nie dla
        siebie...
    • aleksandrynka Re: zadzwonił... 03.05.05, 12:48
      czyli tak na prawdę nie wiesz, po co zadzwonił, ale może dręczy go poczucie
      winy. I jest ono tak duże, że zaatakował, bo bał się ataku... Tak to widzę...
      Chyba czeka Was długa rozmowa...
Pełna wersja