Właśnie, ostatnio mam jakies odpały totalne. A to zmarszczki oglądam (30 lat
za pół roku kończę) a to... zaczynam podejrzewać męża o zdradę
No normalnie mi odbija. Nie mam nic co by mogło nasunąć mi takie
przypuszczenia, ale... Wlaśnie ostatnio coś sporo pracuje, w zeszłym tygodniu
kupił mi różę (a przedtem to chyba z półtora roku nic) jak mu powiedziałam, że
chyba ma inną - ta róża aby "mi wybić z głowy głupie pomysły". A dziś
przyjechał z imprezy w pracy i po 2-3 godz przypomniał sobie, że laptopa
zapomniał i pojechał po niego. Ja - OK a potem nagłe olsnienie, że to kurka
podejrzane! Niby wytłumaczenie ma dobre - zapomniał a musi zrobić coś na
poniedziałek - jak zrobi dziś w nocy to jutro bedzie miał czas dla nas -
ostatnio nie miał go kompletnie.
Nie sprawdzam go ani jego komórki czy laptopa - poniżej to mojej godności, ale
... no kurczę męczy mnie to strasznie od kilku tygodni.
I sama nie wiem śmiać się z siebie czy poniżyć się i zacząć sprawdzać? No i
cały czas mi się wydaje, że ufam mężowi. Tylko w takim razie skąd te pomysły?
A do tego wraz z tymi pomysłami moja samoocena leci w dół i zamiast chudnąc to
zaczynam jeść

A jak nie jem to tracę pokarm, a syn ma dopiero 4 mies

Pocieszcie, rozśmieszcie albo co bo dołuję siebie sama okrutnie.