Dodaj do ulubionych

Asertywność...

04.08.06, 10:45
Znacie jej zasady? Ja w teorii też, gorzej z wprowadzeniem w życie . Przykład
1: przed moim ślubem wybrałam sie do fryzjera. Mam ciemne włosy i chciałam
rozjaśnic kilka pasemek i mieć brązowe delikatne refleksy. Fryzjerka główna
gdzieś wyszła i była tylko praktykantka.Nie miałam do niej zaufania ale tak
długo mnie przekonywała, że zrobi mi to dobrze i ładnie że sie zgodziłam. Nie
potrafiłam odmówic bo bałam się że ja urażę. Efekt- na głowie dwa żółto-
blond paski grube na 5 cm...Załamka... Oczywiści za spieprzona robote
zapłaciłam...a w domu farbowałam swoje "refleksy" szamponetką.
Sytuacja 2 : byłam z małym( 10 miesięcy) na spacerze i szedł pan z dużym
psem rasy Alaskan Malamute. Pies bez kagańca. Mały lubi zwierzęta i był już
cały zaśliniony ze szczęścia. Przystanęłam żeby sie napatrzył a pan na to że
można psa pogłaskać. Zaczęłam mówić, że nie , wolałabym nie ale chyba za
cicho bo pan stwierdził, że to pies do terapii i już był z nim przy wózku.
Młody po chwili był zaśliniony ale przez psa.. Wylizał go dokumentnie a ja
nie miałam odwagi zareagowac i wrzasnąć na faceta że nie chcę aby jego pies
podchodził do mojego synka.
Przykład 3: byłam sie zarejestrować do lekarza w przychodni. Czekał tez pan,
dość sympatyczny i miły. Uśmiechał sie do młodego i coś go zagadywał.Nagle
wyciagnął komórkę i strzelił mu fotkę nie pytając mnie o zdanie. Znów z mojej
strony brak reakcji...
Też tak macie ? Czy tylko ja jestem takie cielę? Strasznie zła jestem potem
na siebie ale jest już za późno...
Obserwuj wątek
    • blou1 Re: Asertywność... 04.08.06, 10:50
      Ni tylko Ty, ja mam podobnie. Ale walczę (zaczynam) o swoje.
    • triss_merigold6 Re: Asertywność... 04.08.06, 10:55
      Nie, nie mam tak. Rzadko, bo rzadko ale niekiedy obezwładnia mnie tylko
      porażające chamstwo albo niewiarygodna głupota i staję jak słup.
      • pesteczka5 Re: Asertywność... 04.08.06, 11:12
        Chyba większość ludzi ma problemy z asertwnością. Jednym się ona myli z
        egoizmem, inni są d*** wołowe, a większość stanowi pełną gamę mutacji
        posrednichwink A czasem po prostu niewarta skórka za wyprawkę... Następnym razem
        u fryzjera po prostu będziesz stanowcza, i już - większość ludzi uczy się chyba
        na takich błędach. Z psami podobnie. A z komórką - hmmm, dziwne to bardzo,
        normalni ludzie obcym dzieciom zdjęć nie robią, ale co miałaś zrobić, wyrwać mu
        komórkę? Policję wezwać? Też czułabym się nieswojo, ale brakłoby mi
        zdecydowania tak samo jak Tobie.
        A z psami - jeszcze nasz przykład z plaży ostatnio. Moje dzieci zbudowały zamek
        z piasku. Przyszedł obśliniony piesio rasy jakiejś myśliwskiej, powąchał,
        ucapił foremkę i uciekł. Mały w ryk o tę foremkę, więc mąż grzecznie do pani
        właścicielki, z kurtuazyjnym uśmiechem. Pani właścicielka do piesia, a piesiu
        do wody, i tak krętu wętu przez prawie kwadrans. Mąż natarczywiej, ale wciąż
        grzecznie, a pani właścicielka się uśmiecha przepraszająco, niestety do piesia
        głównie, bo widać wyraźnie, ze się go boi (piesia). Piesio do zamku, po wieżach
        i fosach. Dzieci ze strachu i żalu schowały się za mnie i któreś chlipie. Pani
        właścicielka do męża (swojego tym razem), mąż do piesia (mniej strachliwy niż
        żona), wreszcie uprosili piesia i oddali foremkę uślinionią i pogryzioną.
        Obiecaliśmy dzieciom, że żaden pies więcej nie zepsuje im zabawy. Niestety po
        niespełna pięciu minutach następny kudłaty ulubieniec bez smyczy wlazł na most
        zwodzony. Nie czekałam ani chwili, nawet tyle, ile wrodzona uprzejmośc mojego
        męża kazała mu brac oddechwink Wrzasnęłam z całych sił, wplatając wszystkie znane
        mi przekleństwa, a więc głównie rodzime, jasno i wyraźnie formułując swoje
        oczekiwania oraz sądy. Efekt? Pies natychmiast został wzięty za obrożę i
        usmyczony, a za nim wszystkie psy w okolicy.
        Dodam, że rzecz się nie działa w Polsce.
        • gosia1004 Re: Asertywność... 04.08.06, 11:53
          smile)))))))))))))))))))
    • aga1077 Re: Asertywność... 04.08.06, 10:59
      Nie tylko ty tak masz! Ze mną jest podobnie, strasznie mnie to wkurza i planuję
      z tym walczycsmile
    • gosia1004 Re: Asertywność... 04.08.06, 11:01
      hej Aleksandra! w odpowiedzi na Twoje pytanie: tak jestem takie cielę, ale
      staram sie nad tym pracowac bo nienawidze tego u siebie. Nigdy asertywna nie
      byłam, a trzeba. Dobrze mi juz idzie do obcych i tu dobrze jest potrenowac np
      jak ktos sie o Ciebie opiera w tramwaju albo wpycha do kolejki przed Toba -
      natomiast bardzo źle idzie mi z tesciowa, przyklad: tesciowa chce byc u mnie
      codziennie (dziecko ma niecale 2 msc)i twierdzi ze przychodzi zeby mi pomóc, a
      przyłazi zeby wynosic na rekach - nie podtrzymujac kregosłupa!! wrrrr - moją
      córusie, a ja w tym czasie mam dopierniczac w domu albo isc na zakupy i tak: 1.
      nie umiem jej powiedziec ze chce posiedziec sama anwet jak nie wyrabiam na
      zakrętach, 2. na jej docinki ze ja odrzucam jej pomoc tylko idiotycznie sie
      usmiecham a w srodku az wrze i t p. Mam jednak swoje zdanie na temat tej modnej
      asertywnosci - niektórzy myla bycie asertywnym z byciem bezczelnym i po prostu
      nie miłym, a asertywnosć polega na tym, żeby drugiej strony nie urazic! Nad tym
      trzeba mocno popracowac i zmienic to w sobie bo przede wszystkim w pracy
      przydaje sie bycie asertywnym na maxa.Zreszta w zyciu tez.Pozdrawiam Cie mocno.
    • a.lenard Re: Asertywność... 04.08.06, 11:02
      zakaz robienia fotek przerabiałam, potrafię powiedzieć ze nie życze sobie zdjęć
      mojego dziecka lub mnie. Jak biega pies bez smyczy zaraz komentuję.
      Ale najbardziej wkurza mnie taka sytuacja i tutaj nie potrafię zareagować i
      jestem na siebie zła. Ide z małą spacerkiem , no a ona biaga non stop, jakas
      baba przechodzi obok i mówi:dziewczynko nie uciekaj mamusi bo cię zabiorę. Po
      czym podaję rękę Kindze i ją woła. Mała lubi towarzystwo i bez problemu idzie
      do kogoś obcego. Wkórza mnie to niesamowicie. Czy w ten sposób moje dziecko nie
      jest uczone, że obcy może je sobie wziąć?
      • domis.s Re: Asertywność... 04.08.06, 12:17
        baba z ręką wołająca moje dziecko to najbardziej wkurzająca rzecz na spacerze.
        Mnie zdarza się to dość często. Nie wiem czy te osoby nie mają wyobrażni!!!Nie
        wszystkim matkom to odpiada.O co tu chodzi ?W jakim celu są te ręce i wołania?
        Bez sensu!!!
        U mnie z asertywnością w tej sprawie na początku było nieciekawie. Teraz
        wkurzona częstością takich sytuacji podniosłym głosem wołam do mojego
        maluszka , że nie wolno podawać pani rączki. A pani wprost w oczy mówie zeby
        tego nie robła .Z róznym skutkiem niestety...raz nawet ja dostałam "ochrzan" od
        dziada,że co on może za to ,że dziecko mu rękę podało!!!!!i że to nie on je tak
        wychował!!!!!(mowa o 2 latku) Wtedy niestety już mnie trafił szlag....o
        asertywności juz nie było mowy smilesmilesmilewrrr.
    • mola_mama Re: Asertywność... 04.08.06, 11:10
      U mnie w domu najbardziej asertywne są moje dzieci wink)).
      Muszę się im lepiej przyjrzeć i nauczyć się tego od nich.
    • agatkaros Re: Asertywność... 04.08.06, 11:12
      Oj kochana, nad asertywnością to Ty musisz popracować.
      Tak się też zastanawiam, jaką teorię asertywności znasz?
    • malgra Re: Asertywność... 04.08.06, 11:13
      znam zasady i czasem wprowadzam w życie a czasem boję się kogoś urazić.
      Ostatnio np, odwiedzili nas pracownicy męża-wizyta niezapowiedziana.Ok.
      Ale gdy o północy próbowałam uśpić córkę(raczej nie chodzi tak późno spać) a
      oni zachowywali się jak w barze poprosiłam,żeby zakończyli już wizytę.Bez
      tłumaczenia co i dlaczego.
      Chyba im się głupio zrobiło,bo przeprosili i poszli. A ja byłam zła ale na
      męża,bo to on powinien zareagować a nie ja.
      • elf1977 Re: Asertywność... 04.08.06, 11:20
        W asertywności nie chodzi o to, by kogoś nie urazic. Niestety, pewnych spraw
        nie da się załatwić bez urażenia kogoś innego. Niemniej, mamy prawo bronić
        swoich granic. Swoich i naszych bliskich.
        Ja się nie boję zwracać uwagę, gdy kogoś zachowanie stwarza dla mnie problem.
        Staram się być stanowcza i uprzejma, jeśli ktoś jednak nie reaguje, przestaję
        być uprzejma. Panów zachowujących się w moim domu jak w barze, kiedy małe
        dziecko usypia, usunęłabym ok. 20, miłop się uśmiechając i mówiąc, że mała
        idzie spac, z mąż potrzebny jest, by ją uśpić. Kobiety bardzo często w imię
        czczej uprzejmości pozwalają wchodzić sobie na głowę, niestety wynika to w
        dużym stopniu z wychowania dziewczynek, ktore mają być przede wszystkim "miłe"
        i "grzeczne".
        • pesteczka5 Re: Asertywność... 04.08.06, 11:31
          Faceci też pozwalają sobie wchodzić na głowę. Wynika to na przykład
          solidarności z mamusią, towarzystwem jak w powyższym przykładzie czy
          oczekiwaniem, że żona się pokłóci zamiast niegowink
        • gosia1004 Re: Asertywność... 04.08.06, 12:20
          mnie sie jednak wydaje ze asertywnosc z założenia polega na tym zeby kogos nie
          urazic a powiedziec co sie myśli, ale zazwyczaj "uraża" bo to co sie mysli to
          czysta szczerość i prawda w oczy. dla wiekszosci ludzi wygodniej i przyjemniej
          jest jak ktos jest miły(czytaj: nie mowi prawdy) niz jak grzecznie.. wali
          prosto z mostu co mu nie pasuje. Ludzie chyba nie lubia asertywności... na
          pewno nie wszyscy..
        • agatkaros Re: Asertywność... 04.08.06, 12:32
          POdpisuję się pod postem smile)
          i pozdrawiam serdecznie Ewusię smile
    • nisar Re: Asertywność... 04.08.06, 12:03
      Raczej nauczyłam się już stanowczości w walce "o swoje", ale nadal jest taki
      poziom chamstwa i bezczelności ludzkiej, który po prostu mnie zatyka i nie
      reaguję. Tłumaczę się (sama sobie smile że to z powodu szoku, że ktoś może być tak
      niewyobrażalnie bezczelny.
      Czasami nie reaguję z lenistwa, jeśli sprawa duperelasta (np. ostatnio w
      kolejce facet, który przyszedł po mnie podszedł do okienka przede mną) a mnie
      szkoda nerwów żeby się użerać.
      Ale miewam takie dni, że tylko patrzę, kto mi się nawinie...

      Niemniej dzisiaj nie mam już problemów z wyegzekwowaniem tego, na czym mi
      zależy, ale kiedyś bywało tak, że jak wiedziałam że zadzwoni bardzo asertywna
      koleżanka i będzie chciała coś mi narzucić, to PISAŁAM sobie co jej powiem,
      żeby nie robić tego, czego nie chciałam. Tak że nie zawsze było różowo.
      • pesteczka5 Re: Asertywność... 04.08.06, 12:24
        I jeszcze jedno, nie wydaje mi się, żeby to była li tylko kwestia wychowywania
        dziewczynek na zgodne i miłe. Myślę, ze to kwestia poczucia własnej wartości i
        godności osobistej. Wyniesiona z domu. Kopia życiowych zachowan naszych
        rodziców oraz zachowań rodziców wobec nas. Dziecko, które czuło się warte
        uwagi, tego, żeby miec dobrze, żeby mieć tak jak by chciało, że jego zdanie
        zasługuje na wysłuchanie - niekoniecznie na zgodę - nie będzie miało jako
        dorosły kłopotów z asertywnością, a w każdym razie nie ekstremalne (bo jakieś
        każdy myślący, czujący człowiek ma - trzeba by być bezczelnym robotem żeby nie
        mieć żadnych).
        Natomiast dziecko wychowywane do bezwzględnej grzeczności, rugane, uciszane,
        odbierające staly komunikat "nie przeszkadzaj, nie zawracaj głowy" - będzie
        miało za naczelną zasadę nie wychylac się jako dorosły.
    • mama_4latka Re: Asertywność... 04.08.06, 13:05
      Jaki fajny temat - ostatnio często wręcz się nienawidzę, za to że jestem taka
      nieasertywna. I po każdej takiej sytuacji myślę, czemu nie zareagowałam, czemu
      nic nie powidziałam.
      I zauważyłam, że najwięcej oporów mam wtedy, gdy ktoś zachowuje się nie fair i
      przy tym ma "przyjacielską minę" lub też udaje, że nic się nie stało. Nie wiem,
      czy wiecie o co chodzi...
      • mama_4latka Re: Asertywność... 04.08.06, 13:38
        Sorry, za wcześnie kliknęłam. Boję się że zareaguję zbyt emocjonalnie (nie
        potrafię ukrywać emocji i chociaż strasznie się staram widać, że jestem zła) i
        wywołam burzę. I to nie chodzi nawet o to, że za głośno mówię - jakoś tak
        zmienia mi się ton głosu, że jest on pełen pretensji. Zazdroszczę bardzo
        osobom, które potrafią tak spokojnie i rzeczowo zwrócić uwagę - chyba mężczyźni
        w tym są lepsi.

        Miałam ostatnio taką sytuację na placu zabaw:
        Kolejka do jakiejś zjeżdżalni. Każde dziecko zjeżdzało a jedno dziecko co
        zjechało to podbiegało i próbowało wepchnąć się bez kolejki. Tatuś jego niby
        się uśmiechał przepraszająco ale nic nie robił, żeby synek stanął w kolejce.
        Dzieci nie bardzo dawały mu się wepchnąć. I znalazł się jakiś dobry wujek,
        który chłopca wpuszczał bez kolejki, ale co ciekawe nie przed swoje dzieci
        tylko "za swoje" a właśnie przed moje, mówiąc jeszcze do tego słodkim
        głosem "kochanie daj teraz zjechać mojemu synkowi a ty zjedziesz po nim" i
        wpychał tego malca przed moje dzieci.
        Moje dzieci patrzyły zdziwione na mnie, bo one cały czas grzecznie stały w
        kolejce jak mama uczyła, a ja nie wiedziałam jak zareagować. Tzn. może
        wiedziałam, ale bałam się że mój ton i wyraz twarzy będzie o wiele za poważny
        do sytuacji - w sumie nic wielkiego się nie stało, a ja tu niepotrzebnie
        wywołam burzę. Ale..., no właśnie to "ale" - gotowało się we mnie i stałam jak
        ten baran. Nie zrobiłam nic. A potem byłam wściekła na siebie, że uczę dzieci
        kultury, jakiś zachowań, ale nie potrafię dopilnować, żeby inni wobec moich
        dzieci byli w porządku. Ten "dobry wujek" potrafił dopilnować, żeby to właśnie
        przed jego dziecko się nie wpychano.

        Przepraszam, może to było dość chaotyczne, ale zła jestem na siebie, że jestem
        taka "dupa".
    • lucerka Re: Asertywność... 04.08.06, 13:12
      Zalezy od samopoczucia: sa dni kiedy czuje sie swietnie i moglabym gory
      przenosic - wtedy asertywnosc mam w malym paluszku i wszystkich wokolo nia
      uszczesliwiam.
      Sa jednak takie fazy, ze czuje sie jak mala zbita psina, ktorej asertywnosc
      bardzo kuleje.
      Ostatnio przerabiam asertywnosc odnosnie tesciow smile))))
    • mama.igora Re: Asertywność... 04.08.06, 13:42
      J ajestem cielę do kwadratu!!! Zwałszcza przy teściowej;-(
    • lucerka Re: Asertywność... 04.08.06, 13:57
      Wydaje mi sie. ze duzo osob ma z nia problemy, bo nie umieja wyrazic swoich
      potrzeb tak, aby nie zranic innych. Asertywnosc to nie tylko mowienie "NIE" - to
      rowniez sztuka dyplomacji.
      Z (mojego) zycia wziete:

      tesciowa chce przyjechac zobaczyc wnuka, ja - mimo, ze juz 3 tyg. po porodzie -
      nadal sie zle czuje i kloce sie z mezem tak, ze wiory leca, a bo nieprzespane
      noce, a bo maly wisi na biuscie...
      Tesciowa ustala konkretny termin i juz sie cieszy na spotkanie..gdy ja nagle
      gasze ja moim (aroganckim) NIE przyjezdzaj bo JA tego nie chce.
      Po fakcie pomyslalam...przeciez gdybym powiedziala: "Wiesz..bardzo bym sie
      ucieszyla widzac cie u siebie za jakies 2 tygodnie, mialybysmy wiecejj czasu dla
      siebie..." I ona zadowolona i ja.
    • lola211 Re: Asertywność... 04.08.06, 13:59
      Idzie mi coraz lepiejsmile i mam na tym polu spore sukcesy.
      Jak moja córa miala z rok przyszlo do mnie 2 fachowcow robic obmiar okien, bo
      zakladalismy rolety.Cora spala na gorze.Nieopatrznie spytalam sie o rolety na
      okna polaciowe i pan mimo moich niesmialych, przyznaje, protestow wlazl na
      gore i obudzil mi dziecko.Wowczas wsciekla bylam na siebie jak nie wiem, ze nie
      bylam w protescie stanowcza.
      Dzis juz by to nie przeszlo.
      Nie dalej jak przedwczoraj musialam odmowic tesciowej- chciala zabrac moja córe
      samochodem do rodziny, jakie 120 km.A ze ma 75 lat po prostu boje sie jej
      powierzac dziecko w trase(wrocila cala i zdrowa, ale to nie zmienia mojego
      spojrzenia na te kwestie).Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja- dac do
      zrozumienia, ze jej nie ufam jako kierowcy- ale moj spokoj ducha jest
      wazniejszy.
      Co do psów- nie nalezy pozwalac na lizanie po twarzy, raczki zawsze mozna
      przetrzec, zas radosc malucha jednak przemawia za tym, by nie eliminowac
      calkowicie kontaktow ze zwierzetami.
    • mamainki Re: Asertywność... 04.08.06, 15:51
      O boze dobrze ze ja nie mam z tym problemu.Nie boje sie i lubie walczyc o swoja
      racje jesli oczywiście ją mam.Dlatego tez jestem nieszczególnie lubiana w
      rodzinie męża ale to już ich problem.
      • lola211 Re: Asertywność... 04.08.06, 17:34
        Ja jednak wole byc lubiana i dlatego czasem pasuje.Grunt to znaleźć zloty
        srodek, bo co mi po asertywnosci, gdy kazdy bedzie patrzyl na mnie wilkiem?
    • babka71 Re: Asertywność... 04.08.06, 16:10
      No własnie !!!....
      (Mam sąsiadkę jest w ciazy juz widocznej (40 lat wpadka, ) i pali (też palę),
      ale nie podoba mi się, ze pali w ciązy do tej pory przymykałam oko,..ma trudna
      sytuacje rodzinną, pomagam jak mogę....nie wazne..
      Mówiłam, wiesz : nie podoba mi się , ze palisz, ale to Twoja sprawa, słuchaj
      itp..
      Wczoraj wieczorem przyszła pożyczyć 1 -ego papierosa odmówiłam, ...ciekawe czy
      sie odezwie jutro??!!
      p.s była oburzona i obrazona na maksa
    • moninia2000 Re: Asertywność... 04.08.06, 18:19
      Super temat!
      Ja nie potrafie do konca zawsze byc asertywna. To znaczy staram sie i podchodze
      do sprawy tak: dziewczyny, nie okreslajcie sie dupami wolowimy hihi, bo tylko
      Was to pcha pod obrazek, ale powiedzcie sobie: dam rade. Nastepnym razem bede
      bardziej asertywna, staram sie i dam rade!
      DZiala, bo najgorsze to winic siebie i karcic, a wazne jest rzeczywiscie by
      postarac sie choc pomyslec pozytywnie i juz.
      JA czesm jestem asertywna, udaje mi sie to. O dziwo gorzej mam z rodzina,
      szczegolnie z mama, ale od jakiegos czasu juz sie "nie daje" i odpowiadam jak
      czuje, asertywnie (wciaz lepiej z tata niz z mama jak sie widzimy), dziala. Na
      poczatku pare razy przezylam jak tata sie obrazil (o glupote), bo nie spodobalo
      mu sie, ale dzieki cudownemu mezowi zrozumialam, ze absolutnie nic zlego nie
      zrobilam, ze tylko wypowiedzialam swe zdanie, nie dalam sobie wejsc na glowe i
      nie zrobilam (jak czesto mi sie zdarzalo) znow czegos by ich nie zranic, nie
      przeszkodzic itp..a po prostu zadbalam o nasz komfort czy moj.
      Uch, nie jest to latwe, bo wychowuja nas dokladnie jak mowicie, na grzeczne
      dzieci i w pojeciu "grzeczne" niestety znajduja sie wszelkie negatywne rowniez
      odcienie...typu: cicha, nie mowiaca co czuje naprawde, nie sprzeciewiajaca sie-
      szczegolnie szanujaca starszych itp..
      JA mam tylko nadzieje, ze wychowam ma coreczke w poczuciu wolnosci bycia soba i
      asertywnosci. Bo..choc mamy nie ma super-asertywnej jeszcze, ale doceniajaca
      asertywnosc i starajaca sie..
      Powodzenia wszystkim ! Jakie to wazne..
      Moni
    • rotera Re: Asertywność... 05.08.06, 12:43
      asertywność - ulubione powiedzeie mojej byłej szefowej. Jak ktoś zwrócił się do
      niej jako prezełożonej o rozwiązanie problemu, żeby nie leciec do prezesa, ona
      zawsze mówiła bądz np Basiu asertywna. W rzeczywistości była z iej totalna dupa
      wołowa, która bała się wychylić i cokolwiek powiedzieć i tak wszyscy załatwiali
      wszystko na własną ręke, a ta jej odp i zachowanie bardzo psuły atmosfere w
      pracy. Po jakimś czasie ją przesuneli i przyszła nowa dziewczyna. wyglądała jak
      blondyeczka z reklamy, wię zaczeliśmy wzdychać, że znów to samo, ale to było
      tylko mylące wrażenie i mylący wygląd. Potrafiła załatwić prawie wszystko,
      omawiała, przedstawiała różne rozwiązania, rzeczywiście była asertywna na 100%.
      Niestety iektórym asertywność myli się bardzo z chamskim zachowaniem i brakiem
      kultury, ostatni przykład to wczorajsze zachowanie koleżnki, której wyraźnie
      powiedzieliśmy nie po raz kolejny, a jak zaczęła być chamska, to powiedziliśmy,
      że pożyczka nie wchodzi w gre, to ona do nas, że to nie chamstwo tylko
      asertywność.?????nie wiem czy to z niewoedzy wynikało, czy taką ma definicje
      tego pojęcia.
      Co do mnie potrafie być asertywna w pracy i tu prawie od zawsze szczególnie po
      pierwszym roku nie jeden kubeł zimnej wody na głowę bardzo pomógł.
      Jeśli chodzi o rodzine, to różnie to bywa, bardzo asertywna potrafie być w
      stosunku do własnej rodziny, to teściów już nie tak bardzo, co ma swoje wady bo
      odmowa traktowana jest jak potwarz, a ie coś do czego mam prawo.
      Ale to też zmieniało się przez lata, bardziej asrtywa stałam się odkąd jestem
      mamą, od początku stanowcza i co dziwne dla mnie z pełym posłuchaniem z obu
      stron, a myślałam, ze będą mnie traktować z przymróżeniem oka.
      A co do fryzjera...a owszem tu dałam ciała kilka razy...i zapłaciałam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka