Dodaj do ulubionych

mąż mnie oszukuje

31.10.05, 08:55
Jestem rok po slubie i zaczynają się schody. Ja na razie nie
pracuję (jeszcze studiuje),mąz tak.Od początku dziwnie jakos układało się z
finansami. Mimo moich wielokrotnych próźb mąż nie dał mi dostępu do konta
bankowegoz ozsczędnosciami,zebym np. mogła sprawdzic ile pieniedzy mamy.
Teraz przypadkiem
dowiedzialam sie,ze wszystkimi naszymi oszczednosciami (glownie są to
pieniadze z wesela)gra na gieldzie. Tak sie sklada,ze wiekszosc tych
pieniedzy pochodzi od mojej rodziny,wiec chyba powinien zapytac czy moze
wlozyc je w tak ryzykowne przedsiewziecie jak giełda. On wie,ze ja sie
strasznie giełdy boje, bo kilku moich znajomych straciło na tym duzo
pieniedzy.Wiedzialam,ze mąz tez gra,ale nie miałam pojecia ze całymi
oszczędnosciami,wiele razy go prosilam,zeby sie wycofał,ale nie
chciał,obiecal ,ze będzie grał tylko małą sumą.A teraz (przez przypadek,bo on
się nie przyznał) wyszło wielkie oszustwo! Czy on juz jest hazardzistą?!Co
robic, ja tez chyba mam prawo decydowac o wspolnych pieniądzach. Prosze o rade
Obserwuj wątek
    • kacper_ps Re: mąż mnie oszukuje 31.10.05, 09:27
      Moja rada: nie proś tylko zażądaj dostępu do konta na którym są Wasze wspólne
      oszczędności. Masz do tego prawo mimo że nie zarabiasz. Róznie w życiu bywa. Ja
      mam 10 -letni staż małżeński+ 5lat"chodzenia" i od samego początku razem
      gospodarujemy finansami, podejmujemy decyzje o grubszych wydatkach,
      oszczędzamy. Gdyby każde z nas żyło same sobie to pewno nic byśmy dzisiaj nie
      mieli. Mój mąż studiował, potem pracował, ja też studiowałam, teraz pracuje. W
      międzyczasie prace się zmienia, nie zawsze było tak że oboje zarabialiśmy. Nie
      wyobrażam sobie sytuacji w której nie mam nic do powiedzenia na temat finansów,
      a mąż wydziela mi kieszonkowe. Dla mnie nie tak powinno wyglądać wspólne życie.
      Nie licz na to, że z czasem się to zmieni, jeśli sama nie zadziałasz to nic się
      nie zmieni. A podejrzewam że będzie jeszcze gorzej. Jesteście dopiero rok po
      ślubie a on juz nie mówi Ci prawdy...
      • karolcia111 Re: mąż mnie oszukuje 31.10.05, 09:57
        czytam i nie wierzę... jakim cudem udało mu się tak ciebie omotać? co to znaczy
        nie pozwala na dostep do konta? i jakim prawem decyduje sam o waszej wspólnej
        kasie????? weź ty się porzadnie za niego bo puści cie z torbami i zaprzepaści to
        co macie i jeszcze wam cholernych długów narobi. A o to na giełcie wcale nie
        trudno.
    • em_em71 Re: mąż mnie oszukuje 31.10.05, 10:15
      Masz prawo czuć sę źle w takiej sytuacji i myślę, że tylko poważna rozmowa o
      zaufaniu i waszych relacjach względem pieniędzy moze przynieść jakiś pozytywny
      efekt. A moze zdecydujcie się na podpisanie intercyzy, w razie czego...
    • lola211 Re: mąż mnie oszukuje 31.10.05, 10:41
      A moze podszkol sie i podejmuj razem z nim decyzje co do inwestycji.Facet chce
      zarobic, wie, ze ty bedziesz panikowac, wiec sie z tym kryje.Sprawdz- zarobil
      na tej giełdzie czy stracił?
    • faceeet Z jednej strony mamy byc moze strachliwa panne, 31.10.05, 12:33
      bojaca sie wlasnego cienia. Majaca postawe: chcialabym byc bogata ale
      jednoczesnie boje sie zaryzykowac.
      Z drugiej byc moze hazardziste.
      Ale trudno to ocenic. Dlaczego?

      Bo nie wiemy co rozumiesz pod pojeciem gra na gieldzie!
      Na rynkach finansowych/kapitalowych jest wiele instrumentow.
      Kazdy z nich daje rozny dochod i wiaze sie jednoczesnie z roznym ryzykiem.
      Pytanie czym "gra" maz.

      1) Jesli wlozyl pieniadze w bony skarbowe albo obligacje - bardzo bezpieczne i
      dajace wiekszy dochod (najczesciej) niz lokaty, to znaczy ze jest madry, a ty
      idz do psychiatry leczyc fobie, albo doucz sie.

      2) Jesli gra akcjami - to ogolna zasada jest prosta. Jesli firma nie
      zbankrutuje (co zdarza sie niezwykle rzadko), to w dlugim okresie czasu ceny
      akcji rosna. Wynika to z tego, ze firmy co roku rozwijaja sie, generuja zyski
      itd. Zatem ich wartosc rosnie. Jesli kupimy akcje w "dolku", to na zyski mozemy
      liczyc praktycznie od razu, jesli jednak na "gorce" i sa przewartosciowane a
      potem bedzie dolek i ich cena spadnie to musimy czekac na nastepna "gorke" - a
      czasami moze to trwac nawet 2,3,5 lat.

      3) Problem jest jednak jak zaczyna grac kontraktami terminowymi.
      Generalnie traktowane sa jako zabezpieczenie. Przyklad: rolnik umawia sie z
      producentem ze za pol roku sprzeda mu rzepak po cenie X. Jesli cena na rynku
      bedzie potem wyzsza, to traci rolnik z zyskuje kupujacy (no bo dogadali sie juz
      na cene). Jesli nizsza to traci kupujacy a zyskuje rolnik. Zabezpieczeniem jest
      jednak to ze znamy z gory cene i nie martwimy sie susza albo nadprodukcja. W
      dlugim okresie czasu sie to sprawdza. W tym roku tracimy a w innym zyskujemy i
      generalnie powinnismy wyjsc na 0.
      Teraz sa tez jednak zakladem. Umawiam sie z druga strona ze "sprzedam"
      lub "kupie" od niej np. indeks miniwig20 po cenie x. Jesli zajme zla pozycje a
      cena rzeczywista bedzie wieksza lub mniejsza niz ta co chcialem to trace
      nieograniczona (moze byc mala albo duza) sume pieniedzy ale jak "trafie" to
      hohoho. Sa tacy co 2-3 razy w roku jak przeprowadza udana transakcje to zyja
      tylko z tego, z pensja 5000 miesiecznie i nic robic nie musza.
      Ci co stracili tez pewnie tym grali, ale nie wygrali.

      4) Sa jeszcze inne instrumenty...

      5) Wazne jest tez czy sie zdywersyfikowal. Tzn. ryzyko spada, jesli wlozymy
      troche tu kasy a troche tu.

      6) W rzeczywistosci moze wcale cie nie oszukal. Moze 90% kasy wlozyl w bony
      skarbowe - jak wspomnialem bezpieczniejsze nawet niz lokaty.
      A gra tylko niewielka suma - pozostalymi 10%.
      Ale moze nie... Zobacz czym on tam gra i ile w co wlozyl i jak do tej pory mu
      szlo. Generalnie albo ma sie wiedze i nosa albo nie..
      • kalina_p facet, powinni to razem ustalic, prawda? 31.10.05, 14:22
        czy kasa w małżeństwie należy tylko i wyłącznie do tego pana?
        • faceeet Po pierwsze ustalac ten powinien co sie zna. 31.10.05, 14:29
          Po drugie ustalili juz i moze on zastosowal sie do prosb zony, nawet jesli ona
          o tym nie wie (wkladajac kase w obligacje).
          Po trzecie trudno gadac z kims kto uwaza ze gielda to ryzykowne
          przedsiewziecie, poniewaz jak juz pisalem jest wiele instrumentow i niektore sa
          ryzykowne a inne nie, wiec nie mozna powiedziec arbitralnie ze "gielda to
          ryzykowne przedsiewziecie".

          Jedyne co widze nie w porzadku NA RAZIE, ze nie dal dostepu do konta ze
          wspolnymi oszczednosciami.
          • kalina_p Re: Po pierwsze ustalac ten powinien co sie zna. 31.10.05, 14:38
            no i o to sie rozchodzi własnie.
            Może on jakos tam decydować, bo może sie lepiej zna, ale co za pomysły z
            trzymaniem na własnym koncie i tajemnicami?
      • zona_wojtka No faceeet, zabłysnąłeś wiedzą o giełdzie... 31.10.05, 15:32
        ... ale nie o to jakby tu chodzi.
        No cóż, fajnie facetowi pisać, że babę najlepiej do psychiatry.
        Życze ci powodzenia w stosunkach z twoją kobietą. Oby tylko nie okazało się, że
        zna się lepiej na wystroju wnętrz na przykład, bo będzie kupować bez
        konsultacji z tobą antyki, najdroższe komody, sprzęt agd superfajny no i
        kosztowny...
        • faceeet Czym innym jest inwestycja oszczednosci a 31.10.05, 16:25
          czym innym wydawanie ich tongue_out - chociaz antyki to tez moze byc forma oszczednosci.
          Ale faktycznie to ze nie daje dostepu do konta to jest dziwne...
    • kalina_p szybko się zaczyna, hehehe... 31.10.05, 14:21
      potem bedzie wydzielał po 200 zl na tydzien na jedzenie.
      sorry, ale jak czytam o takich facetach, to sie zastanawiam, co za kobiety chca
      z nimi byc???
      Tragediasad
      • mirabelka00 Re: szybko się zaczyna, hehehe... 31.10.05, 16:46
        Czyli jeśli ja w tajemnicy przed mężem wyjęłabym wszystkie oszczedności i
        poszła grać w ruletkę to wszystko jest ok? Jedna osoba ma prawo bez konsultacji
        decydować o wspólnych pieniadzach? A skoro giełda taka super bezpieczna, to jak
        to się stało,ze np. jeden z moich znajomych stracił na niej 20 tysięcy.
        Oczywiście to jest napewno debil,mimo,ze ma doktorat z ekonomii,nie to co
        wypowiadający się w tym wątku faceet.
        • faceeet Przeczytaj jeszcze raz ze zrozumieniem 31.10.05, 17:22
          co napisalem, to moze ci sie wyjasni. Podpowiedz - gielda nie jest
          niebezpieczna ani bezpieczna sama w sobie, niebezpieczne lub bezpieczne moga
          byc tylko rozne instrumenty na niej. Pan doktor pieniazkow nie stracil na pewno
          na obligacjach skarbowych. Pewnie na kontraktach terminowych.
          A doktorat z ekonomii nic nie znaczy. Do doktora stomatologii tez bys poszla na
          operacje przeszczepu serca? Jesli nie jest doktorem z dziedziny Inwestycji
          Kapitalowych, to jest taki sam amator jak wszyscy inni.
    • ula_max No i znowu... 31.10.05, 17:38
      Po pierwsze: dlaczego pieniądze od Twojej rodziny są na jego koncie?
      Po drugie: skoro to jego konto to po co Ci dostęp do niego - zabierz mu kase
      nie należącą do niego i załóż własne konto
      Po trzecie: a gdzie jest powiedziane że po slubie to wszystko MUSI być wspólne
      Może więcej realizmu. On pracuje Ty nie tzn on Cię utrzymuje?
      No jeżeli tak to o co masz pretensje?, a jeżeli nie to patrz pkt 2.
      • mirabelka00 Re: No i znowu... 01.11.05, 07:28
        Jasne,on mnie utzrymuje,a moi rodzice utrzymują jego (pracuje w firmie mojego
        ojca). Poza tym mieszkanie tez kupili nam moi rodzice on nie dołożył ani
        grosza,więc moze jednak troszke powinien sie liczyc z moim zdaniem,nie uważasz?
        Poza tym przeraza mnie wyrazony przez ciebie pogląd,ze jesli kobieta nie wnosi
        do małżenstwa pieniędzy to nie ma prawa o niczym decydowac i ma potulnie
        słuchac męża.
        • maya2006 Re: No i znowu... 01.11.05, 07:54
          czytam i czytam, i nadziwic sie nie moge: 21.wiek, kobieta nie wie co dzieje sie
          z peineidzmi on gra-to mozliwe. ale kiedy kobieta sie o tym dowiaduje, ma
          watpliwosco, co ma robic? jakbys zanlazla zlodzieja w sypialni pladrujacego
          twoja skarbonke, to by oberwal. a maz co? nadal gra?
          widzisz prawdopodobnie on jets uzalezniony, jesli doprowadzi cie do ruiny to i
          tak nie bedzie odpowiadal za to, bo to choroba psychiczna-takie uzaleznienie...

          skad sie bierze ta niemoc? facet by cie chyba z domu wyrzucil gdyby byl na twoim
          miejscu!
          • lola211 Re: No i znowu... 01.11.05, 09:26
            > widzisz prawdopodobnie on jets uzalezniony

            O, widze ze jestes wysokiej klasy ekspertem- na podstawie jednego posta
            potrafisz zdiagnozowac uzaleznienie..


            --------------------------------------------
            Zapraszamy na kursy decoupage we Wrocławiu i Poznaniu
            www.artizana.pl
          • faceeet rotfl, dobrze ze glupota nie jest choroba psych... 01.11.05, 15:28
        • mosze_singer Re: No i znowu... 01.11.05, 16:10
          mirabelka00 napisała:

          > Jasne,on mnie utzrymuje,a moi rodzice utrzymują jego (pracuje w firmie mojego
          > ojca). Poza tym mieszkanie tez kupili nam moi rodzice on nie dołożył ani
          > grosza,więc moze jednak troszke powinien sie liczyc z moim zdaniem,nie
          uważasz?
          >
          > Poza tym przeraza mnie wyrazony przez ciebie pogląd,ze jesli kobieta nie
          wnosi
          > do małżenstwa pieniędzy to nie ma prawa o niczym decydowac i ma potulnie
          > słuchac męża.

          No to koleś się zarąbiście urządzil. Goldoopiec hajtnąl się z panieną z
          bogatego domu i rządzi kasą jej rodziców. Ciekawe, czy jak twój ojciec wywali
          go z roboty facet będzie dalej zainteresowany malżeństwem. Stawiam 10:1 że po
          podziale majątku znajdzie sobie następną taką naiwną.

          Że mloda taka zaślepiona się nie dziwie, ale że jej starzy też???? To już się w
          glowie niemieści.
          • ula_max Sama sobie odpowiedziałaś... 02.11.05, 07:42
            więc skoro on nic nie wnosi do małżeństwa w sensie finansowym oczywiście, to Ty
            możesz nim pomiatać, on ma potulnie słuchać żony, a Ty będziesz nim dyrygować
            że to mu wolno a tamto nie? Widzisz to działa w obie strony.
            Dziwię się Waszym rodzicom, przydałaby Wam się niezła szkoła.
            Ale tak to już jest, najpierw rodzice daja kasę, zatrudniają, wychowują wnuki,
            dokładają, nie chcę Wam źle wróżyć, ale z tej mąki chleba nie będzie.
            A przed ślubem sznowaliście siebie, czy tak poszło z biegu...
            • mirabelka00 Re: Sama sobie odpowiedziałaś... 02.11.05, 08:41
              Czyli dla ciebie to,że chcę też mieć prawo współdecydowania o wspólnych
              pieniądzach jest pomiataniem męzem?Ciekawy pogląd...
              • pade Mirabelka 02.11.05, 09:03
                Jak najbardziej powinnaś mieć dostęp do konta, albo swoje własne. I nie ma
                znaczenia czy jesteś czy nie na utrzymaniu męża.
                Nie rozumiem tylko dlaczego od razu nie ustaliliście co zrobicie z pieniędzmi,
                które otrzymaliście od rodziców. Nie masz innego wyjścia jak porozmawiać z
                mężem zapytać co się dzieje z tymi pieniędzmi, bez posądzeń, bez domysłów,
                jeśli go "zagadasz" zrobi wszysto by ukryć machlojki i może to być coś
                głupiego.
                Powiedz, że musicie iść razem do banku bo masz prawo mieć dostęp do tego konta,
                gdyż są tam również Twoje pieniądze. Nastaw się, że nie ma prawa Ci odmówić i
                że ma to być krótka i konstruktywna rozmowa bez wygadywania.
              • ula_max Re: Sama sobie odpowiedziałaś... 02.11.05, 09:08
                mirabelka00 napisała:

                > Czyli dla ciebie to,że chcę też mieć prawo współdecydowania o wspólnych
                > pieniądzach jest pomiataniem męzem?Ciekawy pogląd...


                To była ironia dziewczyno. Skoro żądasz szacunku dla siebie od męża to sama też
                go szanuj. To Ciebie mierzi fakt, że Twoi rodzice dają kasę, a on sobie rządzi
                nią jak chce. Nie mnie. Wasze finanse sa postawione na głowie i nie oczekuj
                normalności w nienormalnej sytuacji.
                Jakimś cudem te pieniądze znalazły się na jego koncie, jakim? Sama sobie
                odpowiedz. Zaufaliście mu wpłacając pieniadze na JEGO konto, co się teraz
                dziwisz. Rozumiem, że przed ślubem, nic nie wiedziałaś o giełdzie?
                • pade Ula 02.11.05, 09:27
                  Ok sytuacja nie jest normalna, ale lepiej doradź dziewczynie jak się z tego
                  wyplątać, bo chyba o to prosi, a nie krytykę.
                  • ula_max Re: Ula 02.11.05, 09:47
                    Ja nie krytykuję JEJ tylko SYTUACJĘ, a to że są winni za jej powstanie to fakt.
      • dagbe Apropos wypowiedzi ula_max... 02.11.05, 10:06
        > Po trzecie: a gdzie jest powiedziane że po slubie to wszystko MUSI być wspólne

        Zdaje się, że w Kodeksie Cywilnym. Jeśli nie podpisali intercyzy, to wszystko
        jest wspólne (z wyjątkiem spadków i rzeczy posiadanych przed zawarciem
        małżeństwa).

        > Może więcej realizmu. On pracuje Ty nie tzn on Cię utrzymuje?

        Brzydkie wyrazy cisną mi się na klawiaturę, gdy czytam takie opinie... Nawet,
        jeśli tylko on zarabia to zarabia ICH WSPÓLNE pieniądze. Jeśli są małżeństwem,
        to wynikają z tego faktu pewne obowiązki. Autorka wątku jest ŻONĄ a nie służącą
        czy niewolnicą... Absolutnie ma prawo do dysponowania wspólnymi pieniędzmi.

        Pozdrawiam,
        Dagmara
        • ula_max Re: Apropos wypowiedzi ula_max... 02.11.05, 10:35
          dagbe napisała:

          > > Po trzecie: a gdzie jest powiedziane że po slubie to wszystko MUSI być ws
          > pólne

          > Zdaje się, że w Kodeksie Cywilnym. Jeśli nie podpisali intercyzy, to wszystko
          > jest wspólne (z wyjątkiem spadków i rzeczy posiadanych przed zawarciem
          > małżeństwa).
          Chyba Ci się pomylił Kodeks Cywilny z Kodeksem Rodzinnym i Opiekuńczym.
          Poza tym zgodnie z art. 36 :" Art. 36. § 2. Każdy z małżonków może wykonywać
          samodzielnie zarząd majątkiem wspólnym. Do dokonania czynności przekraczających
          zakres zwykłego zarządu potrzebna jest zgoda drugiego małżonka wyrażona w
          formie wymaganej dla danej czynności prawnej.:"
          oraz zgodnie z art 47 § 1. Małżonkowie mogą przez umowę wspólność ustawową
          rozszerzyć, ograniczyć lub wyłączyć."
          To odnośnie tych MUSI, bo wcale nie musi, mogli zawrzeć intercyzę.
          A skoro nie zawarli, a pieniądze przekazali na konto męża to zg z art 36 mąż
          może sobie grać na giełdzie bo to nie przekracza uprawnień.

          > > Może więcej realizmu. On pracuje Ty nie tzn on Cię utrzymuje?
          >
          > Brzydkie wyrazy cisną mi się na klawiaturę, gdy czytam takie opinie... Nawet,
          > jeśli tylko on zarabia to zarabia ICH WSPÓLNE pieniądze. Jeśli są
          małżeństwem,
          > to wynikają z tego faktu pewne obowiązki. Autorka wątku jest ŻONĄ a nie
          służącą
          >
          > czy niewolnicą... Absolutnie ma prawo do dysponowania wspólnymi pieniędzmi.

          Oczywiście ze nie jest niewolnićą, ale mąż też nie ma wpisane w dowód osobisty
          zawód: koń roboczy.
          Pozdrawiam
          > Dagmara
          • dagbe No dobrze... 02.11.05, 12:43
            Złapałaś mnie, Ula wink

            Nie jestem prawnikiem i faktycznie mi się pomyliło. Znaczy, facet może wziąć
            wspólne pieniądze i nie pytając żony o zdanie inwestować na giełdzie?
            Zawsze mi się wydawało, że jeśli jedno z małżonków pracuje a drugie np.
            prowadzi dom, to zarobione przez jednego z nich pieniadze są wspólne i
            bezprawne jest ograniczanie do nich dostępu drugiemu.
            Jak to dobrze, że nie zdecydowałam się na stanowisko "przy mężu" wink

            Pozdrawiam,
            Dagmara
            • ula_max Re: No dobrze... 02.11.05, 13:00
              Wcale nie chciałam CIę złapać.

              "Znaczy, facet może wziąć
              > wspólne pieniądze i nie pytając żony o zdanie inwestować na giełdzie? "
              DOkładnie tak - to nie przekracza uprawnienia każdego z małżonków do
              dysponowania majątkiem wspólnym. Jeżeli ta Pani sie boi że w ten sposób
              mąż "przehula" wspólne pieniądze to może sądownie żądać podziału majatku i
              ustalenia co jest czyje.


              "Zawsze mi się wydawało, że jeśli jedno z małżonków pracuje a drugie np.
              > prowadzi dom, to zarobione przez jednego z nich pieniadze są wspólne i
              > bezprawne jest ograniczanie do nich dostępu drugiemu"
              Tak jeżeli nie mają intercyzy to zarobione pieniądze przez męza są wspólne. A
              jeżeli mąż ogranicza dostęp do pieniędzy, to znowu żona moze sądownie żądać
              alimentów itd. Prawo to jedno a egzekwowanie prawa to drugie.
              • kalina_p Re: No dobrze... 02.11.05, 13:02
                nie wnikam w kwestie prawne ale obyczajowośc.
                Niepojete to jest dla mnie, jak w sredniowieczu - Pan i Władca i służąca, która
                nie ma dostepu do konta, czy nie wie, ile maja pieniedzy i co się z nimi dzieje.
                Smutnesad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka